poniedziałek, 13 marca 2017

Magia, czyli "Tyczka w Krainie Szczęścia" (Wydawnictwo Mamania)

Kiedy kilka lat temu po raz pierwszy zetknęłam się z książkami wydawanymi w Wielkiej Brytanii, zazdrościłam mieszkającym tam dzieciom, że mają nieograniczony dostęp do tak pięknych publikacji. Dziś nie zazdroszczę im niczego. Ba! Jestem pewna, że to oni mogą zazdrościć nam. 


Tyczkę w Krainie Szczęścia postanowiłam kupić ze względu na ilustracje. Wszystko, co wyjdzie spod ręki Emilii Dziubak kupujemy w ciemno, bo nawet jeśli Tosi nie zainteresuje historia, to z przyjemnością ogląda niesamowite ilustracje. W tej książce Emilia Dziubak po raz kolejny nas nie zawiodła, powiem więcej po prostu nas oczarowała, zachwyciła, zabrała do innego świata. Tym razem zilustrowała opowieść autorstwa Martina Widmarka, którego młodzi czytelnicy kojarzą przede wszystkim z "Biurem Detektywistycznym Lassego i Mai". Dwoje niezwykłych twórców stworzyło niezwykłą książkę, która raz przeczytana nigdy nie zniknie z pamięci.
Historia rozpoczyna się pewnego wieczoru, Daniel leży w łóżku, a obok niego siedzi pani Julia, która zajmuje się chłopcem, kiedy jego rodzice są w pracy. Pani Julia jest mistrzynią opowieści, nic więc dziwnego, że Daniel nie chce spać i prosi opiekunkę o kolejną historię. Pani Julia nie daje się długo prosić i opowiada chłopcu niesamowitą historię, której była uczestniczką. Mała Julia miała brata, byli najlepszymi przyjaciółmi, uwielbiali bawić się razem. Pewnego dnia brat Julii zniknął. Co się z nim stało? Tego nie wiedziała ani Julia, ani jej rodzice. Szukali go przez kilka dni, ale na nic się to zdało. Chłopiec przepadł. Do dziewczynki dotarło, że pewnie nigdy więcej się nie spotkają. Nie potrafiła się z tym pogodzić, była smutna i nikt nie mógł jej pocieszyć. Nawet paczka z tajemniczą zawartością nie wywołała uśmiechu na jej twarzy. W paczce były sanki, ale Julia nie miała ochoty na nich zjeżdżać. Zrobiło jej się jednak żal rodziców, dlatego ubrała się i wyszła z domu, żeby raz zjechać z górki. Kiedy była już na górce i odepchnęła się nogami wydarzyła się rzecz niezwykła. Sanki nabrały niesamowitego rozpędu i Julia wjechała najpierw pod świerk, a potem prosto do lodowego tunelu. Julia uderzyła o coś głową i straciła przytomność, kiedy się ocknęła zobaczyła wokół siebie różne owady, które bacznie jej się przyglądały. Dokąd trafiła? Czy pomogą jej się stąd wydostać i wrócić do domu? I co wspólnego z tym wszystkim ma pierścionek z perłą, który pani Julia do dziś nosi na palcu? Nie zdradzę niczego więcej, bo historia jest tak niezwykła, że musicie przeczytać ją sami.

Książkę wybrałam ze względu na osobę ilustratorki, ale kiedy otworzyłam paczkę i zobaczyłam okładkę na żywo, wydałam z siebie okrzyk zachwytu. A potem zaczęłam ją głaskać i oglądać pod różnym kątem, żeby zobaczyć jak zmieniają się jej kolory. Pierwsze spojrzenie do wnętrza książki wzbudziło jeszcze większy zachwyt. Ilustracje są prawdziwymi dziełami sztuki, każda z nich po oprawieniu w ramę mogłaby zawisnąć na ścianie. Choć bardzo chciałam od razu ją przeczytać, wstrzymałam się z tym do powrotu do domu. Wiedziałam, że trzymam w rękach historię magiczną i chciałam przeczytać ją po raz pierwszy razem z Tosią. Kiedy już siedziałyśmy na kanapie i zagłębiłyśmy się w opowieść Martina Widmarka nie mogłyśmy przestać czytać. Pierwszego wieczoru przeczytałyśmy ją kilka razy, przy każdym odkrywając w tej opowieści coś nowego, a jednocześnie cały czas towarzyszyły nam ogromne emocje. Tą książką nie można się nie zachwycić, historia jest piękna, ma w sobie coś z baśni Andersena, coś z Alicji w Krainie Czarów i z Opowieści z Narnii. Słowa, zadania, akapity układają się w niezwykłą całość, w historię, która już na zawsze zostanie w pamięci czytelników. To na pewno jedna z najpiękniejszych historii, jakie czytałam i jedna z najpiękniejszych książek dla dzieci, jakie trafiły w moje ręce (a było ich naprawdę sporo). Dlatego jeśli chcielibyście przeżyć coś niezwykłego koniecznie sięgnijcie po tę książkę. Znajdziecie tam opowieść o miłości, przyjaźni, wzajemnym zaufaniu, pełną niezwykłych i tajemniczych bohaterów. Jestem pewna, że będziecie czytać i wzdychać pełni zachwytu, bo tą książką nie można się nie zachwycić!






Tyczka w Krainie Szczęścia
Martin Widmark
Emilia Dziubak
przełożyła Marta Dybuła
Wydawnictwo Mamania, 2017

 

12 komentarzy:

  1. Faktycznie grafika przyciaga oko :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Faktycznie jej ilustracje wręcz hipnotyzują. Też jestem nimi zachwycona!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ilustracje faktycznie bardzo baśniowe :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. Zgadzam się! Kupiłam tę książkę przede wszystkim dla ilustracji:)

      Usuń
  5. Też kocham Emilię Dziubak!!! I podobnie jak Ty biorę w ciemno. Zawiodłam się na "Tru" B. Kosmowskiej , ale to na treści (https://fifiimikipoznajaswiat.blogspot.com/2017/04/tru-barbara-kosmowska-emilia-dziubak.html). Bo ilustracje przeeeepiękne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nam akurat "Tru" się podobał w warstwie tekstowej i ilustracyjnej:)

      Usuń