niedziela, 18 lutego 2018

Morze zimą po raz drugi część 2. Hel i Muzeum Emigracji w Gdyni

Kolejnego dnia opuściłyśmy Trójmiasto i pociągiem udałyśmy się w stronę Helu. Puste i spokojne o tej porze ulice Gdyni i Gdańska, to nic w porównaniu do tego, co zaobserwowałyśmy w drodze do Helu. Zamknięte na cztery spusty pensjonaty i restauracje, puste place zabaw i ulice, po których prawie nikt nie chodzi. Nie będę jednak ukrywać, że właśnie brak tłumów zachęcił nas do odwiedzenia helskiego fokarium (wstęp do niego kosztuje 5 zł, dodatkową złotówkę zapłacicie, jeśli chcecie zwiedzić tamtejsze muzeum). Na miejscu okazało się jednak, że nie tylko my wpadłyśmy na ten pomysł, bo ludzi było, jak na tę porę roku, sporo. Nie było ich jednak aż tak wielu, więc Tosia mogła w spokoju przyglądać się ukochanym fokom i wydawać z siebie kolejne okrzyki zachwytu. 




Z fokarium ruszyłyśmy na spacer bulwarem, a bystre oko Tosi wypatrzyło budynek dawnego kościoła ewangelickiego, w którym dziś znajduje Muzeum Rybołówstwa. Trafiłyśmy akurat na dzień bezpłatnego wstępu, zapłaciłyśmy, więc zamiast 10 zł jedynie 4 zł za wejście na wystawę czasową i na wieżę (dzieci do lat 7 wchodzą do muzeum bezpłatnie).



Uwagę Tosi przykuła makieta dawnego Helu, zainteresowały ją stare sieci, zachwyciły obrazy pokazujące pracę rybaków. Najbardziej jednak spodobało jej się to, co było przygotowane specjalnie dla niej, czyli atrakcje dla dzieci. Klocki-puzzle, z których powstawały różne, związane z morzem obrazki. Gra interaktywna polegająca na łowieniu ryb oraz makieta portu rybackiego, którą dzieci mogły się bawić. Ochoczo skorzystała również z możliwości wejścia na wieżę i podziwiania Helu i morza z góry. Na zewnątrz obejrzałyśmy jeszcze wystawę starych łodzi i z pewnym niepokojem zauważyłam, że spędziłyśmy tam nieco więcej czasu, niż przewidywałam i kolejna wizyta w Domu Morświna musi poczekać do lata;)








Ostatniego dnia wybrałyśmy się do gdyńskiego Muzeum Emigracji. Chciałam wybrać się tam od dawna, słyszałam o nim wiele dobrego, poza tym na znajdującym się w pobliżu Dworca Morskiego, w którym mieści się muzeum, zobaczyć można tablicę upamiętniającą fakt, że to właśnie stąd wypłynął do Ameryki Południowej Witold Gombrowicz. 





Przygotowując się do wyjazdu (i mając w pamięci nasze dotychczasowe wizyty w muzeach), sprawdziłam, że w kasie muzeum można kupić grę muzealną "Frycek Munchausenowicz łączy historie", wiedziałam, że spróbujemy się z nią zmierzyć. Zmierzyć to dobre słowo, bo niektóre zadania są naprawdę trudne i niektóre części wystawy obejrzałyśmy bardzo dokładnie próbując znaleźć odpowiedzi na pytania. W końcu udało się jednak rozwiązać ostatnie zadanie i rozwiązać krzyżówkę. Dumna i wzbogacona o nową wiedzę Tosia podała hasło w kasie głównej i odebrała zasłużoną nagrodę:) Brawo dla Muzeum Emigracji za świetny pomysł i grę, która angażuje całą rodzinę.





W kasach dostępna jest również bezpłatna broszura z zadaniami, które dzieci mogą rozwiązywać w trakcie zwiedzania. Na zmierzenie się z nimi na miejscu zabrakło nam czasu, ale chętnie wrócimy do nich w domu, żeby utrwalić zdobytą wiedzę i jeszcze raz, na nowo, przeżyć tę wycieczkę.


