środa, 1 marca 2017

Środowe recenzje: Pożegnanie z zimą. "Nela na kole podbiegunowym" (Burda NG Polska)

To jedna z tych książek, które na recenzję musiały czekać bardzo długo. U wszystkich pojawiła się jeszcze przed Bożym Narodzeniem, u nas pojawia się czterdzieści dni przed Wielkanocą;) Ale okazja całkiem odpowiednia, bo oto 1 marca obchodzimy Światowy Dzień Dzikiej Przyrody, a ta książka z dziką przyrodą ma całkiem dużo wspólnego.
Tak, jak książka czekała na recenzję, tak jej autorka i bohaterka czekała na to, żeby Tosię zainteresowały jej przygody. I może nadal nie wykazywałaby zainteresowania podróżami Neli, gdyby nie okładka najnowszej książki małej reporterki, którą Tosia zobaczyła na wystawie osiedlowej księgarni. Zobaczyła i przepadła. Każdego dnia, minimum dwukrotnie stawała przed witryną i tęsknym wzrokiem wpatrywała się w uśmiechniętą dziewczynkę i znajdującą się obok niej małą fokę. Patrzyła i marzyła o tym, żeby tę książkę mieć. A ponieważ zbliżał się 6 grudnia zdecydowaliśmy, że oprócz zaplanowanego wcześniej prezentu, dostanie również książkę o Neli. Dostała i się nie zawiodła, choć nie będę ukrywać, że była trochę zdziwiona, że nie jest to tylko opowieść o fokach;)


Nelę zna chyba każde dziecko i każdy rodzic. Nie wiem, jakie wyniki dałaby ankieta czy źródłem tej wiedzy jest telewizja, czy książka, ale to nie jest kwestia najważniejsza. Tosia poznała Nelę poprzez książki, program w telewizji emitowany jest w takich godzinach, że najczęściej o nim zapominamy. Ale widziała kilka odcinków i bardzo jej się podobały. Wydaje mi się jednak, że książka spodobała jej się bardziej. Po pierwszym przeczytaniu szybko wybrała ulubione rozdziały, do których teraz najchętniej wraca. Do nich należą opowieści o psich zaprzęgach, reniferach, maskonurach i lodofokach grenlandzkich. Z zapartym tchem słuchała (i do dziś wspomina) o przygodzie Neli na lodołamaczu i spotkaniu ze Świętym Mikołajem. Sama chętnie wraca do tej książki i ogląda fotografie z podróży Neli na koło podbiegunowe. Bo była to podróż naprawdę ciekawa, choćby dlatego, że większość ludzi wybierając kierunek własnych podróży kieruje swoje myśli ku krajom południowym, gdzie jest znacznie cieplej i niemal przez cały rok świeci słońce. Tymczasem Nela ruszyła na północ i pokazała swoim czytelnikom i ich rodzicom, że kraina, choć chłodna oferuje mnóstwo atrakcji i na pewno nikt nie będzie się tam nudził. Tosia ma już całkiem sprecyzowany plan swoich przyszłych podróży w rejon koła podbiegunowego. Ciekawe, czy zabierze nas ze sobą? ;)

Oprócz mnóstwa zdjęć dokumentujących w książce znalazły się również kody, które ukrywają dodatkowe treści multimedialne. Po pobraniu specjalnej aplikacji i zeskanowaniu kodu czytelnicy mają możliwość obejrzeć filmy. Na nich widać podróż w psim zaprzęgu, zorzę polarną i wieloryby. Tosi bardzo przypadło do gustu takie multimedialne uzupełnienie lektury. Sama również uważam to za doskonały pomysł, bo często czytając książki popularnonaukowe lub podróżnicze zdarza mi się przeszukiwać internet w poszukiwaniu filmów, na których będzie mogła zobaczyć, jak zjawisko, o którym czytamy wygląda naprawdę. Tutaj cała sprawa została załatwiona za mnie, wystarczy tylko zeskanować kod i już można poczuć atmosferę koła podbiegunowego! Nie ukrywam, że kiedy sięgnęłyśmy po wcześniejsze części, w tych pierwszych bardzo brakowało mi kodów, a i Tosia była nieco rozczarowana ich brakiem, bo oprócz oglądania spodobało jej się również ich wyszukiwanie (kod jest najczęściej wpisany w kształt zwierzęcia, ukrywa się w ciele psa husky, w głowie piżmowołu i w łapce maskonura).

Pamiętacie dyskusje wokół nowego kanonu lektur szkolnych? "Nela na kole podbiegunowym" znalazła się tam wśród lektur uzupełniających w ósmej klasie. Nie wiem czy ta książka spodobałaby się piętnastolatkom, ale u pięciolatki wzbudziła zachwyt! Rozbudziła marzenia o podróżach i znacznie powiększyła jej wiedzę o świecie. Ja również czytałam tę książkę z przyjemnością i sama całkiem sporo dowiedziałam się o rejonie koła podbiegunowego. Z perspektywy czasu, bardzo żałuję, że nie było takich książek, kiedy ja byłam w wieku Tosi.







Nela na kole podbiegunowym
Nela mała reporterka
Burda NG Polska, 2016


Tak właśnie rozpoczęła się nasza przygoda z Nelą, pod choinką Tosia znalazła kolejne książki o jej przygodach. A już niedługo w biblioteczce Antoniny pojawi się kolejny tom, bo nie wiem czy wszyscy wiedzą, ale jeszcze w marcu ukaże się kolejny tom Nela i skarby Karaibów






4 komentarze:

  1. Dawno nie miałyśmy książki Neli w domu, a bardzo lubimy ;) Ta wygląda bardzo fajnie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam oglądać jej reportarze. Ostatni który widziałam to ten z Wietnamu :) fajnie opowiada :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nela działa jak magnes. Bardzo lubimy styl jej opowiadania i nieskrepowaną radość dziecka nad zwykłymi rzeczami.

    OdpowiedzUsuń