środa, 31 stycznia 2018

Kim w przyszłości zostanie moje dziecko?

Kilka dni temu z wizytą duszpasterską przyszedł do nas ksiądz. Zapytał Tosię kim chce zostać, kiedy dorośnie. A ona, zgodnie z prawdą, odpowiedziała, że nie wie. Bo choć Tosię wiele rzeczy interesuje, to żadnych sprecyzowanych planów na przyszłość nie ma. Rozgląda się, podpytuje, ale do ostatecznych decyzji daleko. Są jednak dzieci, które niemal od pieluchy przejawiają pewne wyjątkowe talenty i znacznie szybciej wiedzą kim chciałyby zostać.


Takie dzieci od razu wyróżniają się na tle swoich rówieśników. Co prawda dla rodziców i nauczycieli ich talenty i wyjątkowe predyspozycje bywają zmorą, ale w ostatecznym rozrachunku stają się oczywiście powodem do dumy. Tak właśnie było w przypadku rodziców małego Ignasia. Mimo młodego wieku chłopiec potrafił tworzyć niezwykłe konstrukcje. Na przykład z pieluch budował wieże, a z gliny stworzył w ogrodzie ogromnego sfinksa. Jego zapędów nie ostudziła nawet szkoła, bo Ignaś jako uczeń, z kredy zbudował wielki zamek. Tutaj jednak miarka się przebrała, nauczycielka uznała, że chłopiec przesadził. Kazała mu rozebrać konstrukcję i zabroniła tworzenia kolejnych. Łatwo się domyślić, że chłopiec był z tego powodu bardzo nieszczęśliwy... Minęło siedem długich dni, ósmego pani zabrała dzieci na łono natury i okazało się, że umiejętności chłopca mogą być bardzo przydatne... Co dokładnie się stało musicie sprawdzić sami, ja zdradzę tylko, że pani Ala doznała olśnienia: żadne nie dzieje zło się, kiedy mając lat osiem, ktoś z uporem buduje marzenia. Piękne podsumowanie, prawda?



 
Ale nie tylko Ignaś przejawiał niezwykły talent, oprócz książki wydawnictwo Kinderkulka wydało jeszcze dwie inne opowieści. Ich bohaterkami są wyjątkowe dziewczynki. Pierwsza z nich to Rózia Rewelka. Jej ulubionymi zabawkami były śrubki i śrubokręty. Dziewczynka potrafiła z ich pomocą tworzyć bardzo wyjątkowe rzeczy. Jakie? Na przykład kapelusz, który odstraszał węże! Bliscy dziewczynki jednak nie do końca popierają jej dążenia. Ba! Zdarza im się nawet z nich śmiać. Zniechęcona Rózia zrezygnowała z dalszych eksperymentów i odtąd marzenia wkładała w przegródkę "nie do spełnienia". Wszystko zmieniło się w dniu, w którym dziewczynkę odwiedziła ciocia, która podzieliła się z nią opowieściami o własnych marzeniach. Po rozmowie z niej  dziewczynka myślała tylko o jednym, jak pomóc cioci w spełnieniu jej wielkiego marzenia, czyli locie w przestworza. Kiedy przedstawia cioci swój pomysł na realizację jej marzenia, ciocia wybucha śmiechem, ale Rózia się nie poddaje...




Nie poddaje się również Ada Bambini, która w przeciwieństwie do wcześniejszych bohaterów niczego nie buduje, ale zadaje pytania. Ada jest bardzo ciekawa świata, ona chce wszystko wiedzieć. Rodzice na początku ochoczo odpowiadali na jej pytania, ale kiedy te stawały się coraz bardziej skomplikowane, stawali się coraz bardziej zniechęceni. I zbywali ją słowami Kiedyś znajdziesz odpowiedź. Ada nie dała się jednak zniechęcić, nadal rozmyślała, nadal zadawała pytania, które rodziły się w jej głowie. Rodzicom nie pozostało nic innego, jak tylko wspierać córkę. Nie tylko pozwolili jej zadawać nowe pytania, ale przede wszystkim sami zaczęli szukać na nie odpowiedzi. Postawa godna pochwały, każdy rodzic powinien zachować się podobnie, kiedy jego dziecko odnajduje w sobie jakąś pasję.




