czwartek, 31 stycznia 2019

"Hilda i Ukryjcy" (Wydawnictwo Egmont)

Nie muszę zachęcać mojego dziecka do czytania. Powiedziałabym, że sytuacja jest zgoła odwrotna, zdarza nam się zmuszać ją do odłożenia książki i pójścia spać. Kiedy jednak zastanawiam się, jakie historie proponowałabym mojemu dziecku do czytania, gdyby ono czytać nie chciało, nasuwa mi się tylko jedna odpowiedź. Niebanalne!

Można od razu zapytać czym owe niebanalne książki są. Dla mnie to takie lektury, które na każdym kroku zaskakują, które budują tak duże napięcie, że czytelnik nie może się od nich oderwać. Jedną z takich książek jest styczniowa nowość wydawnictwa Egmont Hilda i Ukryjcy. Nie znałam wcześniej ani tej bohaterki, ani jej przygód. Bo Hilda miłośnikom komiksów była znana już wcześniej. Poznać ją mogli również fani Netflixa, bo tam można obejrzeć serial o jej przygodach. My nie znaliśmy ani jednego, ani drugiego, więc dla nas pierwszym spotkaniem z tą niebieskowłosą dziewczynką była książka Hilda i Ukryjcy


Spotkanie to przebiegło w bardzo miłej atmosferze, bo Hilda jest bohaterką nadzwyczaj sympatyczną. Ale po kolei... Jak już wspomniałam Hildę wyróżniają niebieskie włosy. Oprócz tego wyróżnia ją jeszcze oryginalne miejsce zamieszkania i nietypowi przyjaciele. Dziewczynka z mamą mieszka bowiem na prawdziwym odludziu i przyjaźni się z lisojeleniem Rożkiem. Największą pasją Hildy jest rysowanie, dziewczynka tworzy mapy, na których zaznacza przeróżne krainy, którym nadaje wymyślne nazwy. Temu zajęciu potrafi poświęcić cały dzień. Niestety, to wszystko może się niedługo skończyć. Od pewnego czasu Hilda i jej mama dostają listy z pogróżkami. Te listy mają zmusić je do opuszczenia ich domu i przeniesienia się w inne miejsce. Jak się okazuje listy piszą Ukryjcy z Krain Północnych Elfów. Uważają oni, że dziewczynka i jej mama są intruzami i stanowią dla nich zagrożenie, dlatego wypowiadają im swoistą wojnę. Hilda nie wyobraża sobie opuścić swojego domu, próbuje więc z Ukryjcami negocjować. Oni wydają się jednak nieugięci, nie mają ochoty na żadne negocjacje. Jakby tego było mało na Hildę czekać będzie jeszcze jedno trudne zadanie, będzie musiała rozwiązać zagadkę pewnego olbrzyma, który pojawia się tylko o północy. Czego może chcieć? Co sprowadza go na pustkowie? Hilda musi znaleźć odpowiedzi na te pytania. Razem z nią szukać ich będą czytelnicy.



Hilda i Ukryjcy to doskonała lektura dla młodych czytelników. Tej bohaterki nie można nie polubić. Tej bohaterce chce się kibicować. Sytuacja, w której znalazły się Hilda i jej mama, jest naprawdę trudna, mimo to dziewczynka nie chce się poddać, próbuje za wszelką cenę walczyć i ocalić to, co dla niej ważne. To świetna lekcja dla czytelników i jednocześnie rówieśników Hildy. Ale to nie jest książka jedynie o pokonywaniu przeszkód, to również opowieść o nawiązywaniu przyjaźni. I to z tymi, od których wiele nas różni. To wszystko sprawia, że historia niebieskowłosej dziewczynki powinna spodobać się jej rówieśnikom. Tosi ta książka bardzo przypadła do gustu. Sprawdźcie i Wy, czy spodoba się Waszym dzieciom. A my zabieramy się za oglądanie serialu!




Hilda i Ukryjcy
pomysł Luke Pearson
tekst Stephen Davies
ilustracje Seaerra Miller
EGMONT 2019

środa, 30 stycznia 2019

"Amelka Kieł i Władcy Jednorożców" (Wydawnictwo Literackie)

Czas wolny od szkoły, to czas, który można poświęcić rzeczom, które sprawiają nam prawdziwą przyjemność. Dlatego my w ostatnich dniach czytałyśmy więcej niż zwykle. I robiłyśmy to wszędzie, gdzie tylko nadarzyła się ku temu okazja. A ponieważ ukazał się niedawno drugi tom przygód lubianej przez nas bohaterki, czytałyśmy nawet na peronie, czekając na pociąg. I nie przeszkadzała nam ujemna temperatura...


