wtorek, 20 czerwca 2017

Czy warto jechać z dzieckiem do Łodzi?

Komu nie powiedziałabym o naszych planach, ten pukał się w czoło i zdziwiony pytał: "Do Łodzi? Po co do Łodzi?! To brzydkie miasto i nic tam nie ma!"


Do tej pory w Łodzi byłam raz, służbowo. Zdążyłam przejść się fragmentem ulicy Piotrkowskiej i zobaczyć miasto z okien samochodu. Trudno powiedzieć, czy Łódź mi się wtedy spodobała. Dzień był deszczowy, ale miasto, o którym w czasie studiów tyle słyszałam, zainteresowało mnie na tyle, że postanowiłam tam wrócić. Udało się dopiero po trzech latach. 


Już rok temu cicho mówiliśmy o wyjeździe do Łodzi. Mieliśmy jednak tak dużo innych wyjazdów, że w końcu z tego zrezygnowaliśmy, przekładając go na ten rok. I udało się! Połączenia kolejowe zostały sprawdzone, bilety kupione, trasa zwiedzania bardzo wstępnie opracowana. Wstępnie, ponieważ wyjazd miał być ogólnym rozeznaniem w topografii miasta, w którym nigdy nie mieliśmy okazji zatrzymać się na dłużej. Postanowiliśmy odwiedzić cztery miejsca, niestety, plany pokrzyżowała nam pogoda i ograniczyliśmy się do trzech. Mamy, więc okazję odwiedzić Łódź ponownie. Bo Łódź ani nie jest tak brzydka, ani tak nieciekawa jak niektórzy twierdzą. 

Piękne kamienice i cerkiew prawosławna zachwyciły nawet Tosię. Która zobaczywszy kilka dni temu w telewizji moskiewski Sobór Wasyla Błogosławionego, stwierdziła, że równie kolorowy kościół widziała w Łodzi (ba! ona użyła nawet słowa cerkiew!). Ale to były atrakcje dodatkowe, chcieliśmy bowiem zobaczyć trzy miejsca:
1) nowo otwarty dworzec Łódź Fabryczna,
2) Se-ma-for,
3) ulicę Piotrkowską,
4) pałac Izraela Poznańskiego

Niestety, nie udało nam się dotrzeć do tego ostatniego. Pogoda postanowiła płatać nam psikusy. Z drugiej strony, gdyby nie ona pewnie nie zdecydowalibyśmy się na zwiedzanie Se-ma-fora, tylko zajrzelibyśmy do budynku i odłożyli podziwianie lalek biorących udział w telewizyjnych produkcjach na inna okazję. A tak, przeczekaliśmy tam największą ulewę, podziwiając bohaterów mojego dzieciństwa i tych, których dziś ogląda Tosia. Był Miś Uszatek, Miś Colargol (naprawdę nie wiedziałam, że ten sympatyczny niedźwiadek pochodzi z Francji), był Parauszek oraz ten, który wzbudził największe zainteresowanie Tosi - pingwin Pik-Pok. Do tej pory nigdy nie widziała bajki o jego przygodach, od wizyty w Łodzi, mogłaby oglądać tylko jego. Wizyta w Se-ma-forze była niesamowitą podróżą w świat bajek. Zobaczyliśmy tam makiety z filmów, które oglądamy w telewizji. Poznaliśmy tajniki budowy lalek grających w popularnych dobranockach. Dowiedziałyśmy się, dlaczego pierwowzorowi Misia Uszatka oklapło zupełnie inne ucho, niż to, które pamiętamy z bajki. A na koniec obejrzałyśmy Mokrą bajeczkę, w której wystąpiły lalki oglądane przez nas przed chwilę kilka pięter wyżej! Film trwał ponad dwadzieścia minut, podczas których rozgadana Tosia nie powiedziała ani słowa, a jedynie siedziała z rozdziawioną buzią i oglądała film. A przed wyjściem zajrzała jeszcze raz do sali, w której stały lalki z Mokrej bajeczki, żeby sprawdzić czy nadal tam są;)

