środa, 31 maja 2017

Środowe recenzje: Bez wyobraźni ani rusz! "Rikuś rycerzem" (Adamada)

Czy będąc dzieckiem lubiliście wcielać się w różne role? Ja uwielbiałam! Najchętniej stawałam się panią nauczycielką i pisałam kredą po stole (bo i on musiał się w tej zabawie przeobrazić, więc stawał się szkolną tablicą). Tosia uwielbia wcielać się w role księżniczek, kelnerek i ekspedientek. Tak naprawdę te przebieranki to chyba jedna z ulubionych zabaw wieku dziecięcego. Ekscytująca i dająca nieograniczone pole do popisu. Bawią się w nią nawet bohaterowie literaccy!


Pamiętacie Rikusia (KLIK)? Tak, tak to ten sympatyczny króliczek z oklapniętym jednym uszkiem. W trzecim tomie jego przygód przyglądamy się Rikusiowi siedzącemu pod drzewem. Nic niezwykłego, prawda? W upalne dni i ludzie, i zwierzęta szukają cienia, żeby choć chwilę odpocząć. Ale Rikuś nie odpoczywa.

Kiedy Rikuś kładzie się pod drzewem i zamyka oczy,
zawsze dzieje się coś niezwykłego.
Wszystko, co sobie wyobraża, zaczyna dziać się naprawdę!

Niesamowite, prawda? A może niewiarygodne? My z Tosią wierzymy! Bo i nam, dzięki naszej wyobraźni, zdarzało się przeżywać podobne przygody. Jak Rikuś latałyśmy rakietą w kosmos, bywałyśmy lekarzami ludzi i zwierząt, listonoszkami i znanymi na całym świecie piosenkarkami. Jednak Rikuś wyobraził sobie coś, na co my jeszcze nie wpadłyśmy, ziejące ogniem smoki, które atakują ze wszystkich stron. Dzielny króliczek nie ucieka przed nimi, ale staje przed nimi i wkrótce pokonuje je wszystkie. 

Biedaczyska lądują za kratami
w podziemnych lochach jego zamku.
Rikuś daje im tylko wodę, ale za to całymi
wiadrami, żeby w ten sposób zgasić w nich ogień.

Kiedy nie dogląda smoków w lochach, może spędzać czas na wieży swojego zamku. Z niej może dostrzec naciągających w stroną zamku wrogów, na przykład kolejne stado smoków albo przyjaciół! Najczęściej z wizytą do Rikusia przychodzi panna Anna! Wtedy króliczek opuszcza most zwodzony, prowadzi ją do komnaty i częstuje marchewkami i pysznym koktajlem. Ale rycerz Rikuś, ja przystało na rycerza, ma również inne obowiązki. Jakie? Chyba wiecie, gdzie należy szukać odpowiedzi, prawda?

Rikuś rycerzem to kolejne mądra i pełna ciepła książka autorstwa Guido van Genechtena, która trafiła do biblioteczki Tosi. Jak zwykle się nie zawiedliśmy. Historię czyta się znakomicie. Przygody Rikusia zainspirują dzieci do spełniania własnych marzeń, odkrywania nowych umiejętności i korzystania z dobrodziejstw wyobraźni. 
Ktoś powie, że nie można ciągle żyć marzeniami, że trzeba twardo stąpać po ziemi. Ja zdecydowanie się takiemu myśleniu sprzeciwiam, bo jeśli nie będziemy marzyć, to do czego będziemy dążyć? Poza tym nasze dzieci na twarde stąpanie po ziemi naprawdę mają jeszcze czas, pozwólmy im przenosić się w świat wyobraźni. Pozwólmy im wcielać się w różne role. Wspierajmy ich w spełnianiu marzeń. Tylko tak mamy szansę wychować szczęśliwych i odważnych dorosłych! A tego przecież chcemy wszyscy! Dlatego przy najbliższej wizycie w księgarni lub bibliotece sięgnijcie po Rikusia, tego niezwykle dzielnego i wyjątkowego króliczka, który nawet z oklapniętym uszkiem idzie odważnie przez świat. Bo najważniejsze jest to, co mamy w środku i Rikuś dobrze o tym wie!







