poniedziałek, 20 marca 2017

"Mama w domu - nie leży i nie pachnie, tylko pracuje". Akcja blogerek parentingowych. Poznaj mój typowy dzień.

"Mama w domu - nie leży i nie pachnie, tylko pracuje!" to tytuł akcji, której pomysłodawcą jest Aneta z bloga www.mama-dwojki.pl. Powstała ona, po tym jak przeczytała wpis na blogu u Beaty z bloga www.arbuziaki.pl <-- tutaj przeczytasz post, od którego wszystko się zaczęło.

Ten wpis stał się dla niej inspiracją. Pomyślała, że fajnie będzie przeczytać o tym jak inne matki, zmagają się z codziennością. Poczuć, że inne mają podobnie, a tym samym uświadomić całej reszcie społeczeństwa, że my mamy, które siedzimy w domu, także wykonujemy pewny rodzaj pracy. Pracy za którą nam nikt nie płaci. Tylko postrzega przez pryzmat powiedzenia " Leżę i pachnę".


Aneta
wraz z Beatą postanowiły zaprosić do akcji kilka mam blogerek, w tym mnie, aby każda z nich napisała swoją " kartkę z kalendarza". Oto autorki i ich blogi, które podjęły się udziału w akcji.

⚛️ Mama Migotka ( linkujecie www.mamamigotka.pl)
⚛️ Młoda mama pisze ( www.mlodamamapisze.com)
⚛️ Beztroska Mama (www.beztroskamama.pl)
⚛️ Mama po 30tce ( www.mamapo30tce.blogspot.com)
⚛️ Jaśkowe Klimaty ( www.jaskoweklimaty.pl)
⚛️ Kobieca myślodsiewnia (www.kobiecamyslodsiewnia.blogspot.com)
⚛️ Mamatywna (www.mamatywna.com)
⚛️ Pani Domowa (www.pani-domowa.pl)
⚛️ Matka bez kitu (www.matkabezkitu.blogspot.com)
⚛️ Lady Mamma (www.ladymamma.pl)
⚛️ Nowa w wielkim mieście ( http://nowawwielkimmiescie.blogspot.ie/)
⚛️ Mama Balbinka
⚛️ Kiedy Mama nie śpi ( www.kiedymamaniespi.pl)

⚛️ Oli Loli New life - (www.oliloli-newlife.com)


KARTKA Z KALENDARZA TOSIMAMY

Ja, co prawda pracuję na etacie, ale zdarza mi się marzyć o tym, co mogłabym robić, gdybym nie musiała iść na osiem godzin do pracy (o tym, jak wygląda dzień matki pracującej pisałam TUTAJ). Zdarza mi się również przebywać na opiece, czyli spędzać czas w domu z chorym dzieckiem. Niektórym zdarza się powiedzieć, że to dla nas, matek pracujących na etacie, dodatkowe 60 dni urlopu wypoczynkowego. To jest urlop?

Godzina 6 - pobudka, chora czy zdrowa jest tak przyzwyczajona do wstawania o tej porze, że przestawi się dopiero za kilka dni, ale wtedy trzeba będzie wracać do przedszkola

Godzina 6:15 - mleko, 200 mililitrów mleka krowiego podgrzewa się na kuchence, hop do kubeczka
i pijemy (to znaczy ona pije, ja wracam go kuchni i robię dla siebie herbatę),

Godzina 6:30 - rozpoczyna się walka, mleko zostało wypite, o powrocie do łóżka nie ma mowy. No, to bajka. A niech obejrzy, normalnie nie ma na to czasu. A ja? Mogłabym się położyć i zostawić ją z tym telewizorem, ale kiedy tylko zniknę jej z pola widzenia, rozlegają się krzyki typu: Mama, chodź zobaczyć!, Mama, a gdzie są chusteczki?, Mama, a o której będzie śniadanie?
Dlatego zostaję z nią i oglądamy te bajki razem. 

Godzina 8 - czas na śniadanie. Jajecznica, parówki, może płatki? A gdyby tak zwyczajne kanapki? 
Czasem udaje nam się dojść do porozumienia, czasem nie, wtedy robię dwa śniadania;)

Godzina 8:30 - sprzątanie po śniadaniu, na szczęście mamy zmywarkę, więc tylko wkładamy do niej naczynia i możemy ruszyć na podbój świata...

