środa, 11 grudnia 2019

"Jesteśmy wielcy" (Wydawnictwo Zielona Sowa)

Lubię książki, które uczą. Nie myślę jednak w tej chwili o publikacjach popularnonaukowych, ale o takich, które objaśniają świat, opowiadają o relacjach międzyludzkich i uczą radzenia sobie w trudnych, a często nawet ekstremalnych sytuacjach. Tego właśnie oczekuję od książek dla dorosłych. Nie czytam tych lekkich, łatwych i przyjemnych, bo szkoda mi na nie czasu. Wolę te, które zostawiają we mnie ślad, które noszę w sercu, o których myślę i, których nie mogę zapomnieć. Te same wymagania stawiam książkom dla dzieci. Chciałam i chcę czytać Tosi książki wyjątkowe. Oczywiście mają one być dostosowane do jej możliwości poznawczych. Czytamy tylko to, do czego dorosła. Gromadzę książki, do których musi dojrzeć. Jeśli wiem, że są tego warte, to kupuję je bez wahania i czekam na odpowiedni moment. Na razie mam jeszcze wpływ na to, co czyta. Nie wiem jak długo i nie wiem, w którą stronę pójdzie, kiedy sama będzie podejmować wszystkie decyzje. To się okaże, ale do grona książek wartych przeczytania właśnie dołącza kolejna.


Powieść Amber Lee Dodd Jesteśmy wielcy to opowieść o dziewczynce, która nie chce urosnąć. Dziwne, prawda? Zazwyczaj dzieci chcą jak najszybciej dorównać wzrostem najwyższym osobom. We wzroście widzą szansę na bycie lepszym, ważniejszym mądrzejszym. Sydney tego nie chce. Dlaczego? Bo jej mama jest karłem. Ma zaledwie 124 cm wzrostu i choć wielu z niej drwi i spogląda z niezdrowym zainteresowaniem, to Sydney stara się tym nie przejmować. Dla niej mama jest idealna, kocha ją taką jaka jest i zrobi wszystko, żeby była szczęśliwa. Niestety o szczęście jest im coraz trudniej. Tata Sydney nie żyje, a mama chcąc zapewnić córkom (Sydney ma starszą siostrę) godne życie decyduje się na przeprowadzkę. Ta okazuje się być dla wszystkich traumatyczna. Zamiast nowych szans pojawiają się nowe problemy. A trzy kobiety muszą sobie z tym jakoś poradzić.



Jesteśmy wielcy wzbudziło we mnie wielkie emocje. Niby banalna historia, ktoś może nawet powiedzieć, że trochę naciągana. A jednak jest w niej wiele prawdy. Bez względu na to, jak bardzo chcemy chronić nasze dzieci przez złem tego świata i tak w końcu jesteśmy bezradni. Tak, niestety jest. Długo myślałam, że największym zmartwieniem rodziców są kolki niemowlęce. Aż Tosia przekroczyła próg szkoły i okazało się, że kolki to był "pikuś". Świat jest brutalny, rówieśnicy bywają okrutni, a nasze dzieci muszą się w tym prawdziwym świecie odnaleźć. Jak sobie z tym poradzą? Tego nikt z nas nie wie. Ale każdy chce swojemu dziecku pomóc. Ta książka na pewno będzie przydatna. Przygody Sydney, jej mamy i siostry mogą być dla czytelników wskazówką i wsparciem w trudnych chwilach. Oczywiście, każdemu dziecku i nastolatkowi życzę, żeby takie wsparcie nigdy nie było mu potrzebne. I jeśli nie będzie, to tę książkę i tak warto przeczytać, bo jest po prostu ciekawa, dobrze napisana i interesująca.


