piątek, 31 maja 2019

"Mazurscy w podróży. Bunia kontra fakir" (Wydawnictwo Wilga)

Zbliżają się wakacje i pewnie wiele osób zna już cel swoich letnich wojaży. Jedni wybiorą hotele z masą atrakcji, inni postawią na przytulny pensjonat. Znajdą się też tacy, którzy wsiądą w samochód i ruszą przed siebie. Podbiją Polskę albo Europę i będą się przy tym świetnie bawić. 



Taki właśnie plan miała rodzina Mazurskich. Mieli zatrzymać się na chwilę w Niemczech, a potem odwiedzić Hiszpanię, Francję, Włochy. Ostatnim miejscem, które planowali zobaczyć był Zamek Książ. Plan udało się zrealizować w stu procentach. Wiemy to z zapisków, które robił Jędrek. Jego notatki są tak szczegółowe i fascynujące, że czytelnik ma wrażenie, że podróżuje razem z rodziną Mazurskich. A rodzina Mazurskich to mama, tata, babcia zwana bunią i Marcela, kuzynka Jędrka. Mieszanka wybuchowa, każdy ma inny charakter, swoje przyzwyczajenia i nieco odmienne plany na ten czas. Na szczęście udaje im się odnaleźć punkty wspólne i zobaczyć na własne oczy najważniejsze zabytki Barcelony, Wenecji i Cannes. Próbują lokalnych przysmaków i poznają mieszkańców tych miejsc. Ich spokój psuje jednak pewien fakir... Pierwsze spotkanie z nim okazuje się początkiem zupełnie niespodziewanej wakacyjnej przygody. A mówiąc dokładniej wakacyjnego śledztwa. Trasa, którą przemieszcza się fakir w zaskakujący sposób pokrywa się z trasą, którą porusza się rodzina Mazurskich. Dlaczego? Jakie będą tego konsekwencje? Żeby się tego dowiedzieć, trzeba przeczytać tę książkę.





A przeczytać ją naprawdę warto i to nie tylko dlatego, że właśnie zbliżają się wakacje, a ona o wakacjach opowiada. Przede wszystkim jest to po prostu doskonale napisana i przemyślana w każdym calu książka. Nie ma się czemu dziwić, napisała ją przecież Agnieszka Stelmaszyk, która podbiła serca czytelników Kronikami Archeo. Rodzinka Mazurskich wywrze na dzieciach i młodzieży podobne wrażenie. Dla mnie była to jedna z najprzyjemniejszych i najbardziej zaskakujących książek tego roku. Przyzwyczaiłam się, że czytam albo przewodniki albo książki podróżnicze. Książka Agnieszki Stelmaszyk połączyła ze sobą te dwie rzeczy. I wyszło z tego coś niesamowicie emocjonującego. Świetną opowieść uzupełniają opisy najciekawszych atrakcji turystycznych, które widziała rodzina Mazurskich. Nie brakuje oczywiście zdjęć, te pochodzą z prywatnego archiwum autorki. Oprócz nich w książce pojawiają się bardzo kolorowe i przezabawne ilustracje stworzone przez Annę Oparkowską. Do tego garść ciekawostek na temat roślin występujących w danych krajach oraz przysmaków, które oferują nam inne kraje. Czyta się to wszystko z wielką przyjemnością! Znam większość opisywanych zabytków, a i tak przeczytałam wszystkie opisy! Bo czytając tę książkę chce się więcej i więcej! Na szczęście to pierwszy tom serii, więc na to "więcej" można mieć nadzieję.





Mazurscy w podróży
Agnieszka Stelmaszyk
ilustracje Anna Oparkowska
Wydawnictwo Wilga 2019

czwartek, 30 maja 2019

"Rośnij w górę" (Wydawnictwo Mamania)

Każdemu rodzicowi wielokrotnie zdarzyło się powiedzieć, że dzieci rosną zbyt szybko. Sporo w tym prawdy, przecież ani się obejrzymy, a z noworodka robi się przedszkolak, następnie uczeń, który za chwilę zdaje maturę i wyfruwa z rodzinnego domu. Potem z nostalgią rodzice patrzą na pierwsze kocyki, ulubione książki, zabawki i na kreski robione na drzwiach, które były i są widocznym znakiem tego,  jak szybko rosły ich dzieci.