Andrea Beaty stworzył książki ważne nie tylko dla dzieci, ale również dla ich rodziców. Najmłodsi dowiedzą się jak ważne są w życiu marzenia, jak istotne jest posiadanie pasji, która nadaje mu sens. Rodzicom z kolei autor przypomina i uświadamia, że dzieci trzeba wspierać. Nie ma chyba niczego smutniejszego, niż dziecko bez zainteresowań, które całe dnie spędza przed telewizorem i nie robi mu różnicy to, czy ogląda bajki, wiadomości, czy może reklamy. Milej patrzeć na własną pociechę pochłoniętą czytaniem książek, rysowaniem, budowaniem zamków z klocków albo robieniem eksperymentów chemicznych, prawda? Dziecięce pasje i zainteresowania zmieniają się bardzo szybko, ale warto wspierać każde z nich. Rodziny Ignasia, Rózi i Ady zachowywali się różnie, ale w kryzysowych sytuacjach dzieci zawsze mogły liczyć na ich wsparcie. 

Warto przeczytać te książki ze swoimi dziećmi. Być może rozbudzą w nich jakieś pasje i zainteresowania. Może będą początkiem ich przyszłej drogi? Może za dwadzieścia lat dzisiejsze kilkulatki wspomną te wspólne chwile z rodzicami spędzone na czytaniu o przygodach Ignasia, Rózi i Ady? Bo będą te fantastyczne książki o swoich rówieśnikach wspominać na pewno. Świetne, mądre historie, znakomicie przetłumaczone (i zrymowane) przez Łukasza Witczaka i przezabawne ilustracje autorstwa Davida Robertsa. Lektura obowiązkowa dla każdego dziecka!

Ignaś Kitek architekt
Rózia Rewelka inżynierka
Ada Bambini Naukowczyni

Andrea Beaty
ilustracje David Roberts
tłumaczenie Łukasz Witczak
Kinderkulka, 2017
wiek 3+

 

wtorek, 30 stycznia 2018

Znacie tych nietypowych detektywów?

Tosia bardzo lubi książki detektywistyczne, kiedy na okładce wypatrzy informację o kryjącej się wewnątrz tajemnicy chce ją jak najszybciej przeczytać. Ja książek tego typu nie czytałam nigdy, pierwsze tego typu lektury poznałam dopiero dzięki niej. Odkąd zaczęłam je z nią poznawać i wiem jaką frajdę daje Tosi ich czytanie, staram się wyszukiwać kolejne tytuły zaliczające się do uwielbianego przez nią gatunku. I w tych staraniach nie ustaję, dlatego w ostatnim czasie w ręce Tosi trafiły dwie kolejne książki, których bohaterowie muszą wyjaśnić bardzo tajemnicze sprawy.  


Pierwsza z nich to chyba najbardziej dziewczyńska książka detektywistyczna jaką do tej pory czytałyśmy. Jej bohaterką jest księżniczka. Pogodzenie bycia księżniczką z pracą detektywa wydaje się Wam niemożliwe? A jednak jej się udało. Księżniczka Detektyw założyła nawet stowarzyszenie, które skupia inne księżniczki detektyw. Kiedy poznają ją czytelnicy księżniczka rozpoczyna rozwiązywanie nowej zagadki. O pomoc poprosiła ją Królowa Serce, której królestwo zaczęło nagle znikać! Detektyw w koronie szybko odkrywa, że za wszystko odpowiedzialne jest tajemnicze lusterko, które Królowa Serce otrzymała pocztą! Kto i dlaczego to zrobił? Księżniczka musi szybko zdemaskować przestępcę, czasu ma coraz mniej, a zadanie wydaje się coraz bardziej tajemnicze... Czy Księżniczka wygra wyścig z czasem? To musicie sprawdzić sami!







Bohaterowie drugiej książki są jeszcze bardziej nietypowi. Zaginiony obraz to historia przyjęcia, na którym pojawiły się bardzo różne zwierzęta. Wszystkie one zostały zaproszone na przyjęcie przez profesora Adalberta ze słynnego rodu Labradorów. Wyprawił je, ponieważ kupił niedawno bardzo cenny obraz i chce uczcić jego zakup i podzielić się radością z przyjaciółmi. Na przyjęcie przybywają znamienici goście. Wśród nich lekarz medycyny niedźwiedź Bernard, doktor nauk humanistycznych kozioł Dezyderiusz, pojawiła się hrabina Szarlota, mecenas Ildefons. Przybył również konsul Syjamu z małżonką. Przyjęcie przebiegało spokojnie aż do chwili, kiedy odkryto, że obraz zniknął. Kto mógł go ukraść? Czy był to jeden z obecnych na przyjęciu gości? Rozwikłania zagadki podejmie się inspektor Fuks... Czy prawidłowo wskaże złodzieja? Odpowiedź znajduje się w książce.  






Dwie bardzo podobne, a jednak zupełnie inne książki. Dwie wyjątkowe propozycje literackie. Każda z nich jest interesująca i warta przeczytania. Dla miłośników powieści detektywistycznych to wręcz lektury obowiązkowe. Ciekawie zilustrowane. Każdą z nich zarówno czyta, jak i ogląda z ogromną przyjemnością. Jednak największą frajdę, jak przystało na powieści detektywistyczne, daje oczywiście możliwość śledzenia losów bohaterów i samodzielnego dochodzenia do rozwiązania zagadek detektywistycznych. Kto podesłał lusterko? Kto ukradł obraz? Czy uda Wam się to odkryć przed bohaterami książek? Sprawdźcie sami! Miłej zabawy!

Księżniczka detektyw
Tomasz Minkiewicz
Alegoria, 2017

Zaginiony obraz
Kęstutis Kasparavicius
tłumaczenie Małgorzata Gierałtowska
Ezop, 2017

poniedziałek, 29 stycznia 2018

Mroźne przygody. "Nela i polarne zwierzęta" (Burda NG)

Dzieci mają różne pasje i zainteresowania. Jednak bez względu na to, czym najbardziej się interesują, łączy je jedno równie szybko potrafią pokochać coś całym sercem, co porzucić swoją pasję na rzecz innej. Tosia nie jest wyjątkiem. Ale jednemu jest od jakiegoś czasu wierna - zwierzętom. A największą sympatię budzą u niej mieszkańcy rejonów polarnych. Dlatego ogromnie ucieszyła się, kiedy jej oczom ukazała się najnowsza książka Neli małej reporterki, poświęcona właśnie zwierzętom polarnym.


Pierwszy rozdział książki przekazuje czytelnikom najważniejsze informacje o Morzu Arktycznym. W końcu zanim wyruszymy w podróż musimy dobrze wiedzieć dokąd jedziemy i co nas tam czeka. W tym rozdziale Nela tłumaczy dzieciom czym są prądy morskie, gdzie występują ciepłe, a gdzie zimne. Jednak największe zdziwienie Tosi (ale również i moje) wzbudził fakt, że w zimnych wodach również można zaobserwować rafy koralowe! Wiedzieliście o tym? My nie;) 
Kolejne rozdziały poświęcone są najciekawszym gatunkom występującym w tamtym rejonie. Na początek oczywiście niedźwiedź polarny. Mali czytelnicy znajdą tu mnóstwo zdjęć mniejszych i większych przedstawicieli tego gatunku, nie zabraknie również porównania niedźwiedzi polarnych z innymi niedźwiedziami. Teoria teorią, pozostaje jednak zasadnicze pytanie: czy Neli udało się zobaczyć takiego niedźwiedzia na żywo? To musicie sprawdzić sami. Podobnie jak to, czy Nela zobaczyła lisa polarnego. Żeby to zrobić ruszyła w głąb lasu. Siedziała w saniach przed którymi jechały skutery śnieżne. Już sama podróż była dla niej ogromnym przeżyciem, a lis? Lis chyba mignął gdzieś wśród drzew, choć tego pewna być nie mogła. Na pewno widziała jednak rekina długoszpara. Żeby go zobaczyć nurkowała w okolicach Szkocji. Przygoda wydaje się niebezpieczna, warto jednak wiedzieć, że ten rekin żywi się planktonem, wiec Nela mogła być o swoje życie spokojna. Przedostatni rozdział to niezwykle interesująca opowieść o "śnieżnej rafie". Tosi jednak najbardziej spodobał się ostatni, którego bohaterkami są foki! I właśnie tej przygody pozazdrościła Neli najbardziej!