Godzina 9 - oczywiście w ograniczonym stopniu, bo dziecko jest chore, zanim zaczniemy spędzać miło dzień, trzeba jeszcze wziąć lekarstwa albo przygotować inhalację

Godzina 9:15 - zaczynamy od książek, jedna, druga, trzecia i jeszcze pięć innych

Godzina 10:15 - zanim zaczniemy robić coś innego mam szansę włączyć pralkę

Godzina 10:20 - czas na planszówki, na początek Chińczyk, potem Grzybobranie, memo i Monopoly Junior. W niektóre gramy dwa razy, bo przypadkowo w pierwszej rozgrywce wygrałam ja, więc Tosia musiała się odegrać;)

Godzina 12:00 - zostawiam dziecko z kolorowankami i uciekam do kuchni celem ugotowania obiadu. Korzystając z faktu, że jestem w domu Antonina zamawia naleśniki z musem truskawkowym.

Godzina 13:00 - wracam do dziecka, ciasto na naleśniki jest gotowe, mus czeka, kiedy mąż da znać, że wyjeżdża z pracy zabierzemy się za smażenie. Na razie mamy czas na wspólne kolorowanie.
Chociaż nie, wcześniej muszę rozwiesić pranie, które czeka w pralce.

Godzina 14:30 - jemy obiad, wyjątkowo wcześnie, bo normalnie robimy to dopiero, kiedy wrócę z pracy

Godzina 15:00 - mąż ogarnia kuchnię po obiedzie, my dalej wyżywamy się artystycznie, 
teraz czas na farby!

Godzina 16:00 - farby się jednak znudziły i pojawia się prośba o bajkę z TV, ale jak w przypadku porannego oglądania, nie mogę się oddalić nawet o pół metra.

Godzina 17:00 - druga tura rozgrywek w planszówki, tym razem we troje

Godzina 18:00 - to czas kolacji i druga tura lekarstw i inhalacji, w tym czasie ogarniam pokój Tosi,
bo choć zasadniczo ma sprzątać sama, z chowaniem części rzeczy po prostu sobie nie radzi

Godzina 19:00 - kąpiel Tosi, potem czytanie bajki, przytulanie i błogi sen do rana, dziecka oczywiście, bo przede mną jeszcze prasowanie, ale zanim zacznę prasować włączam komputer i zabieram się za pisanie. Kiedy zadowolona z siebie wyłączam komputer i kieruję swoje kroki w stronę łóżka, przypominam sobie o stercie ubrań do prasowania. Cóż zrobić?! Prasuję..., a kiedy wszystkie ubrania złożone w równą kostkę leżą na swoich miejscach,
 mogę wreszcie położyć się spać. Chociaż nie, może warto byłoby jeszcze wyjąć z pralki pranie, które włączyłam po tym, jak Tosia zasnęła i rzucić okiem na kuchnię. Włożyć do zmywarki kubki 
i talerze. Włączać już jej nie będę, to zrobię rano, w końcu jutro też nie idę do pracy.
Tak właśnie wygląda jeden z sześćdziesięciu dodatkowych dni "urlopu" przysługującego matkom. Jest czas na malowanie paznokci, na maseczkę i długą kąpiel... Sielanka! Po prostu sielanka.

Ktoś powie, że umieściłam w planie dnia tyle obowiązków, bo normalnie pracuję i, kiedy biorę dzień wolnego, to chcę zrobić jak najwięcej rzeczy. Ale kiedy byłam na macierzyńskim te dni wyglądały podobnie, chciałam przygotować obiad, ogarnąć mieszkanie, włączyć pranie. Raz wychodziło, innym razem nie, bo Tosia miała kiepski dzień i musiałam przez cały czas nosić ją na rękach. Nie nudziłam się ani przez chwilę... To był naprawdę intensywny czas, bo tak naprawdę nawet siedząc cały dzień w domu robi się mnóstwo rzeczy. Tak, to też jest praca. Zupełnie inna od tej na etacie, ale równie ważna.

