piątek, 20 września 2019

Wydawnictwo EGMONT umila jesień!

Dni mijają coraz szybciej, szkoła pochłania Tosię coraz bardziej, więc czasu na przyjemności jest nieco mniej. Na czytanie książek czas jednak musi się znaleźć. Zwłaszcza, jeśli ukazują się kolejne części lubianych przez nas serii. Nowe przygody dobrze znanych bohaterów zawsze cieszą! Dlatego rzucamy wszystko i oddajemy się lekturze.

Wśród wrześniowych nowości wydawnictwa EGMONT naszą uwagę zwróciły trzy książki. Każda z nich należy do cenionych przeze mnie serii, które z przyjemnością czyta Tosia, więc trudno było się oprzeć, żeby nie przeczytać ich od razu.


Na pierwszy ogień poszły nowości z serii "Czytam sobie". We wrześniu ukazało się ich sporo, ale my wybrałyśmy tylko te z poziomu 3 i poziomu "z bakcylem". Tosia czyta już na tyle sprawnie, że poziomy 1 i 2 przekazujemy początkującym czytelnikom, a same bierzemy się za te trudniejsze. EGMONT po raz kolejny trafił w dziesiątkę i wydał książkę Ewy Nowak Dziadek do orzechów. Tosia polubiła tę historię ostatniej zimy i od tej pory chętnie do niej wraca. Miałam więc pewne obawy czy kolejna książka z dobrze znaną opowieścią wzbudzi jej zainteresowanie. Okazały się one jednak całkowicie bezpodstawne, bo historia E.T.A. Hoffmanna oraz balet Piotra Czajkowskiego są tu tłem do snucia opowieści o przyjaźni, talencie, marzeniach i gotowości do niesienia pomocy innym. Jej bohaterką jest uczennica szkoły baletowej Marysia. Dziewczynka ma brać udział w przesłuchaniu do baletu Dziadek do orzechów. Niestety przychodzi spóźniona i tylko swojej determinacji mogła zawdzięczać to, że dostała rolę dublerki. Pojawi się na scenie tylko wtedy, kiedy jej koleżanka zachoruje, a to nie jest ani pewna, ani kusząca perspektywa. Trudno życzyć komuś innemu źle. Los jednak decyduje inaczej, Marysia pojawi się na scenie, jednak nie w roli, którą początkowo dostała...









Drugą książką, która przypadła nam do gustu są nowe przygody kota Maurizia. Po raz pierwszy czytałyśmy o nim rok temu. Wtedy bardzo popularny kot-celebryta ukrywał się przed światem z powodu konieczności noszenia okularów. Teraz okulary Maurizia już nikogo nie rażą i nie śmieszą, więc wokalna kariera kocura cały czas się rozwija. Rozwija się również jego ciało, więc Maurizio przestaje mieścić się w dotychczasowe ubrania. A ponieważ czeka go podróż do Włoch, musi jak najszybciej wymienić garderobę. Będzie to jednak jego najmniejszy kłopot. Okaże się bowiem, że rosnąca sława Maurizia niektórym bardzo się nie podoba. Oto dwa włoskie koty Giorgio i Giulio, które cieszyły się kiedyś wielką sławą, drżą na myśl o tym, że Maurizio zdąża do Włoch i jeszcze bardziej zagraża ich karierze. Wpadają więc na ciekawy pomysł i postanawiają znaleźć sobowtóra Maurizia, który nie będzie umiał śpiewać. W ten sposób planują go ośmieszyć i przerwać długie pasmo sukcesów, które zapewniły mu sławę. Tylko, czy to wszystko im się uda?







Ostatnia książka, o której chcę dziś napisać kilka słów do kolejny tom komiksu o Smerfach. Smerfy i maszyna snów dotyczy tego samego, co wszystkie historie o niebieskich stworkach. Opisano w nich oczywiście uparte starania Gargamela, który chce złapać Smerfy i przyrządzić z nich pyszne danie. Tym razem, z pomocą Okultusa, przygotowuje maszynę, która każdemu Smerfowi pokazuje jego marzenia. Wszystkie niebieskie stworki ulegają pokusie, każdy chce zobaczyć siebie lepszym, mądrzejszym, silniejszym albo ładniejszym. Na szczęście jest Papa Smerf, który nie pozwoli na to, żeby jego podopiecznym stała się jakaś krzywda.







