poniedziałek, 24 lipca 2017

Do Warszawy... znowu, ale tym razem z nieMAPĄ!

W liceum i na studiach bywałam w Warszawie raz w miesiącu. Najczęściej nie udawało mi się jednak dotrzeć na Starówkę. Celem tych wyjazdów były warszawskie teatry, więc na zwiedzanie nie było zbyt wiele czasu. Te wyjazdy sprawiły jednak, że po centrum stolicy poruszam się sprawnie i nie zastanawiam się długo, w którą stronę powinnam pójść. Wiem też w jaki sposób mogę dotrzeć do najciekawszych miejsc w stolicy. 
Teraz pokazuję Warszawę Tosi. I z jednej strony z nią odkrywam stolicę na nowo, z drugiej cały czas poznaję miejsca, do których do tej pory nie dotarłam.

Jak wyglądały nasze pierwsze wyjazdy do Warszawy możecie przeczytać (TUTAJ i TUTAJ). W tym roku jedziemy tam po raz trzeci i nie będziemy odwiedzać miejsc, w których już z Tosią byliśmy. Wszystko będzie dla niej (i w dużej mierze dla nas) nowe, prawie każde miejsce odwiedzimy po raz pierwszy. A z jednego z przewodników posłuży nam nieMAPA Warszawa. Dlaczego właśnie ona? Bo z nieMAPAMI podróżuje się znakomicie.


Sprawdziliśmy to w Łodzi (KLIK) i przy okazji wyjazdu do stolicy postanowiliśmy skorzystać z jej ponownie. Oczywiście z innej, bo każda nieMAPA poświęcona jest innemu miastu. Zasada jest jednak zawsze taka sama. nieMAPY łączą w sobie mapę i przewodnik. Przedstawiają nie tylko najciekawsze miejsca, ale również zwyczaje mieszkających tam ludzi. W nieMAPACH nie brakuje również legend związanych z danym miastem. W Warszawie pojawiają się oczywiście Bazyliszek, Wars i Sawa oraz Złota Kaczka. Ale autorzy nieMAPY polecają również zobaczenia w figury niedźwiedzia przy ulicy Świętojańskiej. Odwiedziliśmy tego niedźwiedzia dwa lata temu, ale wtedy nie wiedzieliśmy jeszcze, że wiąże się z nim legenda. Według niej nie jest to żaden niedźwiedź, ale dobry i szlachetny książę. Nie miał on jednak szczęścia w miłości, bo z wyglądu przypominał niedźwiedzia. Kiedy wreszcie spotkał kobietę, która spodobała mu się tak bardzo, zebrał całą swoją odwagę i postanowił do niej podejść. Czekał na nią przed kościołem, z którego kobieta wyszła w sukni ślubnej, tuż po swoim ślubie. Książę z żalu zamienił się w kamień i czeka na kogoś, kto pokocha go tak mocno, że odzyska swoją dawną postać. Cóż, pójdziemy do niego raz jeszcze. Co prawda panna Antonina stanowczo wyklucza zamążpójście, ale kto wie, czy kiedyś zdania nie zmieni;)







A co jeszcze polecają zobaczyć twórcy nieMAPY? Znalazł się na niej oczywiście pomnik Syrenki i Zamek Królewski. Ale są również atrakcje mniej oczywiste. Na przykład podziwianie Syrenki można połączyć z przyglądaniem się przejeżdżającym obok pociągom. Tu musimy się przyznać, że my robimy to zawsze;) A kiedy już dotrzemy nad Wisłę warto zjechać pod ziemię i przejechać tunelem pod rzeką! Ja wypróbowałam tę opcję w maju, teraz zrobię to z Tosią, bo ma to obiecane od maja;) nieMAPY zachęcają również do odwiedzenia Muzeum Fryderyka Chopina, Centrum Pieniądza i Służewskiego Domu Kultury. W nieMAPIE opisano dziewiętnaście interesujących miejsc, ale jest jeszcze miejsce nr 20. Na razie nie znamy jego nazwy, bo to miejsce wpiszą i narysują użytkownicy nieMAPY. Tosia najpierw chciała narysować Syrenkę, potem pomyślała o Centrum Nauki Kopernik i gondolach w Łazienkach Królewskich. W końcu stwierdziła, że na razie nie narysuje nic i zrobi to pod koniec wyjazdu do Warszawy. Dam Wam znać, co się tam znalazło:)

nieMAPA to świetna alternatywa dla tradycyjnych map i przewodników. W bardzo interesujący sposób przedstawiają miasta, które być może doskonale znamy. Dzięki nieMAPOM można odkryć je na nowo. I nie ukrywam, że na to w tym przypadku liczę. To już jutro! Przygoda z nieMAPĄ nr 2, tym razem w Warszawie:)






