piątek, 4 sierpnia 2017

Z dzieckiem w Beskidzie Śląskim cz. 1 Ustroń

Planów mieliśmy całkiem sporo. Od Ustronia dzieli nas 400 kilometrów, więc na weekendowy wyjazd, tracąc sporo czasu na dojazd, nie chciałoby nam się tam jechać, . Ale dziewięć dni, które planowaliśmy tam spędzić okazało się odpowiednim czasem na odwiedzenie wielu interesujących miejsc.


Nie będę jednak ukrywać, na początku wiele spraw nie układało się po naszej myśli. Zmęczeni drogą i upałem wybraliśmy się na spacer w poszukiwaniu czegoś do jedzenia, szybko stwierdziliśmy, że wszędzie jest za daleko i w ogóle nie tak, jak nam się wydawało. Ostatni raz byłam w Ustroniu prawie trzydzieści lat temu. Łatwo  się domyślić, że z tego wyjazdu zapamiętałam obrazy, a nie trasy, czy obiekty znajdujące się po drodze (tych pewnie często już nie ma albo wyglądają zupełnie inaczej). Pierwsze wyjście z pensjonatu zakończyło się, więc totalnym niepowodzeniem. Zjedliśmy obiad w pobliskiej restauracji, przemokliśmy do suchej nitki i wsiedliśmy do samochodu, żeby zobaczyć, gdzie znajduje się mityczne "centrum Ustronia". 

Równie dziwny był drugi dzień spędzony w Beskidzie Śląskim, ale ponieważ pojechaliśmy do Wisły, opiszę go przy innej okazji. W Ustroniu spędziliśmy za to niedzielę. Naszym celem na ten dzień był Leśny Park Niespodzianek i Równica. O ile w tym pierwszym było fantastycznie, o tyle na Równicy byliśmy pierwszy (ja trzeci) i ostatni raz. Dlaczego, napiszę za chwilę. Bo teraz kilka słów o Leśnym Parku Niespodzianek.

W tym miejscu dzieci i dorośli mogą obcować z dzikimi zwierzętami. Spotkać tam można między innymi, sarny, daniele, żubry, dziki, lamy, a także ptaki drapieżne. My wybraliśmy się tam w niedzielę, więc ludzi było mnóstwo. Na szczęście stanęliśmy w kolejce jeszcze przed godziną 10, więc na teren parku weszliśmy błyskawicznie, ale ci, których mijaliśmy wychodząc stamtąd musieli uzbroić się w cierpliwość. A czy tak naprawdę warto się tam wybrać? Naszym zdaniem tak, Tosia była zachwycona możliwością bezpośredniego spotkania z zwierzętami. W kasie można kupić karmę, którą można karmić zwierzaki. Frajdę będą mieli zarówno dzieci, jak i dorośli. Oprócz zwierząt atrakcją parku są bajkowe domki. Zobaczyć tam można między innymi bohaterów Śpiącej Królewny, Trzech Świnek i Czerwonego Kapturka. Po naciśnięciu przycisku dzieci usłyszał opowieść o przygodach bohaterów. Tosia podeszła do kilku domków, ale większego wrażenia one na niej nie zrobiły. Na nas również. Moim zdaniem bez nich to miejsce nie straciłoby nic na swojej atrakcyjności. 

W parku spędziliśmy ponad trzy godziny, oprócz karmienia zwierząt wysłuchaliśmy prelekcji o sowach i obejrzeliśmy ich trening, a Tosia nawet wzięła sowę na ręce! Moglibyśmy chodzić po Leśnym Parku Niespodzianek znacznie dłużej, ale mieliśmy na ten dzień jeszcze trochę planów. Nie udało nam się na przykład skorzystać ze wszystkich dobrodziejstw placu zbaw, ale wynikało to również z tego, że ten znajdował się na odsłoniętym terenie, a tego dnia było naprawdę gorąco.