Trzy książki, trzy różne historie. Różnorodni są także ich bohaterowie, ale wszyscy przekazują podobne wartości. Każda z tych książek podkreśla wartość przyjaźni, każda uczy współdziałania i pokazuje jak ważna w dążeniu do wymarzonego celu jest wytrwałość. Wszystkie te książki pokazują również jak ciekawa może być literatura. Przygody bohaterów wciągają i szybko przypadają do gustu młodym czytelnikom. Sami bohaterowie zdają się być im bardzo bliscy, więc łatwo z nimi i ich przygodami się zidentyfikować. W każdej książce nie brakuje również miłych do oka ilustracji, stanowią one nie tylko dobre uzupełnienie tekstu, ale również umilają lekturę. To ważne zwłaszcza w przypadku tych czytelników, których długie książki z dużą ilością tekstu mogłyby odstraszać. Tu wszystko pięknie się ze sobą łączy tworząc spójną i ciekawą dla czytelnika całość, którą wszystkim, z czystym sumieniem polecamy.

Książki znajdziecie na stronie wydawnictwa EGMONT

czwartek, 19 września 2019

"Mysie przysmaki" (Wydawnictwo Literackie)

Lubicie jesień? Ja lubię (podobnie jak wszystkie inne pory roku). Lubię to jesienne spowolnienie, kiedy mam trochę więcej czasu dla siebie i swoich bliskich. Kiedy tak naprawdę wszyscy mamy dla siebie więcej czasu. Bo nie spieszymy się na plac zabaw ani nie wybieramy się na dwugodzinną wycieczkę rowerową po, i tak już mocno spóźnionym, obiedzie. Jesień to dobry czas na ładowanie akumulatorów. Świetnie w tym czasie sprawdzają się oczywiście książki. Na ich czytanie mamy znacznie więcej czasu, dlatego cieszy fakt, że po wakacyjnej przerwie ukazuje się ich tak wiele i każda budzi nasz zachwyt.



Kilka dni temu trafiła do nas druga część przygód małych myszek wymyślonych przez Arnolda Lobela. Pierwsza (KLIK) szybko zawładnęła sercami całej naszej rodziny, druga w ekspresowym tempie zajęła miejsce obok niej. Klimat Mysich przysmaków jest nieco inny niż Mysich bajeczek. Jest trochę bardziej mrocznie. Dlaczego? Bo mała myszka zostaje złapana przez łasicę. Chcę się uratować powiedziała swojemu oprawcy, że do zupy koniecznie musi dodać opowieści. Łasica kupuje tę zasadę i zaczyna słuchać krótkich bajek wymyślonych przez małą mysz. Pojawia się w nich mysz zaatakowana przez rój os, dwa duże kamienie, które marzą o tym, żeby zobaczyć, co jest po drugiej stronie wzgórza, na którym leżą. Jest mysz, którą budzi głośny koncert świerszczy i taka, która miała problem z fotelem, bo wyrastał z niego kolczasty krzew. Każda z tych historii pokazuje myszy jako mądre i sprytne zwierzątka. Trudno jednak stwierdzić, w jaki sposób mogłyby pomóc w ulepszeniu zupy gotowanej przez łasicę. Ona sama także się nad tym zastanawia. Wkrótce okazuje się, że wystarczy dodać do zupy jedną rzecz z każdej opowieści. Dlatego łasica idzie szukać gniazda os, błota z bagna, dwóch dużych kamieni, dziesięciu świerszczy i kolczastego krzewu. Kiedy to wszystko znajduje i wraca do domu okazuje się, że myszy nie ma. Został tylko pusty garnek. Po raz kolejny mniejszy okazał się być sprytniejszy!





Zazwyczaj nie opowiadam historii od początku do końca. Tu zrobiłam wyjątek i zdradzam zakończenie. Tak naprawdę każdy dorosły czytelnik będzie się go domyślał. Młodsi na pewno będą bardziej zaskoczeni. Wszyscy, bez względu na wiek, będą na pewno oczarowani. Te krótkie, ale piękne historie trafią do każdego. Świetnie nadadzą się do czytania przed snem. Cierpliwsi przeczytają całą książkę od razu, ci, którym słuchanie przychodzi nieco trudniej mogą rozciągnąć to na kilka wieczorów. Każde rozwiązanie będzie dobre. Bo to książka, którą po prostu trzeba się cieszyć, trzeba smakować każde zdanie i zachwycać się każdą ilustracją. To piękny, dopracowany w najdrobniejszych szczegółach tom pełen wspaniałych opowieści. Doskonały pomysł na prezent. Dla małych, ale i dla tych nieco większych!