I zrobić więcej zdjęć, bo gra tak nas pochłonęła, że na nie zabrakło czasu;) Chcemy również spędzić dłuższą chwilę w Sali Małego Podróżnika, która przeznaczona jest specjalnie dla dzieci. Teraz Tosia spędziła tam tylko kilka minut, a miała ochotę być tam zdecydowanie dłużej! Jak na to, ile atrakcji czeka na nas na miejscu, wstęp do muzeum jest bardzo tani. Bilet normalny kosztuje 10 zł, ulgowy 6 zł (ale dzieci do 7. roku życia za wstęp nie płacą).



Muzeum Emigracji jest bardzo nowoczesne. Pełne interaktywnych ekranów i materiałów audiowizualnych. Przybliża ono historię polskiej emigracji i emigrantów od XIX wieku do czasów współczesnych. Widzimy tam więCc Mickiewicza, Norwida, Chopina, Gombrowicza... Tych, którzy wyjeżdżali na zawsze i takich, którzy zagranicą byli tylko przez chwilę i na przykład jak Halina Poświatowska szukali tam szansy na ratowanie swojego zdrowia. Są ci, którzy spędzili na emigracji czasy PRLu i po 1989 roku wrócili do Polski i tacy, którzy postanowili zostać tam na zawsze. Nie jest to jednak tylko i wyłącznie wystawa przedstawiająca biografie osób wyjeżdżających z Polski. Jej autorzy spojrzeli na zjawisko emigracji znacznie szerzej. Przedstawili jej przyczyny, opisali życie dziewiętnastowiecznej Warszawy i przedstawili niełatwą sytuację Polski po II wojnie światowej. Z dzieckiem i bez warto odwiedzić to wyjątkowe miejsce. 

Za nami cztery bardzo intensywne dni. Odpowiedź na pytanie, czy warto jechać nad morze zimą jest prosta. Oczywiście, że tak. Spokój panujący tam poza sezonem letnim zachęca do poznawania miejsc, które latem wypełnione są ludźmi albo przegrywają z piękną pogodą i możliwością plażowania. Te na pewno są tego warte, więc jeśli zastanawiacie się w jaki sposób wykorzystać ostatnie (mam nadzieję) podrygi zimy, to odpowiedź jest jedna: jedźcie nad morze!


Jak minęły nam dwa pierwsze dni nad morzem przeczytacie 
TUTAJ!

 

9 komentarzy:

  1. Kolejne ciekawe muzeum - dopisuję do listy!

    OdpowiedzUsuń
  2. zawsze chciałam zobaczyc morze zimą, ale taką ze śniegiem i lodem, niestety od lat nie było prawdziwej zimy....

    OdpowiedzUsuń
  3. Cały seson czekałam na śnieg, żeby pojechać nad morze i zobaczyć plażę w białym puchu. Niestety nie udało się, bo śniegu było tam jak na lekarstwo. Może po prostu uda mi się wyskokczyć tam na początku marca. Po prostu zdrowotnie. Fajnie, że Wam chociaż udało się zaliczyć morze w zimowej porze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Och, fajna ta Wasza wyprawa! Mnie się marzy wyjazd nad morze na wiosnę, ale jak będzie, to zobaczymy, bo jednak od nas ciężko się zebrać na taki wyjazd ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocham morze o każdej porze roku. Ależ Wam zazdroszczę :) Marzy mi się wyjazd na Wielkanoc, ale chyba nie wypali :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Z Twojego opisu wygląda, że będę musiała odwiedzić Muzeum Emigracji. Tylko latem, bo ja jestem ciepłolubna :-) Choć podobno w zimie najwięcej jodu....
    Jeśli interesują Cię takie tematy to polecam książkę "Wyspa klucz", która opisuje pierwsze zetknięcie emigrantów z amerykańską ziemią.

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam Gdańsk, a w muzeum Emigracji jeszcze nie byliśmy

    OdpowiedzUsuń
  8. W zimie jeszcze nad morzem nie byłam - jest to moim małym marzeniem! :)

    OdpowiedzUsuń