Tak, mierzenie wzrostu dzieci to w wielu rodzinach (także mojej) swoisty rytuał. Kiedyś mój tata zaznaczał jak ja rosłam, teraz zaznacza jak rośnie Tosia. Każda zmiana zostaje tam zapisana. Sama Tosia bardzo chętnie sprawdza swój wzrost i korzysta z każdej miary wzrostu, na którą trafi. W sklepie, przychodni, na ścianie w szkole. Żadna się przed nią nie ukryje i każdą musi wypróbować. Teraz ma nową, która na tle innych wyróżnia się tym, że jest nie tylko miarką wzrostu, ale również (a raczej przede wszystkim) książką! Tę oryginalną publikację przygotowało Wydawnictwo Mamania. Ich Rośnij w górę to gratka dla wszystkich, którzy kochają książki obrazkowe. Tę wydano w formie harmonijki. To, oczywiście ma umożliwić czytelnikom wykorzystywanie jej jako miarki wzrostu. Skupmy się jednak na pierwszym przeznaczeniu. Obrazków jest w książce Toma Schampa osiem, na każdym wiele się dzieje. Dostrzeżecie na nich lwa podróżującego samochodem, syrenę kąpiącą się w wannie, psa noszącego w pysku listy, przyjrzycie się wielkiemu przyjęciu i zachwycicie się pewnym bardzo dużym kotem! Jest co oglądać, czego szukać i o czym opowiadać. Są postaci i elementy, które wszystkie obrazki ze sobą łączą. Czy to właśnie oni będą bohaterami Waszych historii?





To na pewno najbardziej niezwykła w formie książka obrazkowa, z jaką miałyśmy okazję się zetknąć. To na pewno ta książka obrazkowa, z którą będzie się obcować cały czas. Budując historie, dostrzegając kolejne szczegóły i odkrywając nowych bohaterów. Jest ich tak wiele, że Rośnij w górę będzie zaskakiwać Was naprawdę długo. My przyglądamy się jej od kilku tygodni i cały czas znajdujemy w niej coś nowego, czego wcześniej nie dostrzegłyśmy. To właśnie największy atut książek obrazkowych. One nigdy się nie nudzą! Zastanówcie się, więc dobrze, czy na pewno chcecie wieszać ją na ścianie. Bo, jestem pewna, że będziecie ją bardzo często zdejmować!


Rośnij w górę
Tom Schamp
Wydawnictwo Mamania 2019

wtorek, 28 maja 2019

"Ilustrowany inwentarz kwiatów" (Wydawnictwo Zakamarki)

Na kwiatach znam się słabo. Rozróżniam oczywiście gatunki, które dostępne są w kwiaciarniach, ale z tymi sadzonymi w ogródkach mam już spory kłopot. Interesują mnie za to dobre książki. Nawet te, które poświęcone są kwiatom.


Uściślijmy, tradycyjny atlas kwiatów pewnie nie zwróciłby mojej uwagi, ale Ilustrowany inwentarz kwiatów wręcz przeciwnie. Zwrócił uwagę i zachwycił od pierwszego, bardzo pobieżnego przekartkowania. Oto trzymam w rękach i zachwycam się książką, w której opisano 65 gatunków pochodzących z różnych stron świata. Możemy je znaleźć w kwiaciarniach, na łąkach, w przydomowych ogródkach albo palmiarniach. Wszystkie zwracają naszą uwagę, ale zdarza się, że nic o nich nie wiemy. Teraz braki w wykształceniu można nadrobić. Na początek garść informacji ogólnych. To tu poznać można ich budowę, sposób wzrostu i rozmnażania. Wiedza ta na pewno przyda się tym, którzy chcą zacząć sadzić kwiaty. Nie zaszkodzi również tym, którzy wolą je tylko wąchać i podziwiać w wazonach. Z tą wiedzą można zacząć czytać dalszą część książki. Całość podzielono na dziewięć części. Każda dotyczy kwiatów w innym kolorze. Znajdziemy tam te:
  • żółte, jak mniszek,
  • pomarańczowe, jak nasturcja,
  • fioletowe, jak szafran,
  • niebieskie, jak niezapominajka,
  • różowe, jak oset,
  • czerwone, jak mak,
  • białe, jak śnieżyczka,
  • czarne, jak hiacynt,
  • wielobarwne, jak fiołek.
Wszystkie zostały krótko, interesująco i zrozumiale opisane. Nie zabrakło również nazwy danej rośliny, podanej w języku polskim i łacińskim. Każda z nich została zaklasyfikowana do większej rodziny. Z opisu dowiedzieć się można również jaką wielkość osiąga dany kwiat i na kiedy przypada okres jego kwitnienia. Każda plansza wzbogacona została oczywiście o rysunek. Z połączenia tych wszystkich elementów powstał prawdziwy atlas botaniczny. Przygotowany w taki sposób, że od razy przywodzi na myśl stare książki, na które być może trafiliśmy kiedyś w domowych albo szkolnych bibliotekach. Pewnie kartkowaliśmy je ostrożnie, przez dłuższy czas podziwiając każdą rycinę. Teraz to samo mogą robić nasze dzieci.





