poniedziałek, 16 lipca 2018

"Sowa czy puszczyk?" (Wydawnictwo Adamada)

Jeszcze rok temu żartowałam, że moje dziecko nie przeszło w swoim życiu etapu ciągłego zadawania pytań. Naprawdę nie zapadło mi w pamięć, żeby męczyła nas pytaniami o zasadę działania samochodu, o to, dlaczego z chmur pada deszcz i po co psom cztery łapy, skoro człowiekowi wystarczą tylko dwie. Wszystko zmieniło się, kiedy Tosia zaczęła samodzielnie czytać. Nie dość, że znajdzie w tekście każdą literówkę, to jeszcze zadaje mnóstwo pytań, chce żeby tłumaczyć jej trudne słowa i wyjaśniać pojęcia, które są dla niej niezrozumiałe.


Przyznam się, że często jej pytania wprawiają mnie w zakłopotanie, bo co z tego, że ja coś rozumiem, jeśli nie umiem wyjaśnić tego w zrozumiały dla dziecka sposób. Szukam pomocy w słownikach i encyklopediach. Podsuwam jej również lektury, z których może dowiedzieć się nowych rzeczy o otaczającym ją świecie. Jedną z takich książek jest wydana niedawno przez naszą ukochaną ADAMADĘ Sowa czy puszczyk. Przedstawiono w niej 52 pary zwierząt, roślin i rzeczy, które pozornie wydają nam się bardzo podobne i z tego powodu często są przez nas mylone. Pary zestawiono w sześciu rozdziałach:

  • zwierzęta
  • jedzenie
  • geografia
  • garderoba
  • ciało
  • miasto

Oprócz tytułowych sów i puszczyków, wśród zwierząt, pojawiają się między innymi króliki i zające, pszczoły i osy, słonie afrykańskie i indyjskie. W rozdziale o jedzeniu czytamy o białej i ciemnej czekoladzie, dowiadujemy się jaka jest różnica między owocami morza a skorupiakami i czym tak naprawdę różni się masło od margaryny. Część geograficzna to opis Arktyki i Antarktydy, Niderlandów i Holandii, a także strumienia i rzeki. Rozdział o garderobie przypadnie do gustu wszystkim, którym zdarza się pomylić rajstopy z pończochami, ponczo z peleryną i kamizelkę z kardiganem. Pary z części ciało to coś dla rodziców dzieci zafascynowanych funkcjonowaniem ludzkiego ciała, znajdą wśród nich wyjaśnienie różnic między krótkowzrocznością a dalekowzrocznością, żyłą a tętnicą i bakterią a wirusem. 



Jak widać (a przedstawiłam tylko część z 52 par) ta książka to prawdziwa kopalnia wiedzy dla wszystkich ciekawych świata maluchów. Każda z par została przedstawiona na jednej rozkładówce. Dzięki temu lepiej widać dzielące je różnice. Te zostały krótko opisane oraz dodatkowo zilustrowane. Wszystko to tworzy spójną, interesującą dla czytelnika całość. Celowo nie napisałam interesującą dla dziecka, bo jest to lektura dla wszystkich, których interesuje otaczający świat. Duetowi Emma Strack i Guillaume Plantevin należą się brawa, bo stworzyli świetną książkę, którą warto mieć w domu. Przecież wątpliwości mogą przecież najść każdego, nie tylko dziecko. Warto wiedzieć, gdzie można znaleźć odpowiedzi na pytania, które zadajemy sami sobie albo zadają nam dzieci. Książka Sowa czy puszczyk jest gotowa do pomocy i tylko czeka, żebyście zaczęli ją czytać ze swoimi dziećmi! 




Sowa czy puszczyk? 52 pary, których już nie pomylisz
Emma Strack
Guillaume Plentevin
tłumaczenie Iwona Janczy
Wydawnictwo Adamada, 2018

 

piątek, 13 lipca 2018

"Damy, Dziewuchy, Dziewczyny. Podróże w spódnicy" (Znak Emotikon)

Książek o kobietach ukazało się w ostatnim czasie tak dużo, że trudno je wszystkie zgromadzić i przeczytać. Kiedy widzę kolejną nowość na ten temat, mam wrażenie, że niczego nowego w tej książce już nie znajdę, że wszystko o słynnych kobietach zostało już napisane i nic mnie nie zaskoczy. Jednak Anna Dziewit-Meller zaskoczyła mnie i to zaskoczyła po raz drugi.


