środa, 22 stycznia 2020

"Podręcznik dla superbohaterów. Część 1: Podręcznik" (Wydawnictwo Debit)

Superbohaterami są najczęściej mężczyźni. Superbohaterki można policzyć na palcach jednej ręki, a żeby je wymienić i tak trzeba się poważnie zastanowić. Bo jakoś tak to jest, że supermoce przypisujemy mężczyznom. O kobietach i dziewczynach w tym przypadku nie mówi się w ogóle. A przecież one również mogą mieć jakąś supermoc. I nie myślę tu tylko o tej, która pozwala opiekować się dziećmi, pracować zawodowo i gotować obiady.


Lisy, bohaterki książek z serii "Poradnik dla superbohaterów" również nikt nie mógł podejrzewać o posiadanie jakichkolwiek supermocy. Była raczej obiektem kpin, a nie osobą, z którą ktoś chciałby się przyjaźnić. Powód tej niechęci ze strony rówieśników był bardzo przykry. Lisa miała duże i odstające uszy. Właśnie to było przyczynkiem do licznych kpin, uszczypliwości, a w końcu do regularnego znęcania się nad dziewczynką. Dopuszczali się tego jej rówieśnicy, którym wydawało się, że są lepsi, ładniejsi, mądrzejsi. Mieli więcej siły, dlatego uznali, że mają prawo komuś dokuczać. Było ich kilku, dlatego postanowili uprzykrzyć życie osobie, która była sama. A Lisa postanowiła zachować to, co dzieje się w szkole dla siebie. Nie opowiedziała o tym babci, z którą mieszkała. O niczym nie powiedziała mamie, która na kilka miesięcy musiała wyjechać. Słowem nie wspomniała o tym nauczycielom. Spokój i ukojenie udawało jej się znaleźć w bibliotece. To właśnie tam trafiła na coś, co całkowicie odmieniło jej życie. Pewnego dnia uwagę Lisy zwróciła dziwna książka. Stała na półce i bił od niej blask. Dziewczynka nie widziała tej książki nigdy wcześniej. Bibliotekarka nie mogła znaleźć jej w katalogu, więc sprawa wydaje się jeszcze dziwniejsza. Tajemniczą książką, która zwróciła uwagę Lisy, okazuje się Podręcznik dla Superbohaterów. Dziewczynka bierze ją do domu i zaczyna czytać. Znajduje w niej porady dla początkujących bohaterów. Postanawia nabyć niektóre z opisanych tam umiejętności, bo ma nadzieję, że pomogą jej one unikać jej oprawców.





Nie będę Wam zdradzać jak rozwiną się losy Lisy. Musicie uwierzyć mi na słowo, że rozwiną się w bardzo ciekawym kierunku i całkowicie zmienią życie wyśmiewanej przez rówieśników dziewczynki. Możecie oczywiście sprawdzić, czy moje słowa są prawdziwe. Sama gorąco Wam to rozwiązanie rekomenduję, bo Podręcznika dla superbohaterów to świetna i wartościowa lektura. Zwłaszcza dla tych, którzy mają problem w relacjach z rówieśnikami. Dla takich dzieci i dla ich rodziców może to być jedna z tych lektur, która wpłynie na ich dalsze życie. Dzieciom pokaże jak ważne jest opowiadanie o swoich problemach innym. Dorosłym przypomni i uświadomi, jak ważne jest baczne obserwowanie swoich dzieci i jaką moc ma rozmowa. Lisa nie rozmawiała z nikim, dlatego nikt nie mógł jej pomóc. To może budzić ogromny sprzeciw w umysłach czytelników, ale prawda jest taka, że często tak wygląda sytuacja. Dzieci boją się osób, które je prześladują. A dodatkowo wstydzą się tego, że są prześladowane. Na końcu Podręcznika dla superbohaterów znajdą wskazówki, porady i namiary na miejsca, w których powinni szukać pomocy. Dzięki temu ta książka jest dla swoich czytelników nie tylko formą rozrywki, ale również podręcznikiem, podobnym do tego, który znalazła Lisa. Choć, oczywiście, życzę każdemu, żeby nigdy nie znalazł się w takiej sytuacji jak główna bohaterka tej książki.