Rikuś rycerzem
Guido van Genechten 
tłumaczenie Ryszard Turczyn
Wydawnictwo Adamada, 2017
Wiek 3+

 

wtorek, 30 maja 2017

Na Dzień Dziecka Alexander!

Wizja Dnia Dziecka spędza sen z powiek rodzicom, dziadkom, nauczycielom przedszkolaków i przedstawicielom rad rodziców. Dzieci mają już naprawdę wszystko i trudno je czymś zaskoczyć. Dlatego dorośli prześcigają się w pomysłach i dają dzieciom coraz bardziej wymyślne prezenty. Tymczasem ja po raz kolejny przekonałam się, że rzeczy proste naprawdę potrafią zachwycić nasze dzieci.


Tosia ma mnóstwo zabawek. Bawi się nimi fazami. Są tygodnie, kiedy nie można jej oderwać od lalek, a potem porzuca je, żeby całkowicie poświęcić się klockom. Czasem złoszczę się sama na siebie, że kupiłam jej kolejną zabawkę, kiedy ona nie bawi się tymi, które ma. Z drugiej strony wiem, że każda zabawka rozwija inne umiejętności. I tak naprawdę to dobrze, że bawi się nimi na zmianę.
Ostatnio bardzo przypadł jej do gustu zestaw TOP FASHION z firmy Alexander. Na pewno ma to związek z jej zainteresowaniem modą i projektowaniem ubrań, o którym pisałam tutaj. Tosia uwielbia również (w przeciwieństwie do mnie) wszelkie aktywności plastyczne i manualne. A ten zestaw łączy to wszystko w sobie. 
Po tym, jak TOP FASHION tak bardzo spodobało się Tosi, przyjrzałam się ofercie Alexandra dość wnikliwie. I byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Znałam wcześniej kilka ich produktów, zawsze zachwycały starannością wykonania i walorami edukacyjnymi. Tak naprawdę Top Fashion to pierwsza typowa zabawka z ich oferty, która trafiła do naszego domu. Nie uczy pisać, czytać i liczyć. Za to rozwija zdolności manualne. Bo stroje, które będzie nosić nasza modelka trzeba najpierw wyciąć. A potem można łączyć, mierzyć, sprawdzać, które pasują do siebie najlepiej. I przy tym znakomicie się bawić! 



A kiedy już nasze dzieci wyrosną z tego typu zabaw, mogą sięgnąć po coś zupełnie innego. Bo nie wiem, czy wiecie, ale Alexander wypuścić na rynek bardzo ciekawą grę. Tosia jest na nią jeszcze trochę za mała, ale starsze i przede wszystkim czytające samodzielnie dzieci, będą tą grą zachwycone. W Gdybyś był... to świetna propozycja dla całych rodzin. Pudełko kryje w sobie dwa rodzaje kart, pionki, żetony, plansza i tarcza losująca ze strzałką. W grze chodzi o to, żeby odpowiadać na pytania zawarte na kartach. Nie potrzeba jednak do tego żadnej specjalistycznej wiedzy, a jedynie znajomości osób, z którymi gramy. Musimy bowiem obstawiać kim (albo czym) w alternatywnej rzeczywistości byłyby osoby, z którymi gramy. W zależności od tego ile wiemy o przeciwnikach, możemy obstawiać odpowiedź z różnym stopniem prawdopodobieństwa. Im lepiej  będziemy obstawiać, tym szybciej będziemy przesuwać się po planszy! Może być zabawnie! Przy okazji sporo można się o siebie i swojej rodzinie oraz znajomych dowiedzieć. Ja nie mogę się doczekać, kiedy zagramy z nią z Tosią. Bo choć gra przeznaczona jest dla dzieci powyżej dwunastego roku życia, to ze stosu kart można wyłowić część z dobrze znanych dzieciom kategorii i świetnie się z nimi bawić! My tak właśnie zrobiliśmy. Bo Tosia doskonale wie, jakim gatunkiem sera chciałaby być, ma swoje ulubione utwory bożonarodzeniowe i zna sporą grupę sławnych Polaków, więc i niespełna sześciolatka może się z Gdybyś był... świetnie bawić!








