piątek, 25 sierpnia 2017

Z dzieckiem w Beskidzie Śląskim cz. 4 (Wisła)

Do Wisły planowaliśmy jechać raz, ewentualnie dwa. Nieporozumienie sprawiło, że w ciągu ośmiu dni byliśmy tam trzykrotnie...

Podejście nr 1 (sobota, 15 lipca)

Dzień, w którym w Wiśle miał się odbyć konkurs indywidualny LGP w skokach narciarskich. Ten oto dzień wybraliśmy na naszą, jak się wkrótce okazało, wyprawę do Wisły. Na sam konkurs się nie wybieraliśmy, ale nie wykluczaliśmy, jeśli będzie taka możliwość, wejścia na skocznię. Kilka dni przed wyjazdem moją uwagę zwróciła Pętla Cieńkowska. Na Cieńków Niżni wjeżdża się wyciągiem, a stamtąd można idąc grzbietem dotrzeć na górę skoczni w Wiśle-Malince. Kupując bilety na wyciąg dopytałam, czy skocznia jest otwarta. Dowiedziałam się, że tak, do godziny 14 można ją bez problemu zwiedzać. Kupiliśmy bilet na wyciąg w górę i w dół, bo na znajdującym się przy dolnej stacji parkingu zostawiliśmy samochód. Wjechaliśmy, leśno-górską drogą dotarliśmy pod skocznię i... trafiliśmy na bramkę. Tak, teraz już wszystko wiem, bilety na skocznię kupuje się na dolnej stacji wyciągu. Ale wtedy tego nie wiedziałam. Co więcej rozmawiałam z panią właśnie o wejściu na skocznię, a ona słowem o bilecie, który muszę kupić u niej nie wspomniała... 
Tosia była mocno rozczarowana, a ja tylko utwierdziłam się w tym, że oto mamy przed sobą najgorsze wakacje życia. Cóż było robić, zjechaliśmy wyciągiem, odpuściliśmy sobie skocznię i pojechaliśmy do centrum Wisły. Cel był jeden - odnaleźć figurę misia na piłce, którą pamiętam z dzieciństwa. Po przygodach z dwóch ostatnich dni bałam się, że jej nie znajdziemy. Mogło się również okazać, że dwa dni wcześniej została zabrana do renowacji lub na wysypisko śmieci. O dziwo, w kwestii misia nie zmieniło się nic się nie zmieniło. Stoi w tym samym miejscu, co trzydzieści lat temu, na tej samej piłce i nadal ma ukruszone ucho.





Przy misiu odbyła się okolicznościowa sesja zdjęciowa, a potem koiliśmy nadszarpnięte nerwy patrząc na bawiącą się na pobliskim placu zabaw Tosię. Kiedy dziecko zaliczyło wszystkie huśtawki i zjeżdżalnie, ruszyliśmy w miasto. A tam czekało na Tosię wszystko, co dzieci lubią najbardziej i przed czym rodzice próbują uciec. Samochody na dwuzłotówki, kolorowe warkoczyki, gofry, frytki, lody we wszystkich kolorach tęczy:) Dziecko było zachwycone!

 Podejście nr 2 (poniedziałek, 17 lipca)

Ten dzień mieliśmy spędzić w Koniakowie i Istebnej. Jednak, żeby tam dotrzeć musieliśmy przejechać przez Wisłę. Po odwiedzeniu interesujących nas miejsc mieliśmy tak dobry czas, że postanowiliśmy zatrzymać się w Wiśle i wjechać na skocznię. Tym razem się udało, Tosi do pełnej satysfakcji brakowało już tylko Macieja Kota;) Ale jak wiadomo, nie można mieć wszystkiego. 




Podejście nr 3 (środa, 19 lipca)

Tego dnia też pojechaliśmy do Wisły. Tym razem towarzyszyli nam moi rodzice, którzy przyjechali na kilka dni do Ustronia. Naszym celem było Schronisko na Przysłopie pod Baranią Górą. Jeszcze przed wyjazdem mieliśmy nadzieję na wejście na szczyt, na którego zboczach bierze swój początek Wisła. Ale po przeczytaniu opisu szlaku w przewodniku, stwierdziliśmy, że szlak może być dla Tosi za trudny. A w chodzeniu z dzieckiem po górach najważniejsze jest to, żeby to przede wszystkim ono miało z tych wypraw frajdę

Wędrówkę rozpoczęliśmy w Wiśle Czarne, tam weszliśmy na czarny  szlak. Droga nie jest trudna, jest jednak dość monotonna. Co prawda, obok nas przyjemnie szumiała Czarna Wisełka, w której Tosia ochoczo moczyła ręce. Trudno było nam jednak określić na mapie, gdzie dokładnie się znajdujemy i jaka długo musimy iść jeszcze do celu (co w przypadku wędrowania z dzieckiem jest ważne). Na szczęście Tosia jest wytrwałym piechurem, który w górach narzekać nie lubi, więc maszerowała ochoczo. Drogę umilały jej umieszczone na całym szlaku tablice informacyjne Ścieżki dydaktyczno-informacyjnej. Dzięki nim Tosia poznawała zwierzęta mieszkające w tym rejonie i rośliny, które możemy dostrzec po drodze. Tablice możemy podzielić na dwie grupy, na jednych znajdowały się zdjęcia i opisy, na drugich rysunki Tomasza Samojlika. Nie muszę chyba mówić, które wzbudziły u Tosi największy zachwyt?






