piątek, 29 września 2017

Chcesz być wielki? Czytaj książki! "12 wyjątkowych postaci" (Centrum Edukacji Dziecięcej)

Kto w dzisiejszych czasach nie pisze biografii, autobiografii, nie publikuje wywiadów-rzek? Każdy pisze! Żony o mężach, dzieci o rodzicach, przyjaciele o przyjaciołach. Kiedyś, żeby doczekać się biografii trzeba było czymś się wsławić. Pisano je najczęściej po śmierci bohaterów, osób, które czymś pozytywnym lub negatywnym się wyróżniły. Dzisiaj wystarczy wygrać jakiś program telewizyjny albo nagrać kilka przebojów i już życie owej "gwiazdy" wydaje się tak interesujące, że można o nim napisać kilkaset stron.

Biografii jest na księgarnianych półkach zdecydowanie za dużo. Każdy może je pisać, każdy może być ich bohaterem. A w mojej głowie ciągle kołacze myśl, że biografia ma czytelników do czegoś inspirować. 

Powstają również biografie znanych ludzi, których adresatami są młodzi czytelnicy. Bez trudu znaleźć można książki o piłkarzach, piosenkarzach i aktorach. Dzieci mogą czerpać z nich wzór, mogą chcieć pójść podobną drogą, stawiają sobie takie same cele. Chcą grać w piłkę albo śpiewać. Moją uwagę skupiają jednak biografie zupełnie innych ludzi. Pisałam tu o książce o Makuszyńskim (KLIK) i o opowieściach, których bohaterami byli Jerzy Kukuczka i Wanda Rutkiewicz (KLIK). Znamy literacką opowieść o życiu Juliana Tuwima. Każda z tych książek może być dla młodych czytelników inspiracją i podpowiedzią. Poznając losy ich bohaterów dowiedzą się, co jest w życiu ważne i jak powinni żyć, do czego powinni dążyć. Mistrzynią biografii adresowanych do najmłodszych jest Anna Czerwińska-Rydel, która jest jedną z autorek książki 12 wyjątkowych postaci. Polscy autorzy o marzeniach. Oprócz niej opowiadania napisali między innymi Roksana Jędrzewjska-Wróbel, Agnieszka Frączek i Eliza Piotrowska.


Każdy z nich na kilkunastu stronach przybliżył dzieciom życie jednego wybitnego Polaka. Anna Czerwińska-Rydel opowiedziała o Fryderyku Chopinie. Próżno szukać w tym opowiadaniu dat, nazw geograficznych i bardzo szczegółowych faktów. Tutaj dominują emocje, to opowieść o marzeniach, które rodzą się w naszych głowach i, które dzięki swojej ciężkiej pracy możemy spełnić. Poznajemy Chopina, który leży w łóżku i rozmawia z Solange, córką George Sand. Fryderyk opowiada dziewczynce o swoim dzieciństwie, o siostrach, z którymi lubił spędzać czas, o problemach, z którymi zmagał się będąc dzieckiem. Mówi o swoim pierwszym nauczycielu gry na fortepianie i o tym, dlaczego został kompozytorem. Solange słucha tej opowieści z zapartym tchem, a czytelnik nie może oderwać wzroku od słów i zdań. Każdy chce jak najszybciej dowiedzieć się, co było dalej. 

Tak samo jest w przypadku pozostałych jedenastu biografii. Dzieciom na pewno spodoba się dziewczynki, która nie chciała przeglądać się w kałużach. Bała się, że kałuża może ją wciągnąć. Właśnie ta dziewczynka, kiedy dorosła została bardzo znaną poetką, tak znaną i tak wybitną, że uhonorowano ją Nagrodą Nobla.
Spodoba im się opowieść o małym Janku, który w ukryciu rysował portrety polskich władców, a potem, kiedy dorósł namalował wiele obrazów, które do dziś podziwiamy w muzeach w całym kraju. Spodoba im się opowieść o Wandzi, która zawsze chciała zostać lekarzem. A kiedy te marzenia udało jej się spełnić, wyjechała do Afryki i pomagała mieszkańcom Ugandy. I historia Janki, która bardzo ciężko zachorowała, a teraz pomaga tym, którzy żyją w krajach ogarniętych wojną.