Jesteśmy wielcy
Amber Lee Dodd
tłumaczenie Anna Piasecka
Zielona Sowa 2019
wiek 9+

wtorek, 10 grudnia 2019

"Ja, Bałwan" (Teatr Animacji w Poznaniu)

Od trzech lat jednym z nieodłącznych elementów przedświątecznych przygotowań jest wyjście do Teatru Animacji. Trzy razy z rzędu towarzyszyła nam Bombka z gwiazdką (KLIK). Najpierw było czytanie, a potem niezapomniany spektakl, na którym świetnie bawiła się cała nasza rodzina. Myśleliśmy, że w tym roku będzie tak samo, ale poznański teatr sprawił nam niespodziankę i przygotował nowy spektakl!

Autorką tekstu jest, kierownik literacka Teatru Animacji, Malina Prześluga. Jej nazwisko w opisie spektaklu jest gwarancją tego, że przeżyjemy niezwykłą teatralną przygodę, którą zapamiętamy na długo. Musiał o tym wiedzieć również święty Mikołaj, który w miniony piątek podarował Tosi bilety na spektakl Ja, Bałwan. Bilety były trzy, więc w niedzielne popołudnie całą rodziną wybraliśmy się do teatru. 


Po wejściu do sali w oczy od razu rzuciła nam się dość skromna scenografia. Tworzyło ją kilka, sięgających dorosłemu człowiekowi do kolan, kostek. W głowie rodziły się różne sposoby ich wykorzystania przez aktorów, ale nikt z nas nie spodziewał się, że okażą się one aż tak magiczne! O tym jednak za chwilę, bo wcześniej kilka słów muszę poświęcić fabule. Bohaterami są Bałwan i Marchewka. Los jakoś zawsze łączy ich dwoje. Ich przyjaźń nie jest jednak łatwa. Bałwan jest takim "pozytywnym wariatem", wszystko go cieszy, wszystko go interesuje. Nie przeszkadza mu to, że za kilka dni nie będzie po nim śladu. Marchewka o życiu wie więcej, mniej w nim wiary w ludzi i świat. Właściwie nic ich nie łączy. Są razem, bo muszą, ale Marchewka nie ma na to ochoty. Bałwan ma, ale Bałwan w ogóle jest inny. Trudno im pokonać to, co ich dzieli. Mimo to próbują, jeden i drugi nie ma nic do stracenia. Zarówno życie Marchewki, jak i życie Bałwana nie będzie długie. Co w związku z tym robią? Żyją pełną piersią, spełniają marzenia, odwiedzają wyjątkowe miejsca, pomagają innym i poznają smak szczęścia. 


Tyle szczegółów z fabuły. Teraz kilka słów o scenografii. Tajemnicze kostki, które zobaczyliśmy wchodząc do teatru kryły w sobie niezwykłe przestrzenie, które przemierzali Bałwan i Marchewka. Były tam między innymi ulica, bar sałatkowy, salon fryzjerski. Niewielkie elementy, niewielkie przestrzenie, a jednak wszyscy, nawet ci siedzący w najdalszych rzędach, doskonale widzieli, co dzieje się w środku. Wszystko za sprawą kamery. Użycie ich w tm spektaklu dodało scenografii dodatkowej głębi, a cały spektakl uczyniły jeszcze bardziej magicznym. A to dlatego, że dzięki temu czytelnik miał poczucie, że staje się częścią całej historii, że w tę wyjątkową noc, razem z Bałwanem i Marchewką przemierza miasto. Magia w najczystszej postaci. Dla takich scen warto chodzić do teatru i warto zabierać tam dzieci.


Skończyłam teatrologię, zdarzało się, że chodziłam do teatru raz w tygodniu, ale specjalistką od przedstawień dla dzieci nigdy nie byłam. Kojarzyłam je raczej z tym, co sama oglądałam w teatrze będąc dzieckiem. Olśnień raczej nie pamiętam, więc na pewno nie były to spektakle wybitne. Z Tosią będzie inaczej, bo każdy spektakl, który do tej pory oglądałyśmy był naprawdę wyjątkowy. A Tosia często wraca do nich w swoich opowieściach. W niedzielę do teatralnych olśnień dołączył Ja, Bałwan. Spektakl wyjątkowy, jakiego wcześniej nigdy nie widzieliśmy. Piękna lekcja przyjaźni. Refleksyjna opowieść, która do refleksji skłania nie tylko dorosłych, ale także dzieci.



