piątek, 23 września 2016

Kultura, czy ktoś w ogóle jej potrzebuje?

Do pracy jeżdżę komunikacją miejską, zazwyczaj w tramwaju albo autobusie czytam. Zdarza się jednak, że współpasażerowie rozmawiają tak głośno, że trudno się skupić na lekturze. Tak właśnie było kilka dni temu. Pan i pani, na oko około czterdziestoletni, znajomi z pracy albo sąsiedzi. Rozmawiali o remoncie kuchni u jednego z nich, o wakacjach, aż w końcu zeszli na tematy kulturalno-rozrywkowe. Pretekst dała kariera siostry tej pani, która to siostra zajmuje się szeroko pojmowaną edukacją kulturalną. Pani powiedziała, że tej jej pracy w ogóle nie rozumie i dziwi jej się, dlaczego takimi rzeczami się zajmuje. Wyznała również, że ona do teatru miałaby nawet ochotę iść, ale jak słyszy, co ta siostra opowiada, to nie wie, czy jej się będzie w tym teatrze podobać. Pan ożywił się i powiedział, że on był w teatrze na początku roku... na kolędach. I tak się zaczęli zastanawiać po co w ogóle te teatry są, że to takie bezsensowne, nikt tego i tak nie rozumie. Słuchałam i nie wierzyłam...

Można nie lubić piłki nożnej, ale rozumieć, że raz na cztery lata są mistrzostwa świata. Można nie interesować się politykę, ale wiedzieć o wyborach i nawet brać w nich udział. Można nie lubić muzyki klasycznej, ale nie trzeba od razu kwestionować talentu Chopina.
Do teraz nie mogę wyjść ze zdziwienia, że istnieją ludzie wykształceni, chyba majętni, mieszkający w dużym mieście, który twierdzą, że kultura nie jest człowiekowi do niczego potrzebna. Nikt nie musi przecież iść na dwugodzinny koncert do filharmonii, na ośmiogodzinny spektakl w reżyserii Krystiana Lupy, nikt nie każe czytać najbardziej opasłych tomów stojących na bibliotecznych półkach. Nikt też nie każe człowiekowi w kulturze uczestniczyć, ale czy od razu trzeba mówić, że sztuka w ogóle nie ma sensu?

Nie pamiętam, kiedy byłam pierwszy raz w teatrze, w kinie, w muzeum. Chodziliśmy tam raz na jakiś czas i było to dla mnie dość naturalne. Kiedy urodziła się Tosia i aktywności kulturalne musiałam nieco ograniczyć, tęskniłam z tym. Teraz chodzimy razem i poznajemy świat kultury dziecięcej. Planujemy kolejne wyjście do kina, mamy kupione bilety do teatru, a jutro ruszamy do filharmonii. Tosia, w wieku pięciu lat, będzie robić to, co ja robiłam mając lat dwanaście - zacznie regularnie chodzić na koncerty Pro Sinfoniki. Pro Sinfonika to młodzieżowy ruch miłośników muzyki, który powstał w Poznaniu w 1967 roku. Jej założycielem i wieloletnim prezesem był Alojzy Andrzej Łuczak, człowiek niezwykle charyzmatyczny i wyjątkowy, któremu osobiście, bardzo wiele zawdzięczam. Nie wiem, kim byłabym dzisiaj, gdyby nie Pro Sinfonika i nawet nie chcę się nad tym zastanawiać.
W minionym sezonie byłyśmy na czterech koncertach, teraz kupiłam dla nas karnety i będziemy chodzić na koncerty co miesiąc. Już teraz zaczęłyśmy się do tego gruntownie przygotowywać. Kilka dni temu na wystawie jednej z księgarń zobaczyłam książkę Mała orkiestra. Przewodnik dla dzieci o muzyce, który ukazał się w Centrum Edukacji Dziecięcej. Ta kolorowa i atrakcyjna graficznie książka w przystępny, zrozumiały i atrakcyjny sposób wprowadza dzieci w świat muzyki. Pierwszy rozdział to garść informacji historycznych, z niego dzieci dowiedzą się, skąd wzięła się muzyka i jak wyglądały pierwsze instrumenty. W kolejnych częściach omówiono poszczególne grupy instrumentów. Każdy z nich zobrazowano zdjęciem (to doskonałe rozwiązanie, bo na rynku dostępne są również książki, które zamiast zdjęć mają rysunki, jednak w tym przypadku fotografie przemawiają do mnie bardziej). Oprócz opisu każdego instrumentu, znajdujemy również ciekawostki go dotyczące oraz nazwiska wybitnych wirtuozów oraz kompozytorów tworzących utwory na ten instrument. Autorka opisała nie tylko instrumenty, które można znaleźć w orkiestrze symfonicznej, ale również instrumenty mniej popularne, występujące w zespołach ludowych oraz te, które są popularne w innych krajach.
Po rozdziałach poświęconych instrumentom czytamy rozdział o filharmonii, z którego dzieci dowiedzą się, jak należy zachować się podczas koncertu, ale także poznają historię koncertów i sal filharmonicznych. Kolejny fragment dotyczy orkiestry symfonicznej. Inne części dotyczą między innymi opery, zespołów ludowych i zespołów wykonujących muzykę dawną.
Ostatnia część opowiada o zasadach zapisu nutowego. Dzieci mogą zapoznać się z nutami, ich wyglądem i zasadami zapisu. A na końcu - niespodzianka, płyta, na której nagrano dźwięki wydawane przez poszczególne instrumenty. Nie trzeba, więc szukać ich w internecie, twórcy książki zadbali o każdy szczegół.
Jestem pod ogromnym wrażeniem tej stosunkowo niedużej książeczki. Jest w niej wszystko, co może interesować młodego melomana. Sama czytałam ją z przyjemnością i zainteresowaniem. Tosia dopiero poznaje świat muzyki, ale na pewno dzięki tej książce łatwiej będzie mi odpowiadać na jej pytania, tłumaczyć różnice między orkiestrą symfoniczną a zespołem kameralnym, uczyć ją odróżniać instrumenty (choć ze smyczkowymi już teraz radzi sobie wyśmienicie). Ułatwia i umila to wszystko duża ilość zdjęć, w końcu na koncercie często wszystkiego nie widać, a tu dokładnie obejrzy wszystko z bliska! Jutro rano ruszamy na koncert i tę książkę weźmiemy ze sobą, przed koncertem i po koncercie z przyjemnością do niej zajrzymy:)











Mała orkiestra. Przewodnik dla dzieci o muzyce
Magdalena Marcinkowska
Centrum Edukacji Dziecięcej, 2010
Wiek 6+

4 komentarze:

  1. Jaki mądry wpis! Jak mi brakuje takich głosów! Tęsknię za kulturą, za kulturalnymi ludźmi, za ludźmi potrzebującymi kultury do szczęścia. i coraz częściej czuję się jak dinozaur przy tego typu rozmowach "autobusowych".
    A książeczkę kupimy, od dawna czegoś takiego szukałam. Dziękuję.
    małgosia - czytoczary.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miód na moje serce, cieszę się, że są ludzie, którzy myślą podobnie;)
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Uwielbiam ksiązki tego wydawnictwa, biore je w ciemno :)

    OdpowiedzUsuń