Podręcznik dla superbohaterów. 
Część 1: Podręcznik
Elias Vahlund
ilustracje Agnieszka Vahlund
tłumaczenie Marta Rey-Radlińska
Wydawnictwo Debit 2019

 

wtorek, 21 stycznia 2020

Recenzja przedpremierowa: "Nienauczalni" (Wydawnictwo Literackie)

Po przeczytaniu pierwszych kilkunastu stron Nienauczalnych byłam pewna, że to nie jest książka dla mnie. Przewidziałam zakończenie i wydawało mi się, że wiem na temat tej historii już wszystko. Nie wiem skąd miałam taką pewność, co do dalszej części historii. Szybko okazało się jednak, że byłam w błędzie. Fabuła Nienauczalnych rozwinęła się z zupełnie innym kierunku, niż ten przewidywany przeze mnie. I dobrze, bo historia wymyślona przez Gordona Kormana jest znacznie lepsza od tej, która zrodziła się w mojej głowie.


Wszystko zaczęło się od tego, że mama Kiany dostała rolę w filmie. Niestety, na planie filmowym nie mogła towarzyszyć jej córka. Nastolatka musiała chodzić do szkoły, a osiem tygodni, na które zaplanowano zdjęcia, dziewczyna miała spędzić u ojca, jej nowej żony i niedawno urodzonego przyrodniego brata. To wiązało się ze zmianą na jakiś czas szkoły. Dziewczyna nie podchodziła do tego z wyjątkowym entuzjazmem, ale trudno też powiedzieć, żeby podejmowała jakieś próby buntu. Założyła, że osiem tygodni minie szybko, a ona po prostu się tu przemęczy. Sytuacja skomplikowała się już pierwszego dnia, kiedy okazało się, że brat Kiany zachorował, a ona została sama w nowej szkole, do której dopiero miała zostać zapisana! Sama zapisać się nie mogła, nie chciała jednak dłużej czekać i wzięła sprawy w swoje ręce. Weszła do jednej z sal i została uczennicą.

Wydaje się Wam to niemożliwe? Kianie też trudno było uwierzyć w to, że nikt (a zwłaszcza nauczyciel) nie zauważył, że w klasie pojawiła się nowa uczennica. W każdej innej klasie na pewno nie przeszłoby to bez echa, ale Kiana dołączyła do klasy nienauczalnych! To tam zsyłano najgorszych uczniów, którzy mieli problemy z nauka. Tam również zesłano najgorszego nauczyciela. Pan Kermit chciał po prostu doczekać emerytury. Postanowił więc niczym się nie denerwować, niczym nie zajmować. Wchodził do klasy, rozdawał uczniom zadania, a sam zaczynał rozwiązywać krzyżówki. Właśnie dlatego nawet nie zwrócił uwagi na to, że w klasie pojawiła się uczennica, której nie było na liście.

Kiana i Zachary Kermit to oczywiście nie są jedyni bohaterowie książki Nienauczalni. Oprócz nich znajdziecie tam chłopaka, który miał problemy z czytaniem, dziewczynę, którą wszyscy uważali za potwora, tylko dlatego, że była większa od innych, kontuzjowanego sportowca, który nigdy nie uczył się dobrze, ale wybaczano mu wiele, bo był podporą szkolnej drużyny. Galeria charakterów, ogrom problemów i nauczyciel, któremu nic się nie chce. Po przeczytaniu kilku rozdziałów czytelnik dowiaduje się, że życiowa i zawodowa sytuacja pana Kermita nie przedstawia się dobrze. To z w pewnym sensie tłumaczy jego zachowanie. Żeby dowiedzieć się, co wydarzyło się w przeszłości, trzeba przeczytać kilka kolejnych rozdziałów i poznać punkt widzenia kolejnego bohatera.

To właśnie przedstawianie tych samych wydarzeń z różnych perspektyw wyróżnia tę książkę na tle innych. Dzięki temu lepiej poznajemy bohaterów, ich problemy oraz dowiadujemy się, co najbardziej wpływa na ich zachowanie. Każda z kluczowych postaci dostała szansę na wypowiedzenie się. Przeplatają się tu historie dzieci i dorosłych, każdy z nich został przez kogoś skrzywdzony, każdy ma jakiś problem albo bardzo poważne zmartwienie. Czy wszystkie uda się rozwiązać? To byłoby za proste. Każdy jednak dostaje szansę, ktoś wyciąga do niego rękę. Gordon Korman pokazuje, że każdy zasługuje na drugą szansę, na trzecią, a nawet na dwudziestą. Ludziom, zwłaszcza młodym, trzeba pomagać, trzeba obdarzać je zaufaniem. Trzeba przestać oceniać na podstawie pierwszego wrażenia. 