Trudno przejść obok tej książki obojętnie. Ta pozycja zachwyci nie tylko miłośników kwiatów. Jestem tego najlepszym przykładem. Patrząc na to z jakim zainteresowaniem przeglądała ją Tosia, mogę z pełnym przekonaniem napisać, że to prezent-pewniak, który spodoba się obdarowanym w każdym wieku. Bo ta książka nie może się nie spodobać. Gdyby jednak okazało się, że osoby, którym chcecie sprawić przyjemność, interesowały się czymś innym, niż kwiaty, to wydawnictwo Zakamarki ma również coś dla nich. Wcześniej ukazał się Ilustrowany inwentarz zwierząt i Ilustrowany inwentarz drzew. Są równie piękne, co ostatnia nowość, a razem z nią tworzą w naszej biblioteczce piękną trylogię, która zachwyca formą i treścią. Przyjrzyjcie się im bliżej i zachwyćcie się nimi tak jak my!





Ilustrowany inwentarz kwiatów
Virginie Aladjidi
ilustracje Emmauelle Tchoukriel
przekład i opracowanie Magdalena Kamińska-Maurugeon
Katarzyna Skalska
Wydawnictwo Zakamarki 2019
wiek 6+

poniedziałek, 27 maja 2019

"Wszyscy jedzą naleśniki" (Wydawnictwo DrugaNoga)

Cały miniony tydzień myślałam o naleśnikach. Mogłabym nawet powiedzieć, że naleśniki za mną chodziły. Nie udało mi się zjeść ani jednego. Przygotowałam je dopiero w sobotę, uznając za znak z nieba fakt, że na targach książki moją uwagę zwróciła książka właśnie o naleśnikach!

Tracę ostatnio instynkt do przewidywania treści książki po przeczytaniu tytułu i rzucenia okiem na okładkę. Na przykład tutaj myślałam, że będzie to książka dla niejadków. Takich skrajnych, które nie lubią nawet naleśników. My takich problemów nigdy nie mieliśmy, więc myślałam, że nie jest to książka dla nas. Po zajrzeniu do środka okazało się, że prawda jest zupełnie inna. Bo ta książka jest jak najbardziej dla nas. Spieszę wyjaśnić dlaczego! 


Otóż od pewnego czasu Tosia marzy do karierze w świecie kulinarnym. Coraz trudniej jest zrobić coś w kuchni bez niej. We wszystkim chce pomagać, coraz więcej czynności chce wykonywać samodzielnie. Nie zniechęcam jej, bo jestem zwolenniczką wspierania dziecięcych pasji, więc razem czytamy książki kucharskie i wybieramy najciekawsze przepisy.  A Wszyscy jedzą naleśniki to właśnie książka kucharska. Na dodatek, w całości poświęcona naleśnikom, a te Tosia (jak chyba każde dziecko uwielbia). Ta jest zbiorem przepisów na naleśniki z całego świata. Pierwsze strony to kompendium wiedzy o składnikach, z których robi się naleśniki. Tych dobrze znanych i tych sekretnych, które sprawiają, że naleśniki są pyszne! Krótko wyjaśniono również, w jaki sposób należy przygotowywać ciasto. To jest, oczywiście, dość proste, więc instrukcja nie jest ani długa, ani skomplikowana.