Pierwsze zaskoczenie miało miejsce w październiku, wtedy to przeczytałam książkę Damy, Dziewuchy, Dziewczyny. Historia w spódnicy (KLIK). Dzięki niej poznałam lepiej, często zapomniane, biografie wyjątkowych Polek, a tych w naszej historii nie brakowało. Dlatego kiedy wśród zapowiedzi znalazłam drugą część Dam, Dziewuch, Dziewczyn byłam zachwycona i pewna, że ta książka musi trafić do biblioteczki Tosi. I trafiła! 

Tym razem z Anną Dziewit-Meller i opisanymi przez nią bohaterkami czytelnicy (bo mam nadzieję, że nie tylko czytelniczki) poznają świat. Autorka wzięła bowiem na warsztat kobiety-podróżniczki. I to nie te, które znamy z pierwszych stron współczesnych gazet, ale takie, o których wie i pamięta niewielu. Na przykład o Hester Stanhope, którą nazywano córką sułtana Anglii albo o Idzie Pfeiffer, które pisała książki podróżnicze i o pierwszej czarnoskórej lotniczce Bessie Coleman. Pojawiła się na kartkach tej książki również Walentynia Tierieszkowa, czyli pierwsza kobieta, która poleciała w kosmos, Junko Tabei, która była pierwszą kobietą na Mount Evereście i Krystyna Chojnowska-Liskiewicz, która jako pierwsza kobieta samotnie opłynęła świat! Każda z bohaterek tej książki była wyjątkowa! Dlatego opowieści o ich życiu są tak bardzo interesujące i... inspirujące. Skoro wtedy, mimo gorsetów i długich sukien, kobiety podróżowały, spełniały swoje marzenia i robiły rzeczy niezwykłe, to co mogą robić dzisiaj?! Chyba wszystko o czym tylko zamarzą.



Oryginalna jest nie tylko tematyka, ale i forma książki. Oto mamy wrażenie, że trzymamy w rękach gazetę. Na kolejnych stronach znajdują się wywiady,  reportaże i fragmenty o charakterze poradnikowym. Są nawet reklamy i horoskop! I oczywiście, jak przystało na prawdziwą gazetę, nie zabrakło tu również ilustracji. Te stworzyła Joanna Rusinek. Proste czarno-białe grafiki zachwyciły mnie już w pierwszej części, teraz zachwyt tylko się wzmógł. Teraz nie pozostaje mi nic innego, jak tylko marzyć o tym, żeby ukazała się trzecia książka o kolejnych wyjątkowych kobietach!




Damy, Dziewuchy, Dziewczyny. Podróże w spódnicy
Anna Dziewit-Meller
ilustracje Joanna Rusinek
Znak Emotikon, 2018

czwartek, 12 lipca 2018

"Zbrodnia pierwszej klasy" (Wydawnictwo Dwukropek)

Skupienie uwagi na książkach dziecięcych skończyło się u mnie zainteresowaniem kryminałami i powieściami detektywistycznymi. Wcześniej takich książek w ogóle nie czytałam. Można nawet powiedzieć, że wcześniej omijałam je szerokim łukiem. A tu od roku zmiana... czytam z dużym zainteresowaniem i ogromną przyjemnością.


Niedawno polecałam Wam serię "Tajemnice domu handlowego Sinclaris" z Wydawnictwa Dwukropek, ale jak się okazuje nie jest to jedyna, wydawana przez nich, seria detektywistyczno-kryminalna. Cykl książek "Zbrodnia niezbyt elegancka", o którym chcę dziś opowiedzieć, jest równie interesująca. Ma także podobny klimat. Mi wszystkie książki, których akcja toczy się na początku XX wieku, przypominają ukochane lektury z dzieciństwa. Bo to właśnie Małą księżniczkę i Tajemniczy ogród czytałam najchętniej. Zbrodnia pierwszej klasy pozwoliła mi wrócić myślami do tych ulubionych książek. 