Nienauczalni poruszyli we mnie bardzo czułe struny. O bohaterach tej książki cały czas myślę. Ostatnio trochę tracę wiarę w instytucję zwaną szkołą i w ludzi, którzy ją tworzą. Gordon Korman początkowo odebrał mi resztki nadziei i wiary. Na szczęście w zakończeniu znalazłam sporą dawkę optymizmu. Znalazłam też ciekawą historię i dobrze napisaną książkę. Dla nastolatków, rówieśników bohaterów i tych nieco starszych, którzy mają dzieci. Dla wszystkich, którzy oczekują od książki czegoś więcej niż tylko rozrywki.



Nienauczalni
Gordon Korman
tłumaczenie Łukasz Małecki
Wydawnictwo Literackie 2019
(premiera 29.01.2020 r.)
wiek 10+



poniedziałek, 20 stycznia 2020

"Babcia" i "Dziadek" (Wydawnictwo Zielona Sowa)

Są z nami niemal od pierwszych chwil życia. Czekają, żeby ruszyć z pomocą. Potem mają więcej czasu od rodziców. Dlatego odbierają z przedszkola. Chodzą z dziećmi na przedstawienia, zabierają na lody. Siedzą cierpliwie na placu zabaw patrząc na bawiące się maluchy. Nie spieszą się, mają ogromne pokłady cierpliwości i ogromną chęć do bycia częścią życia bliskich im maluchów. O kim mowa? Oczywiście o babciach i dziadkach!


To właśnie oni stali się bohaterami dwóch pierwszych książek z nowej serii autorstwa Barbary Supeł. Termin premiery jest nieprzypadkowy, w końcu styczeń to miesiąc, w którym obchodzimy Dzień Babci i Dzień Dziadka. Osób dla wielu, dziś już dorosłych ludzi, niezwykle ważnych. Takich właśnie dziadków pokazują te książki. Dziadkowie rodzą się razem z wnukami. Czekali na nich i razem z ich rodzicami cieszyli się, kiedy dzieci pojawiły się na świecie. Od tej chwili byli dla nich wsparciem, bawili się z nimi, pokazywali świat. Nie zastępowali rodziców, stali z boku, a jednak na tyle blisko, że wnuki chętnie dzielili się z nimi swoimi radościami i smutkami. Ważne są dla nich wnuki, oni są ważni dla wnuków. Właśnie dlatego książki wzajemnej relacji dziadków i wnuków są niesamowicie wzruszające. Barbara Supeł zamknęła w słowach to, co dla każdego wnuka ważne. Piękne opowieści uzupełniły bardzo klasyczne i klimatyczne ilustracje Sary Olszewskiej. Z połączenia tych elementów powstały dwie cudowne książki dla ludzi w każdym wieku, które mogą stać się prezentem i wskazówką dla dziadków i wnuków. Pięknymi przewodnikami po świecie wzajemnych relacji.






Nigdy nie myślałam o dziadkach jak o osobach, które są zobowiązane do pomagania rodzicom w opiece nad dziećmi. Pewnie dlatego, że moi dziadkowie nigdy takiej roli nie pełnili. Byli jednak osobami, do których mogłam przyjechać bez zapowiedzi i, którzy zawsze byli w domu. I chyba właśnie za tym najbardziej tęsknię. Dziś ze wszystkimi trzeba się umawiać, a do tego czasem zdarza się usłyszeć, że ktoś nie ma czasu. Dziadkowie czekali zawsze i zawsze się cieszyli. Niestety, ten czas już za mną. W tym roku przede mną pierwszy Dzień Babci i Dzień Dziadka, kiedy już nie mam do kogo przyjechać na ciasto i herbatę. Pozostają, na szczęście wspomnienia. Podobne do tych zamkniętych w książkach Barbary Supeł. Piękne i wzruszające. Warte czytania nie tylko w styczniowe wieczory.






Babcia
Dziadek
Barbara Supeł
ilustracje Sara Olszewska
Zielona Sowa 2020

 

piątek, 17 stycznia 2020

Recenzja przedpremierowa: "Selfie ze stolemem" (Wydawnictwo Literatura)

Są takie rejony Polski, w które cały czas się wybieram i dotrzeć nie mogę. Oprócz Mazur, o których marzę przez większą część swojego życia i Bieszczadach, w które chciałabym wrócić, na liście miejsc do odwiedzenia są Kaszuby. Niby przejeżdżamy obok, kiedy jedziemy nad morze. Niby moglibyśmy poświęcić jeden dzień i zwiedzić to, co warte zobaczenia. Niby nic trudnego, a jednak nie udało nam się do tej pory tego zrobić. Teraz musimy tam pojechać jak najszybciej. Wszystko przez książkę Krzysztofa Kochańskiego Selfie ze stolemem.