Według informacji z mapy i przewodnika droga powinna zająć nam najpierw godzinę (czarnym szlakiem), potem godzinę i piętnaście minut (czerwonym szlakiem). Tymczasem szliśmy ponad trzy. Jeszcze nigdy tak bardzo nie rozminęliśmy się z czasem z przewodnika. Największe przyspieszenie mieliśmy na najtrudniejszej części trasy, czyli dość stromym i kamienistym podejściu. To był dla Tosi absolutny raj:) 
W końcu dotarliśmy do Schroniska PTTK na Przysłopie pod Baranią Górą. Cóż, budynek urodą nie grzeszy, widzieliśmy wiele ładniejszych, ale w środku było całkiem przyjemnie i bardzo pysznie. Turystów nie brakowało, każdy wychodził zadowolony, my również:) Najbardziej zadowolona wyszła Tosia, bo do jej przewodnika trafiły nowe pieczątki. 
Droga w dół zajęła nam znacznie mniej czasu, Tosia znowu moczyła ręce w chłodnym nurcie Czarnej Wisełki i wypatrywała znanych jej już z trasy w górę, tablic. Na parking przy leśniczówce wróciliśmy nieco zmęczeni, ale bardzo usatysfakcjonowani. 




Niestety, była to nasza ostatnia górska wędrówka w tym roku, w dniu poprzedzającym powrót do domu, zaplanowaliśmy wejście na Czantorię, ale plany pokrzyżowała nam pogoda, bo od rana padał deszcz. Kiedy jego miejsce zastąpiło piękne słońce, było zdecydowanie za późno, żeby wychodzić w góry. Następnym razem wejdziemy na pewno.

Tak właśnie wyglądały nasze wakacje 2017. Nie było łatwo, przeszkody się piętrzyły, ale nie poddaliśmy się. I już w dniu wyjazdu myśleliśmy o tym, kiedy wrócimy w tej rejony. Bo tak, jak podejrzewałam wcześniej, Beskid Śląski jest naprawdę piękny, a w każdej z miejscowości kryją się miejsca, które zachwycą dzieci. Poza tym jest w tym rejonie niezwykle pięknie i spokojnie. Spędziliśmy tam osiem niezwykle intensywnych dni, zwiedzaliśmy, chodziliśmy, poznawaliśmy. Chłonęliśmy piękno tego miejsca. Wrócimy tam na pewno, bo z tych wszystkich niepowodzeń teraz się śmiejemy;)




9 komentarzy:

  1. Widze, że Tosi największą frajde sprawiają te same szlaki co mojej młodej-kamienie i ciężka wspinaczka :)
    Na konkurs na skoczni chętnie byśmy się wybrali :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dużo Wam się udało zwiedzić!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak pięknie! Przyroda, wędrówki! Ależ bym się wybrała. W tym roku byliśmy nad morzem. Może za rok wybierzemy się w proponowane przez Ciebie miejsce. Post udostępniam aby mieć na swojej tablicy, a miejsce dopiszę do listy tych wartych obejrzenia i zwiedzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super wycieczka!
    Super zdjęcia!
    Podziwiam Tosie za wytrwałość w zwiedzaniu, a przede wszystkim za wytrwałość w chodzeniu przez te osiem długich dni. ☺

    Pozdrawiam

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Super! Naprawdę bardzo intensywnie spędziliście ten czas :) My też się musimy kiedyś wybrać w tamte rejony z dziećmi.

    OdpowiedzUsuń
  6. Widać że czas spędzacie intensywnie a przyroda i wędrówki to idealny relaks

    OdpowiedzUsuń
  7. My tez byliśmy w tym roku w Wiśle. Zdjęcie misia także mamy. Następnym razem polecam Ci wejście na Skrzyczne (polowe trasy można wjechać wyciągiem), na gorze jest urocze schronisko. Do tego w Wiśle (niedaleko misia) jest bardzo fajny skansen. W środku jest zrekonstruowana np klasa szkolna. W Ustroniu jest tez Leśny Park Niespodzianek. Nie byliśmy, ale dla dzieciaków to podobno fajne miejsce.
    U nas na blogu znajdziesz zdjęcia z naszej wycieczki.

    OdpowiedzUsuń
  8. Super! widać po zdjęciach, że świetnie się bawicie i tak powinno być w wakacje! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Pięknie, aktywne wakacje to jest :) mam dwa marzenia: góry latem i morze zimą :)

    OdpowiedzUsuń