Trzecia część serii "Zbrodnia niezbyt elegancka" opisuje podróż głównych bohaterek Daisy i Hazel po Europie. Zabrał je na nie ojciec Hazel. Nie jest to jednak zwykła wycieczka, ale podróż najprawdziwszym Orien Expressem. Lepsze wakacje trudno sobie wyobrazić. Niezwykła podróż, nowe znajomości i możliwość odwiedzenia wyjątkowych miejsc w Europie. Niestety, podróż nie do końca wygląda tak, jak dziewczynki to sobie wymarzyły. Na pokładzie pociągu wybuchają konflikty między pasażerami, a niedługo potem dochodzi do morderstwa. Ktoś zabił jedną z pasażerek i ukradł jej naszyjnik. Kto mógł to zrobić? Tego nie wie nikt. Morderca zniknął, drzwi do przedziału były zamknięte... Daisy i Hazel bardzo chciałyby rozwiązać tę zagadkę, ale nie pozwala im na to ojciec. Czy dziewczyny, jak przystało, na grzeczne, młode damy go posłuchają? A może złamią dane słowo i mimo wszystko rozpoczną śledztwo? Tak naprawdę łatwo się domyślić, co zrobią główne bohaterki, ale przebieg śledztwa już tak oczywisty nie będzie...

Trzeci tom serii był pierwszym, który przeczytałam. Miejscami fabuła nawiązywała do poprzednich tomów, nieznajomość wcześniejszych części jednak w niczym mi nie przeszkadzała. Wiem jednak, że mam ochotę poprzednie tomy przeczytać. Interesująca historia, ciekawe miejsce akcji i sprawa, którą czytając książkę, sama próbowałam rozwiązać. Skoro ja czerpałam z lektury taką przyjemność, wyobrażam sobie, jak wielką frajdę musi czytanie tej książki sprawić jej właściwym adresatom, czyli młodzieży. Młodzieży, która jak twierdzi wielu, nie czyta i stawia na inne rozrywki. Myślę, że tej książce nie oprze się nikt. Dlatego polecam ją tym, którzy szukają wakacyjnej lektury dla swoich dzieci, a może nawet i dla siebie!




Zbrodnia pierwszej klasy
Robin Stevens
tłumaczenie Magdalena Korobkiewicz
Wydawnictw Dwukropek, 2018


środa, 11 lipca 2018

"Miasto Złotej" (Wydawnictwo TADAM)

Są książki, które jeszcze zanim zostaną przeczytane, wchodzą w głowę tak mocno, że trudno przestać o nich myśleć. Miasto Złotej do takich książek właśnie się zalicza. Czy to zasługa wyjątkowych ilustracji? A może niebanalnych ilustracji? Nie wiem, ale kiedy zobaczyłam Miasto Złotej wśród zapowiedzi, wiedziałam, że czeka nas prawdziwa uczta.



Nie pomyliłam się. Książka zachwyca jeszcze zanim zaczniemy ją czytać. Piękne, staranne wydanie, płócienny grzbiet i kolory... Niebieski, szary, czarny. Nietypowe, jak na książkę dla dzieci, prawda? A jednak Miasto Złotej nie mogłoby mieć innej oprawy graficznej. Bo i historia jest dość nietypowa. Oto poznajemy tytułową bohaterkę. Złota mieszka w mieście. Nie jest to jednak zwyczajne miasto. To ogromna zabetonowana przestrzeń. To świat bez kolorów i bez roślin. Nie ma tu świeżych owoców, nie ma kolorowych ścian. Wszystko jest szare, smutne i przerażające. W tym mieście nic nie pachnie, niewiele tu słychać. Jest dziwnie... Mimo tego Złota w tym tajemniczym mieście się nie nudzi. Ona rysuje. Rysuje mapę. Pomagają jej w tym przyjaciele Miś i Tina. Rysowanie map to ich ulubiona zabawa, na nich pojawiają się tajemnicze labirynty, mroczne zaułki i niezwykłe ulice. Pewnego dnia pojawia się tam ktoś jeszcze... Tajemnicza postać, której nikt wcześniej nie widział. Złota nie byłaby sobą, gdyby nie zdecydowała się dowiedzieć o tej postaci czegoś więcej. Nie będzie to łatwe zadanie. Na Złotą czyha niebezpieczeństwo. Czy uda jej się go uniknąć? Czy dowie się kogo zobaczyła na mapie? Jak to wszystko się skończy? I czy cokolwiek w mieście się zmieni? Odpowiedzi znajdują się w książce Daniela Chmielewskiego.