Jeżeli podoba Ci się pomysł akcji, będziemy bardzo wdzięczne za udostępnienie naszych "kartek w kalendarza". Pragniemy uświadomić wszystkim, że siedzenie w domu z dzieckiem /dziećmi, jest także formą pracy. Pracy na więcej niż cały etat bo 24 na dobę, siedem dni w tygodniu. Chcemy, aby nikt nam już nie mówił, że nam się nudzi. Że macierzyństwo to sama radość. Przyjemność siedzenia w domu, bez wysiłku fizycznego czy psychicznego. Odwalamy kawał wielkiej roboty i pragniemy tylko, aby postrzegać nas za to co robimy siedząc w domu. Wbrew pozorom, nie leżymy, nie pachniemy. Jesteśmy w biegu i często zamiast pachnieć, pachniemy, ale nieprzyjemnie, nie mówiąc, że brzydko 😉 Padamy ze zmęczenia, ale rano wstajemy. Choć może się walić i palić, my działamy. Każdego dnia, od rana do nocy.

Ja pracuję na etacie, ale łączę się z dziewczynami całym sercem, bo wiem, że ciężko pracują, dlatego pragniemy uświadomić wszystkim, że siedzenie w domu z dzieckiem /dziećmi, jest także formą pracy. Pracy na więcej niż cały etat bo 24 na dobę, siedem dni w tygodniu. Chcemy, aby nikt nam już nie mówił, że nam się nudzi. Że macierzyństwo to sama radość. Przyjemność siedzenia w domu, bez wysiłku fizycznego czy psychicznego.
 
 

 

13 komentarzy:

  1. Bardzo szczegółowy opis i skąd my to znamy ,zazwyczaj gdy ktoś pyta "Pracujesz? " Odpowiadam - a po co? Nie muszę ,jestem stworzona do wyższych celów niż służba ;)Rozmowa się kończy .Nigdy się nie tłumaczę bo to prowokuje kolejne pytania i koniec końców jestem na przegranej pozycji :) Znam wiele koleżanek , które nie musiały by pracować , ale twierdza , że muszą być miedzy ludźmi by nie oszaleć z nudów , a mi się po prostu wydaje ,że często jest tak iż człowiek ceni bardziej pieniądze niż czas z dzieckiem , niż swoją wolność , woli prowadzić dziecko do przedszkola z gilkami po pas i czuć osobista sakiewkę w kieszeni napchaną kasiorką ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staramy się na bieżąco reagować na ewentualne symptomy choroby, pewnie dzięki temu udaje nam się unikać antybiotyków i długich tygodni w domu.

      Usuń
  2. Powiedz jeszcze, jak wygląda nasza "wolna" sobota...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, tak, ta wygląda jeszcze ciekawiej. W końcu w jednym dniu nie można upchnąć całego tygodnia.

      Usuń
  3. Nie, ten plan dnia nie jest tak bogaty bo nadrabiasz i korzystasz z tego, że jesteś w domu, mój dzień tak prawie zawsze wygląda, z tą różnicą, że młoda jest kilka godzin w szkole to wtedy ja pracuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że najintensywniej dnie spędzają mamy niemowlaków. Te, na nudę narzekać nie mogą.

      Usuń
  4. U mnie to by było w ostatnim czasie - godzina 4ta rano - do pisania, godzina 9ta wieczorem - do spania ;) :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mając dzień wolny piszę wieczorami, łatwiej mi się wtedy skupić.

      Usuń
  5. U mnie Jasiek ostatnio też nawet tv sam nie obejrzy, bo znów ma fazę na mamę i nic tylko mama i mama, chodzi ze mną wszędzie przyczepiony do nogawki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. No oo tak przecież każda matka czeka z praniem, prasowanie etc, aż się dziecko pochoruje ;) ja podziwiam takie matki, które wychodzą na pełne 8 godzin. Pracując w domu można wiele rzeczy sobie ustawić i być zawsze kiedy dziecko cie potrzebuję, czasem po prostu czegoś nie zrobisz i nie zarobisz tyle ile powinnaś... pracując na etacie nie możesz zaległości zrobić w nocy a w dzień mieć czas dla dziecka...

    OdpowiedzUsuń