piątek, 11 sierpnia 2017

Z dzieckiem w Beskidzie Śląskim cz. 2 (Cieszyn i Bielsko-Biała)

Przebywając przez kilka dni w spokojnym i cichym Ustroniu zatęskniliśmy za miastem. Brakowało nam korków, galerii handlowych i sygnalizacji świetlnej. Czym prędzej pognaliśmy, więc najpierw do stolicy powiatu, a następnie do byłej stolicy województwa;)

Nie ma oczywiście w tym co napisałam wcześniej ani słowa prawdy. Bo wakacje celowo zaplanowaliśmy za dala od miejskiego zgiełku. A do Cieszyna i Bielska-Białej wybraliśmy się w celach poznawczych i wcale nie chcieliśmy zwiedzać galerii handlowych.

CIESZYN


Mój tata długo nosił (a może nadal nosi) w portfelu nasze zdjęcie z Cieszyna. Mam na nim dwa lata, okulary na nosie i bujne loki na głowie. Dziś wyglądam nieco inaczej, ale nadal noszę okulary, więc kiedy tylko zaplanowaliśmy wakacje w Beskidzie Śląskim, a moi rodzice powiedzieli, że przyjadą tam na kilka dni, Cieszyn trafił na listę miejsc do odwiedzenia. Potem okazało się, że właśnie w Cieszynie możemy kupić wymarzony plecak dla Tosi, więc wycieczka miała już dwa cele. Ale nie o plecakach dziś będzie, tylko o pięknym miasteczku, które zachwyciło naszą rodzinę.



Do tej pory Cieszyn kojarzył mi się jedynie z romańską rotundą pw. św. Mikołaja, którą każdy zna z banknotu o nominale 20 zł. Kiedy przyjechaliśmy na miejsce okazało się, że do zwiedzania jest tam znacznie więcej. W pobliżu rotundy zobaczyć można Wieżę Piastowską, czyli wieżę obronną dawnego zamku książąt cieszyńskich. Antonina, znana miłośniczka wchodzenia na wszelkie wysokie konstrukcje, nie odpuściła i na wieżę musiałyśmy wejść. Towarzyszyłam jej tylko ja, bo reszta rodziny skryła się w cieniu drzew u podnóża budowli. Radość Tosi z wejścia na szczyt wieży była ogromna, równie duży był zachwyt płynący z niezwykłego widoku, który roztaczał się z jej szczytu. Nie będę ukrywać, że zachwycił również mnie. Pogoda była doskonała, więc ze szczytu wieży roztaczała się piękna panorama. 







Po zejściu z wieży udaliśmy się na spacer po cieszyńskiej starówce. I tu również nie mogliśmy przestać się zachwycać. Miasto nie jest duże, ale jest niezwykle urokliwe. Piękny rynek, klimatyczne wąskie uliczki, urokliwe kamienice. Zatrzymaliśmy się przy Studni Trzech Braci, tam przeczytaliśmy Tosi legendę o powstaniu miasta Cieszyn. Odpoczęliśmy w zaciszu Cafe Muzeum i ruszyliśmy do Czech. Krótki spacer Mostem Przyjaźni i już mogliśmy pakować do plecaków Czekoladę studencką. 

 




Cieszyn bardzo nas zaskoczył i zachwycił. Miasto jest naprawdę urokliwe. Chodząc po jego uliczkach czułam się trochę jak we Lwowie, trochę jak w mniej gwarnym Krakowie, więc chcąc poczuć miejską atmosferę, trafiliśmy w kolejne ciche i spokojne miejsce;)

BIELSKO-BIAŁA









Planów mieliśmy sporo, pogoda je niestety zweryfikowała. Z nieba lał się żar, więc odnaleźliśmy najpierw pomnik Bolka i Lolka, potem Reksia. Następnie pospacerowaliśmy po urokliwej bielskiej Starówce i udaliśmy się do celu naszej wyprawy. Było nią Studio Filmów Rysunkowych. To właśnie tutaj powstawały kolejne odcinki Reksia, Bolka i Lolka oraz Porwania Baltazara Gąbki. Tę ostatnią bajkę włączyliśmy Tosi czekając na rozpoczęcie zwiedzania i... ku naszemu zdziwieniu mieliśmy dziecko z głowy! Ba! Nadal mamy, przygody dzielnego Smoka Wawelskiego poszukującego profesora Gąbki zachwyciły ją absolutnie. Miło patrzeć, kiedy twoje dziecko z takim zainteresowaniem ogląda bajkę, którą sam lubiłeś będąc dzieckiem.