Książce, która na pewno niektórym się nie spodoba. To lektura bardzo abstrakcyjna, dla tych, którzy mają bujną wyobraźnię i lubią niezwykłe historie. Spodoba się również tym dzieciom, które lubią historie z dreszczykiem, bo mrożących krew w żyłach wydarzeń w Mieście Złotej nie brakuje. Ja lubię takie zaskakujące książki i cieszę się, że Tosia również chce po nie sięgać. Że rośnie w niej dusza czytelnika, który sięga nie tylko po to, co proste, łatwe i kolorowe, ale również po to, co nie kipi kolorami, nie atakuje naszego wzroku. Malarskim ilustracjom Magdy Rucińskiej trudno odmówić uroku, bardzo wyróżniają się na tle innych obecnych na rynku wydawniczym. Tak samo, jak historia wymyślona przez Daniela Chmielewskiego. Sięgnijcie po nią i zajrzyjcie do tego bardzo dziwnego miasta...





Miasto Złotej
Daniel Chmielewski
ilustracje Magda Rucińska
TADAM, 2018
wiek 8+


wtorek, 10 lipca 2018

"Weronika i zombie" (Wydawnictwo Latarnik)

Lubię wracać we wspomnieniach do książek, które czytałam w czasach szkoły podstawowej. Bohaterami większości z nich byli moi rówieśnicy. Czytałam o ich przygodach i albo mogłam się z nimi identyfikować, albo im zazdrościć, albo współczuć. Bo życie wielu literackich bohaterów nie było usłane różami. Bohaterce książki Marcina Szczygielskiego niczego nie zazdroszczę...


Czternastoletnia Weronika swoimi kłopotami mogłaby podzielić się chyba z połową szkoły. Wszystko zaczęło się od rozwodu rodziców. Co prawda ominęły dziewczynę rodzinne kłótnie, ale to, co potem działo się w jej życiu, było jeszcze gorsze. Weronika z mamą opuściły Poznań i przeprowadziły się do Warszawy. Dziewczyna musiała zmienić szkołę. Ku jej rozpaczy dołączyła do zgranej klasy, która uczy się ze sobą od początku. Bardzo się tego obawiała, a jej niepokój wzmagał się na myśl o tym, że w tej samej szkole uczyć będzie jej mama. Rzeczywistość tylko trochę różniła się od wyobrażeń Weroniki. Niewielu zorientowało się, że dziewczyna jest córką nowej polonistki, ale klasowa liderka zadbała o to, żeby uprzykrzyć Weronice życie. Dziewczyna szybko stała się ofiarą najsilniejszych uczniów. Dokuczali jej, wyśmiewali ją i próbowali wystawiać na próby. Weronika nie potrafiła się bronić, nie mogła liczyć na wsparcie ze strony skupionej na własnych problemach mamy. Nie pomagał jej również ojciec, który w całości poświęcił się nowej rodzinie i nowo narodzonemu synowi. Pomocną dłoń wyciągnął do dziewczyny sąsiad. Starszy pan od lat mieszkał sam, towarzystwa dotrzymywał mu jedynie pies. Kiedy na jego drodze stanęła Weronika, nie podejrzewał nawet jak ta dziewczyna zmieni jego życie. Zmieni i wpędzi w kłopoty. Wszystko przez jeden, chwytający za serce mail, który dziewczyna wysłała do wydawnictwa. Opisała trudną sytuację sąsiada i poprosiła o darmowy egzemplarz albumu o zepelinach. Nie miał być to jednak prezent dla pana Jana, tylko dla kolegi z równoległej klasy. Talent pisarski dziewczyny sprawił, że szef wydawnictwa, zamiast wysłać do niej album, wysłał do sąsiada opiekę społeczną...

