wtorek, 30 kwietnia 2019

Rodzinka Hardych w akcji

Rodzicom zależy na tym, żeby ich dzieci czytały mądre książki, które niosą ze sobą ważne przesłanie. Sama chcę, żeby Tosia takie czytała. Dlatego wybieram dla niej przede wszystkim takie książki. Są jednak i takie, które wybiera sama. Mogą mi się one podobać albo nie. Jednak, kiedy widzę, że ona czyta je z zainteresowaniem i wielkim uśmiechem na ustach wiem, że są to dobre książki. Co więcej, często okazuje się, że i one pod pozorem banalnej historii kryją w sobie mądre przesłanie.


Tak jest z serią książek o rodzince Hardych. Jakiś czas temu przeczytałyśmy trzeci (i jak na razie ostatni) tom ich przygód (KLIK). Teraz przyszedł czas na poznanie genezy ich przygód. Czytałyśmy ją głównie razem, śmiejąc się głośno przy opisach perypetii bardzo oryginalnej rodziny. Na tle innych wyróżnia ich przede wszystkim to, że są hienami! Nie żyją jednak ani w zoo, ani w rezerwacie dzikich zwierząt. Nie żyją również w swoim naturalnym środowisku. Hardzi mieszkają w normalnym domu i żyją jak ludzie! Najstarsi członkowie rodziny urodzili się co prawda w Afryce, ale kiedy pewnego dnia zobaczyli jak krokodyle pożerają młode małżeństwo, nie zastanawiali się długo, tylko zabrali ich ubrania, dokumenty i wrócili do Anglii z nadzieją na rozpoczęcie nowego, ciekawszego życia! Szybko opanowali chodzenie na dwóch nogach, ludzką mowę i ludzkie zachowania. Problemem nie było dla nich nawet znalezienie pracy. Pani Harda robiła i sprzedawała nakrycia głowy, a pan Hardy wymyślał żarty do bożonarodzeniowych hukawek. Doczekali się nawet dzieci. Bliźniaki Bobby i Betty wychowywane były tak, żeby umiały poradzić sobie w ludzkim świecie. Poszły nawet do szkoły, gdzie szczególnie zaprzyjaźniły się z jedną dziewczynką. To ona, jako jedyna poznała ich największy sekret. I pewnie Hardzi żyliby szczęśliwie i spokojnie, gdyby nie sąsiad, pan McDurniak. Mężczyzna nie lubił swoich sąsiadów, bacznie im się przyglądał podejrzewając, że ci muszą coś ukrywać. Hardzi starali się schodzić mu z drogi. Te jednak miały się wkrótce zejść, ponieważ do domu hien wprowadzili się nowi lokatorzy. Stary Tony, hiena uratowana z zoo safari oraz Miranda, małpka, która nie wyobrażała sobie życia bez Tony'ego. Pewne wydarzenia sprawiły, że ich drogi, zupełnie niespodziewanie się spotkały... 







W drugim tomie przygód Hardych na ich drodze stanęli kolejni bohaterowie. Po świecie zwierząt rozniosła się wieść o uratowanych Tonym i Mirandzie. Inni, potrzebujący ratunku albo marzący o jakiejś zmianie w życiu, zaczęli kolejno przybywać do domu Hardych z prośbą o ratunek. Pierwsza była krokodylica Sheila, po niej przybyli między innymi baran, pudel, a nawet dwa konie wyścigowe! Wszyscy oni znaleźli w domu Hardych azyl. Tak naprawdę dom hien miał być dla nich etapem przejściowym przed rozpoczęciem samodzielnego życia w świecie ludzi. Nauka nie przebiegała lekko, łatwo i przyjemnie. Każdemu zwierzęciu coś innego sprawiało trudność. Każdy miał kłopoty z opanowaniem innych kwestii. Bywało wesoło, bywało niebezpiecznie. Pojawiła się nawet policja. Ale nie z takimi kłopotami Hardzi sobie radzili!