Z Se-ma-fora udaliśmy się na spacer po ulicy Piotrkowskiej. Chcieliśmy przysiąść na ławeczce z Julianem Tuwimem. Nie udało się, bo ławka była mokra, więc Tuwim siedział, a my stałyśmy. Przywitać się z Misiem Uszatkiem. To się udało, ale potem trudno było Tosię od Uszatka oderwać. Przy okazji zajrzałyśmy do Pasażu Róży, którego ściany pokryte są pociętymi fragmentami luster. Stąd również wyciągałam Tosię z trudem. Minęłyśmy pomnik trzech największych łódzkich fabrykantów, czyli Izraela Kalmanowicza Poznańskiego, Karola Wilhelma Scheiblera i Henryka Grohmana. Przeszłyśmy Aleją Gwiazd, natknęłyśmy Rubinsteina i Jaracza. Zatrzymałyśmy się na łódzkim placu Wolności, a potem szukałyśmy miejsca, w którym możemy kupić kartki pocztowe, żeby wysłać je do taty i do przedszkola Tosi. Znalazłyśmy je na poczcie, już dotarły pod właściwy adres, więc łódzka poczta wywiązała się z zadania.

Ostatnim przystankiem naszej łódzkiej wyprawy był dworzec Łódź Fabryczna. Imponuje rozmachem i budzi zazdrość. Zwłaszcza u tych, którzy na co dzień muszą korzystać ze szkaradnego, przepełnionego chlebaka, czyli poznańskiego dworca PKP. Tosia, znana miłośniczka kolei, była usatysfakcjonowana:)








Przed wyjazdem do bardzo dokładnie przeczytałam książkę Spacerkiem po Łodzi (KLIK), którą w bardzo pochlebnych słowach opisywałam na blogu kilka tygodni temu. Dziś, po wyjeździe, mogę o tej książce mówić jeszcze lepiej! Nic nie umknęło mojej uwadze, wytężałam wzrok, żeby dostrzec krasnale (tak, tak, można je znaleźć nie tylko we Wrocławiu, ale o ile na Dolnym Śląsku są ozdobą, o tyle w dawnej Łodzi miały bardziej praktyczne przeznaczenie) w bramach, fontanny, z których można pić wodę (bo podobno Łódź ma najlepszą "kranówkę") i budynki, które autorzy opisali w swojej książce. Polecałam tę książkę przed wyjazdem, po nim polecam jeszcze bardziej!

Jadąc do Łodzi planowałam zakup jeszcze jednego przewodnika. Czy słyszeliście kiedyś o nieMAPACH? Ja znam je od roku. Formą przypominają tradycyjną mapę, ale kiedy je rozłożymy szybko zauważymy, że raczej nie pomoże nam ona w odnalezieniu poszukiwanej ulicy. nieMAPA to tak naprawdę przewodnik po mieście, znajdziemy w nim opisy najciekawszych zabytków, informacje o lokalnych przysmakach, a nawet krótką ściągę z gwarowych powiedzonek. Znalazł się tam między innymi pomnik Misia Uszatka, Księży Młyn i Centralne Muzeum Włókiennictwa. Można się dowiedzieć czym jest krańcówka, kto mieszkał w famułach i z czego robi się zalewajkę. Autorzy zostawili również miejsce na własną twórczość zwiedzających dane miasto. Przechadzając się po Łodzi można na przykład napisać własny przepis na zalewajkę i narysować najdziwniejszą roślinę, którą udało się nam dostrzec w palmiarni. 
Do nieMAPY dołączono pocztówkę, którą można wysłać do rodziny albo przyjaciół. My z każdej krótszej i dłuższej wyprawy wysyłamy kartki, ta może się okazać niezwykle przydatna, gdy nie możemy znaleźć miejsca z widokówkami. A w Łodzi było nam dość trudno. Na szczęście na Piotrkowskiej jest poczta. Wyjazd do Łodzi był naszą pierwszą podróżą z nieMAPĄ, pierwszą, ale nie ostatnią. Wydawnictwo zapowiada już przewodnik po Warszawie, a my do stolicy wybieramy się w lipcu, więc na pewno nam się przyda:)