Stolemy to legendarne olbrzymy, które przed wiekami miały zamieszkiwać tereny Kaszub. Najwyraźniejszymi śladami ich obecności mają być ogromne głazy, które stolemy miały rozrzucać w lasach i na polach. Czy istniały naprawdę nie wiemy, ale głazy budzą ludzką wyobraźnię i pozwalają snuć niezwykłe historie. Do nich, śmiało zaliczyć można, opowieść Krzysztofa Kochańskiego. Jej bohaterem jest Stolko, młody stolem. Mieszka on w jaskini razem ze swoją rodziną. Jest mały, wielu rzeczy dopiero się uczy. Dzięki temu zwyczaje stolemów poznaje również czytelnik. Stąd dowiaduje się, że stolemy są aktywne w nocy, a zachorować mogą przebywając na zewnątrz, kiedy nie ma wiatru i jest ciepło. Nie do końca wierzą również w istnienie ludzi. Podobno niektórzy ich kiedyś spotkali, ale to takie "leśne legendy", którym wielu może nie dawać wiary. Stolko ma podobne wątpliwości. Będzie mógł je rozwiać, kiedy na jego drodze stanie człowiek. A dokładnie mówiąc mała dziewczynka. Spotkanie nie będzie łatwe, bo dzieci straszy się stolemami, a stolemy straszy się ludźmi! Stolko poczuje się jednak za dziewczynkę odpowiedzialny, kiedy dowie się, że jest ona w poważnych tarapatach. Zosia została porwana przez bandytów, którym zależało na mapie należącej do jej taty, który zawodowo zajmuje się... stolemami!

Nie zdradzę Wam zakończenia tej historii, bo muszę pozostawić jakieś niedopowiedzenie, które zachęci Was do przeczytania książki. Tajemnicą pozostawię również tytułowe "selfie". O co w tym wszystkim chodzi, kto chciał robić selfie i czy udało się je zrobić, dowiecie się z książki. Książki, która jest zapisem pięknej, choć nieoczywistej znajomości, która na oczach czytelnika przeradza się w coś na kształt przyjaźni. Historia opisana przez Krzysztofa Kochańskiego to lekcja, którą każdy powinien odbyć i przemyśleć, a potem zastosować w swoim życiu. Tę niebanalną i piękną opowieść uzupełniły ilustracje autorstwa Zosi Dzierżawskiej. Klimatyczne i niebanalne jak historia, do której zostały narysowane. Razem tworzą piękną całość, która zaciekawi chłopców i dziewczynki, małych i dużych, miłośników Kaszub i tych, którzy w tych rejonach nigdy nie byli. 


Selfie ze stolemem
Krzysztof Kochański
ilustracje Zosia Dzierżawska
Wydawnictwo Literatura 2020
(książka ukaże się 26 lutego 2020)
wiek 8+

czwartek, 16 stycznia 2020

"Everest" (Wydawnictwo ADAMADA)

Kiedy zobaczyłam tę książkę w zapowiedziach, wiedziałam że trafi ona do naszej biblioteczki. Bo choć książek o górach mamy wiele, na nową zawsze znajdzie się miejsce i zawsze przeczytamy ją z przyjemnością.



