środa, 19 kwietnia 2017

Środowe recenzje: Kiedy wynaleziono Internet, czyli "Tek. Nowoczesny jaskiniowiec" (KInderkulka)

Macie problem z oderwaniem swojego dziecka od tabletu albo smartfona? My nie. I nie piszę tego, żeby się chwalić, Tosia po prostu nie przejawiała zainteresowania zdobyczami techniki. Miała jednak inny kłopot, zdarzało się jej, że w miejscach, w których byłyśmy (np. w Europejskim Centrum Solidarności) znajdowały się ekrany dotykowe, z których obsługą Tosia zupełnie sobie nie radziła. Dlatego, kiedy kilka tygodni temu wymieniałam telefon, podjęliśmy decyzję o przekazaniu starego w ręce Tosi. I od tej pory, raz na kilka dni, niezbyt jeszcze wprawną ręką, próbuje uruchomić aplikację, w której może słuchać książek, dowiedzieć się czegoś o zwierzętach albo zagrać w grę. Trochę się pobawi i odkłada. Jak długo tak będzie nie wiemy. Ale mamy nadzieję, że nie pójdzie drogą Teka, którego od smartfona oderwał dopiero wybuch wulkanu...



Tek jest jaskiniowcem. Na okładce widzimy go odzianego w skórę jakiegoś prehistorycznego kota. Był właściwie zupełnie zwyczajnym troglodytą. Przyjaźnił się z dinozaurami i czasem spotykał na swojej drodze mamuty. Od znanych nam troglodytów różni go jedna rzecz. Chłopiec w zasadzie nie wychodził na zewnątrz, siedział w swoim jaskiniowym pokoju, przyklejony do telefonu, tabletu albo konsoli do gier. Całymi dniami i całymi nocami. Bez przerwy. Niemożliwe? A jednak! Bo to właśnie tata Teka, kudłaty troglodyta z maczugą wynalazł Internet! Z tego powodu musiał wysłuchiwać nieustających pretensji ze strony swojej żony i mamy Teka w jednej osobie. I trudno jej się dziwić, bo na świecie działo się tyle ciekawych rzeczy, zachodziła ewolucja, nastąpiła epoka lodowcowa, a Tek o niczym nie wiedział. On nawet nie nauczył się poprawnie wypowiadać nazw mieszkających obok niego dinozaurów!
Upływały godziny, dni i miesiące.
Czas uciekał bezpowrotnie.
Jego najlepszy przyjaciel Rex marzył o tym, żeby po prostu się z nim pobawić. Jednak Tek nie miał na to ani czasu, ani ochoty. I wina wcale nie leżała po stronie dinozaura, winny był Tek. Chłopca tak bardzo pochłonął świat wirtualny, że nie interesowała go żadna rzecz, która działa się obok niego. Rodzice uciekali się do coraz drastyczniejszych sposobów, żeby tylko oderwać go od komputera i wyciągnąć z jaskini. Tata rozważał nawet rozpalenie ogniska pod jego siedzeniem. Problem tkwił jedna w tym, że ognia ojcu Teka nie udało się jeszcze wynaleźć. Aż w końcu do akcji wkroczył Wielki Wybuchacz, czyli miejscowy wulkan. I zrobił to, co potrafił najlepiej - wybuchnął. 
Erupcja była tak potężna, że wyrzuciła Teka z jaskini,
razem z jego telefonem, tabletem i konsolą do gier.
Wybuch to było nic. Chłopiec wyleciał tak daleko, że stracił zasięg! Jak rozwiązał swój kłopot i co stało się dalej oczywiście nie zdradzę, bo tę książkę każdy musi przeczytać sam.

Przed Bożym Narodzeniem opisywałam tutaj Tatę w sieci (KLIK), historię uzależnionego od Internetu pingwina. Tym razem mamy opowieść o dziecku, które nie chce wyjść z wirtualnego świata.  Internet wymyślił jego tata i w dobrej wierze dał dostęp do niego swojemu dziecku. Tak robi wielu rodziców i nie ma w tym nic złego, ale warto rozmawiać z dziećmi na temat ewentualnych zagrożeń płynących ze zbyt głębokiego wejścia w świat wirtualny. Oczywiście ta opowieść raczej nie przekona zapatrzonego w ekran nastolatka do rozstania się z tabletem, ale kilkulatek, który dopiero odkrywa świat technologii, powinien tę książkę znać. Powiem więcej, moim zdaniem, dziecko powinno dostać do ręki najpierw tę książkę, a potem dopiero dowiedzieć się, że istnieje coś takiego jak tablet albo smartfon. Opowieść o przygodach Teka jest ciekawie napisana i zabawnie zilustrowana. Może niektórym dzieciom przypadnie do gustu tak bardzo, że moment sięgnięcia po tablet nieco przesunie się w czasie, a może ta książka im tablet zastąpi. 

A na tych, którzy wezmą tę książkę do rąk czeka niespodzianka.

Tek. Nowoczesny jaskiniowiec wyróżnia się bowiem sposobem wydania. To najlepszy tablet, jaki miałam w ręce. Tak, tablet! Ta książka do złudzenia go przypomina. Żeby rozpocząć jej czytanie, trzeba wpisać kod, a potem warto zwracać uwagę na poziom naładowania baterii, bo ten zmniejsza się z każdą kolejną przeczytaną stroną. Ładowarki nie dołączono. W końcu przewaga książek na elektroniką polega między innymi na tym, że nie trzeba ich ładować i zawsze są gotowe do tego, żeby zacząć je czytać. 









 Tek. Nowoczesny jaskiniowiec
Patrick McDonnell
tłumaczenie Grażyna Chamielec
Wydawnictwo Kinderkulka, 2017
Wiek 3+

11 komentarzy:

  1. Fajne rozwiązanie, ale fakt, że nie dołączono ładowarki sprawia, że po rozładowaniu juz nie sięgniecie po tę "ksiażkę" :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz podobno wszystkie ładowarki są uniwersalne;)

      Usuń
  2. Fajny pomysł na książkę, mojemu synowi na pewno by się spodobała :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super pomysł na książkę chetnie ją kupimy

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale numer ! :) Na początku widząc tylko miniaturki zdjęć byłam przekonana, że to faktycznie tablet ! Super pomysł, bardzo oryginalny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tosia była pewna tego, że jest to tablet;)

      Usuń