Tak, tak, Wisława Szymborska, Jan Matejko, Wanda Błeńska, Janina Ochojska to tylko niektórzy bohaterowie tej niezwykle inspirującej książki. Bardzo podoba mi się dobór postaci, które stały się jej bohaterami. Obok ludzi, których życie doskonale znamy, są ci, których nazwiska być może się kojarzy, ale gdyby ktoś zapytał, czym ta osoba się zajmowała, to z odpowiedzią będziemy już mieli spory kłopot. Mikołaj Kopernik, Janusz Korczak, Irena Sendlerowa, Marek Kamiński to kolejni jej bohaterowie. Jednych znamy lepiej, innych gorzej. O niektórych być może nie wiemy nic, a każdy z nich był kiedyś dzieckiem. Każdy z nich będąc dzieckiem miał marzenia. Wszyscy oni zrobili w swoim życiu coś niezwykłego i dlatego warto poznać ich życiorysy. Świetnie napisane, niedługie rozdziały z bohaterami z krwi i kości. Ludźmi, którzy mogą zainspirować dzieci do robienia rzeczy wielkich, a przede wszystkim pokażą im, że nie ma marzeń niemożliwych do spełnienia. Że smutne dzieciństwo, wypełnione biedą albo chorobami, nie przekreśla szansy na szczęśliwe dorosłe życie. 

Można zazdrościć tym ludziom ich osiągnięć, ale nie o zazdrość tu chodzi. Każdy może robić rzeczy wielkie, potrzeba pracy, odrobiny szczęścia i mnóstwa wytrwałości. Kto wie, może za kilkadziesiąt lat w podobnej książce przeczytasz o swoim dziecku, które również spełniło swoje marzenia i zrobiło rzeczy naprawdę wielkie!








12 wyjątkowych postacie. Polscy autorzy o marzeniach
zilustrowała Eluta Kidacka
Centrum Edukacji Dziecięcej, 2017
Wiek 6+

czwartek, 28 września 2017

Czy Twoje dziecko też lubi książki o zwierzętach?

Od jakich książek rozpoczęła się przygoda Waszych dzieci z czytaniem? Na pewno na początku dawaliście im te ze sztywnymi kartkami. Tych małe, niezbyt wprawne rączki na pewno nie podrą, a wiecznie zaśliniona buzia nie pochłonie. O czym były te książki? Pewnie o zwierzątkach, bo dzieci zwierzęta uwielbiają, więc wszystkie kotki, pieski, słonie i tygrysy. 

U wszystkich zaczyna się podobnie. A przecież od tego w jaki sposób rozpocznie się przygoda z książkami zależy wszystko. Muszą być ładne, kolorowe, muszą budzić zainteresowanie. Te, które chcę dziś opisać na pewno takie są.


O kartonowych  książeczek z wydawnictwa TADAM już pisałam (TUTAJ i TUTAJ). Dziś napiszę o nich znowu, bo dołączyła do nich kolejna. Pan Kawalarz Wilk to nowość w serii "Trochę hałasu z głębi lasu". Była już Sowa, byli Miś i Lis, czas na Wilka. Zwierz okazuje się być wilkiem bardzo nietypowym. Nie pożera owieczek pasących się na łące, nie napada na koźlątka, nie jest postrachem lasu. Wilk ma ważniejsze sprawy na głowie. Wilk jest kawalarzem, on chce na twarzach mieszkańców lasu budzić strachu. Jemu w głowie są żarty, dowcipy i psikusy. A potem w lesie da się słychać takie słowa:

Uciekamy, bo kawalarz 
kpi ze wszystkich przez dzień cały.