Tę i inne nieMAPY znajdziecie tutaj

http://niemapa.pl/

15 komentarzy:

  1. Do łodzi się wybieramy jak sójki za morze, ale po Twoim wpisie chyba przyspieszymy tę podróż :)

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas w planach wyjazd do Semaforu- Kuba będzie zachwycony

    OdpowiedzUsuń
  3. Pamiętam, też byłam w Łodzi służbowo. I mój mąż też. Nie mieliśmy zbyt dobrego zdania, ale może może nas przekonasz :D rzeczywiście, przez lata wiele się zmieniło i atrakcje dla dzieci bardzo fajne - może po drodze z Poznania do Stolicy wskoczymy do Łodzi :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pierwszy raz odwiedziłam Łódź jako nastoletnia dziewczyna. W tamtym okresie jawiła mi się jako miasto bardzo brudne, zaniedbane i niebezpieczne - bo wieczorami w każdej bramie stało takie towarzystwo, że najlepiej było nie pokazywać się na ulicach po zmroku.

    Kiedy pojechaliśmy tam jakieś trzy lata temu z mężem - różnica była kolosalna ! Widać, że bardzo dużo się od tamtej pory zmieniło - i nasze zwiedzanie oraz spacer Piotrkowską były bardzo przyjemnym doświadczeniem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Łódź wydaje mi się bardzo klimatycznym miejscem. Byłam dwa razy, ale głównie w okolicy Piotrkowskiej i to jako dziecko, więc zbyt dużo nie pamiętam.
    Niemapy świetne!

    OdpowiedzUsuń
  6. do Łodzi jeszcze nie zajechałam, ale Semafor kusi!

    OdpowiedzUsuń
  7. Będzie się trzeba kiedyś wybrać, nigdy nie miałam okazji zwiedzać tego miasta.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jako łodzianka, które uwielbia swoje miasto - dziękuję Ci z całego serca za ten post! Łódź jest wspaniała, tylko trzeba się porządnie rozejrzeć :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja również, jako łodzianka dziękuję za tak miły wpis. Jak to mówią słowa piosenki: Ładnych miast jest co niemiara, Belin, Praga, Paryż, Rzym. A mnie Łódź urzekła szara, łódzkich fabryk dym. Może fabryk już nie ma, ale Łódź ma swoją specyfikę i urok. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja jak narazie do Łodzi jeżdżę jedynie służbowo bo mam tam szkolenia. Jednak kiedyś planuje zabrać tam rodzine i pozwiedzać :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Myślę, że jak dobrze poszukać to w każdym mieście znajdzie się coś ciekawego :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dziękuję za ten wpis o Łodzi - mieszkam tu od urodzenia (ponad 40 lat) i czasami mam mieszane uczucia co do mojego miasta, ale na pewno warto je zwiedzić - to swego rodzaju unikat :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja mam do Łodzi jakieś 60km i setki razy tam byłam... Kiedyś to miasto kojarzyła mi się głównie ze szpitalami bo kilkukrotnie za dzieciaka leżałam i z zoo oraz figlorajem gdzie jeździłam na wycieczki raz w roku od taty z pracy. Potem przyszedł czas na poznawanie ulic i barów jak moja siostra tam studiowała ;-). A w ubiegłym roku pojechaliśmy z Dusią właśnie do Se-ma-foru i Eksperymentarium.

    OdpowiedzUsuń
  14. Chociaż z Łodzi pochodzi Tata Fasolaków to byliśmy tam zaledwie kilka razy ;) Ale Se-Ma-For obowiązkowo. Dla dzieci to były wesołe pacynki, a dla mnie wycieczka do mojego dzieciństwa :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Byłam w Łodzi raz i udało mi się zwiedzić Pałac Poznańskiego - bezgranicznie polecam! Z wielką przyjemnością odwiedzę Se-ma-for, ale poczekam troszkę na moją córę, by mogła z takim samym zachwytem mi towarzyszyć :-)

    OdpowiedzUsuń