środa, 22 listopada 2017

Wielka książka o wielkiej przyjaźni. "Lot Osvalda" (Wydawnictwo TADAM)

Czasem nie chcemy niczego zmieniać. Paraliżuje nas strach przed nieznanym albo po prostu uważamy, że jest dobrze i nic więcej do szczęścia nie jest nam potrzebne. Postępując w ten sposób odbieramy sobie szansę na przeżycie czegoś wyjątkowego...


Tak właśnie żył Osvaldo. Nie mówię, że żył źle, ale o szaleństwie albo spontaniczności nie było tu mowy. 

Nigdy nie przydarzyło mu się nic niezwykłego.
Ani żadnej nadzwyczajne przygody, ani dalekie podróże,
ani tym bardziej wielka miłość.

Osvaldo całe życie spędził w niewielkim pokoju na poddaszu. Miał tylko jednego przyjaciela: ptaszka Fiu-Fiu. Choć może nam się wydawać, że Osvaldo był nieszczęśliwy, on żadnego braku nie odczuwał, niczego mu nie brakowało. Mężczyzna był szczęśliwy, ptaszek śpiewał dla niego, kiedy się budził i wieczorami, zaraz po tym, jak Osvaldo wrócił z pracy. I pewnie byłoby tak nadal, gdyby nie przyszedł dzień, w którym Fiu-Fiu zamilkł. 

Fiu-Fiu przestał śpiewać.
Ani tego wieczoru, ani następnego nie podskakiwał.
Zamilkł.

"Pewnie tęskni za niebem", pomyślał Osvaldo.
Postawił klatkę tuż przy oknie,
ale ptaszek wciąż milczał.

Mężczyzna miał nadzieję, że uda mu się rozweselić ptaszka. Nie było to jednak łatwe zadanie. Pewnego dnia w sklepie kupił bardzo wyjątkową roślinę, miał nadzieję, że ona pomoże Fiu-Fiu. Wtedy stało się coś niezwykłego. Nie, Fiu-Fiu nie zaśpiewał, Fiu-Fiu zniknął. W ciągu jednej nocy roślina rozrosła się tak bardzo, że pokój Osvalda przypominał dżunglę. Gałęzie wypełniły niewielkie wnętrze tak szczelnie, że przewróciły klatkę, a Fiu-Fiu po prostu odleciał... Osvaldo ruszył w pościg za przyjacielem, ale nigdzie nie udało mu się go znaleźć. Co więcej okazało się, że w dżunglę zmienił się nie tylko pokój Osvalda, ale również całe miasto! Mężczyzna szedł coraz dalej i dalej...
Osvaldo 
jeszcze nigdy nie był tak daleko.

Jego wielka podróż zdawała się nie mieć końca. Nikt, żaden człowiek, ani żadne zwierzę nie wiedziało, gdzie może być Fiu-Fiu. W końcu udaje mu się jednak odnaleźć przyjaciela, ale nie udaje im się wrócić razem do domu...
Czy to oznacza, że Lot Osvalda ma smutne zakończenie? Hmmm, na pewno ma zakończenie, które skłania do refleksji. Czasem wydaje nam się, że wiemy lepiej, co jest dobre dla naszych bliskich. Może się jednak okazać, że oni swoje szczęście pojmują nieco inaczej. Samotny Osvaldo nie wyobrażał sobie życia bez Fiu-Fiu, bez jego obecności i codziennego śpiewu. A jednak pozwolił mu odejść, zostać w dżungli, w której ptak mógł być w pełni szczęśliwy. Nie będą już mieszkać razem, ale zawsze mogą się odwiedzać i przecież na zawsze zostaną przyjaciółmi!
Lot Osvalda to naprawdę wielka książka. Ogromny format, niezwykłe ilustracje. Książka zachwyca na każdym poziomie. Piękna historia, staranne wydanie. Zaskakujące, rozkładane strony, które czynią ją jeszcze większą i jeszcze bardziej zachwycającą. Lot Osvalda to kolejna książka, która udowadnia, że to, co najpiękniejsze wcale nie musi atakować potencjalnych czytelników kolorami. W tej książce są kolory, do narysowania ilustracji użyto ich trzech, dominuje zielony, uzupełniany przez czerwony i biały. Z połączenia tych trzech barw powstała niezwykle piękna i miła dla oka książka. My jesteśmy tą książką oczarowane. Bo to piękna, subtelna i bardzo mądra opowieść o tym, co w życiu najważniejsze, o przyjaźni, miłości, o uczuciach, których doświadczy każdy, jeśli tylko odważy się na nie otworzyć.






  
Lot Osvalda
Thomas Baas
tłumaczenie Przemysław Szczur
Wydawnictwo TADAM, 2017

 

wtorek, 21 listopada 2017

Miły piesek w bereciku. "Kostek na wsi" i "Kostek na scenie" (Wydawnictwo Debit)

Odkąd Tosia zaczęła samodzielnie czytać w naszym domu pojawiają się nieco inne książki. Tosia sama prosi o to, żeby nowe książki miały duże litery, mniej tekstu, żeby zdania nie były ani za długie, ani za trudne. Wszystko po to, żeby mogła przeczytać tę książkę sama. 

Właśnie z tego powodu wprowadził się do nas ostatnio Kostek, sympatyczny i niezwykle elegancki piesek jest bohaterem nowej serii Wydawnictwa Debit. Książeczki mają nieduży format, doskonale mieszczą się do plecaka i torebki, więc można zabrać ją ze sobą wszędzie i w każdej wolnej chwili sięgać po nią, ciesząc się przygodami Kostka. A jest to lektura bardzo przyjemna.


Kostek to pies wyjątkowy, na głowie nosi berecik, na nogach buty, a tułów ozdabia kolorowym sweterkiem. Pies mieszka w domu, ma swoich ukochanych właścicieli, ale domator z niego słaby. Kostka nosi po świecie. Być może nie wychodziłby z domu aż tak odważnie, gdyby nie fakt, że ma równie ciekawego świata przyjaciela. Pan Piętka, bo o nim mowa, jest skarpetką! Tak, tak. Pan Piętka jest skarpetką i ma supełki. W niczym mu to jednak nie przeszkadza. Dlatego niemal każdego dnia wychodzą z Kostkiem z domu i... na pewno się nie nudzą! Na przykład wybierają się na wieś. Tam Kostek, fan filmów o kowbojach, może spełnić swoje wielkie marzenie i wybrać się na konną przejażdżkę. Na wsi pies idzie do kurnika, ale nie po to, żeby straszyć kury, tylko po to, żeby zebrać jajka! On i Pan Piętka okazują się niezwykle pomocni. Choć zdarzają się również sytuacje, w których Pani Kopytkowa, właścicielka gospodarstwa ma nietęgą minę? Dlaczego? Ano dlatego, że Kostek urządza świniom kąpiel z pianką! 






Takich zabawnych sytuacji jest w tej książce znacznie więcej, a druga porcja śmiechu czeka na czytelników w tomie Kostek na scenie. W nim nasi bohaterowie ruszają w miasto. Zwykły spacer staje się niesamowitą przygodą, bo Kostek okazuje się niezwykle utalentowanym tanecznie psem i Panna Piruecik zaprasza go do swojego zespołu. Kostek zaskakuje wszystkich swoimi umiejętnościami i jeszcze tego samego dnia ma wystąpić w konkursie talentów, który odbędzie się na najprawdziwszej scenie, najprawdziwszego teatru! Nagroda kusi wielu, więc utalentowanych artystów nie brakuje. Zwycięzca dostanie wielką nagrodę: tyle ciastek, ile da radę zjeść w Piekarni Pana Bułeczki. Niestety, niektórzy nie walczą uczciwie. Ale Kostek zachowuje czujność i wykorzystując wiedzę zdobytą dzięki książkom, demaskuje oszusta. Brawo Kostek!







Dwa pierwsze tomy przygód pieska w bereciku za nami. Wydawnictwo zapowiada już kolejne, a my niecierpliwie przebieramy nogami. Seria o Kostku to świetna lektura dla wszystkich dzieci, które lubią książki pełne przygód i humoru. Czyta się je z uśmiechem na ustach i ogromną przyjemnością. Duże litery i niewielka ilość tekstu na stronie zachęca dzieci do podejmowania prób samodzielnego czytania. Nie muszą przeczytać od razu całej książki, my często czytamy na zmianę, jedną stronę ja, drugą Tosia. Dzięki temu nadal mam szansę jej czytać, a ona ma moje wsparcie, kiedy mierzy się z trudniejszymi wyrazami. Historie Kostka wyróżniają również bardzo wesołe ilustracje, nie są zbyt kolorowe (pojawiają się w nich tylko trzy kolory, czerwony, czarny i biały), ale od razu wpadają w oko. Dodatkowo, te książki mają bardzo miłą dla portfela cenę (16,90 zł), więc jeśli szukacie pomysłu na drobiazg, który można podarować zamiast czekolady, to my polecamy Wam przygody Kostka!

Kostek na wsi
Kostek na scenie
Alex T. Smith
tłumaczenie Anna Niedźwiecka
Wydawnictwo Debit, 2017

 

poniedziałek, 20 listopada 2017

Jesiena perełka. "Dom, który się przebudził" (Mamania)

To była jedna z najbardziej oczekiwanych przez nas premier tej jesieni. Po Tyczce w Krainie Szczęścia (KLIK) duet Widmark-Dziubak przygotował dla czytelników kolejną perełkę.


Okładka Tyczki mieniła się, jak złoto. Tutaj jest nieco mroczniej i jeszcze bardziej tajemniczo. Początek książki znowu zasmuca i sprawia, że głos grzęźnie w gardle. Takie historie zawsze mnie wzruszają. Poznajemy Larsona.

Larson jest stary. Strzela mu w stawach 
i wzrok ma nie ten co kiedyś.
Mieszka sam w wielkim domu. W oknach stoją zwiędłe kwiaty (...)
Nawet kot, Jan Sebastian, zmęczył się tym starym człowiekiem
i pewnego dnia po prostu zniknął.
(...)
Jego dzieci wyprowadziły się dawno temu.
Mają własne dzieci. 

Czy można sobie wyobrazić smutniejszy początek, niż opis samotnego, opuszczonego przez bliskich człowieka? Larson został na świecie sam. Brakuje wokół niego bliskich i życzliwych mu osób. Dlatego nie sprząta, nie uśmiecha się i z nikim nie utrzymuje kontaktu. Larson przypomina maszynę. Wszystko robi automatycznie, śpi, je, myje się i znowu śpi. Nie jest szczęśliwy, a do tego bardzo tęskni za swoją żoną. Od jej śmierci, życie Larsona straciło sens. Staruszek snuje się po domu, zagląda do wszystkich pokoi, ma wrażenie, że jego bliscy cały czas tam są. Ale w domu nie ma nikogo oprócz Larsona. W domu jest cicho i pusto, aż do chwili, w której da się słyszeć dźwięk dzwonka. Mężczyzna schodzi po schodach zastanawiając się, kto mógł przyjść do niego o tak późnej porze. 
  
Przed drzwiami stoi mały chłopczyk z doniczką w rękach.

Chłopiec wyjeżdża na wakacje, a ma roślinkę, którą trzeba się opiekować. Dlatego przyszedł do Larsona, wierzy, że staruszek zajmie się jego kwiatkiem. Tak naprawdę w doniczce żadnego kwiatka jeszcze nie ma, jest jedynie brązowa ziemia. Ale Larson nie ma szansy, żeby zaprotestować, chłopiec wręcza mu doniczkę i odchodzi. Staruszek jest zły. Nie ma ochoty zajmować się doniczką, najchętniej wyrzuciłby ją do śmieci. Nie robi tego jednak, bo w brązowej ziemi coś się pojawia. Coś kiełkuje nie tylko w doniczce, ale i w sercu Larsona... Ten rozwijający się kwiat sprawia, że mężczyzna zaczyna widzieć więcej. Powoli, powoli zmienia swoje życie, dom się budzi, wraca nawet Jan Sebastian. Pewnego dnia wraca również chłopiec i zamiast doniczki z ziemią i ukrytym w niej ziarenkiem, odbiera piękny kwiat.

Ta książka absolutnie nas zachwyciła. Podjętym temat na pewno nie jest łatwy. O takich sprawach rozmawiamy z dziećmi niechętnie, sama widzę, jak abstrakcyjnymi pojęciami są dla Tosi śmierć i samotność. Dom, który się przebudził w prosty, a jednocześnie bardzo poetycki sposób mówi ważnych kwestiach, o których mówić chcemy, ale najczęściej nie wiemy jak taką rozmowę rozpocząć. Z tą książką powinno być nieco łatwiej.

Poetyckość i wyjątkowość historii napisanej przez Martina Widmarka, podkreślają niesamowite ilustracje Emilii Dziubak. 

Nie mogę oderwać od nich oczu, uwielbiam każdą z nich bez wyjątku. I po raz kolejny utwierdzam się w tym, że jest to jedna z najzdolniejszych ilustratorek nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Jej ilustracje sprawiają, że tę książkę można przeglądać setki razy i przy każdym kolejnym sięgnięciu po nią wzdychać z zachwytem. Tak właśnie jest u nas w domu. Ta książka kryje w sobie magię, którą warto odkryć. Wyruszcie w tę niezwykłą podróż, a na pewno się nie zawiedziecie...









Dom, który się przebudził
Martin Widmark
ilustracje Emilia Dziubak
tłumaczenie Marta Dybula
Mamania, 2017


niedziela, 19 listopada 2017

Takiej książki jeszcze nie było. "Wielki Konkurs Kup" (Adamada)

Najpierw długo zastanawiałam się, czy ta książka jest nam w ogóle potrzebna. Potem, kiedy książka znalazła się w naszym domu, głowiłam się nad tym, kiedy ją opisać. Lepszej okazji nie będzie, bo jak się okazuje 19 listopada obchodzimy Światowy Dzień Toalet. Czyli idealny dzień na przedstawienie książki Wielki Konkurs Kup!


Temat książki jest dość oryginalny. Nie brakuje na rynku wydawniczym książek poświęconych porzucaniu pieluchy. Jeśli rodzic chce zacząć odpieluchowanie od czytania, ma w czym wybierać. Są książki specjalnie adresowane do dziewczynek, są takie tylko dla chłopców. Można czytać o zwierzątkach, które zaczynają korzystać z nocnika, o superbohaterach, nawet o księżniczkach. Każdy znajdzie coś dla siebie. Ale takiej książki jeszcze nie było!

Guido van Genechten, autor wielu znanych i lubianych książek dla najmłodszych czytelników, stworzył opowieść o kupach! Tak, tak! Dobrze przeczytaliście! Pisarz zabiera czytelników w podróż do państwa, którym rządzi Król Kupko. Władca co roku organizuje Wielki Konkurs Kup! W dniu konkursu wszystkie mieszkające w królestwie zwierzęta stają w długiej kolejce, dzierżąc w łapach swoje dzieła. Każdy z nich ma nadzieję, że to jego imię zostanie wykute na kamiennej tablicy pamiątkowej. Stojący na balkonie zamku król podziwia wszystko z góry i wydaje z siebie okrzyki zachwytu. Poddani naprawdę się postarali. Ale werdykt będzie zaskakujący...

Ta książka na pewno wzbudzi kontrowersje. Bo co to za pomysł pisać książki o kupach?! Na ten temat dorośli raczej nie rozmawiają. Wyjątek robią w dwóch wypadkach, u lekarza albo kiedy zostaną rodzicami. Zwłaszcza w tej drugiej sytuacji puszczają wszelkie hamulce i zawartość pieluchy niemowlaka analizowana jest wszędzie (i z każdym). Niech więc rodzice się nie oburzają. Poza tym jestem przekonana, że wielu z nich może ta książka pomóc. Wiem jednak od wielu koleżanek, że ich dzieci właśnie z kupą miały problem. Zamiast korzystać z toalety albo nocnika, chowały się do kąta albo pod stół i tam załatwiały sprawę. Oj martwiły się ci rodzice i nie mieli pomysłu, jak ten problem rozwiązać. Dzieci bały się, wstydziły i już, nie chciały na ten temat rozmawiać, nie można było w żaden sposób do nich dotrzeć. Podejrzewam, że gdyby wtedy w księgarniach był dostępny Wielki Konkurs Kup byłoby im łatwiej. 

Guido van Genechten z właściwym sobie humorem opowiada o tych, dla wielu dość krępujących sprawach. Nie ma się, więc co na tę książkę boczyć, krytykować i obrażać, trzeba podejść do niej z uśmiechem, czytać z przymrużeniem oka i dobrze się bawić;) Bo to dowcipna i, jak zwykle w przypadku tego autora, doskonale zilustrowana książka. I nawet całą galerię kup ogląda się w niej z... uśmiechem, żeby nie powiedzieć, że z przyjemnością;)





Wielki Konkurs Kup
Guido van Genechten
tłumaczenie Ryszard Turczyn
Wydawnictwo ADAMADA, 2017


piątek, 17 listopada 2017

Niezwykłe przygody niezwykłego wynalazcy. "Pan Kardan i przygoda z vetustasem" (Wydawnictwo Bajka)

Co jakiś czas rodzice chłopców żalą mi się, że dla ich synów nie ma tak interesujących książek, jak dla dziewczynek. Jest w ich żalach sporo prawdy, bo rzeczywiście książek dla dziewczynek jest więcej. Te dla chłopców to najczęściej albo książki licencyjne, albo takie, które sama pamiętam z własnego dzieciństwa. Poza tym z literaturą dziecięcą jest tak, że o ile dziewczynki książki dla chłopców mogą czytać bez specjalnego skrzywienia, a nawet ze sporą przyjemnością, to chłopcy książek o księżniczkach raczej czytać nie będą chcieli. 


Na szczęście są wydawnictwa, które nie zapominają o lubiących czytać chłopcach. I tak lubiana przez nas Bajka wydała ostatnio książkę, która na pewno spodoba się chłopcom. Jest w niej wszystko, co może im się spodobać. Są ciekawi bohaterowie, wciągająca fabuła, a do tego tajemnicze stwory. Jest również wynalazek. Wynalazek absolutnie unikatowy. Vetustas, bo o nim mowa potrafi przywoływać rzeczy z przeszłości. Na przykład z porcelanowego uszka odtwarza cały dzbanek! 

Tę maszynę stworzył tytułowy bohater książki Pan Kardan, szalony wynalazca, który ma jedno marzenie. Trafić do Księgi rekordów Guinessa, vetustas może mu to zdecydowanie ułatwić. Zwłaszcza, że wynalazek działa i przywołuje to, czego dawno już nie ma. Pojawiają się na przykład prehistoryczne stwory... Co z tego wszystkiego wyniknie? Czy vetustas będzie służył jedynie do zabawy, czy może przyda się jeszcze do czegoś? To trzeba sprawdzić w książce!

Ale praca na vetustasem to tylko jedna część tej historii. Jest w niej jeszcze bardzo interesująca i skłaniająca do refleksji warstwa obyczajowa. W dotąd spokojnej okolicy, gdzie mieszka pan Kardan oraz Michałek z rodzicami, pojawia się Błażej Bałamut. Mężczyzna jest deweloperem i planuje wykupić wszystkie okoliczne domy. Składa wszystkim mieszkańcom atrakcyjne propozycje ich wykupu, a oni, kuszeni dużymi pieniędzmi, bardzo poważnie to rozważają. Wszystko wskazuje na to, że Bałamut może dopiąć swego...

Do tej pory czytałyśmy tylko jedną książkę Justyny Bednarek. Było to "Pięć sprytnych kun" (KLIK). Teraz wiem, że musimy jak najszybciej to nadrobić i przeczytać ich znacznie więcej. Fantastyczni, oryginalni bohaterowie, bardzo ciekawa, choć nieco irracjonalna historia i mnóstwo humoru, to wszystko sprawia, że tę książkę pochłonęłyśmy w ciągu jednego dnia! Śmiałyśmy się z kur rasy sussex, które na rosół kupił pan Kardan, ale ponieważ nie wiedział, co z nimi zrobić, to Watson i Sherlock zostały z nim na zawsze. Interesowały nas odkrycia pana Kardana, zaciekawiła historia Michałka i jego rodziców. Tych wszystkich bohaterów podziwiałyśmy na rysunkach Adama Pękalskiego. Kolorowe, zabawne ilustracje przykuły uwagę Tosi, spodobały się również mi. Bo ta książka jest naprawdę znakomita! Dla chłopców, dziewczynek i rodziców! Dla wszystkich, którzy lubią dobre książki:)







 Pan Kardan i przygoda z vetustasem
Justyna Bednarek
ilustracje Adam Pękalski
Wydawnictwo Bajka, 2017
Wiek 6+ 

środa, 15 listopada 2017

Kobiety mają głos! "Damy, dziewuchy, dziewczyny. Historia w spódnicy" (Znak Emotikon)

Czytałam tę książkę i buntowałam się. Tyle było w naszej historii wyjątkowych i oryginalnych kobiet, o których dziś albo wie niewiele osób, albo nie wie nikt. Czytałam tę książkę jadąc pociągiem "SIEMIRADZKI" i zastanawiałam się, czy po polskich torach jeździ przynajmniej jeden pociąg, któremu patronuje kobieta. Nie pamiętam nawet, żeby w regularnie pojawiających się konkursach na ich nazwy pojawiały się postacie kobiet. A przecież do Krakowa mogłaby jeździć "Jadwiga", do Wrocławia "Wanda Rutkiewicz", a do Puław "Izabela Czartoryska".