Zdradziłam sporo szczegółów z fabuły książki Marcina Szczygielskiego, ale tak naprawdę to tylko ułamek tego, co znajdziecie w tej historii. Bo Weronika i zombie to bardzo interesująca i wielowątkowa opowieść o współczesnych nastolatkach. Często zagubionych, przytłoczonych problemami, z którymi nie potrafią sobie poradzić. O dzieciach rodziców, który bardziej, niż na nich skupiają się na swoich sprawach. O rówieśniczych konfliktach i nauczycielach, którzy nie robią nic, żeby je rozwiązać. To na pewno nie jest łatwa lektura, ale na pewno jest warta przeczytania. I to nie tylko przez rówieśników Weroniki, ale również przez ich rodziców. Bo ta książka może być pierwszym krokiem do lepszego zrozumienia swoich dorastających dzieci.

Często zastanawiam się jakie książki będzie czytać Tosia za kilka lat. Po przeczytaniu Weroniki i zombie chciałabym, żeby czytała właśnie takie. Mądre, wzruszające i znakomicie napisane!





Weronika i zombie
Marcin Szczygielski
Latarnik, 2018
wiek 11+

poniedziałek, 9 lipca 2018

"Ambaras" (Wydawnictwo AGORA)

Tosia uwielbia książki o zwierzętach, dlatego często i chętnie kupujemy nowe tytuły z nimi związane. Ostatnio najchętniej sięga po lektury poświęcone dziki zwierzętom, które zobaczyć w naturalnym środowisku byłoby trudno. Po niedźwiedziach przyszedł czas na wilki. O nich wcześniej nie wiedziała nic. Ale dzięki książce Tomasza Samojlika szybko te braki nadrobiła. 


Ambaras to opowieść o wilkach. Poszczególnych członków watahy poznajemy, kiedy na świat przychodzą kolejni jej członkowie. Wadera, czyli wilczyca urodziła trzy szczeniaki. Dwa pierwsze były silne i zdrowe, trzeci był ich zupełnym przeciwieństwem. Jego ojciec nie chciał go nawet wychowywać, twierdził bowiem, że szczenię i tak nie przeżyje. Ale jego matka, wilczyca Ruda zdecydowanie się temu sprzeciwiła i Ambaras (bo takie imię dostał najmniejszy wilczek) został w stadzie. Uczył się razem z braćmi jak powinien polować, jakich zasad musi przestrzegać. Tę wiedzę przekazywał im Kulawiec, najstarszy i najbardziej doświadczony człowiek watahy. To on dostrzegł, że Ambaras nie jest zwykłym wilkiem, że bardzo różni się od swoich rodziców i braci.

Najważniejszą różnicą było to, że Ambaras nie miał doskonałego węchu. Ba! On nie czuł nic, trudno było mu więc polować i samodzielnie poruszać się po lesie. Co prawda, kiedy Kulawiec zorganizował wilczkom pierwsze, samodzielne polowanie, to właśnie Ambaras jako jedyny wraca ze zdobyczą. Mały wilczek upolował orzesznicę Łupinkę. Tak przynajmniej wydaje się jego braciom, bo tak naprawdę Łupinka sama wpadła Ambarasowi do pyska. Wilczek jednak jej nie zjada, ale kiedy inni nie patrzą wypluwa i... zaprzyjaźnia się z nią. Zaprzyjaźnia się również z dzikiem Niuchem, który (w przeciwieństwie do Ambarasa) ma doskonały węch. Jak widać, przeciwieństwa się przyciągają. Stąd płynie mądre przesłanie dla małych czytelników, oni również mogą zaprzyjaźniać się z kim chcą, a nie tylko z tymi, którzy są silni, wygadani i przebojowi. Może w ich grupie przedszkolnej albo klasie również znajdą kogoś podobnego do Ambarasa. Nieśmiałego, trochę wycofanego, ale zawsze gotowego do pomocy i chętnego do zabawy. Bo Ambaras to historia dla tych, którzy są nieśmiali albo tych, którym brakuje pewności siebie. Przykład wilczka udowadnia, że siła nie zawsze tkwi nomen omen w sile. Równie ważne są bystry umysł, empatia i gotowość do niesienia pomocy.

