czwartek, 17 października 2019

"Tosia i tajemnica geodety" (Wydawnictwo Dwie Siostry)

Dobrze wiecie, że Tosia uwielbia książki z wątkami detektywistycznymi. Ma ich naprawdę sporą kolekcję. Mimo to każdy nowy tytuł wzbudza w niej radość i sprawia, że często porzuca inne rozpoczęte lektury, żeby śledzić losy nowego śledztwa. Tutaj było jeszcze bardziej emocjonująco!


Wszystko za sprawą imienia głównej bohaterki. Tosia od razu poczuła z nią bardzo bliską więź. Wszystko oczywiście przez łączące je imię. Bohaterka wydała jej się tak bliska, że zabroniła mi czytać tę książkę przed nią. Ale historia innej Tosi zainteresowała ją do tego stopnia, że na przeczytanie całej książki wystarczył jej jeden dzień. Nie musiałam więc długo czekać, żeby poznać historię niezwykłej dziewczynki, którą charakteryzuje bardzo bujna wyobraźnia. Mówią o niej wszyscy, którzy Tosię znają. Narzeka na tę zbyt bujną wyobraźnię jej mama. Wszystkim wydaje się, że dziewczynka zmyśla i podkolorowuje różne wydarzenia. Także to, które zauważa zaraz po przeprowadzce. Razem z mamą zmieniła miejsce zamieszkania, ponieważ mama miała nadzieję na angaż w teatrze. Nie, mama Tosi nie była aktorką, była reżyserem i chciała, żeby dyrektor miejscowego teatru wystawił jej sztukę. Tosia z przeprowadzki nie jest zadowolona. Niechęć do nowego miejsca wzmagają dziwni ludzie kręcący się w okolicy i wydarzenia, które obserwuje. Ktoś obserwuje ulicę. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że może to być zwyczajny geodeta, ale Tosia nie daje się nabrać i zaczyna analizować całą sytuację. Dziwnych sytuacji jest znacznie więcej. Tosia słyszy tajemniczą rozmowę dwóch mężczyzn o tańczącej w balecie Jolancie. Może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby Jolanta nie miała wystąpić w przedstawieniu o pierwszej popołudniu! O tej porze żaden teatr nie pracuje! Jest jeszcze jedna rzecz, która bardzo niepokoi (ale też trochę intryguje) Tosię. Obok ich nowego domu znajduje się bank. A to może oznaczać tylko jedno! Ktoś na pewno będzie próbował na niego napaść!




Książka Magdaleny Miecznickiej jest piękna. Uwagę potencjalnego czytelnika od razu zwróci okładka. Prosta, ale niezwykle urokliwa. A historia? Ta jest bardzo interesująca, zarówno dla dziecka, jak i dla dorosłego. Tosia jest bohaterką, którą po prostu się lubi. Dziewczynka ze zbyt bujną wyobraźnią jest tak naprawdę dzieckiem jak każde inne. Obserwuje otaczający ją świat, przygląda się ludziom, sytuacjom i rzeczom, które wydają jej się ciekawe albo nietypowe. Jest uparta i zdeterminowana, trudną ją zniechęcić, zwłaszcza jeśli coś sobie założy. Jest taka jak potencjalni czytelnicy książki o jej przygodach. Pewnie dlatego szybko zyskuje ich sympatię. My jej przygody zapamiętamy na długo. Tosia i tajemnica geodety to świetnie napisana i interesująca lektura dla czytelników w każdym wieku. Dzieciom spodoba się ciekawa bohaterka, rodzicom przyda się chwila refleksji. Bo gdyby nie wybujała wyobraźnia Tosi sprawy mogłyby przybrać bardzo niekorzystny obrót. Ciekawi jesteście jaki? Odpowiedzi szukajcie w książce!





Tosia i tajemnica geodety
Magdalena Miecznicka
ilustracje Weronika Tarka
Dwie Siostry 2019
wiek 6+

środa, 16 października 2019

"Philo. Kot w drodze" (Wydawnictwo Literatura)

Historii o zwierzętach, które próbują odnaleźć swoich właścicieli jest sporo. Wiele z nich trafiło do literatury, bo wydarzyły się naprawdę. Ta jest całkowicie wymyślona. Czy przez to gorzej się ją czyta? Nie! Czyta się ją znakomicie, dlatego pokazujemy ją Wam!