Niewiele kobiet patronuje ulicom, próżno szukać ich wśród patronek szkół, placów, skwerów i szpitali. Nie ich ich na banknotach. Na kim mają wzorować się dziewczynki, skoro jako wzór do naśladowania najczęściej pojawiają się mężczyźni? Na księżniczkach z bajek Disneya? Owszem, są piękne, Tosia bardzo je lubi, ale do bohaterek z krwi i kości tym najbardziej znanym sporo brakuje. Dlatego bardzo ucieszyłam się, kiedy w zapowiedziach wypatrzyłam książkę Anny Dziewit-Meller. Bo Damy, dziewuchy, dziewczyny to składająca się z siedemnastu rozdziałów książka poświęcona TYLKO kobietom. 


Odważne i mądre dziewczyny - takie jak ty albo twoje koleżanki.
Niektóre z nas były królowymi, inne walczyły na wojnach, 
pisały książki, malowały obrazy, były naukowcami 
i w ogóle wszędzie było nas pełno. 
Głupio więc tak siedzieć w kącie i czekać, aż nas odnajdą. 
Dziś wychodzimy na światło i przypominamy o sobie. 


Tymi słowami wita czytelniczki Henryka Pustowójtówna, uczestniczka powstania styczniowego. Ona bierze na siebie rolę przewodniczki i opowiada czytelniczkom o wielu wyjątkowych kobietach, które wywarły ogromny wpływ na polską (i nie tylko) historię. Dzięki Heńce dziewczynki poznają między innymi Jadwigę Andegaweńską, która wcale nie była królową, a królem, Narcyzę Żmichowską, czyli nauczycielkę-feministkę, Krystynę Skarbek, czyli kobietę-szpiega i Wandę Rutkiewicz, najwybitniejszą polską himalaistkę. Nie zabrakło wśród nich oczywiście Marii Skłodowskiej-Curie. Są również kobiety, o których wiele osób pewnie nigdy nie słyszało, jak choćby Świętosława, córka Mieszka I ("kawał wrednego babsztyla, co to się nikogo nie bał i rozstawał wszystkich po kątach", ile prawdy jest w tych słowach można sprawdzić czytając rozdział jej poświęcony), jest  Magdalena Bendzisławska, czyli pierwsza kobieta chirurg, malarka Zofia Stryjeńska oraz Simona Kossak, która choć pochodziła z tych Kossaków nie zamiast zostać malarką przeprowadziła się do Puszczy Białowieskiej i zajmowała zwierzętami! 

Ta książka to nie są oczywiście pełne biografie. To raczej portrety, fascynujące opowieści i gawędy o niezwykłych bohaterkach. Henryka Pustowójtówna ma niezwykły dar opowiadania. A każda z jej koleżanek (i ona sama również) może być dla dziewczynek inspiracją, idolką, przewodniczką, wzorem do naśladowania. Anna Dziewit-Meller zebrała w swojej książce bardzo różne kobiety, jedne kiedyś władały Polską, niektóre pisały książki, inne niosły pomoc słabszym. O każdej z nich czyta się z ogromnym zainteresowaniem. To jedna z najlepiej napisanych książek, które czytałam. Henryka Pustowójtówna, która podjęła się roli przewodniczki snuje opowieść o swoich koleżankach w taki sposób, że czytelnik ma wrażenie, jakby siedział z bohaterkami przy jednym stoliku i popijał herbatę z porcelanowej filiżanki.

Czy to książka do wojujących feministek? Nie. To książka dla wszystkich kobiet, dziewczyn i dziewczynek. Chcę by Tosia wyrosła na mądrą, pewną siebie kobietę, która nie będzie rezygnować ze swoich marzeń. Dlatego kupiłam jej tę książkę. Kupię też każdej dziewczynce, która jest mi bliska. Bo warto...  Anna Dziewit-Meller opisała kilkanaście wyjątkowych kobiet, każda z nich czymś innym zasłużyła się dla naszej historii, nauki albo społeczeństwa. Każdą z bohaterek narysowała Joanna Rusinek, na urokliwych, prostych, czarno-białych grafikach zobaczyć można ich uśmiechnięte, skupione albo zamyślone twarze.

Pochłonęłam tę książkę w ciągu kilku godzin. Teraz powoli czytamy ją z Tosią. Czytamy, a potem rozmawiamy o tych wszystkich wyjątkowych kobietach, które żyły przed nami. Kto wie, może kiedyś i my do nich dołączymy? W końcu każda kobieta jest wyjątkowa!  









Damy, dziewuchy, dziewczyny. Historia w spódnicy
Anna Dziewit-Meller
ilustracje Joanna Rusinek
Znak Emotikon, 2017