Wilkowi pomysłów nie brakuje. Psoci się niedźwiedziowi, rysiowi, a nawet mrówkom. Nie będę Wam zdradzać, co dokładnie robi, ale gwarantuję, że i Wam, i Waszym dzieciom uśmiech nie będzie schodził z twarzy.






A jak już przeczytacie Pana Kawalarza Wilka sięgnijcie po inne książki z tej serii, na przykład po Pana Łasucha Misia, którego głód pcha w stronę ula. Nasz bohater podkrada pszczołom miód, a potem dzieje się to, co w takiej historii zdarza się zawsze. 

Znowu łasuch Miś ucieka,
gonią go pszczółki bzyczące.
Co za lasem Misia czeka?

No, właśnie. Co? O tym musicie przeczytać sami, a raczej razem ze swoimi dziećmi:) Ja takich tajemnic zdradzać nie mogę.






Książki Adama Święckiego polubiłyśmy od razu. Kolorowe, zabawne, pełne zwierząt i, co najważniejsze, z ciekawą historią. Tak, tak, Tosia na książki ze sztywnymi kartkami jest za duża, ale przecież te nadają się nie tylko dla maluszków. Z ich pomocą można doskonalić również umiejętność czytania. Prosty i zrozumiały język, dymki z wypowiedziami bohaterów historii (bo jest to oczywiście komiks), to wszystko przyciąga do tej serii nie tylko niemowlęta, ale i starsze dzieci. Dla nich zabawa nie skończy się na czytaniu. Bo czeka na nich jeszcze jedna, tym razem detektywistyczna przygoda. Razem z Panią Detektyw Sową będą rozwiązywać łamigłówki. Pomogą Bobrowi liczyć ryby w rzece, wiewiórce ułatwią dotarcie do żołędzia. Policzą kwiaty, wyszukają różnice i rozwiążą sudoku. Nudzić na pewno się nie będą. Tosi te łamigłówki umilały wakacyjne podróże. Sprawdziły się świetnie, główkowała, kolorowała i, co najważniejsze, nie marudziła, że jej się nudzi:)




W serii "Trochę hałasu z głębi lasu" każde dziecko znajdzie coś dla siebie. Jedne będą tylko oglądać, inne będą słuchać, jeszcze inne przeczytają samodzielnie. Każdemu z nich pozna lepiej mieszkańców naszych polskich lasów, zachwyci się znakomitymi ilustracjami i zapałem będzie rozwiązywać łamigłówki. Cóż można dodać? Tylko jedno, czekamy na więcej!

Pan Kawalarz Wilk
Pan Łasuch Miś
Łamigłówki Pani Detektyw Sowy

Adam Święcki
Wydawnictwo TADAM, 2017

środa, 27 września 2017

Z lupą wśród książek. "Dinozaur na tropie" (Wydawnictwo Bajka)

Nie wiem dlaczego, ale moje dziecko nie lubi książek obrazkowych. Nie lubi i nigdy nie lubiło. Czy to kwestia braku wyobraźni? Niechęć do budowania własnych historii? Nie, takiej możliwości nie ma, bo Tosia uwielbia wymyślać historie i wcielać się w różne role. Wyobraźnią mogłaby spokojnie obdzielić kilka (a może i kilkanaście) osób. Ale bez względu na to ona, z własnej woli, po książki bez słów nie sięga. Według niej książka służy do czytania i tyle... 

Książki obrazkowe pojawiają się w naszym domu rzadko. Tę też pokazywałam jej z drżącym sercem i jakoś tak bez przekonania. To, że mi jakaś książka się podoba w tym przypadku nie oznacza, że spodoba się jej. A jednak po raz kolejny Tosi udało się mnie zaskoczyć! 