Bielskie Studio Filmów Rysunkowych to jedno z najchętniej wspominanych przez nas miejsc, które odwiedziliśmy w tym roku. W czerwcu zwiedziliśmy łódzki SE-MA-FOR (KLIK), Tosi bardzo się tam podobało, więc SFR miało wysoko zawieszoną poprzeczkę. Czy sprostało naszym wymaganiom? To mało powiedziane! Pan, który nas po nim oprowadzał dostosował swoją opowieść do wieku zwiedzających. Robił to z humorem, mówił zrozumiałym dla dzieci językiem, a jednocześnie nie pomijał jednak żadnych istotnych szczegółów związanych z procesem powstawania filmu. Zobaczyliśmy jakie są etapy rysowania postaci. Poznaliśmy sekrety nagrywania dźwięku, bo przecież w filmie słyszymy nie tylko głosy aktorów, ale również muzykę i, co najważniejsze... efekty specjalne. Ta część chyba najbardziej zadziałała na wyobraźnię zwiedzających. Bo czy wiecie, co może imitować dźwięk skrzypiącego śniegu albo otwieranych wielkich drewnianych drzwi? Nie, nie zdradzę Wam tego, bo jeśli kiedyś wybierzecie się do SFR nie będziecie już zaskoczeni;) Zajrzeliśmy do miejsca, w którym rysunkom robione były zdjęcia, z których potem powstawał film, zobaczyliśmy pracownie malarskie (tu uwagę zwróciło mnóstwo różnokolorowych farb, którymi kiedyś malowano rysunkowych bohaterów, dziś twórcy korzystają z komputera), a także odwiedziliśmy Bolka i Lolka. A na koniec obejrzeliśmy trzy bajki. Dobrze znanego Reksia, jeden odcinek Przygód Bolka i Lolka oraz zupełnie nieznanego nam Lisa Leona. Tosia do starych bajek podchodzi ze sporym dystansem, ale po wizycie w SFR mogłabym nie oglądać niczego innego. Możliwość poznania tajników powstawania tych bajek była dla niej niezwykłą przygodą w świat filmu. I trochę w świat dzieciństwa jej rodziców;)









Spędziliśmy w SFR dwie godziny. Nie wiem, kiedy one minęły. Tosia słuchała z zapartym tchem, obserwowała kolejne etapy tworzenia filmu, przyglądała się biurkom, przy którym pracowali twórcy kultowych bajek i po zakończonym zwiedzaniu oświadczyła, że ona w przyszłości będzie właśnie takie bajki tworzyć. Od słów szybko przeszła do czynów i pierwsze scenariusze i rysunki już powstają. Nie myślałam, że u niespełna sześciolatki taka wycieczka może zaowocować konkretnymi planami na przyszłość ;) Ale świadczy to tylko o tym, że przewodnik był znakomity, a miejsce naprawdę inspirujące. Dlatego, jeśli jeszcze tam nie byliście, wybierzecie się koniecznie. Wyjdziecie równie zachwyceni. Pamiętajcie tylko o tym, żeby się wcześniej umówić, bo turyści indywidualni łączeni są w większe grupy albo dołączani do grup zorganizowanych. Wszystkie informacje znajdziecie na ich stronie internetowej (KLIK). Cena biletu to 15 zł, jak powiedziała pani w kasie: "Tu każdy kupuje bilet ulgowy". W końcu tam każdy czuje się znowu dzieckiem!


13 komentarzy:

  1. My też poznaliśmy wszystkie te sekrety (łącznie z zastosowaniem mąki ziemniaczanej ;) ) - i jesteśmy pod wielkim wrażeniem profesjonalizmu i pasji , która nas tam na każdym kroku otaczała. Właśnie takich ludzi nam trzeba w Polsce, jak najwięcej ! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawe miejsca, jeszcze nigdy nie byłam w tych rejonach.

    OdpowiedzUsuń
  3. Z wielką przyjemnością czytam o swoim regionie, miejscach, które znam i również bardzo lubię. Beskid Śląski jest bogaty w różnorodne "perełki" i z pewnością warto tu przyjechać. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja mieszkam tuż pod Bielskiem, ale pracuję właśnie w Bielsku ;) W sumie mieszkamy tutaj dopiero półtorej roku i jeszcze ciągle poznaję te okolice i chyba coraz bardziej lubię Bielsko. Jak pogoda nie pokrzyżuje nam planów to chcemy się jutro wybrać w góry, ale nie te dalej w Beskidzie, ale na Szyndzielnie leżącą jeszcze w Bielsku.

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetna wycieczka! My nigdy nie byliśmy w żadnym studio, więc nasze dzieci pewnie byłyby zachwycone i podekscytowane, równie bardzo jak my "starzy" ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Narobiłas ochoty na wycieczkę ❤️

    OdpowiedzUsuń
  7. Bielsko Biała - nie byłam jeszcze, choć Bączek SFR zwiedził przy okazji wycieczki klasowej. Bardzo podobają mi się Wasze zdjęcia. Dzięki nim nabrałam ochoty na wycieczkę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jaka fajna wycieczka, ja tez kilka lat temu sobie taka zafundowałam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajnie, że Tosia ma tyle energii i zapału, aby wchodzić na taką wieżę. Widoki faktycznie bardzo ładne. Dobrą pogodę mieliście do oglądania panoramy.

    OdpowiedzUsuń
  10. W Bielsku - Białej byłam wielokokrotnie, ale widzę, że mam jeszcze sporo do zobaczenia.

    OdpowiedzUsuń
  11. W ogóle cały Beskidy wydają się być świetne dla dzieciaków, zarówno pod kątem znalezienia niezbyt wymagających, górskich szlaków, jak i miejsc skierowanych dla dzieci, jak muzea czy inne atrakcje :)

    OdpowiedzUsuń