środa, 16 grudnia 2015

Dzień matki pracującej

Pomysł nie jest mój, podpatrzyłam go na blogu Mamine Skarby, tam poświęcony był dniu mamy-blogerki, która nie chodzi do pracy, ja do pracy chodzę, więc jak taki zwykły dzień wygląda u mnie?
RANO
Budzik dzwoni o 5:50, jeszcze kilka minut w łóżku i czas wstawać, szybko ogarniam rzeczywistość, robię herbatę i budzę Tosię. Ta wypija mleko, ubiera się, wypija łyżkę tranu, myje zęby i jest gotowa do wyjścia. Dom opuszczamy ok. 6:50-7:00. Do przedszkola docieramy do 5 minutach, zmiana obuwia, szybki buziak i rozstanie. Tosia zostaje pod troskliwą opieką pani i w towarzystwie koleżanek, je idę na przystanek, z którego już za chwilę odjedzie autobus. W autobusie czytam, bo tak naprawdę często tylko wtedy mam na to czas i siły. 
KOLEJNE OSIEM GODZIN
Spędzam w pracy, co tu dużo pisać? Co się robi w pracy każdy wie. W drodze do domu robię często szybkie zakupy, potem podróż autobusem i po 17 wracam do dziecka. Zjadam obiad i mam czas dla niej. Co robimy? Różnie, czytamy, rysujemy, kolorujemy, zdarza się nam również usiąść pod kocykiem i oglądać bajki. Możemy się wtedy tulić i gadać o tym, co robiłyśmy w ciągu dnia. 
O 19 przychodzi czas kąpieli, która trwa od dwudziestu do trzydziestu minut, potem czytanie przed snem i najpóźniej o 20 dziecko śpi.
Plan popołudnia wygląda inaczej w środy, kiedy Tosia idzie na balet, wtedy z trzech godzin razem robią się dwie, ale póki balet sprawia jej przyjemność i  chce na te zajęcia chodzić, nie bronimy jej.

WIECZÓR (KIEDY DZIECKO ŚPI)  
Prasowanie, gotowalnie,  blog, pisanie recenzji dla portalu Qlturka.pl i tak mija czas, bo o 23 najczęściej już śpię, żeby następnego dnia wstać o 5:50. Na wiele rzeczy brakuje czasu i sił, dzień jest za krótki, kiedy większość dnia spędzam w pracy i w drodze do niej. Przydałyby się jeszcze przynajmniej dwie godziny dla Tośki. Pocieszam się myślą o wiośnie i lecie, o dłuższych dniach, kiedy będziemy mogły po moim powrocie z pracy wychodzić na spacer albo na plac zabaw.

Jak widać w tygodniu spędzam z Tosią jakieś trzy-cztery godziny. Mało? Mało, zdecydowanie za mało. Nie odbieram jej z przedszkola, wracam późno, jestem zmęczona, ona jest zmęczona. Taki los matki pracującej. Nic nie poradzę. Codziennie spotykamy w szatni kolegę Tosi, którego mama wychodzi z domu i wraca do niego o tej samej porze co ja. Nie jestem jedyna - jakieś pocieszenie to jest. 

Na szczęście są weekendy! Jak je spędzamy? Intensywnie, choć wszystko zaczyna się od leniwego poranka, kakao pite w piżamach, potem ruszamy w miasto, teatr, kino, dwa tygodnie temu wycieczka parowozem, a w minioną sobotę wycieczka do galerii handlowej i nieograniczony czas na podziwianie wystaw u jubilera, gofry i przejażdżka świąteczną kolejką. Popołudniu zaś spacer na poznański Stary Rynek, a tam świąteczna atmosfera i świąteczne przysmaki. Niedziele nieco spokojniejsze, bo najczęściej spędzamy popołudnie na spacerze (jeśli pogoda dopisze) albo czytamy i kolorujemy. Wieczorem najczęściej porzucam świat wirtualny i ten czas, który spędziłabym przed komputerem poświęcam mężowi. Jest czas na kolację, film, a coraz częściej radio, bo telewizja nie proponuje niczego godnego uwagi. 

NUDA! Nic się nie dzieje, codziennie to samo, dom-praca-dom, ale tak naprawdę na monotonną codzienność narzeka każdy. Ciężarna na zwolnieniu, matka na macierzyńskim, pracownik na etacie. Ja cały tydzień czekam na weekend, który mija tak szybko, że czasem wydaje mi się jakby go w ogóle nie było.  
 

6 komentarzy:

  1. Robrze Cię rozumiem, miałam to samo...do pracy poszłam jak Laura miała 3miesiące na początku po kilka godzin, a od roku na półetatu do cały etat(zalezy ile pracy) teraz jestem na zwolnieniu lekarski wiec mamy czas dla Siebie i jest pieknie...Czemu nie może być tak zawsze??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo takie jest życie? Banalna odpowiedź, ale chyba najprawdziwsza.

      Usuń
  2. Ja póki co jestem z moimi chłopakami w domu, dlatego doceniam każdą wspólną chwilę, choć czasem mam dość siedzenia w domu, kaszek, pieluch, wiecznie pałętajacych się pod nogami zabawek... czasem trzeba wyjść i odetchnąć innym życiem, ale dzieciństwo, to tylko etap, bardzo krótki, już nigdy nie da się powrócić do tego, dlatego doceniam czas nam dany. Niestety życie jest jakie jest, czas szybko mija, dzieci rosną, mają swoje obowiazki, my swoje... dlatego dobrze, ze są weekendy. Moim ulubionym dniem jest niedziela, to jedyny dzień, kiedy wiem, że nawet mąż nie będzie musiał nigdzie jechać, niczego robić...

    Justyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja od dłuższego czasu też najbardziej lubię niedziele:)

      Usuń
  3. Kochana, podziwiam! Ale swoją drogą to macie dobrze zaplanowany dzień. I najważniejsze, że w weekendy czerpiecie pełnymi garściami.
    I masz rację, że rutyna dobija- i raczej każdego w końcu dotyka.
    Ściskam!

    OdpowiedzUsuń