Tę i inne nieMAPY znajdziecie tutaj

niedziela, 23 lipca 2017

Dla miłośników dinozaurów i pasjonatów historii JuraPark Krasiejów

Na pomysł tej wycieczki wpadła Tosia. Pewnego dnia rozłożyliśmy w domu mapę Polski dla dzieci, a ona wypatrzyła na niej dinozaura. Od razu zaczęła się dopytywać, gdzie tego prehistorycznego gada można zobaczyć. Szybko zauważyła również, że dinozaur znajduje się blisko miejsca do którego wybieramy się na wakacje, więc zapytała, czy nie dałoby się tego jakoś połączyć.


Udało się, w drodze na wakacje zawitaliśmy do Krasiejowa. Miejsca, w którym mogliśmy przenieść się w czasie i nie tylko podziwiać olbrzymie figury dinozaurów, ale również prześledzić całą historię związana z narodzinami naszej planety. Jak to możliwe? Bo JuraPark Krasiejów to nie tylko prehistoryczne gady... Po wejściu na teren parku swoje kroki skierowaliśmy w stronę kolejki, która miała nas zabrać do tunelu czasu. Zanim kolejka ruszyła zostaliśmy wyposażeni w specjalne okulary, dzięki którym mogliśmy zobaczyć niezwykłe widowisko. Na krótkim, ośmiominutowym filmie poznaliśmy historię naszej planety, dowiedzieliśmy się jakie organizmy pojawiły się na niej jako pierwsze. Zachwyt Tosi trudno opisać. Śledziła opowieść z zapartym tchem, co jakiś czas wydając z siebie okrzyki z zachwytu. Do dziś wspomina tę krótką podróż przez Tunel Czasu i mówi: "Ale fajnie, że mogliśmy do niego wjechać i zobaczyć ten film". 

Ośmiominutowa podróż kolejką była prawdziwą podróżą w czasie. Bo kiedy z niej wysiedliśmy trafiliśmy do zupełnie innej epoki. Bystre oko Tosi szybko wypatrzyło na ścieżce ślady dinozaurów, a kiedy rozejrzała się na boki okazało się, że obok niej ukryły się prehistoryczne gady. Ścieżka ma ponad dwa kilometry, spędziliśmy na niej naprawdę dużo czasu, bo nie tylko zatrzymywaliśmy się przy każdej figurze, ale i zajrzeliśmy do pawilonu paleontologicznego. Tak! JuraPark Krasiejów to jedyny w Polsce park dinozaurów, który znajduje się na terenie czynnego stanowiska paleontologicznego. To niezwykła okazja do zobaczenia prawdziwych kości dinozaurów i przyjrzenia się z bliska pracy ludzi, którzy te kości odkrywają. Spacer po ścieżce edukacyjnej sprawił nam i Tosi ogromną przyjemność. Była to nie tylko okazja do rozprostowania kości po kilkugodzinnej podróży, ale i wspaniała wycieczka w przeszłość i szansa na jeszcze lepsze poznanie prehistorycznych stworzeń. Przy każdej rzeźbie znajduje się tabliczka opisująca jego zwyczaje, pokazująca jego rozmiary i przedstawiająca miejsce, w którym dane zwierzę żyło. Wszystko opisano w ciekawy i zrozumiały dla dzieci sposób, więc z przyjemnością i zainteresowaniem przy każdej tabliczce się zatrzymywaliśmy. Kolejnym przystankiem na trasie naszej wyprawy po JuraParku było prehistoryczne oceanarium. Tu również otrzymaliśmy specjalne okulary, które miały nam zapewnić dodatkowe wrażenia przy okazji poznawania morskich stworzeń. Niestety, dla Tosi wrażeń było zbyt wiele i pawilon musieliśmy opuścić szybciej, niż planowaliśmy. Z tego też powodu nie weszliśmy do kina 5d. Może kiedy Tosia podrośnie wybierzemy się tam znowu i wtedy skorzystamy ze wszystkich atrakcji. 