Nie mam oporów przed kupowaniem Tosi kolejnych książek Neli. Wiem, że ona je uwielbia i bardzo czeka na nowe części. Chętnie sama sięga po książki z tej serii. Ogląda zdjęcia, czyta opisy, przegląda filmy dostępne w aplikacji. A przy okazji snuje plany o własnych dalekich podróżach, które być może kiedyś uda jej odbyć. Ja lubię te książki za to, że rozbudzają w dzieciach ciekawość świata, że poszerzają ich wiedzę, a przy okazji cieszą oczy. Myślę, że lektura przygód Neli to ciekawa propozycja dla wszystkich rodziców, którzy chcieliby zaszczepić w dzieciach bakcyla podróżniczego. Czytając kolejne rozdziały od razu chce się wyruszyć w podobną podróż i samemu przeżyć te wszystkie przygody. I myślę, że to jest dla nich najlepsza rekomendacja.





  Nela i zwierzęta polarne
Nela mała reporterka

piątek, 26 stycznia 2018

Gra(my) w piątki: Superfarmer (Granna)

Niby znam upodobania Tosi. Wiem, co lubi, co ją ucieszy, z czego na pewno będzie zadowolona. A jednak czasem potrafi mnie zaskoczyć. Wchodzę do domu dumna, jak jaskiniowiec, który upolował mamuta. W ręce trzymam jakąś fenomenalną książkę. Pokazuję Tosi, a ona rzuca okiem na okładkę, zagląda na pierwszą stronę i odkłada na bok. Książka nie ma już u niej szans. Czasem jej o niej przypomnę, próbuję zachęcić, ale udaje się rzadko.

Tak zachowuje się Tosia, siebie o niechęć do czegoś czego nie znam nie podejrzewałam. Jak widać potrafię jeszcze siebie zaskoczyć, bo ostatnio taka sytuacja mi się zdarzyła. Nie dotyczyła jednak książki, ale gry. Tosia dostała ją na urodziny, ale całym zamieszaniu związanym z rozpoczęciem szkoły, zabrakło nam czasu na rozegranie pierwszej partyjki. Kilka tygodni temu Tosia sama wyjęła ją ze stosu gier. Otworzyliśmy pudełko, przeczytaliśmy instrukcję, Tosia nie mogła się doczekać rozpoczęcia gry, a ja oznajmiłam, że gra mi się nie podoba. Postanowiłam jednak dać jej szansę i lekko obrażona zagrałam w nią po raz pierwszy. Szybko okazało się, że pierwsze wrażenie było mylące, a gra stała się jedną z naszych ulubionych.


HISTORIA SUPERFAMERA

Podczas pierwszego czytania instrukcji najbardziej zainteresowała mnie historia tej gry. Bo Superfarmer powstał podczas II wojny światowej. Wymyślił ją profesor Uniwersytetu Warszawskiego, wybitny matematyk, Karol Borsuk. Profesor stworzył zasady gry, jego żona, Zofia Borsukowa, przygotowywała zestawy, a Janina Śliwicka narysowała zwierzątka. Tak oto powstała gra, która nie tylko zapewniła rodzinie Borsuków źródło utrzymania w czasie wojny, ale przede wszystkim pozwalała dzieciom i dorosłym przetrwać smutne i przygnębiające czasy okupacji. Dziś cieszymy się jej unowocześnioną wersją, ale jedno się nie zmieniło, to oczywiście:

ZASADY GRY

W grze może brać udział od dwóch do czterech osób. Każdy z nich zostaje hodowcą zwierząt, a celem wszystkich jest zostanie superfarmerem. Na początek rzucamy kostkami. Nie są to jednak typowe kostki z oczkami wskazującymi o ile pól trzeba się przesunąć. Na bokach kostki znajdują się zwierzęta. Jeśli na obu kostkach wypadnie to samo zwierzę dostajemy przedstawiający je żeton. W miarę jak gromadzimy kolejne żetony możemy wymieniać zgromadzone zwierzęta na inne. Wszystko po to, żeby mieć przynajmniej jeden żeton z każdego gatunku. Nie jest to jednak takie łatwe, bo na kostkach znajdują się również obrazki przedstawiające lisa i wilka, a oni pożerają inne zwierzaki! Wtedy możemy wszystko stracić, a cała gra rozpoczyna się od nowa. Wygrywa osoba, która jako pierwsza zgromadzi w swojej zagrodzie królika, owcę, świnię, krowę i konia.