Mysie przysmaki
Arnold Lobel
tłumaczenie Wojciech Mann
Wydawnictwo Literackie 2019

poniedziałek, 16 września 2019

"Co cię martwi?" (Wydawnictwo TADAM)

Dzieciństwo wydaje nam się czasem radosnej beztroski. Wspominamy je nostalgią i nobilitujemy. Jeśli jednak zaczniemy myśleć o nim dokładniej, okaże się, że wcale tak różowo nie było. Zdarzało się nam kłócić z rodzeństwem albo koleżankami. Zdarzało się obrażać na rodziców, czuć się nieszczęśliwym albo nielubianym. Kiedy dorośliśmy przestaliśmy się tym przejmować. Dopiero, kiedy na świecie pojawiły się nasze dzieci, zaczęliśmy patrzeć na świat przez ich pryzmat.

Serce boli nas, kiedy nasze pociechy są smutne. Czujemy się wtedy bezradni i jesteśmy gotowi zrobić wiele, żeby im pomóc. Najważniejsza jest tutaj rozmowa z dzieckiem, to od niej wszystko się zaczyna. Taką rozmowę zacząć jest jednak często niełatwo. I tu warto sięgnąć po najnowszą książkę wydawnictwa TADAM Co cię martwi?


Kilka miesięcy temu zachwyciła nas inna książka tej autorki Co się dzieje w mojej głowie? (KLIK). Pomagała ona dzieciom w zrozumieniu swoich uczuć. Druga książka Molly Potter pomaga radzić sobie ze smutkami. Tych, jak się okazuje, nie brakuje. Dzieci mogą martwić się tym, że nikt ich nie słucha albo tym, że ktoś im dokucza. Mogą denerwować się tym, że ich klasę będzie uczył nowy nauczyciel albo bać się tego, co zobaczyły w telewizji. Nauczą się radzić sobie z trudnymi sprawami i, co zrobić, kiedy bardzo  komuś zazdroszczą. Dowiedzą się, co mogą zrobić, kiedy nikt nie będzie chciał się z nimi bawić albo kiedy rodzice się kłócą. Rzeczy, które sprawiają, że dzieci mogą być smutne jest wiele. Sposobów na radzenie sobie z nimi równie dużo. Autorka podaje ich wiele i warto poznać je wszystkie. Dzięki temu dzieci znacznie łatwiej odnajdą się w często niełatwych dla siebie sytuacjach.




Od dwóch tygodni trwa nowy rok szkolny. Jaki będzie? Pewnie bardzo różny. Na przykład Tosia musi zmierzyć się z nowymi nauczycielami. Jej dotychczasowa wychowawczyni jest na rocznym urlopie, w szkole brakuje nauczycieli, więc zajęcia z jej klasą prowadzą dwie panie. Sytuacja trudna, ale Tosi udało się w niej odnaleźć. Kiedy pod koniec wakacji przekazywaliśmy jej tę wiadomość, od razu podsunęłam jej do przeczytania rozdział z książki Co cię martwi? Czy pomógł? Myślę, że tak. Po przeczytaniu fragmentu o nowym nauczycielu, rozmawiałyśmy o tym, co czuje Tosia, co powinna zrobić, kiedy przyjdzie do klasy, jak powinna zachować się w stosunku do nowych nauczycielek. Na pewno dodało jej to pewności siebie i przygotowało ją na tę trudną sytuację. Pewnie dlatego, kiedy kilka dni temu zasmuciło ją coś zupełnie innego, pomocy zaczęła szukać właśnie w książce Molly Potter. Jest to świetny punkt wyjścia, ale pamiętajcie, że nic nie zastąpi rozmowy z rodzicami. Dlatego czytajcie tę książkę ze swoimi dziećmi.




Co cię martwi?
Molly Potter
ilustracje Sarah Jennings
tłumaczenie Wojciech Górnaś
Wydawnictwo TADAM 2019
wiek 4+


piątek, 13 września 2019

"Einstein na wiązce światła" (Wydawnictwo Muchomor)

Kiedyś nie czytałam biografii. Nie czerpałam z tego żadnej przyjemności, więc rzadko wybierałam je szukając interesującej lektury. Dojrzałam do nich dopiero jakiś czas temu. Biografie zaczęły coraz odważniej poczynać sobie na księgarnianych półkach i wśród nich można było znaleźć sporo bardzo wartościowych perełek. 