Swoje kroki skierowaliśmy za to w stronę placów zabaw. Te w Krasiejowie są związane z tematyką parku. Można wejść do paszczy dinozaura, można wspinać się na drewniane figury. Ale jest również kilka trampolin, kolejka i basen z kulkami. Każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Są karuzele i zjeżdżalnie. Tosia bawiła się wspaniale i z trudem wyciągnęliśmy ją stamtąd. 






W JuraParku spędziliśmy prawie cztery godziny. Spokojnie można spędzić tam cały dzień i nie nudzić się ani przez minutę. Naprawdę jest tam co robić i gdzie spacerować. Na terenie parku znajdują się również punkty gastronomiczne, więc po albo w trakcie zwiedzania można się posilić.




Czy warto wybrać się do Krasiejowa? Naszym zdaniem tak. Tosia o wyjeździe do parku dinozaurów marzyła od roku. Wtedy nie udało nam się spełnić jej marzenia i musiała zadowolić się Parkiem Wrocławskim w Lubinie (KLIK), który oczywiście z całego serca polecamy i na pewno odwiedzimy jeszcze nie raz. Ale prawdziwy park dinozaurów to nie jest. Tym razem pogoda nie spłatała nam figla i odwiedziliśmy Krasiejów. Tu uwaga praktyczna, gdybyście się tam wybierali, koniecznie zajrzyjcie na ich stronę internetową (KLIK). Można tam kupić bilety, dzięki czemu nie tylko uniknie się stania w kolejkach, ale i zaoszczędzi sporą kwotę. Za bilet rodzinny zapłaciliśmy 70 zł, a nie 100 zł, jak wskazuje cennik. Tam również można dowiedzieć się ważnych rzeczy dotyczących trasy zwiedzania i atrakcji, które zawierają się w cenie biletu. Obok JuraParku znajduje się również poświęcony człowiekowi Park Ewolucji (tu potrzebny będzie kolejny bilet). Tym razem go nie odwiedziliśmy, więc mamy okazję do kolejnej wyprawy w rejon Opola. Poczekamy tylko aż Tosia trochę podrośnie.





piątek, 21 lipca 2017

Tosia idzie do szkoły i ma już plecak!

Minęło dwadzieścia pięć lat, a ja dokładnie pamiętam zakup mojego pierwszego plecaka, z którym przekroczyłam próg szkoły podstawowej. Kupowałam go razem z tatą w pobliżu domu moich dziadków. Byliśmy u nich w odwiedzinach i wracając do domu wstąpiliśmy do sklepu, który dziś nazwalibyśmy małym supermarketem. Wśród puszek z rybami i tabliczek czekolady stały one... Mogłam wybrać spośród dwóch modeli (szaleństwo, patrząc na to, z czym spotykamy się dzisiaj), jeden tornister był zielony i ozdobiony wizerunkiem Myszki Miki, drugi był szary i na nim widniała Minnie. Nie zdziwicie się pewnie, że najbardziej spodobał mi się ten z Minnie, ale mój tata zdecydował, że kupujemy ten z Mikim, ponieważ kolor miał być trwalszy i bardziej odporny na ewentualne zabrudzenia. Trzeba przyznać, że tata miał oczywiście rację, bo tornister w idealnym stanie przetrwał trzy pierwsze lata mojej edukacji. Na nowy zmieniłam go tylko dlatego, że był zbyt dziecinny, a nie dlatego, że był zniszczony. 

Tyle o moim plecaku. Wspomnienia wspomnieniami, ale trzeba żyć teraźniejszością, a ta jest taka, że za niewiele ponad miesiąc próg szkoły przekroczy moje dziecko. Państwo zafundowało nam podręczniki, my musimy zapewnić jej resztę wyposażenia, a najważniejszym elementem tej wyprawki jest tornister. Sprawą tornistrów żyję od nieco ponad roku. Dlaczego tak długo? Ano dlatego, że rok temu moja koleżanka z pracy przeżywała to samo, co ja dziś. I to ona przejrzała setki stron internetowych, przeczytała mnóstwo wpisów na forach i orzekła jedno: Najlepsze tornistry produkuje Topgal. Z tego, co udało jej się wyczytać w sieci ich plecaki są niezniszczalne, ładne i unikatowe. Dlatego koleżanka kupiła tornister dla swojej córki właśnie tam. 
Kiedy przyszedł czas na nas, nie mogłam przypomnieć sobie nazwy firmy produkującej te genialne plecaki. Z pomocą przyszła oczywiście wspomniana wcześniej koleżanka. Po roku użytkowania powiedziała, że nie żałuje podjętej decyzji i dziś wybrałaby tę samą firmę. O opinię poprosiłam również jej córkę, czyli główną użytkowniczkę plecaka. Potwierdziła słowa mamy i powiedziała, że jej plecak jest super i bardzo go lubi. Takie słowa w ustach dziecka przekonały mnie ostatecznie. Zajrzałam na stronę firmy i co się okazało? Że firma pochodzi z Czech, ale siedzibę mają w Cieszynie, który był na liście naszych wakacyjnych wycieczek. Znak? Tak to potraktowałam i umówiłam nas na wizytę w showroomie Topgal.

Po obejrzeniu strony internetowej wybrałam dla Tosi jeden model plecaka i kilka tygodni urabiałam ją właśnie na niego. Wiedziałam jednak, że z tornistrem będziemy mieli jeden, podstawowy problem. Tosia nie jest wysokim dzieckiem. Ma zaledwie 110 centymetrów wzrostu, więc z większością tornistrów mierzonych w różnych sklepach wyglądała nieszczęśliwie. Topgal zachęcił mnie tym, że ma w swojej ofercie plecaki w różnych rozmiarach. Są takie dla uczniów pierwszej i drugiej klasy i takie, które będą pasować dłużej albo nadadzą się dla starszych dzieci, bo wystarczą aż do szóstej klasy. Są też plecaki młodzieżowe, ale tymi na razie się po prostu zachwyciłam;) 

Topgal wzbudził nasze zaufanie również dlatego, że specjalizuje się tylko w produkcji plecaków i ma w tym spore doświadczenie (firma powstała w 1993 roku, najpierw produkowała galanterię skórzaną, ale już w 1995 roku skupiła się wyłącznie na plecakach). Dla mnie to ogromny atut, lepiej robić dobrze jedną rzecz, niż zajmować się kilkoma dziedzinami i robić to na średnim poziomie. Pojechaliśmy, więc do siedziby firmy, żeby sprawdzić, czy te wszystkie ochy i achy, które można o plecakach Topgal można przeczytać w internecie mają pokrycie w rzeczywistości.

WIZYTA W SHOWROOMIE



Pomieszczenie nie jest duże, ale jest w nim wszystko. Mnogość modeli, które przecież doskonale znaliśmy ze strony internetowej i tak zawróciła nam w głowie. Mi do tego stopnia, że wymarzonego plecaka z kotami na początku nie zauważyłam. Tosia też nie, ale kiedy w końcu wskazała nam pani z Topgal, nawet nie chciała na niego spojrzeć. Decyzja odnośnie modelu i wzoru została podjęta w ciągu kilkudziesięciu sekund. I była najlepszą z możliwych. Chyba powinnam bardziej ufać własnemu dziecku, bo uwagę Tosi zwrócił plecak, który najlepiej leżał na jej plecach. Skąd wiem? Bo kazaliśmy jej przymierzyć jeszcze kilka innych. Zza tego było ją widać, inne, mimo maksymalnie dociągniętych szelek, zasłaniały jej niemal całą szyję. 


Wszystkie plecaki, które zobaczyliśmy w showroomie zachwycały wyglądem i jakością wykonania. Ich ogromnym atutem jest oryginalny design. Nie zobaczycie na nich bohaterów popularnych kreskówek. Dla mnie to ogromna zaleta. Dobrze wiecie, jak szybko dzieciom zmieniają się gusta. Jeszcze niedawno Tosia uwielbiała Krainę Lodu, potem przyszedł czas na Vaianę, teraz uwielbia Smerfy. Podejrzewam, że do 1 września wymyśli coś nowego. Takie prawo dziecka, ale wyobrażacie sobie zmieniać co rok (a może i częściej), bo Wasza pociecha znalazła sobie nowego idola? Ja nie. Pod tym względem plecaki Topgal są idealne. Z łatwością można odróżnić te dla chłopców od tych dla dziewczynek. Każde dziecko znajdzie coś dla siebie, są takie dla miłośników piłki nożnej i fanów nauki, dla przyszłych strażaków albo policjantów. Fanki jednorożców i małe księżniczki również nie będą zawiedzione, czekają na nie piękne różowe plecaki. A dziewczynki, które wolą kwiaty, koty i motyle także znajdą tornister marzeń. Różowe, niebieskie, zielone, czarne i fioletowe. We wszystkich kolorach tęczy, w jakich można sobie plecak wymarzyć. Bardzo kolorowe, ale nie tandetne, dziecięce, ale nie dziecinne. 