W drugiej części książki znalazło się szesnaście przepisów na naleśniki z całego świata. Skąd konkretnie? Oprócz rodzimego, polskiego przepisu znajdziemy tam receptury z między innymi Francji, Włoch, Islandii, Grecji, Meksyku, Chin i Indonezji. Wspólnymi składnikami są mąka i płyn (najczęściej woda albo mleko), pozostałe zależą od lokalnych tradycji kulinarnych. Dlatego do włoskich crespelle dodajemy szpinak w liściach, holenderskich poffertjes drożdże. Dosa, które przygotowuje się w Indiach nie obędą się bez fasolki mung, grochu lub czerwonej soczewicy, a do chińskich jian bing dodać trzeba olej sezamowy. Nic tylko przeczytać, wybrać i zacząć odkrywać nowe smaki!




Często słyszę (i całkowicie się z tym zgadzam), że książki kucharskie są do oglądania, a nie do gotowania. Najczęściej najadamy się samym patrzeniem na te wszystkie piękne i apetyczne zdjęcia. Tutaj zdjęć nie ma, są za to ilustracje! Na nich zobaczymy ludzi, którzy takie naleśniki jedzą oraz kolejne etapy ich przygotowywania. Oprócz ilustracji, w przygotowaniu pomogą również opisy i ciekawostki, których w książce nie brakuje. Wszystko wyjaśniono tak dobrze, że zrozumieją to nawet ci, którzy gotować nie lubią albo nie potrafią. Być może naleśniki zrobione według przepisów z tej książki okażą się ich pierwszym kulinarnym sukcesem. A przy okazji sporym zaskoczeniem dla tych, których nimi poczęstują. Smacznego!




Wszyscy jedzą naleśniki. Książka z przepisami 
wstęp i ilustracje Agata Loth-Ignaciuk
przepisy Rozalia Bisek-Szladowska
Wydawnictwo DrugaNoga 2019

 

piątek, 24 maja 2019

"Szczęście. Opowiastki dla dzieci" (Wydawnictwo Papilon)

Każdy rodzic chce, żeby jego dziecko było szczęśliwe. Dlatego każdy gotów jest zrobić wszystko, żeby szczęście na jego dziecko spłynęło. Na początku kupujemy dla nich bezpieczne foteliki samochodowe i wygodne wózki, potem szukamy atestowanych zabawek i dobrych jakościowo ubrań. Wierzymy, że to wszystko sprawi, że dzieciństwo naszych pociech upłynie szczęśliwie. To jednak nie jest wszystko. Potrzebne jest coś jeszcze, coś czego nie można kupić. I choć brzmi to banalnie, to warto powtarzać, że najważniejszy jest czas, który spędzamy z naszymi dziećmi. Na rozmowach, wycieczkach i oczywiście przy dobrych książkach.


Są nawet takie książki, który oprócz oczywistej przyjemności z ich czytania, dają nam i naszym dzieciom coś jeszcze, uczą odczuwać szczęście! Sugeruje to już jej tytuł, którzy brzmi właśnie Szczęście. Bohaterowie są dość nietypowi, bo są nimi ptaki! Jest ich dziesięć i każdy reprezentuje inny gatunek. Są wśród nich kakadu, flaming, czubacz i albatros. Każdy z nich stał się bohaterem innej historii, a każda historia przedstawia inny sposób na osiągnięcie szczęścia. Jedni uczą dzieci wyznaczać cele, które warto realizować, inni pokazują, jak dużą radość daje przebywanie z innymi ludźmi. Są też tacy, którzy udowadniają, jak ważne jest poczucie akceptacji oraz tacy, którzy pokazują, jak wielką rolę w osiąganiu szczęścia odgrywa pozytywne nastawienie do świata i otoczenia. 



Ja oczywiście tylko sygnalizuję, co możecie znaleźć w kolejnych opowiadaniach. Są one jednak tylko częścią tej książki. Na końcu każdego z nich znajdziecie pytania, które powinni zadać sobie wszyscy czytelnicy tej książki. Dotyczą one treści opowiadań, ale stanowią również punkt wyjścia do rozmów z dziećmi. Wszystkie dotyczą emocji, które opisano w danym opowiadaniu. Ich wyrażaniu poświęcono kolejną część, zawarto tam mnóstwo wskazówek dotyczących tego, jak o nich rozmawiać i w jaki sposób je okazywać. Myślę, że przyda się ona każdemu czytelnikowi. Nie zabrakło w książce również ciekawostek o ptakach, które były bohaterami opowiadania. Z niego dowiemy się, gdzie dany gatunek występuje, jak wygląda i jak prowadzi tryb życia. Tu znalazły się zadania do wykonania, czasem trzeba będzie podskoczyć, innym razem ułożyć zdrowy jadłospis na cały dzień, w kolejnym spróbować jak najdłużej wytrzymać stojąc na jednej nodze. 



