wtorek, 17 kwietnia 2018

"Babcocha" (Wydawnictwo Poradnia K)

Obok tej książki nie można przejść obojętnie. Od razu zwraca uwagę. Na początku widzimy niezwykłą okładkę. To wyszywanka autorstwa Marii de Latour, córki autora ilustracji do całej książki Daniela de Latoura. Trudno oderwać od niej oczy. Mimo wszystko warto to zrobić, bo w środku czekają na czytelników fantastyczne przygody głównej bohaterki.


Tytułowa Babcocha to czarownica. Wygląda tak, jak każda czarownica wyglądać powinna. Ma wielki nos, pieprzyk na nosie, ubrana jest w długą spódnicę, a na głowie ma chustkę. Od czarownicy różni ją jedna rzecz. Babcocha nie lata na miotle! Do przemieszczania się wystarczy jej... chmura! I na takiej właśnie chmurze przyleciała Babcocha do Grajdołka. W tej niewielkiej miejscowości znalazła dla siebie przyjemną chatkę. Długo nie cieszy się samotnością, bo w połówce orzecha znajduje Licho! Od tej pory Babcocha i Licho żyją razem i wspólnie niosą pomoc mieszkańcom Grajdołka. Wkrótce dołącza do nich Bernadetta, córka Antoniego Ryby. Babcocha spotkała dziewczynkę w lesie i szybko się z nią zaprzyjaźniła. A co z innymi mieszkańcami Grajdołka? Tu tak łatwo nie było. Wielu patrzyło na Babcochę podejrzliwe, wszyscy okrzyknęli ją czarownicą, a niektórzy nawet się jej bali. Trochę im się nie dziwię, bo Babcocha, choć zrobiła wiele dobrych rzeczy, to wielu mieszkańcom mocno utarła nosa! Na przykład stolarza Antoniego Rybę przywołała do porządku, kiedy ten nie dotrzymywał słowa i nie kupował córce czekoladowego zająca. Dała nauczkę Zenonowi Bąblowi, który wyrzucił śmieci do lasu i ukarała za chciwość sprzedawcę ze sklepu z telewizorami. A co dobrego zrobiła w Grajdołku Babcocha? Na przykład uratowała kota, przepędziła ducha, a nawet zabawiła się w swatkę! Ona i oczywiście Licho, bo ono we wszystkich sztuczkach Babcochy miało spory udział. 



Dzieje się w tej książce, oj dzieje. Krótkie rozdziały (większość z nich mieści się na jednej stronie), dynamiczne wydarzenia i szaleni bohaterowie. Szukacie książki, która rozśmieszy Was do łez? Szukacie lektury nieco niewiarygodnej, a jednocześnie pełnej ciepła i interesujących bohaterów? To znaleźliście! Babcocha spełnia wszystkie te wymagania. Ta książka przekona do czytania nawet tych, którzy są z czytaniem na bakier. Kolejne przygody głównej bohaterki po prostu chce się poznawać. Bo każda następna jest jeszcze ciekawsza od poprzedniej. Czytamy opowieści autorstwa Justyny Bednarek, podziwiamy ilustracje Daniela de Latoura i mamy wrażenie, że poznaliśmy osobiście grupę bardzo niezwykłych osób (i stworzeń). A nawet, jeśli nie poznaliśmy, to gdzieś z ukrycia ich przygodom się przyglądaliśmy. A, i jeszcze jedno! Tę książkę polecają wszyscy, wśród rekomendacji znalazły się nawet takie od Baby Jagi, Kota Behemota i Złej Królowej (tej od Śnieżki). Kto jak kto, ale oni mylić się nie mogą!




Babcocha
Justyna Bednarek
ilustracje Daniel de Latour
Wydawnictwo Poradnia K, 2018
wiek 7+



9 komentarzy:

  1. kurcze nie widziałam ani nie słyszałam ani o książce ani o tym wydawnictwie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zabawna pozycja, takiej nam trzeba:) Okładka wpada w oko.

    OdpowiedzUsuń
  3. Joanna Skrzypek17 kwietnia 2018 11:36

    Bardzo lubię książki tak ładnie graficznie wydane :) Chętnie zakupię tą pozycję dla mojej córki

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię takie książki, które wciągają zarówno dziecko jak i rodzica :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jej, przepiękna ta książka, koniecznie musimy ją mieć! Uwielbiamy pana De Latoura i panią Bednarek. Właśnie czytamy inne dzieło tego zacnego duetu: "Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek".

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię takie zwariowane książeczki :) Jako dziewczynka znacznie chętniej czytałam o czarownicach, złych lichach i kłobukach, niż np. o księżniczkach ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Podoba mi się! Dodam do koszyka w ksiegarni :D

    OdpowiedzUsuń