I na koniec o dzieciach w teatrze słów kilka. O dzieciach, ale dla rodziców. Cieszy mnie ogromnie zainteresowanie teatrem, które rodzice, dziadkowie i opiekunowie próbują w swoich pociechach rozwijać. Smuci fakt, że wielu nie sprawdza dla jakiej grupy wiekowej przeznaczony jest spektakl. Ja, Bałwan według informacji na stronie teatru to przedstawienie dla dzieci od 6 roku życia. Na widowni obok nas siedziały trzylatki, które niemiłosiernie się nudziły. Część z nich wystraszyła się, kiedy na początku spektaklu zgasło światło i niemal całkowitych ciemnościach trzeba było wysłuchać monologu jednego z bohaterów. Ja, Bałwan, choć naprawdę piękny i głęboki, był dla tych maluchów zdecydowanie za długi i zbyt statyczny. Nie kipiał kolorami. Podejrzewam, że dla wielu był nawet niezrozumiały. Czy to mój zarzut w stronę Teatru Animacji, autorki tekstu i twórców spektaklu? Nie! Bo jest to przedstawienie wybitnie piękne i mądre. Świąteczno-zimowe, ale na pewno nie dla malucha. Zabierając trzylatka na tego typu spektakl możemy go raz na zawsze zniechęcić do teatru. Sprawdzajmy więc dokładniej i uważniej kategorie wiekowe, dla których przeznaczone są spektakle, na które kupujemy bilety (zresztą nie tylko spektakle, bo to samo tyczy się książek). Wtedy rodzinne wyjście do teatru będzie przyjemnością dla nas wszystkich!



Zdjęcia pochodzą ze strony Teatru Animacji
(fot. Jakub Wittchen)

Ja, Bałwan
reżyseria Artur Romański
dramaturgia Malina Prześluga
muzyka Tomasz Lewandowski
scenografia Marta Maria Madej
współpraca scenograficzna Igor Fijałkowski

Obsada
Marta Berthold
Magdalena Dehr
Aleksandra Leszczyńska
Igor Fijałkowski
Artur Romański

Teatr Animacji w Poznaniu, premiera 15 listopada 2019 r.

poniedziałek, 9 grudnia 2019

"Gdzie mieszka szczęście" (Wydawnictwo Wilga)

Powszechnie wiadomo, że trawa zawsze jest zieleńsza po drugiej stronie płotu. Myślimy, że innym wiedzie się lepiej, że są szczęśliwsi. Wysnuwamy takie wnioski patrząc na ich domy, samochody i zdjęcia z wakacji. Nie zastanawiamy się za co to wszystko zostało kupione i czy tak naprawdę daje daje posiadaczom tych rzeczy prawdziwe szczęście. Naszym dzieciom również zdarza się uderzać w podobne tony. Koledzy dostają lepsze prezenty, mają ciekawsze zabawki i lepszy sprzęt sportowy. Rodzice załamują ręce, próbują różnych tłumaczeń i sposobów, ale dzieci i tak wiedzą swoje. W takich sytuacjach pomocną dłoń wyciąga literatura!


Gdzie mieszka szczęście to opowieść o trzech myszkach. Bohaterowie nie znali się wcześniej. Każdy z nich żył szczęśliwie we własnym domu. I choć te domy bardzo się od siebie różniły, to każdy dawał swoim mieszkańcom radość i szczęście. Do czasu, kiedy myszki nie zorientowały się, że są obok nich inni, którzy żyją inaczej. Pan Mysz Szara, zawsze mówił, że jest szczęśliwy i, że niczego więcej nie potrzebuje. Jednak gdy pewnego dnia zobaczył dom Myszy Białej stwierdził, że ten, w którym mieszka nie jest ani duży, ani piękny, a jego poczucie szczęścia dramatycznie zmalało. Podobnie było z Myszą Białą, która także zmieniła zdanie o swoim życiu, kiedy zobaczyła, że ktoś inny mieszka, w jej opinii, lepiej. Tymczasem Szara Mysz, właścicielka najpiękniejszego i największego domu, zazdrościła innym tego, że mają rodzinę...





Wzruszyła nas ta opowieść. Wzruszyła, skłoniła do refleksji i zachęciła do rozmowy. O życiu, marzeniach, o tym, co chcielibyśmy mieć i o tym, co nas cieszy. Wszystkiego na pewno nie mamy, bo wszystkiego nie ma nic. Ale mamy bardzo dużo i pewnie są tacy, którzy nam tego, co mamy mogą zazdrościć. Czy powinno nas to cieszyć? Nie o poczucie radości tu chodzi, ale o to, żeby w zupełnie inny sposób spojrzeć na własne życie i, żeby takiego podejścia uczyć dzieci. Z tą książką na pewno zrobicie pierwszy krok w tym kierunku. To wspaniała lektura dla dzieci w wieku przedszkolnym, ale i te starsze (co pokazuje przykład Tosi) znajdą w niej coś dla siebie i odkryją drugie dno tej opowieści. Poza tym każdy, bez względu na wiek, zachwyci się formą tej książki. Piękne ilustracje i liczne okienka, które można otwierać spodobają się wszystkim! To sprawia, że ta książka szybko zyskuje sympatię czytelników. A po pierwszym przeczytaniu od razu chce się ją czytać znowu, znowu i znowu!





Gdzie mieszka szczęście
Barry Timms
ilustracje Greg Abbott
tłumaczenie Olga Miękus
Wydawnictwo Wilga 2019


piątek, 6 grudnia 2019

EGMONTowe komiksy polecają się pod choinkę!

Myśląc o prezentach bożonarodzeniowych dla dzieci najczęściej przychodzą nam do głowy zabawki. Dzieci też częściej wspominają właśnie o nich. Ja jednak zdecydowanie chętniej kupuję książki. Nawet tym dzieciom, które za czytaniem nie przepadają. 

Dlaczego to robię? Bo wierzę, że każdego da się do czytania zachęcić i każdy czytanie może polubić. Warunek jest jeden, musi trafić na odpowiednią lekturę. Dla każdego będzie to inna książka i każdy trafi na nią w innym momencie życia, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby te interesujące książki podsuwać do czytania. Wśród książek dla tych, które mają do czytania zachęcić prym wiodą komiksy. Wiele razy wspominałam, że ja za komiksami nie przepadam. Polubiła je za to Tosia, więc chcąc nie chcąc zaczęłam rynek komiksów śledzić i wyłapywać co ciekawsze nowości.


Tak! Czytanie ciekawych komiksów to dobry początek literackiej przygody. Spieszę więc z trzema nowościami, które na pewno spodobają się dziewczynkom. Wszystkie książki wydał EGMONT w ramach KLUBU ŚWIATA KOMIKSU. Dwa komiksy na pewno przypadną do gustu fanom Krainy Lodu. Zwłaszcza tym, których przygód Anny i Elsy ciągle mało. Nie znajdziecie w nich historii znanych z filmów, ale zupełnie nowe opowieści. Dzięki temu komiksy czyta się z autentycznym zainteresowaniem, a każde z opisanych wydarzeń jest dla czytelników niespodzianką. 




Niespodzianką są również przygody bohaterki komiksów autorstwa Marty Falkowskiej. Bohaterka ma na imię Tosia. A na ile znam różne Tosie, to wiem, że są to dziewczynki charakterne i żądne przygód, więc w tym komiksie musi dziać się sporo. I dzieje się! Bo znika Pan Precel, przyjaciel Tosi. Dziewczynka musi go odnaleźć. Łatwo nie będzie, a wszystkie jej perypetie, z zapartym tchem śledzić będą czytelnicy.