Philo to sympatyczny rudy kot. Jest w pełni świadom swojej wyjątkowości. Tę zawdzięcza nie tylko swojej kociej naturze, ale również osobie, z którą mieszka. Philo mówi o nim Dziadek, a my wiemy, że jest to filolog klasyczny. Miłośnik książek, szachów i fajki. Dzięki niemu kot poznał wiele łacińskich (ale nie tylko) sentencji, których uwielbia używać opisując sytuacje, w których się znajduje. Philo i Dziadek są ze sobą bardzo szczęśliwi. Nic ani nikt nie może zmącić ich spokoju. Aż do dnia, w którym Dziadek zaczyna źle się czuć. Zaniepokojony Philo opuszcza dom i rusza na poszukiwania Doktora, który czasem odwiedzał Dziadka. Jego misja kończy się sukcesem. Starszy trafia do szpitala. Niestety Philo tego nie wie, Philo zostaje sam i jedyne czego chce to odnaleźć Dziadka i upewnić się, że nic mu nie jest. To nie będzie jednak łatwe. Philo będzie musiał wykazać się olbrzymią odwagą i bystrością umysłu. Pozna nowych przyjaciół, spotka kilku wrogów, wypłynie w morze, będzie patrzył na ręce krewnym Dziadka, które zaczynają za bardzo rządzić się w jego domu. Ale czy zrobi to, na czym najbardziej mu zależy?





Lubię ambitne książki dla dzieci. Można powiedzieć, że wszystkie takie być powinny. I w większości są. Zadaniem książek jest wzbogacanie słownictwa i rozwijanie dziecięcej wyobraźni. Philo. Kot w drodze do tego zacnego grona również się zalicza. Innej książki po Katarzynie Ryrych nie mogłam się spodziewać. Opowieść o kocim filozofie czyta się jednym tchem, wszelkie nawiązania do filozofii, nauki oraz sentencje zostały zgrabnie wplecione w treść. Każde trudniejsze słowo i wyrażenie zostały oznaczone gwiazdką i wyjaśnione. Całość uzupełniają liczne ilustracje autorstwa Joanny Rusinek. Oglądaliśmy je z taką samą przyjemnością z jaką czytałyśmy tę książkę. Bo to piękna opowieść o przyjaźni, miłości, przywiązaniu i gotowości niesienia pomocy. To po prostu książka warta przeczytania.





 Philo. Kot w drodze
Katarzyna Ryrych
ilustracje Joanna Rusinek
Wydawnictwo Literatura 2019

wtorek, 15 października 2019

"Mazurscy w podróży. Porwanie Prozerpiny" (Wydawnictwo Wilga)

Pamiętacie książkę, która latem zawojowała księgarniane półki? Pewnie wymienicie różne tytuły, jestem jednak przekonana, że jeden będzie powtarzał się wyjątkowo często. O jakim tytule mowa? O Mazurskich w podróży Agnieszki Stelmaszyk. Opowieść o wakacjach rodziny Mazurskich, które okazały się być nie tylko czasem rozrywki i wypoczynku, ale również pogonią za przestępcą, pisałam tu pod koniec maja (KLIK). Mój zachwyt nad tą książką podzielało wielu czytelników, a Mazurscy w podróży stali się wakacyjnym bestsellerem. 


Na końcu pierwszego tomu czytelnicy znaleźli obietnicę autorki, że sympatyczna rodzinka powróci z nowymi przygodami. Przed nimi kolejna wakacyjna podróż. Skład ekipy podróżników nie uległ zmianie. Do samochodu znowu wsiada Jędrek, jego rodzice, babcia (zwana bunią) i jego kuzynka Marcela. Tym razem cała rodzina rusza w kierunku oceanu. Celem ich wyprawy jest Bretania. Zanim jednak tam dojadą, odwiedzą Berlin i Poczdam. Zwiedzą berlińskie muzea, zobaczą znajdujący się Poczdamie piękny pałac Sanssouci. Z boku będą się przyglądać kulisom kręcenia filmu i wpadną w kłopoty. Wszystko (znowu) przez bunię, która (jak się wydaje jednak niesłusznie) stała się bohaterką kronik kryminalnych. Cóż takiego zrobiła starsza pani? Tak naprawdę tylko zabrała parasolkę. Media oskarżają ją jednak o porwanie tajemniczej Pozerpiny. Jędrek i Marcela są mocno przestraszeni, ale postanawiają działać. Przede wszystkim nie chcą o niczym mówić ani Buni, ani rodzicom. Tylko czy przez to w kłopoty nie wpadanie cała rodzina? I jak długo będą mogli utrzymywać w tajemnicy to, co w telewizji mówi się o buni? Pytania się mnożą, emocje rosną, a czasu zdaje się brakować! 