Miejsce na pewno jest warte odwiedzenia. Radość Tosi była ogromna, a Leśny Park Niespodzianek jest jednym z najchętniej wspominanych przez nią miejsc:) Wybierając się tam warto pamiętać o sporym zainteresowaniu zwiedzających i albo przyjechać wcześnie rano, albo nastawić się na stanie w kolejce. Park jest położony na zboczach Równicy, na leśnym terenie, dlatego dobrze będzie pójść tam w pełnych, wygodnych butach. Byli w parku oczywiście ludzie w japonkach i sandałach, ale w pełnym obuwiu na nogach skupicie się wyłącznie na podziwianiu zwierząt:)



Wszystkie przewodniki informowały nas, że z Leśnego Parku Niespodzianek łatwo dostać się na szlak prowadzący na Równicę. Cóż, łatwo czy nie, nam się nie udało. Rowerzyście, który szukał wejścia na szlak razem z nami też nie. Wróciliśmy, więc do pokoju, odpoczęliśmy i pojechaliśmy tam... samochodem. Początkowo myślałam, żeby się do tego nie przyznawać, bo to jednak pewna forma profanacji górskich wypraw, ale opiszę wszystko ze szczegółami, bo chcę Was ostrzec przed popełnieniem naszych błędów. 
Pojechaliśmy na Równicę samochodem, bo tego dnia czas gonił nas coraz bardziej, a Tosia chciała zjechać torem saneczkowym. Stąd ten samochód... Takiego zagęszczenia ludzi i samochodów nie widuję chyba nawet w Poznaniu. Wysiedliśmy i, gdyby nie obiecany Tosi zjazd, wsiedlibyśmy od razu do samochodu. Tłumy, tłumy, tłumy... W kolejce do zjazdu spędziliśmy kilkanaście minut, sam zjazd jak zjazd. Jeden i koniec. Ani Tosia, ani ja nie miałyśmy ochoty na ponowne stanie w ogonku chętnych. Wjeżdżając na górę planowaliśmy, że może któregoś dnia wybierzemy się tam pieszo, po kilku minutach pobytu na Równicy stwierdziliśmy, że o powrocie tam nie ma mowy. Na górze nie ma ani wyjątkowej atmosfery, którą znaleźć można na niemal wszystkich górskich szczytach, ani niczego, czego nie znajdziemy w centrum wszystkich wakacyjnych miejscowości. Ja nie polecam, ale jeśli chcecie sprawdzić sami, możecie wejść albo wjechać na szczyt. Gorzej może być ze zjazdem, droga jest wąska, samochody parkują wszędzie i może się okazać, że utkniecie na górze dłużej, niż planowaliście. Park Równica oferuje znacznie więcej atrakcji niż tor saneczkowy, ale nie skorzystaliśmy z niczego innego, bo zwyczajnie nie mieliśmy na to ochoty. Nie skorzystaliśmy również z gościny ani byłego schroniska (które właściciele przekształcili w restaurację/bar i wcale im się nie dziwię, bo jako schronisko na pewno nie mieli szansy na utrzymanie się w tym miejscu). Równica miała być dla mnie taką podróżą sentymentalną, to był pierwszy szczyt, który zdobyłam na swoich, wtedy dwuletnich nogach, ale powrót do przeszłości okazał się rozczarowujący.



Znacznie milej można spędzić czas w samym Ustroniu. Po pierwsze Wisła. Doskonałe miejsce do plażowania i mini kąpieli. Kupiliśmy Tosi buty do wody, więc mogła do woli chodzić po kamienistym dnie. Przypadkowa kąpiel była tylko jedna, rzeczy na przebranie na szczęście miałam ze sobą:) Udało nam się również nakarmić żyjące na brzegu Wisły kaczki, na nadwiślańskim deptaku znajduje się specjalny automat, w którym kupić można ziarna do karmienia zwierząt. Jeden pojemniczek kosztuje złotówkę, kaczki zjadłyby pewnie kilka porcji, ale ograniczyliśmy do jednej, bo w naszych trzech portfelach znaleźliśmy tylko jedną monetę o nominale jeden złoty;)






Samo miasto Ustroń jest bardzo rozległe, miejsc do spacerowania nie zabraknie. Planując tegoroczne wakacje chcieliśmy uciec od komercyjnych miejscowości letniskowych. I tu nam się udało, były oczywiście automaty na dwuzłotówki, były pamiątki rodem z Chin, gofry i lody we wszystkich kolorach tęczy. Ale! Były też cudowne, spokojne uliczki i kameralne kawiarnie. Naprawdę tam odpoczęliśmy. Tosia mogła wyszaleć się na miejskich placach zabaw, ale i przysiąść na ławce, na której grała muzyka oraz przyjrzeć muralowi przedstawiającemu bibliotekę w Edynburgu. Spacery po Ustroniu były niezwykle przyjemne. Równie przyjemne były powroty do pensjonatu, bo na pobliską łąkę wieczorami przychodziły sarny, które Tosia z zapartym tchem obserwowała.