Tak często głowimy się nad prezentami dla dzieci, a tu okazuje się, że rozwiązanie problemów mamy pod nosem. Komiksy mają wielkie grono fanów, więc śmiało można wśród nich szukać inspiracji prezentowych. Te, które pokazałam dzisiaj na pewno spodobają się dziewczynkom. Znajdą one w tych historiach bohaterki, które bardzo lubią albo takie, które są do nich podobne. Czytanie o ich przygodach na pewno sprawi im przyjemność i kto wie, może dla niektórych będzie początkiem wielkiej, wspaniałej przygody z książkami!




Te i inne komiksy znajdziecie na stronie 

czwartek, 5 grudnia 2019

"Kotek Mamrotek i regulator chęci" (Wydawnictwo Nowa Era)

Ostatnie dwa remonty skutecznie zniechęciły mnie do zbieractwa. Wszystko, co nie jest nam potrzebne od razu sprzedaję, oddaję albo wyrzucam. Nie ma w naszym domu miejsca na zepsute zabawki, na zabawki, z których Tosia wyrosła ani na takie, którymi od kilku miesięcy się nie bawi. Nowe zabawki kupuję Tosi coraz rzadziej i po coraz dłuższym zastanowieniu. Nieco inaczej ma się sprawa z książkami, choć i tych nie kupuję już tak kompulsywnie jak kiedyś. Najpierw muszę przeczytać te, które już stoją na półkach. Aczkolwiek Tosi nowych książek nigdy nie odmawiam, a ona chętnie z tego korzysta. Dlatego, kiedy nie zgadzam się na zakup kolejnej zabawki, przychodzi z książką i pyta, czy mogłabym jej ją kupić. A ja oczywiście się zgadzam;) Wróćmy jednak do tematu zbieractwa. 


Mistrzami są tutaj dzieci. One chcą mieć wszystko, co widzą. Bardzo chętnie wykorzystują to twórcy reklam telewizyjnych, którzy atakują dzieci filmikami prezentującymi kolejne produkty. A dzieci, choć mają pełne szafy, półki i podłogi zabawek, chcą mieć kolejne. Mogłyby przybić piątkę z Kotkiem Mamrotkiem! Znamy go dobrze z kart miesięcznika "Świerszczyk", a teraz poznajemy go lepiej dzięki książce Małgorzaty Węgrzeckiej. Kotek Mamrotek budzi sympatię czytelników, zwłaszcza tych, którzy lubią koty. Ów czworonóg, oprócz wszystkich aktywności, którym przez cały dzień oddają się koty, zajmuje się jeszcze czymś na kształt kolekcjonerstwa. Mamrotek ma w domu dużo "cośków", czyli różnego rodzaju sprzętów i zabawek. Jednak zawsze, kiedy widzi nowego "cośka" od razu chce go mieć. Znacie to z własnego doświadczenia? Oczywiście, że tak, bo każdy rodzic ma pod swoim dachem takiego żądnego "cośków" Mamrotka. I każdy zachodzi w głowę, jak z tymi dziecięcymi pragnieniami sobie poradzić.




Czy Kotek Mamrotek i regulator chęci może służyć pomocą? Może. Wszystkich problemów na pewno nie rozwiąże, bo żeby się ich pozbyć musielibyśmy odciąć dzieci od telewizji i ograniczyć im kontakt z rówieśnikami. A nie o to przecież chodzi. Chodzi nam o coś innego, czyli o to, żeby nasze dzieci trochę bardziej panowały nad swoimi chęciami. Bo wszystkie "cośki" są fajne, ale niektóre nie są potrzebne. A niektóre dzieci, które "cośków" mają za dużo borykają się z problemem, który dotknął Mamrotka. Jakim? Nie pamiętają, co już mają, a czego im jeszcze brakuje. Książka Małgorzaty Węgrzeckiej to doskonała pozycja dla wszystkich, którzy zbyt często chcę zamieniają w mam. Świetnie sprawdzi się jako lektura w domu, przedszkolu i szkole. Będzie dobrym punktem wyjścia do dalszych rozmów. A ponieważ trwamy w okresie przedświątecznym, kiedy z każdej strony pokazywane są dzieciom (i nie tylko) rzeczy, które mieć trzeba, to warto przed wyjściem na zakupy, przeczytać książkę o Mamrotku! Wszyscy będą przy czytaniu tej historii dobrze bawić, a wielu (mam nadzieję) czegoś ta opowieść nauczy i skłoni do refleksji. A ja bardzo się cieszę, że ta historia powstała!




Kotek Mamrotek i regulator chęci
Małgorzata Węgrzecka
ilustracje Kacper Dudek
Nowa Era 2019

 

środa, 4 grudnia 2019

"Sklep z babciami" (Wydawnictwo Literatura)

Dziś, trochę na przekór, nie mam dla Was książki o Bożym Narodzeniu. Mam książkę o lecie! O letnich wakacjach, o których wielu już marzy, a do których, na razie, jest dość daleko. A sama książka to opowieść do czytania nie tylko latem, ale także zimą. Bo tak ciepłe i piękne historie zimą sprawdzają się świetnie. Dlatego właśnie polecam ją dziś!


Głównym bohaterem książki Dominiki Gałki jest Wojtek. Chłopiec ma właśnie wakacje, ale niespecjalnie się nimi cieszy. Rodzice nie mają dla niego czasu. Mama i tata pracują, są bardzo zajęci i nie poświęcają chłopcu tyle czasu, ile on potrzebuje. Wojtek jest tak bardzo rozczarowany i rozżalony, że wolałby już nawet chodzić do szkoły. Brzmi strasznie, prawda? A jednak takie słowa główny bohater tej książki wypowiedział. Tymczasem zły los dołożył Wojtkowi kolejne zmartwienie. Jego ukochana maskotka, która jest z nim od czasów niemowlęcych, traci nos! Wszystko dlatego, że Wojtek rzucił nim w ścianę, guzik będący nosem pękł i katastrofa gotowa. Wielu pewnie uznałoby to za znak i ostatecznie rozstało się z maskotką, ale Wojtek, mimo zaawansowanego wieku (skończył trzecią klasę podstawówki) nie ma takich planów. Dostaje od rodziców pięć złotych i ma iść do pasmanterii kupić nowy nos. Chyba nikt nie podejrzewa, że zakup zwykłego guzika, odmieni na zawsze nie tylko wakacje Wojtka, ale całe jego życie. W pozornie zwyczajnej pasmanterii chłopiec spotyka bardzo wyjątkowe panie. Trzy starsze kobiety stają się niemal jego babciami i sprawiają, że nudne wakacje w towarzystwie zajętych rodziców, zyskują zupełnie nowe oblicze. Ale jakie dokładnie, tego zdradzić nie mogę.




Historia ze Sklepu z babciami jest nieco szalona, trochę nierzeczywista, ale przede wszystkim pełna uroku. To wspaniała historia bardzo nietypowej przyjaźni, opowieść o relacji, która daje wiele zarówno Wojtkowi, jak i starszym paniom, które spotkał na swojej drodze. Właśnie dlatego napisałam na początku, że choć książka opowiada o lecie, to doskonale nadaje się do czytania zimą. Jest to po prostu uniwersalna opowieść o tym, co w życiu ważne. Wydarzenia zachwycają, a bohaterowie budzą uśmiech i sympatie. Do tego wszystkiego swoje ilustracje dodał Maciej Szymanowicz. Na nich, jak zwykle u tego artysty, nie brakuje elementów absolutnie wyjątkowych. Kryją się w zwyczajnych elementach, w rzeczach, które znamy z codziennego życia i których każdego dnia używamy. Dodają one całej historii jeszcze większego uroku i sprawiają, że historię Wojtka i jego babć czyta się z jeszcze większą przyjemnością. Latem, zimą, wiosną i jesienią!