Wyczekiwana druga część przygód Mazurskich nie zawiodła naszych oczekiwań. Znaleźliśmy w niej wszystko to, co spodobało nam się w pierwszym tomie. Przede wszystkim świetną historię i zabawne ilustracje. Wartością dodaną znowu były liczne informacje na temat miejsc, które odwiedza rodzina Mazurskich. Autorka opisała najciekawsze ilustracje turystyczne, podpowiedziała co warto zjeść i z jakich atrakcji należy skorzystać. Wszystko uzupełniono mnóstwem zdjęć pochodzących z prywatnego archiwum autorki. Dzięki temu przygody Mazurskich są nie tylko ciekawą opowieścią, ale także przewodnikiem i inspiracją turystyczną. Do lata jeszcze dużo czasu, wielu z nasz żadnych konkretnych pomysłów na wyjazdy jeszcze nie ma, więc może ktoś skorzysta z podpowiedzi i wyruszy w podróż śladami Mazurskich. Każdemu kto się na to zdecyduję życzę tylko, żeby emocje wzbudzały tylko odwiedzane miejsca, a nie sytuacje w jakich się znajdą.






Mazurscy w podróży. Porwanie Prozerpiny
Agnieszka Stelmaszyk
ilustracje Anna Oparkowska
Wydawnictwo Wilga 2019 

poniedziałek, 14 października 2019

"Pomylony narzeczony" (Wydawnictwo Bajka)

Nowy tom lubianej serii zawsze cieszy. Lubię dreszczyk emocji towarzyszący nowej serii i tajemnicę jaką niesie ze sobą nowa książka. Co wydarzy się w życiu lubianych bohaterów? Jakie wyzwania tym razem postawi przed nimi autor? Czy nowa książka sprosta naszym oczekiwaniom? Będzie tak dobra jak poprzednie? A może nawet będzie lepsza. Przytoczone przeze mnie pytania rodzą się zapewne w głowach wszystkich czytelników. W mojej także. Teraz znalazłam odpowiedzi na pytania dotyczące serii o przygodach Mai.



Pomylony narzeczony to piąty tom opowieści o dziewięcioletniej Mai. Podobnie jak we wcześniejszych częściach wszystko rozpoczyna katastrofa. Świat ogarnęły upały. Obiadów się nie podgrzewa. Obiady się schładza. Je się tylko lody. I choć niektórym mogłoby to się wydawać przyjemnością, to sprawa nie jest taka łatwa. Zaczyna bowiem brakować niektórych smaków i trzeba, choć zupełnie nie ma się na to ochoty, jeść to, co jest dostępne. Na upałach majątek zbijają nie tylko producenci lodów, ale również przedsiębiorczy i kreatywni obywatele. Jedną z takich osób jest Eliza Kręciołek. Emerytowana pracownica warszawskiej fabryki Pollena-Uroda odnalazła w urzędzie patentowym dokumenty dotyczące prac nad sprężynką, która byłaby perpetuum mobile. Ten wynalazek został odrzucony, ale Elizie Kręciołek udało się go udoskonalić, otworzyć biznes i... znaleźć miłość! Wróćmy jednak do Mai i jej rodziny, która zmęczona upałem zdecydowała się wyjechać do ciabci. Zbliżało się Boże Narodzenie, które i tak mieli spędzić w rodzinnym gronie, liczyli też, że w Szczecinie (a zwłaszcza w ogrodzie ciabci) będzie nieco łatwiej walczyć z wszechogarniającymi upałami.  Szybko okaże się jednak, że powodów do zmartwień Maja będzie mieć znacznie więcej. Dziewczynka zorientuje się, że coś dziwnego dzieje się z jej magicznymi zdolnościami. Zaklęcia w jej podręczniku magii zastąpiły wierszyki i wszystko zdaje się być nie tak. Konieczna okaże się kolejna podróż w czasie. To jedyna szansa na ratunek. 






Więcej szczegółów z fabuły książki już nie zdradzę. O tytułowym narzeczonym też nie będę pisać. Nie mogę Wam tego zrobić. Musicie poznać Maję i jej przygody sami. A ja gwarantuję Wam, że nie będzie to czas stracony. Spotkacie oryginalnych bohaterów, poznacie słowiańskie bóstwa. Będziecie śmiać się do łez, przecierać oczy ze zdziwienia i głęboko zastanawiać nad bardzo poważnymi kwestiami, których w tej książce nie brakuje. Takie są właśnie powieści Marcina Szczygielskiego. Niby dla dzieci, a jednak i dla dorosłych. Każdy znajdzie w nich coś dla siebie.