Ale oprócz designu jest w tych plecakach coś jeszcze. Coś znacznie ważniejszego. Wykonano je z najwyższej jakości materiałów i zaprojektowano tak, żeby ci, którzy są dla nas najważniejsi, czyli nasze dzieci nosiły je nie tylko bez szkody, ale i z zyskiem dla własnego zdrowia. Każdy plecak ma wszyty wewnątrz aluminiowy stelaż. Dzięki niemu ciężar rozkłada się równomiernie, a noszenie plecaka jest komfortowe. Tył plecaka pokrywa oddychający materiał. Dno zostało dodatkowo wzmocnione, więc nie będzie się niszczyć i przecierać. Szelki (w większości modeli) posiadają podwójną regulację, dzięki czemu można idealnie dopasować plecak do jego użytkownika. Większość z nich posiada również pas piersiowy, dzięki czemu plecak przylega jeszcze lepiej. Równie istotna jest waga plecaków, która waha się od 0,84 kg do 1,4 kg.

Poszczególne modele różnią się ilością komór, Tosia wybrała plecak jednokomorowy, która wewnątrz jest podzielona na trzy części. Jej tornister ma również dwie dodatkowe, mniejsze kieszenie. Do jednej trafi na pewno śniadanie, do drugiej piórnik. Inne modele mają dwie, a nawet trzy komory. Niektóre modele mają również karabinek na klucze, miejsce, na którym można wpisać dane właściciela. Każdy z nich ma również dwie dodatkowe rączki, jedna do powieszenia na ławce, druga do przenoszenia w ręce na krótkich dystansach. Nie zapomniano również o kieszeni na butelkę wody i oczywiście o odblaskach! Tych na plecakach Topgal jest naprawdę sporo, co w naszej szerokości geograficznej jest niezwykle ważne. Twórcy plecaków nie zapomnieli o niczym, przyglądając się poszczególnym modelom z łatwością mogłam zauważyć, jak rosną one razem ze swoimi użytkownikami. 




Myślę, że wybór pierwszego plecaka to jedna z najważniejszych decyzji związanych z rozpoczęciem nauki w szkole. Topgal zdecydowanie ułatwił nam jej podjęcie. Tornister Tosi ma wszystko, co mieć powinien i, co może przydać jej się w pierwszych latach szkoły. Do kompletu dobraliśmy piórnik, dokupiliśmy również bidon i śniadaniówkę. Ale mogliśmy kupić znacznie więcej. Topgal ma w swojej ofercie worki na buty, fartuszki ochronne, portfele, worki na ławki, etui na kredki, a nawet osłony przeciwdeszczowe na plecaki. Wszystko, czego pierwszak i nie tylko może potrzebować. Bo Topgal ma w swojej ofercie plecaki dla wszystkich, od przedszkolaka (ach, szkoda że nie znałam ich wcześniej) po maturzystę (a może nawet dorosłego). Ładne, oryginalne, dobrze wykonane, a przede wszystkim przyjazne młodym kręgosłupom!










Nasza przygoda z nimi dopiero się zaczyna. Jak długo będzie trwać? Po wizycie w cieszyńskim showroomie czuję, że aż do matury;)  

Jeśli myślicie, że aby kupić plecak Topgal, trzeba jechać do Cieszyna, spieszę poinformować, że aż takich poświęceń nie trzeba (choć Cieszyn zachwycił mnie absolutnie i z przyjemnością, nie tylko po plecak tam wrócę). Na stronie firmy (KLIK) znajdziecie listę sklepów, które znajdują się w całej Polsce i, które mają w swojej ofercie plecaki Topgal. Firma ma również świetną stronę internetową, na której można składać zamówienia. Dostępna jest również aplikacja, za jej pośrednictwem można kupić plecak z rabatem. 


I na koniec wisienka na torcie, czyli tornistrowy wybór panny Antoniny :) Pasuje jej, prawda?