Seria książek, którą napisał Julian Clary, to chyba najśmieszniejsza seria jaką czytałyśmy. Na początku drugiego tomu autor wyjaśnia, dlaczego tych książek nie powinni czytać dorośli. Ja powiedziałabym inaczej, tych książek nie powinni czytać ludzie, którzy nie mają poczucia humoru. Oni Hardych na pewno nie polubią. Wszyscy inni pokochają ich tak samo jak my. Za odwagę, sposób bycia, ciekawość świata i dobro, które rozsiewali wokół siebie. Hardzi mają to, czego nam ludziom często brakuje - życzliwość. Oni nikogo nie oceniają, nikogo nie odrzucają, każdemu chcą pomóc, wszystkim dają to, co mają najlepszego! Po prostu wzór do naśladowania. Może nie w niektórych kwestiach obyczajowych, ale w głębi duszy Hardzi zawsze pozostaną zwierzętami, więc to można im wybaczyć i po prostu zaakceptować serdecznie się do nich uśmiechając.

Seria o przygodach Hardych to doskonała propozycja dla dzieci w wieku szkolnym. Zainteresuje zarówno tych, którzy czytać lubią, jak i tych, którzy od książek uciekają. Tekst jest interesujący, historia wciąga. A w książce nie brakuje ilustracji. Mniejsze, większe i równie zabawne, jak tekst, który obrazują. Na nich zobaczymy wszystkich bohaterów, tam też znajdziemy słynne dowcipy pana Hardego. Niektóre naprawdę warto zapamiętać, bo rozbawią nawet najbardziej pochmurne towarzystwo!



Rodzinka Hardych
Rodzinka Hardych na ratunek
Julian Clary
ilustracje David Roberts
tłumaczenie Natalia Wiśniewska
Wydawnictwo ADAMADA 2017 

http://www.adamada.pl/ 

poniedziałek, 29 kwietnia 2019

"Ratujmy Ziemię. Wielka księga zabaw" (Wydawnictwo Egmont)

Wiele razy zastanawiałam się nad tym czego koniecznie chcę nauczyć Tosię. Zależy nam,  jej rodzicom, na tym, żeby była osobą kulturalną i, żeby zawsze chciała pomagać innym. Zależy nam również na tym, żeby szanowała to, co ją otacza. Zwłaszcza jeśli chodzi o środowisko naturalne.

Wiele słyszymy o zalewającym świat plastiku, o zwierzętach morskich, w których brzuchach naukowcy znajdują śmieci, które wcześniej trafiły do morza. Dlatego coraz więcej osób prosi o nalanie kawy na wynos do własnego kubka, nie korzysta ze słomek i plastikowych łyżeczek. Powoli, małymi krokami każdy z nas może zmieniać świat na bardziej przyjazny i tym samym zapewnić naszej planecie dłuższe życie. Dzieci również mogą to robić, ale zanim zaczną, powinny wiedzieć, co to ma na celu. Pomocą w wytłumaczeniu zagadnień związanych z ekologią służyć mogą oczywiście książki. Na rynku wydawniczych dostępnych jest wiele tytułów poruszających tę kwestię. Niedawno ukazała się kolejna, która skradnie wszystkie mniejsze i większe serca.


Ratujmy Ziemię. Wielka księga zabaw to książka, która w bardzo ciekawy dla czytelnika sposób łączy w sobie edukację ekologiczną i zabawę. Zanim rozpoczniemy zabawę z tą książką trzeba wyciąć pionki, które posłużą nam do gry. Do wyboru mamy cztery zwierzęta: maskonura, tchórza czarnołapego, wilka abisyńskiego i pandę wielką. Każde z nich zostało krótko opisane, więc wybór pionka nie musi być przypadkowy, ale może być całkiem dobrze przemyślany. Na kolejnych stronach czeka na dzieci dziewięć zabaw:

  • Przyjrzy się i odszukaj, w której odpowiada się na pytania dotyczące mieszkańców Ziemi,
  • Wielka gra zwierząt, w której przesuwając się po trzydziestu polach gracze dowiedzą się, co trzeba robić, żeby dbać o środowisko oraz jakich zachowań powinniśmy się wystrzegać, jeśli chcemy żyć ekologicznie,
  • Prawda czy fałsz, w których trzeba odpowiedzieć prawidłowo na pytania dotyczące naszych codziennych zachowań, takich jak dokarmianie ptaków chlebem albo zakręcaniu wody podczas mycia zębów,
  • Teraz twoja kolej, to zabawa w ekoogrodnika, który zajmuje się własnym kawałkiem ziemi, uprawia tam rośliny i opiekuje się zwierzętami,
  • Wybieraj dobre produkty, to lekcja która przyda się każdemu, kto robi zakupy, z niej dowie się, co robić, żeby nasze decyzje zakupowe były jak najbardziej korzystne dla planety, na której żyjemy,
  • Sprawdź i się dowiesz, uczy oszczędzać energię,
  • Wybierze prezent dla siebie, to pokazuje jak nasze wybory prezentowe mogą przyczynić się do bardziej ekologicznego życia,
  • Twoja kolej, to nauka segregowania odpadów,
  • Czy jesteś EKO, na koniec czeka na czytelników quiz, który sprawdzi zdobytą wiedzę.

Sporo prawda? A książka wcale nie jest duża. Mimo to każda jej strona to prawdziwa kopalnia wiedzy na temat ekologii.  Znajdziemy tu wiele wartościowych informacji, mnóstwo ciekawostek i zasad, które każdy z nas powinien jak najszybciej zapamiętać i wcielić w życie. Z tym drugim można mieć oczywiście pewne problemy, ale zapamiętanie nie powinno być trudne. Książka korzysta z tak różnych form aktywizujących dzieci, że korzystając z nich wiedza sama wchodzi do głowy. Są okienka, wysuwane elementy. Są zagadki, pytania i zadania do rozwiązania. Wszystko w pięknej, bardzo miłej dla oka i niezwykle kolorowej szacie graficzne. Dzięki temu spodoba się dzieciom już w wieku przedszkolnym. Doskonale sprawdzi się w domu i na zajęciach w przedszkolu. W ciekawy sposób przekazuje bardzo ważną wiedzę, którą posiąść powinien każdy, więc dobrze, żeby znalazła się w każdym domu i każdy ją poznał.








Ratujmy Ziemię. Wielka księga zabaw
Gaelle Bouttier-Guerive
ilustracje Gwe
Wydawnictwo EGMONT 2019

piątek, 26 kwietnia 2019

"Wielka księga Klary" (Wydawnictwo Mamania)

Biblioteczka Tosi liczy pewnie ponad 200 tytułów. Moja jest liczniejsza i może dlatego wywołuje u Tosi tak duże emocje. Zdarza jej się siadać przed regałem i czytać głośno tytuły książek oraz nazwiska ich autorów. Przy niektórych wydaje z siebie głośne okrzyki zachwytu albo zdziwienia, bo okazuje się, że zdarza nam się czytać książki tych samych autorów!


Jednym z nich jest Marcin Wicha. Po jego książkę "dla dorosłych" sięgnęłam po raz pierwszy w zeszłym roku, skuszona pozytywnymi recenzjami osób, których zdanie cenię oraz nagrodami, które ten pisarz otrzymywał. Potraktowałam to jako najlepszą rekomendację, przeczytałam, zachwyciłam się i zauważyłam, że Rzeczy, których nie wyrzuciłem wcale nie były pierwszą książką Wichy, jaką przeczytałam. Była nim bowiem Niezwykła przygoda Sebastiana van Pirka, która ukazała się w ramach serii "Poczytaj ze mną" wydawnictwa EGMONT (KLIK). Jednak w ostatnim czasie literackie zainteresowania Tosi bardzo się zmieniły, czyta coraz dłuższe i coraz poważniejsze lektury, które opowiadają o sprawach jej bliskich.