Tomasz Samojlik zaznacza, że nie jest to prawdziwa historia. Jednak wplótł w nią mnóstwo ciekawostek dotyczących życia wilków. Mali czytelnicy poznają hierarchię rządzącą watahą, dowiadują się, czy tak naprawdę to człowiek powinien bać się wilków, czy może wilki bardziej boją się człowieka... Bo Ambaras odczarowuje obecny od lat w naszej kulturze obraz złego wilka. Te zwierzęta, oczywiście polują na inne, bo są drapieżnikami i żywią się mięsem, ale one również mogą paść ofiarami tych, którzy są silniejsi od nich. Wilki z watahy Ambarasa w niczym nie przypominają tych, które znamy z opowieści o Czerwonym Kapturku, ale co doprowadziło nas do takich wniosków musicie sprawdzić sami...
Historię Ambarasa uzupełniają piękne, malarskie ilustracje Elżbiety Wasiuczyńskiej. Soczyste kolory, niezwykli bohaterowie i piękne leśne krajobrazy oraz portrety jego mieszkańców, zachwycają i przykuwają uwagę. Doskonale współgrają z całą opowieścią i pozwalają choć na chwilę zajrzeć w miejsca, do których zaglądać zazwyczaj nie możemy. Tam, gdzie dzieją się rzeczy niezwykłe. Chcecie je zobaczyć z bliska... To sięgnijcie po Ambarasa.






Ambaras
Tomasz Samojlik
ilustracje Elżbieta Wasiuczyńska
AGORA, 2018

czwartek, 5 lipca 2018

Lato z komiksami!

Czy Wy też długo wybieracie książki, które zabierzecie ze sobą na wakacje? Ja, co roku, w okolicach maja zaczynam się zastanawiać, jakie tytuły ze sobą wziąć. Sprawa jest o tyle ważna, bo nie korzystam z czytnika, więc jeśli wybór będzie nietrafiony, to albo będę rozpaczliwie szukać innej lektury, albo przemęczę się z tą, która mi się nie spodoba;) Robię tak odkąd pamiętam i teraz to planowanie wakacyjnych lektur przeniosłam również na Tosię. Te, o których chcę Wam dziś opowiedzieć, Tosia już przeczytała, ale być może Wasze dzieci jeszcze szukają wakacyjnych lektur, więc spieszę i polecam te! 


Komiksy z wydawnictwa Egmont są z nami od dawna, regularnie przeglądamy zapowiedzi w poszukiwaniu tych, które jeszcze nie znamy. Tak właśnie trafiłyśmy na nowy tom komiksów o Smerfach i pierwszy w naszej kolekcji komiks o My Little Pony. Tosi bardziej spodobał się ten pierwszy. Powód  jest mi doskonale znany, ona nigdy nie była zagorzałą fanką kucyków. Zdecydowanie wolała Smerfy i w tym przypadku sympatię do niebieskich stworków potwierdziła.

W wydanym niedawno tomie Smefruś znaleźć można cztery historie. Pierwsza, najdłuższa dała tytuł całej książce. Z niej czytelnicy dowiedzą się jak to się stało, że do Wioski Smerfów trafił Smerfuś. Przyznajcie się, że Was także zawsze to zastanawiało;) I jak się okazuje, Smerfusia wcale nie urodziła Smerfetka. Smerfusia przyniósł bocian! Zrobił to jednak przez pomyłkę, było z tym spore zamieszanie, a bocian nawet przesyłkę miał odebrać, ale... jak to się skończyło chyba wiecie, ale przeczytać i tak warto. Choćby po to, żeby zobaczyć, jak przez zajęte Smerfusiem Smerfy, potraktowany został Gargamel. Tego chyba odwieczny wróg niebieskich stworków się nie spodziewał! Trzy kolejne historie są równie zabawne, choć od Smerfusia dużo krótsze. Wśród nich znalazła się opowieść o Pracusiu, historia malowania Wioski Smerfów i zabawy w Wiosce Smerfów, na której pojawił się... Gargamel!




Równie interesująca jest książka z komiksowymi historiami o kucykach. My Little Pony lubią chyba wszystkie dziewczynki (oprócz Tosi). Choć i Tosia kucyki rozróżnia bez problemu i zna imiona wszystkich bohaterek. Teraz miała okazję przeczytać pierwszą książkę o ich przygodach. A przygód kucyki miały sporo. Wśród czterech opublikowanych w tej książce, naszą uwagę zwróciła druga, której bohaterem jest Iron Will. Minotaur przychodzi do kucyków, bo żona wyrzuciła go z ich labiryntu. Dlaczego? Uznała, że Iron Will jest zbyt agresywny. Jego ostatnią deską ratunku okazują się kucyki, które mają pomóc mu się zmienić. Łatwo nie będzie, pojawią się nerwy, wątpliwości. A jakie będzie zakończenie? Tego dowiecie się z książki! Lektura na wakacje doskonała, ale ze względu na komiksową formę jest to raczej propozycja dla dziewczynek, które samodzielnie czytają.