Myślę, że duża w tym zasługa głównego bohatera (bo Tosia dinozaury darzy miłością wielką) oraz tego, że książka, choć wypełniona obrazkami zawiera jednak trochę słów. Są w niej duże, pełne szczegółów obrazki, dymki, które doskonale znamy z komiksów i zagadki, a zagadki Tosia uwielbia. Uwielbia również w wcielać się w rolę detektywa, a ta książka daje jej tę możliwość. Musi pomóc dinozaurowi odnaleźć zaginione rzeczy, zwierzęta i ludzi. Na każdej rozkładówce czeka jedna zagadka do rozwiązania. Proste, prawda? Nic bardziej mylnego. Niby niedługa książka, niby wszystko jasne, a do tego proste, łatwe i przyjemne, a my spędziłyśmy nad tą książką grubo ponad godzinę!

Dinozaur miał dla Tosi sporo pracy. Musiała pomóc mu odnaleźć między innymi kota z modrą obróżką i wisiorem ze złota, niebieską ropuchę i dziadka Tadka. Niektórzy od razu rzucają się w oczy, ale byli i tacy, których nie tylko Tosia nie mogła znaleźć, ale i ja miałam z tym ogromny problem. Ale zabawa była doskonała. Wpatrywałyśmy się w każdy obrazek bardzo dokładnie, każda z nas chciała znaleźć to, co zgubione jako pierwsza. Szybciej udawało się to zrobić Tosi (tłumaczę sobie, że ma młodsze i mniej zmęczone oczy, a co!). Była z siebie bardzo dumna, a ja cieszyłam się, że przygody dinozaura tak bardzo jej się spodobały.

O obrazkach było, teraz czas na kilka słów o słowach. Dinozaur na tropie nie zostało po prostu przetłumaczone. Rafał Witek stał się współautorem całej historii. On nie tylko przetłumaczył tekst, ale również go fantastycznie zrymował. Nie wiem jak brzmiał tekst oryginalny, ale ten czyta się świetnie. Krótkie rymowanki przenoszą nas w różne miejsca. Jeden ruch i jesteśmy w grocie, kolejny i trafiamy do wesołego miasteczka, następny i naszym oczom ukazuje się przestrzeń kosmiczna. Magia, prawda? Tak, takie rzeczy można przeżyć dzięki książkom. Macie ochotę na tę przygodę? To wsiadajcie do samolotu, zajmujcie miejsce obok dinozaura i bawcie się przynajmniej tak dobrze, jak my!







Dinozaur na tropie
Sophie Guerrive
przełożył i zrymował Rafał Witek
Wydawnictwo Bajka, 2017


poniedziałek, 25 września 2017

Złość się z głową. "Sam i Watson przeganiają gniew" (Adamada)

U dzieci i dorosłych najbardziej nie lubię humorów. Fochów z niewiadomych powodów i obrażania się na długie tygodnie. Wolę szybko załatwiać takie sprawy, wyjaśniać niedopowiedzenia i rozwiązywać konflikty. 

Tosi wpadać w złość niestety się zdarza. Fochy są na porządku dziennym. Co ją denerwuje? Że musi się przesiąść, bo sprzątam, że musi zjeść ten jogurt, bo ma krótszy termin przydatności albo że każemy jej umyć ręce po powrocie do domu, a ona akurat chciała witać się ze świnką. Ot, takie codzienne sprawy. Na szczęście jej fochy trwają około minuty, po minucie zapomina, że nie zaparzyłam jej mięty, bo za chwilę wychodzimy z domu i nie zdąży jej wypić albo że musiała się przebrać, bo miała brudną bluzkę. Słyszałam jednak, że są dzieci, które nie tylko potrafią się gniewać znacznie dłużej, ale i takie, które gniewając się niszczą to, co im wpadnie pod rękę. 



Żeby uniknąć takiej sytuacji w przypadku Tosi, do naszej biblioteczki dołączyła ostatnio książka Sam i Watson przeganiają gniew. Idąc do szkoły zmieniła towarzystwo i już przynosi do domu nowe, niekoniecznie popierane przez nas wyrażenia i zachowania. Czytamy, więc tę książkę i uczymy się, w jaki sposób należy pokonywać swój gniew i zastanawiamy się, czy można przekuć go w coś dobrego.

