piątek, 18 sierpnia 2017

Z dzieckiem w Beskidzie Śląskim cz. 3 (Koniaków i Istebna)

Planując tegoroczne wakacje i przeglądają przewodniki byliśmy pewni jednego, dla Tosi będzie to prawdziwy raj! Ilość atrakcji, które czekają tam na dzieci sprawiła, że szybko zorientowaliśmy się, że nie skorzystamy nawet z połowy z nich. Ale Centrum Pasterskie w Koniakowie musieliśmy odwiedzić i nawet nawigacja, która spłatała nam psikusa nie przeszkodziła nam w dotarciu tam!

Centrum Pasterskie (Centrum Produktu Regionalnego) powstało po to, żeby przybliżyć, nie tylko najmłodszym, tradycyjny kulturowy wypas owiec. W gazdówce zobaczyliśmy kilka owiec i mamę kozę z koźlątkiem. Tosię była zachwycona i bardzo trudno było nam się ją stamtąd wyciągnąć. A chcieliśmy pokazać jej również inne rzeczy. Jakie? Na przykład bacówkę, w której można kupić uwielbiane przez Tosię oscypki i sery gazdowskie. Chcieliśmy również zabrać ją piętro gazdówki, gdzie prezentowana jest wystawa poświęcona historii pasterstwa. Na zdjęciach zobaczyć można życie na hali, a wśród wystawionych tam sprzętów uwagę zwiedzających zwrócą na pewno formy do produkcji serów, które jak się okazuje mogą mieć bardzo różnorodne kształty. Ale tak naprawdę na górze to nie wystawa zwróciła uwagę Tosi. Jej najbardziej spodobała się możliwość zrobienia czegoś z wełny! Za całe 5 złotych kupiliśmy jej zestaw do nauki, z którego, z pomocą pracującej w Centrum Pasterskim pani, wyczarowała aniołka i pomponik, które zdobią teraz jej pokój. Dodatkowo kupiliśmy jej jeszcze zestawy do wyklejania drewnianych figurek zwierząt i kozę, która w przeciwieństwie do wszechobecnych zabawek "made in China" ma całkowicie polskie pochodzenie! Uwielbiam takie pamiątki, które są tak mocno związane z miejscem, w którym je kupiliśmy, więc koza Meczka (bo tak nazwała Tosię) pojechała z nami najpierw do pensjonatu, a potem do domu i od tej pory mieszka w Wielkopolsce.

Polecam wizytę w Centrum Pasterskim wszystkim osobom, które wybierają się w Beskid Śląski. Jadąc na miejsce spodziewaliśmy się tłumów. Wszystkie przewodniki i strony internetowe, na które zaglądaliśmy zachwalały je jako wspaniałe miejsce dla rodzin z dziećmi, więc myśleliśmy, że będziemy musieli się przeciskać wśród ludzi, żeby móc cokolwiek zobaczyć. Byliśmy bardzo zdziwieni, kiedy okazało się, że w Centrum Pasterskim ludzi jest tak mało! Nie wiem, może trafiliśmy na jakiś kiepski dzień. Mam taką nadzieję, bo jest tam naprawdę fantastycznie. Tosia do dziś wspomina wizytę u owieczek, ser w kształcie serca, który kupiła dla dziadka i aniołki, które robiła z wełny. Jeśli pojedziemy jeszcze kiedyś w Beskid Śląski, na pewno wrócimy do Koniakowa, bo miejsce jest niezwykłe. Dookoła piękne góry, spokojna, cicha okolica, a do tego jeszcze raj dla wszystkich dzieci (ale nie tylko, bo nam również bardzo się tam podobało). Wstęp do Centrum Pasterskiego jest bezpłatny, a wrażenia bezcenne, więc jedźcie tam koniecznie:) Wszystkie niezbędne informacje znajdziecie na stronie internetowej (KLIK).








Z Koniakowa pojechaliśmy do Istebnej. Tam, w przysiółku Wilcze znajduje się Izba Pamięci Jerzego Kukuczki. Opiekuje się tym miejscem żona naszego wybitnego himalaisty Cecylia Kukuczka. Pierwsza i najważniejsza informacja, do Izby było wyjątkowo łatwo dojechać, po drodze zobaczycie kilka drewnianych drogowskazów, więc żadna nawigacja nie będzie Wam potrzeba. Na początek informacja praktyczna, żeby odwiedzić izbę trzeba się wcześniej skontaktować z panią Cecylia i ustalić odpowiedni dla obu stron termin.Wszystkie dane kontaktowe znajdziecie TUTAJ.

Czy warto tam jechać z dzieckiem? Moim zdaniem tak. W naszym życiu góry są stale obecne, nie są to oczywiście tak wysokie szczyty, jak te, które zdobywał Jerzy Kukuczka, ale książki o himalaistach i Himalajach znaleźć można zarówno w naszym domu, jak i u moich rodziców. A dla mnie himalaiści są jedynymi osobami, którym czegoś zazdroszczę, bo wiem, że nigdy w tak wysokie góry nie pójdę. Z dużym zainteresowaniem śledzę jednak i współczesne dokonania, i poznaję coraz lepiej historię polskiego himalaizmu. Dlatego kiedy zaplanowaliśmy wakacyjny wyjazd i zorientowałam się, że można tam zwiedzić Izbę  Pamięci Jerzego Kukuczki, chciałam tam pojechać. I udało się. Nie wiedzieliśmy tylko, jak będzie zachowywać się tam Tosia, co prawda po przeczytaniu książki PSYgoda na czterech łapach dowiedziała się o Himalajach całkiem sporo, ale wątpliwości i tak mieliśmy. Zupełnie niepotrzebnie, bo Tosia słuchała opowieści pani Cecylii z zapartym tchem. Nie skłamię, ani nie przesadzę, jeśli powiem, że to właśnie jej opowieść zrobiła na Tosi znacznie większe wrażenie, niż wszystkie sprzęty górskie, ordery i puchary, które zobaczyliśmy na miejscu. Zapamiętała z tego, co usłyszała bardzo dużo, do teraz z przejęciem opowiada, że niektórzy ludzie giną w górach, że w Himalajach jest bardzo zimno i trzeba mieć mnóstwo siły, żeby po takich górach chodzić. Ona sama na razie wspinaczek wysokogórskich nie planuje, ale w przyszłości, kto wie, dokąd zaprowadzą ją jej pasje. Na razie zaczynamy czytać książkę o Jerzym Kukuczce, o której pisałam tutaj. Wydawało mi się, że Tosia jest jeszcze na nią za mała, ale ona sama domaga się czytania, więc podejmiemy próbę.




Dzień, w którym pojechaliśmy do Koniakowa i Istebnej był jednym z najciekawszych w czasie naszych wakacji. Obie miejscowości absolutnie nas zachwyciły, po pierwsze pięknymi krajobrazami, po drugie wspaniałym klimatem. W tych miejscowościach odwiedziliśmy jedno interesujące miejsce. Każde z nich było zupełnie inne. Centrum Pasterskie było beztroską zabawą połączoną z poznawaniem życia zwierząt i ich zwyczajów. W Izbie Pamięci Jerzego Kukuczki towarzyszyły nam niesamowite emocje, mogliśmy z bliska zobaczyć rzeczy, z których kiedyś korzystali himalaiści, ale również usłyszeć historię życia Kukuczki. Znaliśmy ją dobrze, z książek i filmów, a jednak słuchając pani Celiny miałam wrażenie, że poznaję wszystko na nowo. To było niesamowite przeżycie, niezwykła, pełna emocji opowieść i cieszę się, że mogliśmy jej wysłuchać.