Do takich "poświęceń" skłoniła nas Amelka Kieł. Pierwszą książkę o jej przygodach przeczytałyśmy jesienią. Spodobał nam się nietypowy, nieco mroczny humor i mądre przesłanie. Miałam nadzieję, że drugi tom nas nie zawiedzie. I nie zawiódł. Ba! W książce pojawiają się podobne problemy. Znowu jest mowa o kłamstwie, które może wszystko zniszczyć, o przyjaźni, która może wszystko uratować, o rodzinie, dzięki której wszystko można przetrwać. Tutaj pojawia się jeszcze coś! W Amelce Kieł i Władcach Jednorożców jest jeszcze niebezpieczeństwo i wielka podróż do nieznanej krainy. Amelka, Florka, Kostek, Dyńka, Tadżin i król Vladmir ruszają do Królestwa Światła. Chcą odnaleźć Promyczka, czyli mamę Tadżina i żonę króla Vladimira, która dawno temu zaginęła podczas jednej z wypraw do swojego rodzinnego Królestwa Światła. Wszyscy przebierają się w kolorowe stroje, żeby nie zostać posądzonymi o bycie wampirami albo innymi mrocznymi istotami. I tak Florka staje się wielkim jednorożcem, Amelka wróżką, a Dyńka stokrotką. Niestety, podczas wyprawy wszystko idzie nie tak. Najpierw Florka wchodzi w konflikt ze Studnią Życzeń, która mogłaby pomóc im szybko odnaleźć Promyczka. Następnie król Vladmir zostaje zamieniony w pszczołę. Na szczęście na ich drodze stanie skrzat Iskierka, który pomoże przyjaciołom dostać się do Brokatowic. Miasta, w którym słońce nie zachodzi, a marzenia się spełniają... To tam powinna mieszkać Promyczek. Wcześniej jednak spotkają Fabia, jednorożca, którego uwagę przykuje Florka. Co z tego wyniknie? Zdradzę Wam tylko tyle, że nasi bohaterowie odkryją pewien spisek. Spisek, który przez lata wpływał na relacje między ich światem a Królestwem Światła. Kto go wymyślił i po co? Wszystkiego dowiecie się z książki Laury Ellen Anderson.




Można do książek o wampirach podchodzić z niechęcią. Można zniechęcać się czytając o jedzeniu skórek od paznokci i smarkowym spaghetti. Lepiej jednak spojrzeć na to wszystko z dystansem, można uśmiechnąć się szeroko i po prostu przeczytać świetną książkę. Zdziwicie się ile w tej pozornie mrocznej książce jest brokatu i humoru. Ten ostatni widać również na ilustracjach, których w książce jest naprawdę wiele, a każda z nich powinna spodobać się tym, którzy odważą się poznać Amelkę. A poznać ją warto, bo Amelka Kieł to bardzo mądra książka, która przekonuje czytelników o tym, jak ważna jest przyjaźń, jaką krzywdę może wyrządzić kłamstwo. Sama byłam zdziwiona jak wielka mądrość zaklęta jest w tej przezabawnej historii. To doskonały punkt wyjścia do dalszych rozmów z dzieckiem na tematy tak bardzo nam wszystkim bliskie i dla nas wszystkich ważne. Dla nas lektura przygód Amelki Kieł to była sama przyjemność, bardzo zżyłyśmy się z bohaterami tej historii. Teraz czekamy na kolejną, trzecią już część. Bo zakończenie, podobnie jak w pierwszym tomie, jest otwarte, a nasza wyobraźnia już podpowiada nam nowe scenariusze dla bohaterów tej opowieści.






Amelka Kieł i Władcy Jednorożców
Laura Ellen Anderson
tłumaczenie Maria Jaszczurowska
Wydawnictwo Literackie 2019
wiek 6+

wtorek, 29 stycznia 2019

Centrum Nauki Experyment w Gdyni

Wizyty w centrach nauki nie są dla mnie jedynie przyjemnością. Żaden ze mnie umysł techniczny i ścisły, więc trafiają się w nich eksponaty, których działania nie rozumiem, a co za tym idzie nie potrafię dobrze obsłużyć. Wiem jednak, że Tosia tego typu miejsca uwielbia i każda wizyta w nich sprawia jej ogromną przyjemność, a oprócz tego czegoś ją uczy. Dlatego podczas naszych krótszych i dłuższych wyjazdów staram się zapewnić jej tego typu rozrywkę, bo wiem, że będzie to dla niej wielka frajda. A ja? Ja sobie jakoś poradzę;)