Dlatego jeśli szukacie miejsca, w którym można odpocząć Ustroń powinien Wam się spodobać. Nam, po pierwszych niedogodnościach, spodobał się bardzo. I pewnie tam wrócimy. Do pensjonatu Mileżówka, w którym spaliśmy w tym roku. 




 zdjęcie pochodzi ze strony http://www.milezowka.pl/

Pensjonatu nawiązującego swoim wystrojem do góralskiego stylu, który będzie idealny dla każdej rodziny. Wybraliśmy go ze względu na Tosię. Skusił nas fantastyczny plac zabaw, ogromna trampolina i zewnętrzny basen. Tosia skorzystała ze wszystkich dobrodziejstw, jakie ten obiekt oferował dzieciom w jej wieku. A ja miałam czas na czytanie książki albo rozmowy z mężem. Właściwie nie mamy się do czego przyczepić, mieliśmy odpowiedniej wielkości pokój z... zewnętrznymi roletami (takie są we wszystkich oknach pensjonatu). Dla rodziców, których dziecko wstaje z pierwszymi promieniami słońca, czyli dla nas, była to opcja idealna. Bo Tosia wstawała najwcześniej o 8, więc można powiedzieć, że się naprawdę wysypialiśmy. Przeszkodą dla atrakcyjnego spędzania czasu w pensjonacie nie była nawet brzydka pogoda (choć taka przytrafiła nam się tylko przez kilka godzin ostatniego dnia pobytu), bo wewnątrz znajdowała się sala z zabawkami dla dzieci (Tosia okupowała tablicę i namiętnie na niej pisała i rysowała). Były gry, plastikowe kręgle, a także bilard i piłkarzyki. To dla tych aktywnych, bo na leniwych czekały kanapy. Nie było również problemu z przygotowywaniem jedzenia. W pensjonacie jest sporych rozmiarów kuchnia i jeszcze większa jadalnia z tarasem. Jedzenie zamawialiśmy z cateringu, więc nie musiałam stać przy garach, ale gdyby mi się zachciało, byłoby gdzie;) Pomyślicie, że brakowało jedynie SPA, ale i dla tego znalazło się w Mileżówce miejsce. My nie korzystaliśmy z jego dobrodziejstw, ale ci, którzy mieliby na to ochotę, mogą śmiało (za dodatkową opłatą) rezerwować je na wyłączność. 




Podsumowując, z miejscowości, którą wybraliśmy na naszą bazę wypadową i pensjonatu, w którym nocowaliśmy jesteśmy bardzo zadowoleni. Ale to jeszcze nie koniec naszych wakacyjnych przygód. Kolejne już się piszą :)

12 komentarzy:

  1. Świetna relacja! Widać że wyjazd był wyborny. A tłumy w wakacje, no cóż, pewnie to samo będzie nas czekać niedługo nad morzem ;) Bardzo zaciekawił mnie ten Leśny Park Niespodzianek. Jestem pewna że moje dzieci byłyby nim zachwycone. Koniecznie musimy zaplanować tam wyjazd.

    OdpowiedzUsuń
  2. Faktycznie miasteczko wygląda na sympatyczne! te kolejki i tłumy to w obecnych czasach sa już chyba wszędzie :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja z Równicą mam same miłe wspomnienia. Wspaniałe miejsce na wypoczynek.

    OdpowiedzUsuń
  4. I u mnie obudziły się wspomnienia... i zatęskniłam za południem bardzo! Czekam na kolejne teksty :)

    OdpowiedzUsuń
  5. W takie szachy z chęcią bym z synem zagrała - jak szachy czarodziejów z HP!

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdy nie byliśmy a wygląda niesamowicie szczególnie zwierzęta, które mój syn uwielbia

    OdpowiedzUsuń
  7. Jako dziecko często jeździłam do Ustronia i mam sentyment do tamtych terenów :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudowny jest ten park ze zwierzakami! Sama chętnie bym go odwiedziła :). Dawno już nie byłam w okolicach Beskidu Śląskiego.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziękuję za inspirację. Chcemy zabrać na południe nasza roczną córkę, oprócz gór, ilość atrakcji, którą opisałaś będzie i dla niej na pewno wielkim przeżyciem.

    OdpowiedzUsuń
  10. To jasne, że musiało jej się tam spodobać - było wszystko, czego potrzeba :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Park Lesnych Niespodzianek polecam odwiedzać w dni robocze- mniej ludzi, przyjemniej. A Milezowke polecam serdecznie, jezdze tam z synem od 4 lat. Zamiast Rownicy proponuje Czantorie- mozna wjechac na gore krzselkami lub pojsc szlakiem. Widok cudowny :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń