wtorek, 5 kwietnia 2016

Robiłam to będąc mamą niemowlaka, a teraz się z tego śmieję!

Kiedy na świat przychodzi dziecko, życie jego rodziców zmienia się o 180 stopni. To banalne, ale jednocześnie niezwykle prawdziwe stwierdzenie. Najbardziej rozsądne małżeństwa, wpadają na coraz dziwniejsze pomysły. Potem potrzebują kilku miesięcy (albo nawet lat), żeby życie ponownie skierować na właściwe tory;) Dziś śmiejemy się z tego zaćmienia umysłu, które dopadło nas na przełomie września i października 2011 roku. Co takiego robiliśmy?

ŚWIATŁO
Tosia po urodzeniu spędziła w szpitalu trzy godziny. Do niektórych zasad rządzących szpitalną rzeczywistością zdążyła się pewnie przyzwyczaić. Z tego właśnie powodu spała przy włączonej nocnej lampce. Jak długo? Długo;) Długo zasypiała przy włączonej nocnej lampce, choć sama nigdy o jej włączenie się nie upomniała. Pierwszą noc w całości spędziliśmy przy pełnym świetle! Wariaci! Po przeprowadzce do własnego pokoju lampę zostawialiśmy na podłodze w korytarzu, żeby w razie nocnej pobudki, szybko do niej trafić. Nie wiem po co to robiliśmy, przecież ona nie budziła się w nocy!
JEDZENIE
O ile ogarniałam temat gotowania obiadów, o tyle nie radziłam sobie z robieniem kanapek. I kanapki przed wyjściem do pracy musiał przygotowywać mi mąż. A mama, która przez pierwsze pięć dni przyjeżdżała do mnie po swojej pracy, obierała mi jabłka! To był przykład nieogarnięcia nr 1! Do dziś z uśmiechem wspominam chwile, kiedy siedziałam na kanapie, a mama w kuchni obierała mi jabłuszko;)

KĄPIEL
Kiedy na świat przyszła Tosia mieszkaliśmy w kawalerce, kawalerka miała malutką i ciepłą łazienkę. A mimo tego dwa albo trzy razy zdarzyło nam się taszczyć wanienkę pełną wody do pokoju i tam kąpać dziecko! Szybko zaprzestaliśmy tego procederu i przenieśliśmy kąpielowy rytuał do łazienki. Dziecko nie zapadło na zapalenie płuc, nie miało z tego powodu kataru, nie przyszła do nas pomoc społeczna. Jeśli więc nie chce Wam się taszczyć wanienki pełnej wody z łazienki do pokoju albo biegać między pokojem a łazienką z garnkami wypełnionymi ciepłą wodą, informuję Was, że dziecko w łazience też można kąpać;)

Przypomina mi się jeszcze sterylizowanie butelek, choć Tosia ich prawie nie używała i wymienianie smoczka co miesiąc, choć Tosia z niego niemal nie korzystała. Raz nawet zdarzyło nam się po kąpieli założyć Tosi czapeczkę... Młodzi byliśmy i szaleni!

Takich dziwactw mieliśmy pewnie jeszcze więcej,
ale nie były chyba aż tak dziwaczne,
skoro wymazaliśmy je z pamięci.
A Wy? Co dziwnego robiliście przy swoich niemowlakach?
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz