poniedziałek, 11 września 2017

Podróże kształcą. "Mateusz na tropie Św. Graala" (Dwukropek)

Trochę podróżujemy. Na tyle, na ile po pozwalają nam praca i inne obowiązki. Kiedy tylko na zewnątrz zaczyna robić się cieplej, przebieram niecierpliwie nogami, żeby wyjechać choć na jeden dzień. Na razie podróżujemy po Polsce, zwiedziliśmy już wiele, ale do wielu miejsc nadal nie udało nam się dotrzeć. Była Warszawa, był Kraków, Warszawa, polskie morze i polskie góry. Czeka na nas wymarzony przez Tosię Lublin. Chciałabym przy okazji pokazać jej Kazimierz nad Wisłą. Musimy wybrać się na Mazury. Lista już teraz jest długa, a cały czas przychodzą nam do głowy nowe pomysły. A przecież są jeszcze piękne i ciekawe miejsca poza granicami Polski.

Te zagraniczne podróże odbywamy na razie tylko w wyobraźni. W przedszkolu Tosi odbywały się co jakiś czas tygodnie tematyczne. Dzięki nim poznała Francję, Hiszpanię, Grecję i Włochy. Dowiedziała się wtedy wielu ciekawych rzeczy, poznała podstawy języka, najcenniejsze zabytki i najsmaczniejsze potrawy. Wiem, że bardzo jej się te tygodnie poświęcone konkretnym krajom podobały. Tosię ciekawią nieznane jej miejsca, interesują ją zwierzęta żyjące w różnych zakątkach świata. Uwielbia czytać książki o przygodach Neli, przeglądać mapy i przewodniki. A ostatnio odkryłyśmy jeszcze jedną książkę.


To chyba najoryginalniejsza opowieść o podróży odbytej przez dziecko i rodziców. A wcale nie wyjechali na drugi koniec świata. Równie interesująca jest motywacja tej wyprawy. Pomysł wyszedł od samego Mateusza, który bardzo lubi oglądać filmy przygodowe. To właśnie z nich dowiedział się o tym, że istniał kiedyś Święty Graal, czyli kielich (a może misa), której używał Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy. Mateusz wierzy w przypisywaną mu magiczną moc, dlatego chciałby go odnaleźć. Nie pragnie jednak bogactw ani niczego dla siebie. Ma nadzieję, że dzięki Graalowi wyzdrowieje jego babcia. Motywacja szlachetna, ale czy uda im odnaleźć kielich, którego przed nimi szukało już wielu? Chłopiec razem z rodzicami odwiedzi Wielką Brytanię, Francję, Hiszpanię i Portugalię. Będą zgłębiać tajemnice zakonu templariuszy, zaglądać do gotyckich świątyń, przyglądać się ruinom zburzonych budowli. 

Emocjonujących przygód nie zabraknie. Mateusz na tropie Św. Graala ma w sobie wszystko, są emocje, są przygody, zaskakujące zwroty akcji, szybko podejmowane decyzje i niespodziewane zmiany planów. Jest doskonała lekcja historii i geografii. Jest zachęta do rodzinnego poznawania świata i pokazywania dzieciom interesujących miejsc. Rodzice Mateusza zrobili coś naprawdę wyjątkowego, zamiast zaciekawionemu Graalem synowi podsunąć książkę albo włączyć film historyczny, zabrali go w długą i fascynującą podróż! Ich postawa może być wskazówka dla innych dorosłych, może nie trzeba od razu planować rocznej podróży dookoła świata, ważne jest coś zupełnie innego. Wspieranie dziecka w jego pasjach! Za to na pewno kiedyś nam podziękują!

Jak na książkę podróżniczą przystało nie zabrakło tu oczywiście zdjęć! Na nich widzimy samego bohatera, ale i najciekawsze miejsca, które udało mu się odwiedzić. Ci, którzy lubią oglądać zdjęcia z podróży innych będą zachwyceni. My byłyśmy! I nie będę ukrywać, mamy ochotę nie tylko na podobną podróż, ale i na kolejne książki o podróżach Mateusza;)











Mateusz na tropie Św. Graala
Mateusz Pyrek, Edi Pyrek
Dwukropek, 2017


9 komentarzy:

  1. Dla mojej dwulatki to chyba za wcześnie... ale zapiszę sobie na przyszłość i z pewnością powiększymy naszą biblioteczkę o "Mateusz na tropie Św. Graala" ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakoś nie jestem przekonana do podróżniczych książek "pisanych" przez dzieci. Zazwyczaj (oczywiście nie we wszystkich przypadkach) to rodzice poprzez swoje pociechy realizują niespełnione marzenia o pisaniu i podróżach. Stąd do większości tego typu książek podchodzę bardzo sceptycznie. Choć dla dzieciaków na pewno są swoistą atrakcją.

    OdpowiedzUsuń
  3. uuuuuu fajna , podoba mi się :) rozejrzę się za nią, młoda niebawem ma urodziny!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak bym była dzieckiem, to bym się zachwyciła tą książką :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Takie podróżniczce książeczki zawsze niesamowicie poszerzają horyzonty - i chwała im za to ! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. ale super!
    Ja w sumie zawdzieczam moje zainteresowanie światem jednej książce z dziciństwa ...no i Julkowi Verne ;)
    Piszę o tym na blogu w poście "Dreams/Marzenia"
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzięki, dobrze wiedzieć, że są takie pozycje dla dzieci ;)

    OdpowiedzUsuń