Niedawno czytałyśmy inną książkę, której bohaterem był najwyższy szczyt świata. Everest wydany przez Wilgę (KLIK) to jednak zupełnie inna książka. Jej główną bohaterką jest góra i to wokół niej wszystko się kręci. W pięciu częściach, które złożyły się na książkę, poznajemy tę górę od podszewki. Autorka zaczyna od najważniejszych informacji dotyczących powstawania Himalajów, opowiada o sposobach mierzenia wysokości gór oraz umieszcza Mont Everest wśród ośmiotysięczników, które znajdują się w jego najbliższym otoczeniu. W następnej części opowiada o zwierzętach, które żyją w tym rejonie świata. Niektórych gatunków, jak choćby pantery mglistej, wełnolota szarego i langura złocistego, nie spotkacie nigdzie indziej. W tej książce znalazło się również miejsce dla legend związanych z najwyższym szczytem świata i bogów, którzy według miejscowych żyją na tej górze. Przyroda jest bardzo ważnym bohaterem książki Sangmy Francis. Nie zabrakło jednak miejsca dla tych, którzy nam z wysokimi górami kojarzą się najbardziej, czyli himalaistami. Dowiadujemy się, jak wyglądał podbój Everestu. Poznajemy nazwiska pierwszych zdobywców oraz tych, którzy weszli na szczyt w późniejszych latach, ale zrobili przy tym coś wyjątkowego. Wytyczyli nową trasę, wyróżnili się szczególnie młodym wiekiem albo zdobyli szczyt pomimo niepełnosprawności. Szkoda, że zabrakło tu miejsca dla Leszka Cichego i Krzysztofa Wielickiego, którzy w 1980 roku, jako pierwsi stanęli na szczycie Everestu zimą (było to pierwszy w ogóle ośmiotysięcznik zdobyty zimą). Autorka opisuje trudności z jakimi muszą się liczyć śmiałkowie, którzy chcieliby wspiąć się na "dach świata". Poświęca kilka stron niezbędnemu wspinaczom sprzętowi oraz ubraniom, które mają im pomóc w zdobywaniu szczytu. Nie pomija kwestii związanych z górami śmieci, które w górach zostawiają kolejne wyprawy.





Tak kompleksowe przedstawienie Everestu bardzo przypadło mi do gustu. Autorka pokazuje najwyższy szczyt świata z różnych stron. Dzięki temu każdy znajdzie tu interesujące dla siebie informacje. Ci, którzy marzą o zdobywaniu wysokich gór, ci, których pasjonuje przygoda. Z zainteresowaniem przeczytają Everest miłośnicy historii i mitów. Sporo ciekawych informacji znajdą tu poszukiwacze ciekawostek. Wszystkie zawarte w książce informacje uzupełniają piękne ilustracje autorstwa Lisk Feng. Dają nam one namiastkę tego niezwykłego zakątka świata, do którego wielu z nas pewnie nigdy nie dotrze, ale o którym można z przyjemnością czytać. To piękny i inspirujący pomysł na prezent. Mam nadzieję, że macie tę książkę komu podarować. A jeśli nie macie, to sprezentujcie tę książkę sobie!





Everest
Sangma Francis
ilustracje Lisk Feng
tłumaczenie Mateusz Topa
ADAMADA 2019
 

środa, 15 stycznia 2020

Zakamarkowe opowieści o chłopcu, nie tylko dla chłopców

Mali ludzie miewają wielkie problemy. Boją się ciemności, nie lubią warzyw, denerwują się tym, że czegoś nie umieją. Dorośli dziwią się temu, że maluchy tak bardzo biorą do siebie niektóre rzeczy, że boją się podejmować nowe wyzwania, że obawiają się wejścia do nieznanych im miejsc. Nie pamiętają już, że sami kiedyś tacy byli. Pamięć ludzka jest krótka i bardzo wybiórcza. Często dopiero, kiedy zostajemy rodzicami przypominamy sobie pewne wydarzenia z dzieciństwa, wspominamy radosne chwile i obawy, którymi dzieliliśmy się z rówieśnikami. Wiele takich dziecięcych lęków trafia na karty książek. Dzięki temu dzieci nie czują się samotne i odosobnione, a rodzice mogą z pomocą książek wspierać swoje pociechy w pokonywaniu różnych dziecięcych zmartwień.


Tej nocy Miś chce być duży i Siostrzyczka to książki, które doskonale wpisują się w ten nurt. Każda z nich w ciekawy i zrozumiały dla dzieci sposób opowiada o sprawach bardzo dzieciom bliskich. Książka o Misiu to zapis wydarzeń, które miały miejsce pewnego wieczora w domu pewnego małego chłopca. Jednak to nie chłopiec jest głównym bohaterem tej historii. To jego Miś stał się przyczyną wieczorno-nocnego zamieszania. A wszystko przez to, że Miś chciał tej nocy spać sam. Niestety, kiedy przyszedł czas na położenie się do łóżka, Misiowi zaczynało brakować odwagi. Cóż robić, trzeba Misiowi pomóc!