Tosia chętnie sięga po komiksy. Ich lektura sprawia jej przyjemność, a fakt, że opowiadają one o znanych jej bohaterach, tylko te przyjemne odczucia wzmaga. Dzięki niej do komiksów przekonałam się również ja i teraz... czytamy je razem :) 

A Wasze dzieci lubią komiksy?

Smerfuś
scenariusz i reżyseria Peyo
tłumaczenie Maria Mosiewcz

My Little Pony. Przyjaciółki na zawsze
tłumaczenie Jacek Drewnowski

Egmont, 2018

 

środa, 4 lipca 2018

Projektuj z AMEET

Nie wiem po kim (bo na pewno nie po mnie), Tosia uwielbia prace plastyczne. Rysowanie, wyklejanie, malowanie to rzeczy, które mogłaby robić cały czas. Do szkoły często zabierała ze sobą kolorowanki albo zeszyty kreatywne i poświęcała im każdą wolną chwilę w świetlicy albo podczas przerw. Sprawia jej to dużą frajdę, więc regularnie kupujemy jej nowe tytuły, w których może wykorzystać swoje artystyczne pasje. A ponieważ właśnie rozpoczęły się wakacje, wyposażyliśmy ją w sporą kolekcję nowości.


Naszą uwagę zwróciły książeczki z dobrze znanego nam (i Tosi) wydawnictwa AMEET. Przygotowane przez nie nowości doskonale wpasowały się w zamiłowanie Tosi do po pierwsze projektowania, po drugie księżniczek. Kiedy tylko książki dotarły do naszego domu Tosia przebierała niecierpliwie nogami, żeby móc zacząć się z nimi bawić. A kiedy już zaczęła nie można było jej od nich oderwać. Wśród nowości wydawnictwa AMEET Tosia znalazła:
  • Notesy Projektantki
  • Ubrania do Kalkowania
  • Ubieranki Naklejanki
  • Przebieranki z Naklejkami
Mojemu dziecku spodobały się wszystkie, ale najwięcej emocji wzbudziły chyba Ubrania do kalkowania. Przede wszystkim dlatego, że Tosia nie do końca wierzyła w magiczną moc kalki i długo zastanawiała się po co ma coś na niej rysować. Kiedy w końcu narysowała i zrozumiała zasadę działania kalki była zachwycona i nie mogła przestać się nią bawić. 


Bardzo dużo czasu spędziła (i spędza nadal) nad Notesami projektantki. To połączenie kolorowanki i szablonów, które można ozdabiać według własnej wyobraźni. Sama chciałam się nimi pobawić, ale dziecko skutecznie mnie od nich odcięło;) Ubieranki naklejanki i Przebieranki z naklejkami spodobają się przedszkolakom. Naklejki można wielokrotnie przyklejać i odklejać, więc zabawa z nimi w zasadzie się nie kończy!





Wszystkie te zeszyty kreatywne to doskonała propozycja na trwające wakacje. Ze względu na nieduży format łatwo będzie je ze sobą zabrać na wycieczkę albo wakacyjny wyjazd. Sprawdzą się również w czasie niepogody albo wtedy, kiedy dzieci potrzebują chwili wytchnienia. Myślę, że wszystkim miłośniczkom projektowania, rysowania i księżniczek propozycje od AMEET przypadną do gustu.

Cieszę się, że na rynku wydawniczym dostępnych jest tak wiele publikacji, które wspierają kreatywność Tosi. Widzimy, że rysowanie sprawia jej ogromną radość, a tego typu książki to dla niej szansa na rozwijanie umiejętności manualnych. Jednocześnie rozwija się oczywiście jej kreatywność, musi przecież wymyślać kolejne projekty. Przede wszystkim jednak miło spędza czas!


Te i inne książki znajdziecie