Idąc tym torem postanowiłam w końcu zabrać Tosię do gdyńskiego Centrum Nauki Experyment. Planowałam to od ładnych kilku lat, w końcu do Gdyni jeździmy przynajmniej raz w roku. Jednak do tej pory nie udawało nam się tam dotrzeć. Choć raz przejeżdżaliśmy obok;) Tym razem jednak Experyment był jednym z najważniejszych punktów naszej ferii w Gdyni. Punkt został odhaczony już drugiego dnia pobytu. Jakie były nasze wrażenia? 


Bardzo pozytywne. I to od samego wejścia. Od razu spodobało mi się to, że Experyment znajduje się w jednej dużej hali. Żadnych ukrytych drzwi, za którymi czają się kolejne atrakcje, żadnych pomieszczeń, które można przypadkowo ominąć. Wszystko, co to centrum oferuje zwiedzającym widać gołym okiem po przekroczeniu jego progów. Cała ekspozycja podzielona jest na kilka stref tematycznych. Są to:
  • Kierunek zdrowie, które pokazuje dzieciom (i dorosłym) w jaki sposób każdego dnia mogą dbać o swoje zdrowie.
  • Hydroświat, gdzie czeka na zwiedzających wiele stanowisk z eksperymentami związanymi z wodą.
  •  Drzewo życia, czyli wielka podróż w świat przyrody, zwierząt oraz roślin, które znamy i tych, które już zniknęły z naszego świata.
  • Niewidoczne siły, czyli wszystko to o czym uczyliśmy się na lekcjach fizyki, ale co tak rzadko było nam na nich pokazywane. Dźwięk, elektryczność, magnetyzm - zjawiska niby dobrze znane, a jednak tajemnicze i fascynujące.
  • Akcja: Człowiek - po zobaczeniu tej części wystawy ludzkie ciało nie będzie już miało dla naszych dzieci żadnych tajemnic!

Najwięcej czasu spędziłyśmy w części Drzewo życia. Tosia uwielbia zwierzęta, więc z przyjemnością tropiła ich ślady oraz sprawdzała w jaki sposób widzą one świat. Zaglądała do wnętrza grzybów i poznawała świat tak, jak widzi go nietoperz. W innych strefach uczyła się udzielania pierwszej pomocy, sprawdzała różne stany skupienia wody i budowała magnetyczną rzeźbę. Sprawdzała również jak głośno potrafi krzyczeć. Tworzyła tor przeszkód dla niesionych przez powietrze piłeczek i przekonała się jak działa odsalarka (którą doskonale znała z książek o podróżach Aleksandra Doby). Sprawdziła, co czuje fakir leżący na swoim łożu i badała złudzenia optyczne. A to tylko niewielka część tego, co w Centrum Nauki Experyment przeżyła i czego doświadczyła.




Spędziłyśmy tam ponad trzy godziny. A mogłybyśmy znacznie więcej, bo do każdego z eksponatów można wracać kilkukrotnie i żaden z nich nie powinien się dziecku znudzić. Wszystkie stanowiska były zrozumiale opisane. Stamtąd dowiedzieć można było się, jak dany eksponat działa oraz jak jego działanie wykorzystują naukowcy i zwyczajni ludzie. Tosia była zachwycona. A ja? To jest dobre pytanie! Ja świetnie się w tym miejscu bawiłam. Aż sama byłam zdziwiona jaką przyjemność mi to wszystko sprawiło. Z jednej strony była to na pewno kwestia organizacji całej przestrzeni. Ludzi było sporo, a jednak wszyscy się rozproszyli i nie musiałyśmy stać w kolejkach do poszczególnych stanowisk. Wszystkie eksponaty działały, nie musiałam więc pocieszać rozczarowanego dziecka. Podobała mi się również wydzielona część z krzesłami i stolikami, przy których można było odpocząć, zjeść coś i nabrać sił na dalsze zwiedzanie. Polecam gorąco wszystkim miłośnikom tego typu miejsc i tym, którzy żadnego centrum nauki jeszcze nie odwiedzili. Sądząc po reakcji Tosi i moich odczuciach nikt nie wyjdzie stamtąd zwiedziony!