NASZE WRAŻENIA

Po pierwszej niechęci do Superfarmera pokochałam tę grę, jak chyba żadną inną. Uwielbiamy spędzać przy niej czas. Tosia coraz lepiej radzi sobie z jej zasadami, szybko wymienia zgromadzone zwierzęta na inne, cenniejsze lub na psy, które mogą ochronić jej stado przed lisem i wilkiem. Moim zdaniem to jedna z tych gier, którą nie można się znudzić. Każda rozgrywka wygląda zupełnie inaczej. Możliwość wyrzucania lisa lub wilka sprawia, że po jednym rzucie osoba, która wydaje się pewnym zwycięzcom, może stracić wszystko! 

Gramy w Superfarmera często, a gra cały czas wygląda jak nowa. Gruba tektura, z której wykonane zostały plansze pełniące funkcję zagrody i żetony, wydają się być niezniszczalne. Plastikowe figurki psów również nie powinny ulec uszkodzeniu. Graczom spodobają się nietypowe kostki i piękna kolorowa grafika na żetonach i planszach. Dzięki temu w Superfarmera nie tylko dobrze się gra, ale również miło się na niego patrzy. Bardzo polecamy! Przetestowaliśmy na naszej rodzinie i nie ma w niej osoby, która nie lubiłaby w nią grać!



Superfarmer
autor Karol Borsuk
ilustracje Piotr Socha
2-4 graczy
czas gry 15-30 minut
wiek 7+


czwartek, 25 stycznia 2018

Dziecięce talenty i "Ukryte światy" (Nowa Era)

Zachęcamy dzieci do czytania. Chcemy, żeby czytanie wzbogacało ich słownictwo, pokazywało nowe, nieznane światy. Żeby po prostu dzieci dzięki czytaniu były mądrzejsze! A czy zachęcamy je do pisania?

W dzisiejszych czasach pisze się coraz mniej. Kiedyś ludzie wysyłali do siebie długie listy, potem zastąpili je mailami. A dziś? Przede wszystkim dzwonimy, sprzyjają temu z jednej strony nielimitowane połączenia, z drugiej niechęć do przesadnego wysiłku. Na szczęście dzieci nadal piszą! I to jak!


Książka Ukryte światy to zbiór 25 opowiadań nagrodzonych w ogólnopolskim konkursie literackim dla uczniów szkół podstawowych "Popisz się talentem 2017". Tytułowe "Ukryte światy" to wszystko, co dzieci noszą w sobie. Tak bardzo różnią się przecież od nas. Nie ma w nich tylu uprzedzeń, jest niczym nieskrępowana kreatywność. Dzięki temu potrafią tworzyć niezwykłe opowieści. Każda z 25 opublikowanych w książce historii jest inna, choć wiele z nich ma ten sam początek. Bo dzieci, które chciały wziąć udział w konkursie wybierały spośród kilku zaproponowanych przez organizatorów początków. Mamy więc przygodę, czyli opowieści o pierwszym samodzielnym powrocie ze szkoły Natalki. Są bajki o dokarmiającej koty staruszce, tajemnicę, czyli opowiadania o Alojzym Nitce i Ziemowicie Kłębku, którzy założyli biuro detektywistyczne. Trzy bardzo różne początki, których autorem jest Rafał Witek 25 niesamowitych opowieści autorstwa uczniów szkół podstawowych. Każda z nich jest inna, w każdej kryje się tajemnica. Aż trudno uwierzyć, ale każdy autor wymyślił coś innego. Nie ma dwóch podobnych opowiadań, wszystkie one rozwijają się w zupełnie inny sposób. To udowadnia jak niezwykłym tworem jest ludzka wyobraźnia.

Ukryte światy to doskonała lektura dla dzieci w każdym wieku. Spodoba się maluszkom, którym rodzice przeczytają opowiadania przed snem. Zachwyci starszaków, którzy być może samodzielnie odkryją jej magię. Bo jest to książka magiczna i po brzegi wypełniona talentem. Talentem, którego nagrodzonym można pozazdrościć, ale zamiast pozwolić zazdrości zawładnąć naszymi umysłami, lepiej po przeczytaniu tej książki zajrzeć na koniec książki. Tam ukryło się zadanie dla czytelników. Oni również będą mogli napisać własne opowiadanie. Trzy wstępy już czekają na kogoś, kto po raz kolejny rozwinie te historie...









Ukryte światy
Nowa Era, 2017

środa, 24 stycznia 2018

Znowu nadciąga apokalipsa... "Bez piątej klepki" (Wydawnictwo Bajka)

Od razu uprzedzam, trzeba uważać, kiedy czyta się tę książkę w miejscach publicznych. Opisane w niej wydarzenia powodują bowiem wybuchy niepohamowanego śmiechu. Ja prychałam, chichotałam, uśmiechałam się szeroko lub pod nosem. Wszystko to w autobusie, bo dziewięć na dziesięć książek czytam właśnie tam.


Tyle pozytywnych emocji wzbudziła we mnie najnowsza książka Marcina Szczygielskiego. Bez piątej klepki to kolejny, czwarty już tom przygód Mai, Ali, Monterowej i ciabci. Podobnie jak we wcześniejszych częściach i tutaj światu grozi zakłada. Tym razem apokalipsa naciąga razem z mgłą. Niby nic wielkiego, przecież raz na jakiś czas mgła pojawia się wszędzie. Jednak ta utrudnia ludziom życie od dłuższego czasu. Widoczność jest ograniczona tak bardzo, że każde wyjścia z domu może skończyć się urazem! Sytuację próbuje uratować pan Medard Rękoskrzydły, znany chiropterolog (czyli naukowiec zajmujący się badaniem nietoperzy), który sugeruje, żeby wykorzystać naturalną dla nietoperzy zdolność echolokacji. W ten sposób powstaje program Rodzina Nietoperz Plus (a potem i Rodzina Nietoperz Plus Plus) i każdy dostaje własnego nietoperza, który pomaga mu poruszać się po zamglonym mieście. Przy okazji obalony zostaje również mit o nietoperzach wplątujących się we włosy dziewczyn. Jakie są jego źródła? Odpowiedź znajdziecie w książce;) Znajdziecie tam jednak jeszcze więcej interesujących wątków, bo nietoperze to początek tej historii. Maję i Alę czeka jeszcze podwodna podróż z Warszawy do Szczecina, gdzie czekają na nie ciabcia, Monterowa i Foksi (a właściwie Nina). I to właśnie z tą ostatnią związany jest kolejny wątek tej powieści. Trzeba odnaleźć zaginiony rozum Niny! W tym celu udadzą się do... nie zdradzę. Bo wiem, że jeśli napiszę jeszcze słowo o fabule, to będziecie mieli mniejszą przyjemność z czytania tej GENIALNEJ książki! 

Bez piątej klepki bawi i skłania do refleksji. Pojawiają się, a raczej znikają lasy. To wszystko za sprawą Wielkiej Szyszki. Są międzyludzkie (i nie tylko) spory i konflikty. Są bohaterowie podobni do tych, którzy kojarzymy z codziennego życia. Jest świetna opowieść o relacjach rodzinnych. Są wspaniałe, pełne humoru rysunki Magdy Wosik. Zachwyca fakt, że ta seria (a właściwie) rośnie razem ze swoimi czytelnikami. Jeszcze niedawno Maja była małą dziewczynką, a teraz? Ma pierwszego chłopaka! Bo ja inaczej nazwać kogoś, kto popycha ją na przerwach i lajkuje na Facebooku? Są również pierwsze czary Mai. Pamiętacie książkę, którą dostała w prezencie na dziewiąte urodziny. Właśnie robi z niej użytek i potrzebuje do tego pietruszki. A co z tych czarów wyjdzie? Uśmiechniecie się szeroko czytając o tych pierwszych magicznych próbach! A najlepsze jest w tej książce to, że znowu nie ma końca. Co może oznaczać tylko jedno! Będą kolejne części! Kto czeka?!
 





Bez piątej klepki
Marcin Szczygielski
rysunki Magda Wosik
Wydawnictwo Bajka, 2018
Wiek 6+