Perełek nie brakuje również wśród biografii sławnych ludzi przeznaczonych dla małych czytelników. Znamy już wiele takich pozycji, niektórym sławnym ludziom poświęcono nawet kilka różnych książek. Przeszukując najbardziej zakurzone zakamarki mojej pamięci i wydaje mi się, że do tej pory nie czytałyśmy żadnej książki o Einsteinie. A takich, także dla młodych czytelników, napisano sporo. Na szczęście nadrobiłyśmy te zaległości dzięki nowości z Muchomora.





Einstein na wiązce światła to piękna, bardzo poetycka opowieść o jednym z najwybitniejszych naukowców w historii świata. Mali czytelnicy dowiadują się, że Albert był w dzieciństwie postrzegany jako dziwne dziecko. Niewiele mówił, częściej rozglądał się wokół siebie i rozmyślał o świecie. Dziwiło go wiele rzeczy i zadawał sobie wiele pytań. Te pytania doprowadziły go do odkrywania wielkich rzeczy, takich, z których nikt wcześniej nie zdawał sobie sprawy. Jego historia może być inspiracją dla naszych dzieci, dlatego warto poznać ją bliżej.




Książka Jennifer Berne zachwyca sposobem napisania. Doskonale czyta się ją głośno, świetnie sprawdzi się już w przypadku dzieci w wieku przedszkolnym. Maluchom spodobają się zapewne także piękne, bardzo subtelne i niezwykle malarskie ilustracje. Sama książka ma dość duży format, więc można wybrać ją na lekturę dla grupy przedszkolaków albo uczniów pierwszych klas podstawówki. Dzieci na pewno będą zadowolone. A w przyszłości, kto wie, może pójdą drogą Einsteina i kiedyś same staną się bohaterami podobnych książek.





Einstein na wiązce światła
Jennifer Berne
ilustracje Vladimir Radunsky
tłumaczenie Katarzyna Radziwiłł
Wydawnictwo Muchomor 2019

czwartek, 12 września 2019

"Ping i Pong. Wesołe świnki" (Wydawnictwo ADAMADA)

Na swoje życie narzeka chyba każdy. Oczywiście większość nie robi tego codziennie, ale raz na jakiś czas każdemu wymknie się kilka cięższych westchnień. Chcielibyśmy mieszkać w innych miejscach, uczyć się w innych szkołach albo pracować w innych firmach. Dobrze, jeśli takie narzekania do czegoś nas motywują, gorzej jeżeli działają na nas deprymująco. Na Pinga i Ponga, dwie świnki, które stały się bohaterami książki, zadziałało motywująco.


Każdy z bohaterów nie był do końca zadowolony ze swojego życia. Mieszkający w gospodarstwie Ping tęsknił za wolnością. Miał co prawda wszystko, czego potrzebował, nie musiał troszczyć się ani o jedzenie, ani o bezpieczeństwo. Brakowało mu jednak przygód. Tych pod dostatkiem miał mieszkający w lesie Pong. On musiał każdego dnia szukać czegoś do jedzenia. Musiał uważać, żeby nie dopadł go żaden drapieżnik. Marzył o chwili spokoju i wytchnienia, o bezpieczeństwie, jakie mogłoby dać mu stałe miejsce zamieszkania. Dlatego, kiedy pewnego dnia ich drogi się skrzyżowały, postanowili zamienić się rolami. Efekt tej zamiany był dość zaskakujący. A wnioski, do których doszli bohaterowie, były niby przewidywalne, a jednak skłaniające do chwili refleksji.





Zawsze powtarzam Tosi, żeby nikomu niczego nie zazdrościła. Nie wiemy, jak tak naprawdę wygląda życie osób wokół nas. Przygody Pinga i Ponga dobrze to pokazują. Ich perypetie mogą być punktem wyjścia do ważnych i ciekawych rozmów z dziećmi. Ja właśnie takie książki lubię najbardziej. Takie, które możemy odnieść do naszego życia, o których możemy godzinami rozmawiać. Przygody Pinga i Ponga taką książką są, a to oznacza, że przeczytać ją po prostu trzeba!





 Ping i Pong. Wesołe świnki
Olgierd Wąsowicz
ilustracje Natalia Uryniuk
Wydawnictwo ADAMADA 2019