Wszystkie informacje o Centrum Nauki Experyment 
znajdziecie tutaj KLIK!


poniedziałek, 28 stycznia 2019

"Hedwiga i Maks-Olof" (Wydawnictwo Dwie Siostry)

Chyba każdy lubi książki opowiadające o ludziach, z którymi łatwo się zidentyfikować. Szczególnie ważne jest to dla dzieci. To właśnie im książki pomagają przetrwać trudne chwile albo zaakceptować nowe sytuacje. Sami szukamy dla nich takich lektur, bo chcemy, żeby książki pokazywały im otaczający świat. 

Nieco ponad rok temu szczególnym zainteresowaniem darzyliśmy książki poświęcone pierwszoklasistom. Ich przygody i problemy dobrze odzwierciedlały to, co przeżywała Tosia. Dlatego i ona, i my chętnie takie książki czytaliśmy. W ten sposób udało nam się poznać Hedwigę. Sympatyczną, odważną i bardzo charakterną pierwszoklasistkę ze Szwecji (KLIK). Książka Fridy Nilsson bardzo przypadła Tosi do gustu, dlatego tak niecierpliwie wypatrywałyśmy kolejnego tomu przygód Hedwigi. I oto jest! 


Hedwiga i Maks-Olof to opowieść o tym, co spotkało główną bohaterkę w trakcie nauki w drugiej klasie. A spotkało ją wiele. Podobnie jak w pierwszym tomie, tak i tutaj, nie było miejsca na nudę. Po pierwsze szkołą zawładnęły konie. Mówiąc precyzyjniej, zawładnęły przerwami, to wtedy ogarnięte miłością do tych zwierząt dziewczynki, przemierzają kłusem i galopem szkolne boisko. Wszystkie marzą o tym, żeby mieć konia albo przynajmniej umieć na nim jeździć. Niestety, większość może o tym jedynie marzyć. Tak jak Hedwiga, której rodziców nie stać ani na zakup, ani na utrzymanie zwierzęcia. Dziewczynka postanawia jednak nauczyć się jeździć konno. To również okazuje się niewykonalne, bo w drodze na pierwszą lekcję ma wypadek, który na zawsze przekreśla jej szanse na dołączenie do lokalnej szkółki jeździeckiej. Jakby sytuacja była nie dość zła, tata Hedwigi kupuje... OSŁA! Jest przy tym bardzo z siebie dumny, bo z jednej strony, w ten sposób uratował zwierzakowi życie, z drugiej jest przekonany, że na pewno sprawi tym radość córce. Jest jednak zupełnie inaczej. Dziewczynka jest załamana i wstydzi się nowego "domownika". Wymyśla kłamstwo, które opowiada wszystkim w szkole. Jej koleżanki i koledzy dowiadują się, że tuż obok Hedwigi i jej rodziny zamieszkał nowy sąsiad. Mężczyzna ma trudny charakter i trzy białe konie... Dzięki temu Hedwiga staje się klasową gwiazdą, wszyscy chcą się z nią bawić, wszyscy mają nadzieję, że kiedyś będą mogli ją odwiedzić. Ogromna popularność wśród rówieśników pozwala jej dostać rolę Łucji w adwentowym pochodzie. A po pochodzie wszystko się kończy. Wszyscy dowiadują się o kłamstwie Hedwigi. Dziewczynka musi sobie z tą trudną sytuacją poradzić. Musi przyznać się do kłamstwa i na nowo zdobyć zaufanie rówieśników.



Pierwszy tom przygód Hedwigi przede wszystkim bawił, przygody głównej bohaterki, choć czasem mroziły krew w żyłach, to ostatecznie budziły uśmiech. Tutaj mamy wiele stron, które skłaniają do refleksji i zachęcają do rozmowy. Bo z historii Hedwigi dzieci mogą się naprawdę wiele nauczyć. Ta książka opowiada między innymi o sile przyjaźni, o krzywdzie jaką może wyrządzić kłamstwo, o pomocnej dłoni, którą trzeba wyciągać do potrzebujących. I oczywiście o szkole! Bo większość tych dobrych i złych rzeczy, które spotkały Hedwigę wydarzyły się właśnie w niej albo z nią były bezpośrednio związane. Dlatego to lektura tak ważna dla młodych czytelników. Lektura, którą warto przeczytać w rodzinnym gronie. Przeczytać i przegadać z dzieckiem, niech nie powiela ono błędów Hedwigi, niech wyciągnie z nich wnioski dla siebie! Bo Hedwiga, choć pochodzi ze Szwecji, przeżywa wszystko podobnie do naszych pociech i dlatego jej przygody mogą być i dla nich ważnym drogowskazem na przyszłość.