seria Top Fashion
 
Gdybyś był...
Liczba graczy 3-8
Wiek 12+


poniedziałek, 29 maja 2017

Psi los, czyli "Lolek" (Agora)

Był tu już Baltic, który pływał na krze (KLIK). Symbolizujący psią wierność Dżok (KLIK). Specjalizujący się w tropieniu przestępców Elf (KLIK). Teraz, do zacnego grona czworonogów będących bohaterami literackimi dołącza Lolek, pies Adama Wajraka.


Lolek, zanim został Lolkiem wiele wycierpiał. Nikt, oprócz niego nie wie, co przeżył, ale na pewno został przez ludzi skrzywdzony. Adam Wajrak nie wie, co spotkało Lolka, ale widział rany na jego ciele i strach w jego oczach. Lolek bał się ludzi. Dlaczego? Tego się nie dowiemy, choć historia opisana w tej książce mogłaby (niestety) wydarzyć się naprawdę.

Maleńki psiak został zabrany od mamy. Wzięli go do siebie ludzie, którzy nigdy nie powinni mieć pod opieką żadnego żywego stworzenia. Niestety, trafił do nich Lolek. I ci ludzie bardzo Lolka, który wtedy jeszcze Lolkiem nie był skrzywdzili. Krzywdzili go tak bardzo, że pies w końcu nie wytrzymał i uciekł z podwórka, na którym spotkało go tyle złego. Biegł przed siebie, choć na dworze panowała zima. Wyszukiwał jedzenie pod śniegiem, żeby mieć siły na dalszą ucieczkę. Byle jak najdalej od miejsca, w którym został skrzywdzony. Biegł długo, w końcu dotarł do warsztatu samochodowego. Przyciągnął go tu znajomy zapach trocin, położył się na nich i zasnął. Wkrótce w tym miejscu pojawili się ludzie, których już niedługo miała połączyć z Lolkiem wyjątkowa więź. Ale skrzywdzony psiak nie pozwolił się tak łatwo oswoić, był bardzo ostrożny, jadł, co mu przynosili, ale nie chciał podchodzić blisko ludzi. Po pewnym czasie uciekając się do podstępu przygarnęli Lolka do siebie. Jednak i w tym dla ludzi bezpiecznym miejscu pies czuł się niepewnie. Traumatyczne wydarzenia, których był uczestnikiem odcisnęły na nim piętno. Teraz życie Lolka wygląda zupełnie inaczej. Jak? Żeby się tego dowiedzieć trzeba przeczytać tę książkę.

Lolek to nie jest łatwa lektura. Ale jest to lektura obowiązkowa. Choć nie raz łzy cisnęły mi się do oczu i widziałam ogromne przejęcie na twarzy Tosi, przeczytałyśmy tę książkę do końca. A potem długo rozmawiałyśmy o Lolku i tym, co go spotkało. Pewnie nigdy nie będziemy mieć psa, bo nie możemy zapewnić mu odpowiednich warunków, ale gdybyśmy kiedyś mieli stać się posiadaczami czworonoga, na pewno przygarnęlibyśmy zwierzę ze schroniska. Bo choć wiele rasowych psów budzi w nas zachwyt, to te odrzucone kundelki patrzące na świat przez kraty schroniskowych klatek potrzebują miłości i domu. 

Książka Adama Wajraka powinna znaleźć się w każdym domu. Piękna, mądra, skłaniająca do refleksji i doskonale zilustrowana książka zachwyci i wzruszy każdego. Chciałabym, żeby poznali i przemyśleli ją wszyscy, może dzięki temu nigdy więcej nie usłyszelibyśmy o przypadkach znęcania się nad zwierzętami. Przeczytać i przemyśleć powinni ją wszyscy, zarówno dorośli, jak i dzieci. W Lolku nie brakuje smutnych wydarzeń, ale zakończenie jest szczęśliwe i daje nadzieję. Pokazuje świat takim, jaki jest. Niczego przed czytelnikami nie ukrywa. Świat widziany oczami psa nie zawsze jest różowy, ale jest prawdziwy, to dla czytelników jednocześnie lekcja i przestroga. A dla nas to lektura, do której na pewno będziemy wracać.