Dużo się w tej książce dzieje w wersji tekstowej, w zrozumiałej dla dzieci formie niesie ze sobą bardzo ważne treści i istotne dla młodych czytelników. Ale jest w tej książce coś jeszcze. Niesamowite, bardzo malarskie ilustracje. Piękne, kolorowe, od razu zwracają uwagę czytelnika. Książka ma bardzo duży format, więc ilustracje, które zajmują całą stronę robią jeszcze większe wrażenie i budzą jeszcze większy zachwyt. Tak, to książka, którą nie można się nie zachwycić. I książka, którą warto mieć w domu. W końcu każdy chce być szczęśliwy i dawać szczęście innym, a ta książka bardzo w tym pomaga.



Szczęście. Opowiastki dla dzieci
Leo Bormans
ilustracje Sebastiaan Van Doninck 
tłumaczenie Iwona Mączka
Wydawnictwo Papilon 2019

 

czwartek, 23 maja 2019

"Nie ma to jak sąsiedzi" (Wydawnictwo Debit)

Lubicie swoich sąsiadów? Odpowiedzi na pewno padają różne, bo jedni trafiają na ludzi, z którymi błyskawicznie się zaprzyjaźniają, inni na takich, z którymi nie potrafią zamienić słowa. Cóż, bardzo się od siebie różnimy, a kiedy trafiamy pod wspólny dach, to jesteśmy na siebie skazani. Musimy się polubić albo chociaż zaakceptować. Zapytacie w jaki sposób mogą polubić się ci, których dzieli niemal wszystko? Łatwe to na pewno nie jest, ale starać się warto.


Najlepszym dowodem na to są mieszkańcy kamienicy przy ulicy Okrężnej. Jej mieszkańcy to prawdziwa galeria charakterów. Każdy ma jakieś swoje natręctwa, którymi drażni swoich sąsiadów. Jednak żaden z nich nie myśli o wyprowadzce, choć przeprowadzki są u nich na porządku dziennym. Na przykład taki Dzięcioł, który regularnie powiększa swoje mieszkanie. Zyskał dzięki temu przydomek "Przestronny". Mieszka w tej kamienicy również Słoń. On akurat żadnego przezwiska nie ma, bo jest tak duży, że żadne się obok niego nie mieści. On również ma swoje przyzwyczajenie. Uwielbia się kąpać, polewa się wodą w każdym pomieszczeniu i zalewa sąsiadów. Wtedy po cichutku opuszcza swoje mieszkanie i zajmuje inne, w którym na razie podłoga i ściany są suche. Jest jeszcze Żyrafa, która często zmienia mieszkania, bo szuka tego z najlepszym widokiem! Nieco bardziej kłopotliwe jest zamienianie mieszkań z Susłem, który cały czas śpi. Zdarza się bowiem, że Susła nie budzi nadejście nowego lokatora. 



Tych bardzo oryginalnych bohaterów jest w książce więcej. Wszystkich wymyśliła autorka Agnieszka Taborska. Każdemu nadała indywidualne cechy charakteru, wymyśliła ich wady i zalety. To w jej głowie powstała ta niezwykle oryginalna kamienica, którą opisała w piękny, bardzo poetycki sposób. To sprawia, że tę książkę czyta się z ogromną przyjemnością, rozmyślając jednocześnie o naszych własnych wadach i zaletach. Tych wszystkich bohaterów przedstawiła na swoich ilustracjach Aleksandra Gołębiewska. Kolorowe i bardzo zabawne doskonale pasują do opowieści, którą z tak wielką przyjemnością czytałyśmy. A co wyniosłyśmy z tej lektury? Przeświadczenie, że każdym można się porozumieć. Oczywiście, jeśli tylko będziemy chcieć.




Nie ma to jak sąsiedzi
Agnieszka Taborska
ilustracje Aleksandra Gołębiewska
Wydawnictwo Debit 2019