Bohaterka książki Marcina Wichy jest od Tosi nieco starsza, ale nie przeszkodziło jej to w tym, żeby polubić Klarę już od pierwszej strony. Prawda jest taka, że Klary nie da się nie lubić. Rezolutna dziewięciolatka przeżywa przygody podobne do tych, które spotykają jej rówieśników. Chodzi do szkoły, zmaga się z zadaniami domowymi i szkolnymi projektami. Kłóci się z młodszym bratem. Sprawia, że jej rodzice nie mają czasu się nudzić. Wszystkie swoje przygody, sukcesy i porażki opisuje w swoim pamiętniku. Takim tradycyjnym, papierowym. Zdecydowanie bardziej chciałaby robić to na komputerze, ale z rodzicami łatwo nie jest, więc komputera Klara na razie nie ma. Nie ma też psa, o którym bardzo marzy, ale pewnie go nie dostanie, bo brat ma uczulenie na sierść. Nowe kłopoty i zmartwienia pojawiają się w dniu, w którym dziewczynka rozpoczyna naukę w czwartej klasie. Wszyscy nauczyciele, jak mantrę, powtarzają, że żarty się skończyły i teraz wszystko się zmieni. Sporo w ich słowach racji, bo choć Klara na nudę nigdy nie narzekała, to teraz będzie jeszcze ciekawiej. Choćby dlatego, że dziewczynka zdecyduje się wystartować w wyborach do samorządu szkolnego!





Polubiłyśmy Klarę od razu. Za co? Za dowcip, cięty język i ciekawe przygody. Zachwyciłyśmy się tym, jak bliska życiu jest ta książka. Są opisy sklepów, które sami odwiedzamy, nadmorskich bazarów, na którym dzieci gotowe są zostawić wszystkie pieniądze swoje, swoich rodziców, dziadków i sąsiadów. Są przygody, które przeżyć mógłby każdy czytelnik. Miejsca, które czytelnicy znają albo potrafią odenieść do tych, które kiedyś odwiedzili. Szkoła Klary przypomina szkoły, w których uczą się czytelnicy. Bliższą życiu książkę trudno sobie wyobrazić. Jest niezwykle życiowa, a przy tym zabawna, pełna humoru, a jednocześnie skłaniająca do refleksji. Uzupełniają ją równie zabawne ilustracje Zosi Dzierżawskiej, świetnie pasują do całej historii i do konwencji pamiętnika, w jakiej utrzymana jest Wielka księga Klary. Podobno cudzych pamiętników czytać się nie powinno, ale ten jest... lekturą obowiązkową dla wszystkich rówieśniczek Klary!





Wielka księga Klary
Marcin Wicha
ilustracje Zosia Dzierżawska
Mamania 2019

czwartek, 25 kwietnia 2019

"Telefon Oliwki" (Wydawnictwo Bajka)

Mamy słabość do książek detektywistycznych i nic już tego nie zmieni. Nasza sympatia do nich może jedynie rosnąć. I rośnie regularnie za sprawą kolejnych świetnych książek, które czytamy.



Takimi są na pewno te z serii "Feralne Biuro Śledcze". Niedawno ukazał się już trzeci tom przygód Agenta Czajki i jego współpracowników Telefon Oliwki. Cała historia ma swój początek w bibliotece, to tu Agent Czajka był świadkiem interesującej rozmowy. Dziesięcioletnia dziewczyna żaliła się swojemu koledze na bardzo wysoki rachunek telefoniczny. Dostała taki, choć nie wykonywała żadnych dodatkowych połączeń. Rodzice nie dają wiary tłumaczeniom córki i dziewczyna bardzo to przeżywa. Agentowi Czajce sprawa nie daje spokoju przez cały dzień. Dlatego wraca do biblioteki i próbuje zdobyć adres dziewczynki, żeby jej pomóc. Pomaga mu bardzo miła pani bibliotekarka, która absolutnie nie powinna tego robić, ale urokowi Agenta Czajki oprzeć się nie może. Tak rozpoczyna się kolejne śledztwo "Feralnego Biura Śledczego". Śledztwo pełne zaskoczeń i niewłaściwych tropów. Z rozwiązaniem, którego nikt nie wymyśliłby w najbardziej szalonych wyobrażeniach. A nad tym wszystkim unosić będzie się jeszcze Amor... Oj, dużo będzie się w Telefonie Oliwki działo!