Lolek
Adam Wajrak
ilustracje Mariusz Andryszczyk
AGORA, 2017

 

piątek, 26 maja 2017

Czas ruszyć się z domu! Dokąd? "Spacerkiem po Łodzi" (Wydawnictwo Literatura)

Opisywałam tu przewodniki dla dzieci po Wrocławiu (KLIK), Warszawie (KLIK) i Krakowie (KLIK). Pojawiły się książki o Karkonoszach (KLIK) i książka o poznańskim Nowym Zoo (KLIK). Ale takiej książki jeszcze tu nie było! Wypatrzyłam ją na jednej z ostatnich stron katalogu wydawnictwa Literatura. Od razu rzuciła mi się w oczy i wiedziałam, że musimy ją mieć! Choćby dlatego, że w tym roku planujemy odwiedzić Łódź. 


To, co zobaczyłam wewnątrz książki przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Jak na przewodnik po mieście (albo opowieść o mieście), jest to dzieło niemal monumentalne! Ponad sto pięćdziesiąt stron historii, ciekawostek i ważnych informacji, które zainteresują nie tylko przyjezdnych, ale i mieszkańców Łodzi. W książce Spacerkiem po Łodzi napisano o wszystkim. O powstaniu miasta i genezie jego nazwy, o narodzinach najsłynniejszej łódzkiej ulicy, czyli Piotrkowskiej. O słynnych mieszkańcach Łodzi i piłkarzach, którzy właśnie tutaj rozpoczynali swoje wielkie kariery. Nie zapomniano o łódzkiej filmówce i studio Se-ma-for, w którym narodził się między innymi Miś Uszatek. Jeden z rozdziałów w całości został poświęcony Julianowi Tuwimowi. Jest bardzo ciekawa część o języku, którym posługują się mieszkańcy Łodzi i o łódzkich klubach piłkarskich. Interesującym i, co najważniejsze, zrozumiałym dla najmłodszych językach opisano codzienne życie mieszkańców robotniczej Łodzi. W bardzo ciekawy sposób przedstawiono łódzką architekturę. Już wiem, że przechadzając się uliczkami tego miasta warto patrzeć w górę i wyszukiwać kamienne zwierzęta zaklęte na ścianach kamienic. Opisano również najciekawsze pałace, które kiedyś należały do najbogatszych łodzian, a do dziś możemy je podziwiać na ulicach miasta. Nie zapomniano również o przedwojennej wielokulturowości tego miasta. Znalazło się miejsce na anegdoty i sprawy bardzo poważne (jest na przykład fragment o łódzkim getcie).

Całość uzupełniają liczne zdjęcia i zabawne ilustracje. Na tych drugich zobaczyć można turystów i mieszkańców przechadzających się po Łodzi. Fotografie pokazują łódzkie pomniki, kamienice i pałace. Jeśli miałabym się czegoś czepiać, to brakuje w tej książce niewielkiej choćby mapy (na przykład na wyklejce), która przedstawiałaby centrum z zaznaczonymi najważniejszymi zabytkami. Ale to już takie czepianie się szczegółów, bo tak naprawdę nie mogę tej książce niczego zarzucić! Jestem pod jej  ogromnym wrażeniem, bo autorzy musieli włożyć mnóstwo pracy, żeby tę książkę przygotować. Opłaciło się, takiej książki nie napisano o żadnym innym polskim mieście. I wszystkie miasta powinny się od Łodzi uczyć!!!