Hedwiga i Maks-Olof
Frida Nilsson
ilustracje Anke Kuhl
tłumaczenie Barbara Gawryluk
Wydawnictwo Dwie Siostry, 2018

piątek, 25 stycznia 2019

"Przygody Skarpetek" (Wydawnictwo Poradnia K)

Wieść gminna niesie, że lektury są nieciekawe, że nikomu nie chce się ich czytać, że każdego nudzą i zniechęcają do czytania. Ja z lekturami nigdy nie miałam specjalnego problemu. Pamiętam kilka przez które przebrnąć mi było trudno, ale nigdy nie wątpiłam w sens ich czytania. Do dziś zresztą jestem całkowicie przekonana do tego, że lektury czytać trzeba.


Tosia swoją przygodę z kanonem lektur dopiero zaczyna. Właśnie pani zadała im do przeczytania trzecią książkę. Ja napiszę dziś jednak o tej, od której poznawanie kanonu lektur się rozpoczęło. Była to książka Justyny Bednarek Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek (czterech prawych i sześciu lewych). Tę historię znają niemal wszyscy, bo książka została wydana w 2015 roku i szybko stała się bestsellerem. Doskonale o tym wiedziałam i kilkukrotnie próbowałam zachęcić Tosię do jej przeczytania, ale nigdy mi się to nie udało. Na szczęście jest szkoła i znienawidzony przez wielu kanon lektur. Pewnego dnia Tosia przyniosła do domu Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek. Każde dziecko miało przeczytać wstęp i jeden rozdział. Tosi książka spodobała się jednak tak bardzo, że przeczytała całą... i to dwa razy!




Zaśmiewała jej przy tym do łez i nie ukrywała swojego zachwytu. Nie dziwię się jej wcale, bo jest to książka, którą nie można się nie zachwycić. Justyna Bednarek odpowiedziała na pytanie, które przynajmniej raz w życiu zadał sobie każdy człowiek: Jak to możliwe, że skarpetki tak często się gubią? To pytanie zadała sobie również Mama małej Be. Chcąc znaleźć odpowiedź wezwała do domu hydraulika i... dowiedziała się, że skarpetki po prostu wybrały wolność i uciekły! Na dowód tego Justyna Bednarek opisała przygody dziesięciu z nich. Każdą do ucieczki skłoniło coś innego. Jednak zrobiła to z tęsknoty, inna pragnęła przeżyć przygodę życia, jeszcze inna chciała się po prostu zbuntować. Czy udało im się zmienić własne życie? Tak! Może trudno Wam w to teraz uwierzyć, ale jednej ze skarpetek udało się zostać gwiazdą filmową! Inna wkroczyła w świat polityki, a jeszcze kolejna wyruszyła w rejs po morzach i oceanach. Każda z nich miała nieco inne przygody, ale wszystkie one przeżyły coś wyjątkowego, coś czego zdecydowanie mogą im pozazdrościć zarówno czytelnicy, jak i inne skarpetki. I pewnie dlatego w podróże po świecie wyruszyły kolejne skarpetki!





O tym, co przeżyły przeczytać można w drugiej książce im poświęconej. Nowe przygody skarpetek (jeszcze bardziej niesamowite) to historie kolejnych trzynastu skarpetek, które przez dziurę pod pralką wyruszyły w świat. Tytuł obiecuje czytelnikom, że przygody będą jeszcze bardziej niesamowite. I co? I są! Na przykład prawa skarpetka niebieska zostaje muzą znanej pisarki, odważna bordowa skarpetka prawa ratuje chomika, a lewa biała skarpetka zostaje duchem! Jeszcze inna zostaje serowarem, a kolejna pomocnikiem Świętego Mikołaja! Od tych historii nie można się oderwać. Bo przytrafiły się skarpetkom rzeczy niezwykłe. A ich przygody udowadniają, że o marzenia trzeba walczyć, trzeba je realizować, bo to gwarantuje nam szczęście. W innym wypadku będziemy smutno spoglądać na nasze życie i żałować, że nie wskoczyliśmy do dziury pod pralką i nie próbowaliśmy podbić świata, spełnić naszych marzeń albo pomóc komuś, kto na pomoc czekał. 