Serię Marcina Szczygielskiego o przygodach Mai Tosia zaczyna dopiero poznawać. Co prawda wydawnictwo poleca je dla dzieci już od szóstego roku życia, ale ja wolałam trochę poczekać. I dobrze zrobiłam. Widzę teraz jakie emocje towarzyszą jej, kiedy czyta tę serię. Jak zachwyca ją treść, jak bardzo podobają jej się ilustracje Magdy Wosik. Myślę, że jest to dla niej jedno z największych olśnień literackich. Dobrej zabawie podczas lektury towarzyszy refleksja. Czytamy kolejne rozdziały, a potem o nich rozmawiamy i nimi żyjemy. To doskonały przykład tego, jak wielką rolę w życiu dziecka i rodzica mogą odgrywać książki. Oby takich książek było jak najwięcej. Pomysł na kolejny tom przygód Mai już kiełkuje w głowie autora, więc już teraz zacieramy ręce i szykujemy miejsce na półce. A Wam, jeśli jeszcze książek Marcina Szczygielskiego nie znacie, polecamy ten tom, polecamy cztery wcześniejsze i każdą książkę podpisaną jego nazwiskiem.



Pomylony narzeczony
Marcin Szczygielski
ilustracje Magda Wosik
Wydawnictwo Bajka 2019

piątek, 11 października 2019

"Bałtyckie zwierzaki" (Wydawnictwo Dwukropek)

Od razu wiedziałam, że Tosia nie przejdzie obok tej książki obojętnie. Byłam tego pewna nie tylko dlatego, że Bałtyckie zwierzaki to książka dosłownie wielkiego formatu. Pewność wynikała z dobrze znanych mi upodobań mojego dziecka. Książka o zwierzętach, które zamieszkują Morze Bałtyckie musiała przypaść jej do gustu! I przypadła!


Nad polskie morze jeździmy dość regularnie. Za każdym razem widujemy tam zwierzęta. Część z nich widzimy w ich naturalnym środowisku, niektóre (tu myślę o fokach) w miejscach, w których niezbędną opiekę zapewnił im człowiek. Każde szybko zwraca naszą uwagę. W Bałtyku żyją także zwierzęta, których nigdy nie wiedzieliśmy i pewnie nigdy nie zobaczymy. One wszystkie stały się bohaterami książki Patrycji Wojtkowiak-Skóry, która razem z ilustratorką Olgą Demidovą zabiera nas nad Bałtyk.



Książka ma wielu bohaterów. Wśród nich znaleźli się między innymi morświn, sercówka, foka szara, łabędź niemy, dorsz i nereida różnokolorowa. Już czytając te kilka nazw widać, jak bardzo różnorodna jest ta książka i jej bohaterowie. Każdego z nich prezentuje krótki wierszowany utwór oraz ogromna ilustracja. Z opisu dowiadujemy się jakie cechy charakterystyczne ma dany gatunek, gdzie powinno się go wypatrywać, a także czym się żywi. Opis uzupełnia ogromna i piękna ilustracja. Na ilustracjach krzyżują się drogi niektórych gatunków, które przecież w Bałtyku często żyją tuż obok siebie. A wszystkie razem współtworzą nasze piękne morze. Jedne z nich zagrzebują się w mule, inne oczyszczają wodę. Są takie, które bywają przysmakami innych mieszkańców morza. Niektóre mają ciało w plamy, inne zieloną głowę. Jedne mają wiele odnóży, drugie mają skrzydła. Różnorodność jest ogromna i ta książka wspaniale to pokazuje.



Bałtyckie zwierzaki podbiły nasze serca. Lubimy i cenimy takie książki za to, w jak piękny i ciekawy sposób pokazują świat. Dzięki nim możemy odbywać dalekie podróży bez wychodzenia z domu. Tym razem może nie podróżujemy bardzo daleko, ale zaglądamy do miejsc, do których nigdy nie moglibyśmy zajrzeć. Na dnie Bałtyku dzieją się bardzo ciekawe rzeczy. Zazwyczaj tajemnice morskiego dna są przed nami skrzętnie ukrywane. Książka Patrycji Wojtkowiak-Skóry zdradza nam wiele tajemnic i daje namiastkę tego, co każdego dnia i każdej nocy dzieje się w morskich głębinach. Ta książka jest jak najwspanialsza podróż. Podróż nietypowa, bo można ją powtarzać tyle razy ile się chce i nie trzeba przy tym się pakować i wychodzić z domu. My od tygodnia każdego dnia wyruszamy w nią znowu. Może macie ochotę do nas dołączyć?





Bałtyckie zwierzaki
Patrycja Wojtkowiak-Skóra
ilustracje Olga Demidova
Wydawnictwo Dwukropek 2019