 






Spacerkiem po Łodzi
Aleksandra Jonas, Karolina Kołodziej, Maciej Kronenberg
ilustracje Iwona Cała
Wydawnictwo Literatura, 2016

 

czwartek, 25 maja 2017

Detektywi z Wielkopolski! "Ignacy i Mela na tropie złodzieja" (Wydawnictwo Debit)

Zdarzyło się Wam kiedyś narzekać na zakończenie książki? Mówić, że napisalibyście to inaczej? Że alternatywne zakończenie byłoby lepsze? Na pewno się zdarzyło. Bo takie sytuacje ludziom, którzy czytają książki czasem się przytrafiają. A może chcieliście kiedyś mieć wpływ na akcję książki? Samodzielnie podjąć decyzję o dalszych losach bohaterów? Nie mówcie, że nie. Na pewno chcieliście. Dlatego mam dziś dla Was i dla Waszych dzieci oczywiście, dwie książki, dzięki którym te marzenia można spełnić. 


Książki Zofii Staniszewskiej opowiadają o przygodach bliźniaków. Ignacy i Mela są dziećmi dyrektorki biblioteki. Mogłoby się wydawać, że mama bibliotekarka może fundować dzieciom atrakcje związane jedynie z czytaniem. Tymczasem okazuje się, że częste odwiedzanie biblioteki może mieć bardzo zaskakujące konsekwencje.

Na przykład w książce Zagadka biblioteki okazuje się, że pod nieobecność pani dyrektor ktoś ukradł z gabloty bardzo cenny i stary dokument, który już niedługo miał zostać przekazany do Warszawy. W bibliotece popłoch, trudno powiedzieć kto mógł to zrobić. Nie są również jasne motywy kradzieży? Pieniądze, sława? A może ktoś zlecił kradzież cennego dokumentu? W bibliotece nie zostały żadne ślady, więc śledztwo nie jest łatwe. Na szczęście oprócz policji do akcji wkraczają Ignacy i Mela. Dzieci dokładnie analizują całą sytuację, typują podejrzanych i podsłuchują różne rozmowy toczące się w bibliotece i mieszczącym się w tym samym budynku domu kultury.





Podobnie sytuacja wygląda w drugim tomie przygód rezolutnych bliźniaków, czyli Zagadce dębów rogalińskich. Tym razem akcja przenosi się z Mosiny do Rogalina, gdzie w parku otaczającym dawną rezydencję rodziny Raczyńskich stoją trzy stare dęby. Jednak to nie one zostały skradzione, złodziej połaszczył się na przedstawiającą je statuetkę, która miała być główną nagrodą w konkursie literackim. Ignacy i Mela znowu włączają się w poszukiwania, krążą po pałacowych korytarzach, dokładnie sprawdzają cały park i przyglądają się pracownikom zabytkowego kompleksu. Podejrzanych znowu jest wielu, ale bliźniaki nie dają się zwieść pozorom. 





Ze streszczenia obu tomów można wywnioskować, że nie ma w tych książkach nic niezwykłego. Ot, zwyczajne powieści detektywistyczne dla młodych czytelników. A jednak jest coś, co opowieści Ignacym i Meli zdecydowanie wyróżnia. Czytając te książki trzeba niezwykle uważnie śledzić fabułę. Dlaczego? Bo w pewnym momencie czytelnik sam musi zdecydować, kto popełnił przestępstwo. W zależności od tego kogo wskaże może albo czytać dalej, albo przejść na wskazaną przez autorkę stronę. Tosi bardzo podobała się możliwość wskazania przestępcy. Bardzo uważnie słuchała kolejnych rozdziałów i w końcu powiedziała, kto według niej ukradł cenny dokument i unikatową figurkę. Jesteście ciekawi kto to zrobił? Dowiedzieć się tego możecie tylko w jeden sposób - czytając te książki. My, miłośniczki powieści detektywistycznych dla dzieci, polecamy je z pełnym przekonaniem. Są interesujące, zabawne, doskonale zilustrowane i trzymają w napięciu do ostatniej strony, a poza tym są polskie! A ja mogę powiedzieć więcej, są nawet wielkopolskie, bo ich akcja toczy się tuż obok nas! Jak więc mogłybyśmy ich nie polubić?!