Pomóc trzeba również mamie, która niedawno urodziła dziecko. Mały chłopiec staje się starszym bratem i czasem musi pomóc przy opiece nad maleńką siostrą. Oczywiście wszystko na miarę swoich możliwości. Dlatego pokazuje leżącej w łóżeczku dziewczynce swoje zabawki, gra dla niej na bębenku. A ona? Zamiast dołączyć do zabawy albo płacze albo patrzy albo krzyczy. Trudno się z nią bawić. Trzeba znaleźć jakiś sposób na to, żeby ją uspokoić. Ale czy takiemu małemu chłopcu uda się to zrobić?





Gdybym miała najkrócej opisać opisać te książki, powiedziałabym, że są urocze. Mimo że moje dziecko dawno wyrosło z tego typu książek, czytałam je z wielką przyjemnością i uśmiechem na twarzy. Tak, te książki wywołują u czytelników pełen ciepła uśmiech. Trochę śmiejemy się z przygód bohaterów, trochę z własnych doświadczeń. Wydarzenia, które Ulf Stark umieścił w centrum swoich książek, mógł przeżyć każdy. I właśnie dlatego tak dobrze się je czyta. Są nam po prostu bliskie. Dlatego te książki tak dobrze czyta się w rodzinnym gronie i na głos. Równie dobrze ogląda się ilustracje autorstwa stworzone przez Charlotte Ramel. Proste, oszczędne w kolorach, a jednak piękne i miłe dla oka. Podobnie jak te warstwa narracyjna. Z ich połączenia powstały piękne książki, które gorąco Wam rekomenduję. 

Tej nocy Miś chce być duży
Siostrzyczka
Ulf Starak
Charlotte Ramel
tłumaczenie Katarzyna Skalska
Zakamarki 2019
wiek 3+

 

wtorek, 14 stycznia 2020

"Mały Manipulator" (Wydawnictwo TADAM)

Do dnia, w którym Tosia po raz pierwszy przekroczyła próg zerówki żyliśmy w przeświadczeniu, że świat jest idealny. Nie narzekaliśmy ani na relacje między dziećmi, ani na te między rodzicami. W zerówce zmieniło się wszystko. Zderzyliśmy się z prawdziwym światem i musieliśmy się w nim odnaleźć.


Nie odnaleźliśmy się do dzisiaj. Ciągle dziwią nas postawy niektórych ludzi, także takich, jak ci opisani w książce Bartosza Sztybora. Tytułowy Mały manipulator może być w naszym najbliższym otoczeniu. My dorośli rozpoznamy często rozpoznamy go bez problemu. Dzieci muszą się dopiero tego nauczyć. A manipulatorzy czają się wszędzie. Można ich spotkać w szkole, pracy, na podwórku albo na zakupach. Mówią nam, co powinniśmy robić, kogo powinniśmy słuchać, z kim powinniśmy się zadawać. Mają piętnaście albo pięćdziesiąt lat. Mogą mieć też zaledwie pięć lat. Dwa metry wzrostu albo niewiele ponad metr. Dzieli ich wiele, łączy jedno, mają moc. Swoje umiejętności wykorzystują jednak niekoniecznie w dobry sposób. Namawiają ludzi do robienia różnych rzeczy. Wpływają na zachowanie innych, sterują ich decyzjami. Bartosz Sztybor pokazuje w swojej książce te wszystkie małe wskazówki, które każdy dostaje od manipulatorów. Ta książka pomaga się na nie uodpornić. Dlatego warto włączyć ją do domowej biblioteczki, przeczytać i przegadać razem z dziećmi.




Za nami najgorszy czas każdego roku. Okres przedświątecznego szaleństwa. Żniwo dla sklepów, pożywka dla producentów zabawek i twórców reklam telewizyjnych. Bez względu na to jak bardzo staramy się chronić je przed zgubnym wpływem reklam, nie mamy szans na wygranej w tym starciu. Nie pozostaje nam więc nic innego, jak od najmłodszych lat wpajać dzieciom pewne zasady i wyczulać na niektóre zachowania. Na przykład te związane z manipulacją. Książka Bartosza Sztybora będzie doskonałym punktem wyjścia do rozmów na ten temat. Warto je przeprowadzić w domu, w szkole i w przedszkolu. Może dzięki temu młode pokolenie, które wychowujemy będzie mądrzejsze i na da sobą tak łatwo manipulować. Tego życzę nam wszystkim!




Mały Manipulator
Bartosz Sztybor
ilustracje Maciej Łazowski
Wydawnictwo TADAM 2019
wiek 6+