Poznajemy głównego bohatera w chwili, kiedy jest bardzo zły. "Przed chwilą nakrzyczała na niego mama (...). Ciężko mu na sercu". W takich momentach człowiek chce posiedzieć w samotności, ale Sam nie ma na to szans, dołącza do niego kot. Kot ma na imię Watson i też nie jest to najlepszy moment w jego życiu. Watson zmaga się właśnie z atakiem alergii. Nie przeszkadza mu to jednak w niesieniu pomocy przyjacielowi. Właśnie ten Watson, mimo zapuchniętych oczu, dostrzega, że wokół Sama coś iskrzy. Co? Oczywiście złe emocje, które kotłują się w sercu chłopca. Sam bardzo się dziwi, nigdy nie myślał o tym, że emocje mogą być widoczne. A jednak... Sam zaczyna opowiadać kotu o swoich zmartwieniach, o gniewie, który buzuje w jego sercu. Sam nie chce o nim zapomnieć, chce go rozpamiętywać i przeżywać na nowo. Ale Watson na to nie pozwoli, "wdrapuje się Samowi na kolana, zwija się w kłębek i zaczyna mruczeć". Nagle okazuje się, że Watson ma w sobie jakąś supermoc. Ta supermoc może pomagać w pokonaniu gniewu. Bo Sam i Watson wymieniają się energią. 

Dorośli często chcą, żeby ich dzieci były zawsze grzeczne, żeby nie wpadały w gniew, żeby panowały nad swoimi emocjami. Równie często zapominają jednak o tym, że z dziećmi trzeba rozmawiać. Rozmawiać tak naprawdę, a nie tylko wymieniać się informacjami o tym, co działo się w szkole albo przedszkolu. Rozmawiać nie tylko o sprawach prostych, łatwych i przyjemnych, ale i o tych trudnych. Na przykład o tym, jak radzić sobie z emocjami. Tłumaczyć czym jest gniew, szukać wspólnie sposobów na jego opanowanie. Niektórzy mają koty, więc u tych osób problem rozwiąże się sam, ale jeśli ktoś kota nie ma musi poradzić sobie w inny sposób. I tu jest rola rodziców, którzy powinni pomóc. Doskonałym punktem wyjścia do rozmowy na ten temat będzie ta książka. Warto czytać ją w rodzinnym gronie, warto sięgać po nią w szkole i przedszkolu. Na pewno przyda się każdemu. Bo każdy z nas czasem się denerwuje i cała tajemnica tkwi w tym, żeby potrafić sobie z tymi negatywnymi emocjami poradzić, żeby przekuć je w coś dobrego. Samowi pomógł Watson, nam pomoże książka wydana przez Adamadę.






 Sam i Watson przeganiają gniew
Ghislaine Dulier
ilustracje Berengere Delaporte
przekład Iwona Janczy
Wydawnictwo ADAMADA, 2017
Wiek 6+

piątek, 22 września 2017

Podróże z dreszczykiem

Uwielbiam czytać i oglądać przewodniki. Zawsze znajdę w nich coś interesującego. Trafię na miejsce, którego jeszcze nie widziałam i, do którego koniecznie chciałabym pojechać. Często odkrywam również na nowo regiony, w których już byłam. 

Tosia zamiłowanie do przewodników zdecydowanie odziedziczyła po mnie. Na ścianie jej pokoju wisi mapa Polski, na której zaznacza miasta, które już udało jej się odwiedzić. Chętnie sięga też po książki, w których opisano interesujące miejsca. Czy to zaowocuje w przyszłości? Czy w szkole jej ulubionym przedmiotem geografia? To się dopiero okaże. Ale obok książki z podtytułem Geografia dla najmłodszych nie mogłyśmy przejść obojętnie. A kiedy okazało się, że nie tylko opisano w niej ciekawe regiony naszego kraju, ale i umieszczono wątek kryminalno-detektywistyczny, byłyśmy pewne to jest książka dla nas!


W podróż po Polsce zapraszają małych czytelników Jadwiga Przygoda i Franciszek Wszędobylski. Ich nazwiska gwarantują, że czeka nas coś niezwykłego. A ponieważ nie są zwyczajnymi podróżnikami, tylko dziennikarzami piszącymi artykuły do czasopisma "Bazgrołki z Podróży", możemy być pewni, że razem z nimi zajrzymy w każdy kąt. Co więcej, towarzyszy im sześcioletnia Pola, wnuczka Jadwigi Przygody, która jest redaktor naczelną "Bazgrołków". Z taką sześciolatką będzie jeszcze ciekawiej! Zamek na Wawelu, Plac Zamkowy, poznański ratusz i wiele innych, te wszystkie (a nawet jeszcze więcej) zabytków zobaczą bohaterowie, a dzięki nim poznają czytelnicy. Będą śledzić Smoka Wawelskiego, wypatrywać Bazyliszka i słuchać śpiewu Neptuna. Jak się okazuje w Polsce dzieje się sporo nietypowych rzeczy, takich, o których czytelnicy "Bazgrołków" na pewno z zainteresowaniem przeczytają







Bohaterowie książki odbywają pięć podróży. Odwiedzają Kraków, Warszawę, Gdańsk, Poznań i Wrocław. W każdym z tych miast dzieje się coś niezwykłego. Dziennikarze będą śledzić przestępców, przyglądać się studentom, zgłębiać tajemnice starych pomników. Wdrapią się na wieżę ratuszową, zajrzą do Smoczej Jamy. A razem z nimi we wszystkich przygodach uczestniczyć będą czytelnicy. Na razie tylko w swojej wyobraźni, ale wielu, po przeczytaniu tej książki sami chętnie wyruszą w jakąś podróż. Kiedy już będą się na ten inspirowany książką wyjazd pakować, warto wrzucić ją do walizki lub plecaka. Nie tylko po to, żeby czytać ją w podróży. W takim razie do czego może się ta książka przydać? Do zapisywania wspomnień. Bo w książce, oprócz interesującej historii, znalazły się również zadania. Młodzi czytelnicy będą projektować znaczek z jednym z krakowskich zabytków, rysować najlepsze nadmorskie zabawy i wymyślać krasnala, który mógłby dołączyć do tych, które już znaleźć można na wrocławskich ulicach. Jest również miejsce na własne wakacyjne zapiski. Dzięki temu ta książka stanie się prawdziwym dziennikiem z podróży.
 






Przygody dziennikarzy "Bazgrołków" czyta się jednym tchem. Przerwy robi się jedynie na podziwianie ilustracji autorstwa Kasi Kołodziej. Na nich widzimy głównych bohaterów całej opowieści, ale i odwiedzane przez nich miejsca. Kasia Kołodziej zgrabnie wplotła w swoje rysunki zdjęcia, które przedstawiają opisywane zabytki. A tak, jak Kasia Kołodziej zgrabnie połączyła zdjęcia i rysunki, tak Ewa Martynkien połączyła opowieść fabularną z faktami i ciekawostkami dotyczącymi polskich miast, które zostały opisane w książce.

Trochę żałuję, że ta książka ukazała się jesienią. Z tego powodu musimy trochę poczekać, żeby móc się nią w pełni cieszyć. Na razie pozostaje nam rozwiązywanie zadań związanych z Poznaniem, bo do niego mamy najbliżej. Na kolejne przyjdzie czas wiosną i latem... :)

Jadwiga Przygoda i Franek Wszędobylski 
odkrywają Polskę
Ewa Martynkien
rysunki Kasia Kołodziej
Edipresse, 2017