Zagadka biblioteki
Zagadka dębów rogalińskich
Zofia Staniszewska
ilustracje Artur Nowicki
Wydawnictwo Debit, 2017
Wiek 6+

 

środa, 24 maja 2017

Środowe recenzje: Wakacje jak ze snu. "Duszan" (Wydawnictwo TADAM)

Zaczęłam czytać tę książkę i od razu się rozmarzyłam. Marzyłam o wakacjach. Ale w mojej wyobraźni nie zobaczyłam siebie na rajskiej plaży, pod palmami i w pełnym słońcu. Zobaczyłam coś zupełnie innego. Mały dom, wieś, sielskie otoczenie i babcię. Tak, wakacje u babci. Coś, czego już nigdy nie doświadczę. Nigdy nie przeżyję już takich wakacji, jak bohaterowie książki, która tak mnie zauroczyła. 



Na tę książkę nie można nie zwrócić uwagi. Ilustracje autorstwa Doroty Wojciechowskiej skradły moje serce już przy okazji lektury innych książek (między innymi opowieści o Kornelu Makuszyńskim Słońcem na papierze, o której mogliście przeczytać tutaj). W Duszanie artystka po raz kolejny udowadnia, że tworzy ilustracje niezwykłe. Z okładki spogląda na czytelników niedźwiedź, pod nim widzimy niewielki, uroczy domek z kominem i kogutem na dachu. A wokół nich konary drzew, liście dębu i muchomory. Niesamowicie działa na wyobraźnię, a to dopiero początek, bo już za chwilę wejdziemy w świat niezwykłej opowieści i staniemy się uczestnikami czegoś wyjątkowego. 

Nazywam się Duszan. Jeśli czytasz te słowa, to znaczy, 
że otworzyłeś Kapsułę Czasu, którą zakopaliśmy razem 
z moim bratem Jankiem pod kasztanem, tuż za miodowym domem naszej babci.  
To mój pamiętnik. Opisałem w nim wszystkie nasze przygody
podczas pobytu w Zalesiu (...)
Wszystko zmieniło się tego lata.

Chłopcy nie wiedzieli, co może spotkać ich na wsi. Zaraz po przyjeździe dowiedzieli się, że na nic nie przyda im się wiedza zdobyta w szkole. Tutaj poznają zupełnie inną sferę życia. Że będą to wakacje zupełnie wyjątkowe, podobnych nigdy dotąd nie przeżyli i może już nie przeżyją. Na początku trudno im odczytać czego chce od nich babcia. Dziwi ich również fakt, że babcia daje im zupełnie wolną rękę. Tak naprawdę mogą robić co chcą. Nie muszą mówić babci kiedy i dokąd idą. Babcia obdarza ich pełnym zaufaniem. To dzięki niej chłopcy mogą doświadczyć rzeczy niezwykłych, które pewnie nigdy nie stałyby się ich udziałem. Nigdy nie przeżyliby magicznych chwil związanych z kurczeniem się i rozszerzaniem czasu. Nie odkryliby talentów, o które dotąd się nie podejrzewali. Gdyby tego lata nie pojechali do babci byliby zupełnie innymi ludźmi...

Celowo nie zdradzam zbyt wielu szczegółów z fabuły, bo tę książkę i zaklętą w niej magię trzeba odkrywać samodzielnie. Wtedy ta książka smakuje najlepiej. A idealną porą do jej odkrywania jest właśnie teraz, kiedy dni są długie, słońce świeci coraz śmielej, a my mnóstwo czasu spędzamy na zewnątrz. Może macie taki domek w lesie albo na wsi, do którego sami jeździliście na wakacje? Przeczytajcie tam Duszana sami albo ze swoimi dziećmi. Na pewno się nie zawiedziecie. Na pewno Wasze lato będzie dzięki tej książce wyjątkowe! Bo odnaleźliście zostawioną przez chłopców Kapsułę Czasu. W niej zamknęli swoje wspomnienia i MOC, którą zgromadzili podczas wakacji. Teraz dzielą się nią z czytelnikami. Korzystajcie z tego!








Duszan
Antonina Todorović
ilustracje Dorota Wojciechowska
Wydawnictwo TADAM, 2017