poniedziałek, 30 października 2017

Drzewo pilnie poszukiwane!

Znam swoje dziecko na tyle, że wiedziałam, co odpowie zapytania o to, jakie książki mam jej przywieźć z krakowskich Targów Książki. Nie pomyliłam się, Tosia żegnając mnie oznajmiła, że koniecznie muszę jej przywieźć książkę o zwierzętach. Cóż było robić, spełniłam jej prośbę z nawiązką, więc już niedługo na blogu zaroi się od futer, piór, skrzydeł i pazurów! 


Na początek będzie najsympatyczniejszy z sympatycznych, najsłodszy ze słodkich, najkochańszy z kochanych KOALA! Na okładce widzimy jego przerażone oczy, spogląda na nas z niepokojem i kurczowo trzyma się drzewa. Czyżby się czegoś bał? Jak się okazuje po zajrzeniu do środka, boi się samego zejścia z drzewa. Nic ani nikt nie może go do tego przekonać. Koala broni każdą łapką i każdym kawałkiem futerka. Nie chce zejść i już! 

Koala wciąż, całymi dniami,
TRZYMAŁ SIĘ, DRZEMAŁ
I ŻUŁ godzinami.

Robić te trzy rzeczy uwielbiał szalenie!
Koala był mistrzem TRWANIA NIEWZRUSZENIE.

Kogo tam nie było, pod drzewo, na którym siedział przyszły chyba wszystkie, mieszkające w Australii. Nikomu nie udało się zachęcić go do zejścia z drzewa. Koala wczepił się w gałąź pazurami i tkwił na niej bez ruchu. Aż nadszedł pewien bardzo wyjątkowy wieczór... Koala był świadkiem wspaniałej zabawy grupy przyjaciół.
Śpiewali, jak wspólnie przygód mieli wiele,
Myśl natrętna przyszła, nie mógł jej zatrzymać:
"Chcę być tam, na dole! Nie chcę się już trzymać!"

Chęć chęcią, do wykonania jednak droga daleka. Najpierw Koala musi pokonać samego siebie, swój strach. Musi poradzić sobie ze wszystkimi wizjami, które podpowiada mu wyobraźnia.        A, jak doskonale wiemy, z wyobraźnią wygrać trudno. Czy Koala poradzi sobie sam? A może ktoś będzie musiał mu pomóc? Odpowiedzi na te i inne pytania oraz informacji o tym, jak ta historia się skończyła, szukajcie w książce...

Kiedy Tosia czytała mi (bo tak to właśnie wyglądało) tę książkę nie mogłam pozbyć się wrażenia, że kiedyś już takiego koalę gdzieś widziałam. Kogo przypomniał mi ten rozkoszny australijski futrzak? Kilkuletnie dziecko. Takie, które uprze się, że musi w deszczowy dzień wyjść w domu w sandałkach albo nie przyjmuje do siebie, że największy miś nie jest najlepszym kompanem podczas podróży komunikacją miejską. Koala przypomniał mi również malucha, który nie chce zostawać w przedszkolu i kurczowo trzyma się spódnicy, torebki albo płaszcza mamy lub taty. Te dzieci, jak nasz bohater, boją się nowego. Czują się niepewnie wchodząc w nowe towarzystwo. Z jednej strony bardzo chcą bawić się z rówieśnikami, z drugiej pewniej czują się, kiedy w zasięgu wzroku (a może nawet w zasięgu ręki) jest któryś z rodziców. Lektura książki Koala, który się trzymał powinna w tej sytuacji pomóc. To będzie doskonały pretekst do rozpoczęcia rozmowy, która będzie pierwszym krokiem do oswojenia leków i pokonania strachu.

Koala, który się trzymał to mądra, pełna ciepła i humoru opowieść, która powinna spodobać się każdemu dziecko. Tej książki nie można nie polubić. Napisałam, że przeczytała mi ją Tosia i nie ma w tym ani grama przesady. Kiedy z wyciągnęła ją ze stosu moich targowych łupów, chciała, żebym przeczytała ją ja, potem stwierdziła, że będzie czytać niektóre słowa. Po zajrzeniu na drugą stronę, wzięła książkę w swoje ręce i dalej czytała ją sama. I była tą historią zachwycona. Koalę polubiła od razu, a jego przyjaciele stali się również jej kumplami. Wierszowany tekst czyta się z uśmiechem na ustach. Uśmiech poszerza się, kiedy zaczynamy oglądać ilustracje. Na nich zobaczyć można wszystkie australijskie zwierzęta, są wśród nich kangury, psy dingo i nasz absolutny ulubieniec - wombat! Długo nie mogłyśmy przestać się nimi zachwycać. Nadal nie przestałyśmy i już wiemy, że będzie to jedna z naszych ulubionych książek. Tych na chandrę i pochmurne dni, kiedy nie ma się ochoty na nic innego, jak tylko na zaszycie się pod kocykiem z kubkiem kakao. Będziemy siedzieć, czytać i drapać Koalę za uszkiem :)





Koala, który się trzymał
Rachel Bright
ilustracje Jim Field
tłumaczenie Barbara Supeł
Wydawnictwo Zielona Sowa, 2017
Wiek 4+

 

23 komentarze:

  1. Myślę, że mojej córce spodobałaby się ta książka. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Córce, synowi, matce, ojcu, babci, dziadkowi... KAŻDEMU!

      Usuń
  2. Wydaje się być świetna A że my kochamy książki to i ta musi być nasza

    OdpowiedzUsuń
  3. Wydaje się być świetna A że my kochamy książki to i ta musi być nasza

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale mnie zainteresowalas. Ignas bylby zachwycony

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale mnie zainteresowalas. Ignas bylby zachwycony

    OdpowiedzUsuń
  6. Miś koala to jedno z naszych ulubionych zwierzątek - wdaje się taki przytulaśny i sympatyczny :) Też nie umiałabym się oprzeć tej książeczce , gdyśmy byli na targach ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Książka wydaje się być interesująca :) do tego pięknie wydana. Obrazki przyciągną każde dziecko :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie było mi dane jechać na krakowskie Targi Książki.. Może uda mi się zawitać na następne? Oby!
    A co do książeczki to jest pocieszna - zawsze zwracam uwagę na ilustracje. A te tutaj nie są ani za proste ani skomplikowane. :) Poza tym uwielbiam bajki o zwierzątkach więc jestem całkowicie kupiona. :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Moja młodsza uwielbia wierszowane książki. Koala bardzo przypadłby jej do gustu. Dopisuje do listy:) Mi może błędnie ale skojarzyło się z Grufallo - chodzi mi o rytm treści.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dla fanów Gruffalo to prawdziwa gratka! My też go uwielbiamy:)

      Usuń
  10. Bardzo lubię Zieloną Sowę :) Ta książeczka wygląda ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Piękna książeczka ze słodkim misiem, podoba mi się :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Pozycja w sam raz dla mojej małej uparciuchy.

    OdpowiedzUsuń
  13. Piękne ilustracje! A misie koala uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja mam słabość do dziecięcych książeczek i często coś chłopcom kupuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Moja corka uwielbia ksiazeczki o zwierzetach chociaz na razie chyba woli o tych domowych

    OdpowiedzUsuń