Sklep z babciami
Dominika Gałka
ilustracje Maciej Szymanowicz
Wydawnictwo Literatura 2019

 

wtorek, 3 grudnia 2019

"Idą święta. O Bożym Narodzeniu, Mikołaju i tradycjach świątecznych na świecie" (Wydawnictwo Nasza Księgarnia)

W minioną niedzielę na dobre rozpoczęliśmy przygotowania do Bożego Narodzenia. Rozpoczął się adwent, rozpoczął się grudzień, a ja zrobiłam pierwszą turę pierogów. Nic z nich oczywiście nie zostało, więc traktuję to jako rozgrzewkę przez wigilijnym gotowaniem. Wraz z początkiem grudnia na honorowe miejsce trafiły książki o tematyce świątecznej. Mamy ich sporą kolekcję, więc nie szalejemy z kolejnymi zakupami. Jednak w tym roku ukazała się książka, którą po prostu musiałyśmy mieć!


Idą święta Moniki Utnik-Strugały to prawdziwy leksykon adwentu i Bożego Narodzenia. Niemal czterdzieści haseł przeprowadza czytelników przez okres przedświątecznego oczekiwania, wigilijny stół aż do dnia Trzech Króli. Hasła dotyczą nie tylko polskich tradycji świątecznych, ale również tych, które pielęgnowane są w innych krajach. Dlatego obok dobrze znanych nam wszystkim rorat i dań wigilijnych, znajdziemy tu historię julbocka, czyli słomianego konia, którego możemy kupić w pewnym bardzo znanym szwedzkim sklepie z meblami. Trafimy tu również na opis obchodzonego w Skandynawii wspomnienia świętej Łucji. Nie zabrakło miejsca na opis, coraz popularniejszych w Polsce, jarmarków bożonarodzeniowych. Z tej książki dowiemy się, w jaki sposób do naszych domów trafiły choinki i dlaczego wieszamy na nich bombki. Poznamy historię bożonarodzeniowych szopek, które podziwiamy we wszystkich kościołach. Przeczytamy rozdział o świątecznych loteriach odbywających się w różnych krajach i o przesądach związanych zwłaszcza ze świątecznym jedzeniem. Są w tej książce również zwierzęta mówiące ludzkim głosem i kojarzący się wszystkim z Bożym Narodzeniem Dziadek do orzechów. A to tylko część tego, co w Idą święta znajdziecie. 





To prawdziwa kopalnia wiedzy, doskonała lektura na przedświąteczny czas. Warto w tym miesiącu po nią sięgnąć z kilku powodów. Przede wszystkim dlatego, że za kilka tygodni święta i warto się do nich dobrze przygotować i wiedzieć, co i dlaczego świętujemy. Równie istotna jest tu również inna kwestia. Ta książka da Wam wytchnienie w tym szalonym okresie roku. Tracimy głowę w galeriach handlowych, spędzamy godziny przy garnkach. A tak naprawdę święta odbędą się i bez prezentów, i bez wymyślnych potraw. Najważniejsza i tak jest panująca wśród nas atmosfera i nasze nastawienie do tych dni. Dzięki książce Idą święta możemy na Boże Narodzenie spojrzeć inaczej niż do tej pory. Możemy się tym czasem naprawdę cieszyć. A sama książka może być pięknym prezentem gwiazdkowym. Ona kipi świąteczną atmosferą zarówno w warstwie tekstowej, jak i graficznej. O tę zadbała Ewa Poklewska-Koziełło, która swoimi ilustracjami nadała tej książce niepowtarzalny rys. I w ten sposób do naszych świątecznych lektur obowiązkowych dołączyła nowa książka. Wam też ją gorąco polecamy!






Wpis powstał w ramach cyklu Wspólne blogowanie przy choince. Do udziału zaprosiła mnie Paulina z bloga Oli Loli New Life. Od 1 do 24 grudnia blogerki tworzą piękne świąteczne wpisy. One, podobnie, jak książka, którą pokazałam Wam dziś pomogą Wam lepiej przygotować się na święta!



Idą święta. O Bożym Narodzeniu,
Mikołaju i tradycjach świątecznych na świecie
Monika Ulnik-Strugała
ilustracje Ewa Poklewska-Koziełło
Nasza Księgarnia 2019