"Feralne Biuro Śledcze" po raz trzeci nie zawiodło. Tajemniczy "szwedzki" pisarz nie zawodzi. Powiem więcej, w każdym kolejnym tomie daje czytelnikom ciekawszą historię. Ta jest, moim zdaniem, najlepsza ze wszystkich dotychczasowych. Zakończenie jest naprawdę niezwykłe i myślę, że zaskoczy każdego. I właśnie dlatego warto ją przeczytać. Z dzieckiem albo samemu, ja z czytania książek Svena Jonssona, czerpię ogromną przyjemność i myślę, że nie jestem w tym jedyna.



Lubię te książki nie tylko za ciekawe historie detektywistyczne. Doceniam również to, jak pięknie zostały wydane. Niemal na każdej stronie znajdziemy niebanalne ilustracje Zosi Dzierżawskiej. A same książki zachwycają starannym wydaniem. Niewielki format i płócienna okładka spodobają się każdemu. To doskonały pomysł na prezent dla młodych miłośników powieści detektywistycznych. Zwłaszcza dla tych, którzy w czytelniczej przygodzie stawiają pierwsze kroki. Duża, bardzo wyraźna czcionka i wciągająca historia na pewno zachęci do czytania nawet najbardziej opornych młodych czytelników. Nie wierzycie? Sprawdźcie sami!



Telefon Oliwki
Sven Jonsson
ilustracje Zosia Dzierżawska
Wydawnictwo Bajka 2019

środa, 24 kwietnia 2019

"No to gramy" (Wydawnictwo EGMONT)

Co najbardziej denerwuje mnie w polskiej edukacji? Może się zdziwicie, ale przede wszystkim jest to zły dobór muzyki, którą raczone są nasze dzieci. Dopóki nasze dziecko nie przekroczyło progu przedszkola i szkoły, gdzie poznało gatunki muzyczne, których w naszym domu się nie słucha;) A ponieważ te utwory szybko wpadają w ucho i zapadają w dziecięcą pamięć, to w domu staramy się zapoznawać Tosię z innymi gatunkami muzycznymi.


W ostatnim czasie z pomocą przyszła nam najnowsza książka Marianny Oklejak. Wybitna ilustratorka po raz kolejny postawiła przed sobą trudne zadanie i stworzyła tę książkę od początku do końca. No to gramy! Muzyczna awantura od Little Richarda do Bjork to podróż w świat muzyki rozrywkowej. Przewodnicy będą bardzo nietypowi. W ich rolę wcielą się pies i fretka, którzy królikowi opowiedzą o tym, co w muzyce najważniejsze. Nie zabraknie historii. Wszyscy dowiedzą się, co w pierwszej połowie XX wieku działo się na południu Stanów Zjednoczonych, poznają Elvisa Presleya, członków zespołu The Beatles i Rolling Stones. Spotkają Boba Dylana i Czesława Niemena. Zobaczą okładki ważnych płyt, poznają tytuły przełomowych i ponadczasowych przebojów. Przeczytają jak zmieniała się muzyka i kto miał na jej ewolucję największy wpływ. Myślę, że wielu czytelników (zwłaszcza tych najmłodszych) bardzo się zdziwi. 





Cała wiedza została przekazana w niezwykle interesujący sposób, a do tego wzbogacona wspaniałymi ilustracjami autorki. Nasycone kolory i wyrazista kreska doskonale pasują do poruszonych w No to gramy zagadnień. Razem z tekstem tworzą bardzo spójną i fascynującą całość. To jedna z tych książek, które trafią nie tylko do dzieci, ale także do dorosłych. A dla prawdziwych fanów muzyki jest to pozycja obowiązkowa. Być może ci najwięksi wszystko już na ten temat wiedzą, ale jestem pewna, że samo obcowanie z tą książką sprawi im ogromną przyjemność. Ze względu na piękne i bardzo staranne wydanie doskonale nadaje się na prezent. Każdy obdarowany tą książką powinien być zadowolony, bo to naprawdę wartościowa lektura, swoista encyklopedia i bardzo piękny album. Coś, czemu nikt nie będzie umiał się oprzeć.







No to gramy! 
Muzyczna awantura od Little Richarda do Bjork
Marianna Oklejak
ART EGMONT 2019