Skarpetkowe historie Justyny Bednarek to jedne z tych książek, od których nie mogłam mojego dziecka oderwać. Wieczorami musiałam pilnować, żeby poszła spać, a nie rozpoczynała czytanie kolejnego rozdziału. To, co działo się w naszym domu w trakcie lektury tych książek to dla nich najlepsza rekomendacja. Z tego, co wiem, większości dzieci z jej klasy Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek również przypadły do gustu. Nie dziwię im się wcale, bo takie książki po prostu się lubi. Wesołe, mądre i bardzo interesujące przygody dość nietypowych bohaterów podobać się muszą. Książki, które zaskakują lubi się najbardziej. A te zaskakują na każdej stronie. Cieszą oczy również ilustracje, które stworzył Daniel de Latour. Jesteśmy fankami jego talentu, więc te książki z równą przyjemnością czytałyśmy i oglądałyśmy. Mam nadzieję, że Wam również się spodobają. Sprawdźcie, co dzieje się z Waszymi zaginionymi skarpetkami.





Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek (czterech prawych i sześciu lewych)
 Nowe przygody skarpetek (jeszcze bardziej niesamowite)
Justyna Bednarek
ilustracje Daniel de Latour
Poradnia K


środa, 23 stycznia 2019

"Złociejowo" (Wydawnictwo Adamada)

- Ale dzisiaj nie ma już księżniczek - powiedziała dziewczynka - 
ani książąt, ani nawet złych czarownic.
 - Bo dzisiaj są komputery - mruknęła pod nosem Babcia Tekla,
zaś głośno powiedziała: - Dzisiaj nie ma czasu na baśnie.
Baśnie rosną powoli, jak drzewa w parku. Potrzebują czasu, żeby
zakwitnąć, a dzisiaj mało kto ma czas.

Warto jednak ten czas znaleźć, na czytanie niezwykłych opowieści. Choćby takich, jak Złociejowo.


Patrząc na to, jak ta historia się rozpoczyna, można odnieść wrażenie, że jest to kolejna opowieść o wakacjach. Można nawet podejrzewać, jak to opowieść się rozwinie, a potem zakończy. Bo oto rodzeństwo ma jechać na wakacje do ciotki. Nie widzieli jej nigdy na oczy, nie dziwi więc fakt, że zupełnie nie uśmiecha im się spędzanie u niej wakacji. Jakby tego było mało ciotka Anna mieszka w miejscowości tak małej, że nie ma jej na żadnej mapie. A to oznacza, że pewnie nie będzie z niej można wysłać żadnej pocztówki z pozdrowieniami do koleżanek i kolegów. Na dodatek ciotka nie ma własnej rodziny, nie ma dzieci, więc może się okazać, że właśnie czekają ich najgorsze wakacje w życiu. Szybko zmieniają jednak zdanie, bo Złociejowo okazuje się miasteczkiem pełnym magii i tajemnic. W tym maleńkim miasteczku oprócz ludzi mieszka wiele kotów, a te potrafią mówić i znacząco wpływają na życie tych, którzy w Złociejowie mieszkają. Tam naprawdę dzieją się rzeczy niezwykłe. Tam można odnaleźć wielkie skarby, tak wybuchają wielkie uczucia. Jak widać z miastami jest podobnie, jak z ludźmi. Te niewielkie mogą mieć wielką moc!



Nie wiem ile powinnam Wam jeszcze o tej książce napisać. To lektura naprawdę magiczna i jedna z tych, o których z jednej strony opowiadać można godzinami, z drugiej boję się, że zdradzę Wam zbyt wiele, że odrę tę książkę z magii, która kryje się na jej stronach. Że odbiorę Wam przyjemność jej czytania. Bo podróż do Złociejowa to niezwykła przygoda literacka. Każdy rozdział jest wyjątkowy, pełen gadających kotów i ożywających zabawek. Pełen ludzi, którzy, jak to ludzie, raz są dla siebie życzliwi, innym razem się ze sobą spierają. Ale ostatecznie i tak udaje im się zrobić coś dobrego. Bo w Złociejowie dogadać się ze sobą potrafią nawet pies z kotem! Takie to jest miasteczko! I taka to jest książka. Wciągająca, pobudzająca wyobraźnię, piękna opowieść przepełniona magią. Magią, która być może czai się gdzieś za rogiem. Musimy tylko na chwilę zwolnić, nieco uważniej się rozejrzeć i skorzystać z zaproszenia do Złociejowa, które wystosowała do czytelników Katarzyna Ryrych!



Złociejowo
Katarzyna Ryrych
ilustracje Grażyna Rigall
Wydawnictwo ADAMADA, 2018