czwartek, 2 lutego 2017

Podróże Tosi: Morze zimą? A dlaczego nie?!

Lubię morze latem. Jest ciepło, świeci słońce, można siedzieć na siedzieć na piasku albo kąpać się w morzu. Jest gwarno i wesoło. Kto ma ochotę na gofry, może je zjeść ze wszystkimi dostępnymi dodatkami. Amatorzy lodów również nie mają powodów do narzekań, lody w gałkach, włoskie, polewy, posypki, kilka rodzajów wafelków. Można jedynie narzekać na tłumy, ale wakacje i lato trwają w Polsce tak krótko, że trudno się dziwić, że każdy chciałby spędzić nad morzem kilka dni. My też lato 2016 spędziliśmy nad morzem. Było inaczej, niż to sobie zaplanowaliśmy (kto nie wie, co się stało, niech zajrzy tutaj), ale i tak wróciliśmy zadowoleni. Teraz planujemy wakacje 2017, a jednocześnie przebieramy niecierpliwie nogami, żeby już wybrać się w jakąś krótszą lub dłuższą podróż. Ostatnio przebierałyśmy tak intensywnie, że wywiało nas do Trójmiasta!

Tak, choć niektórym może nie mieścić się to w głowie, w styczniu wybrałyśmy się nad morze. Jak było? Wspaniale! Moja koleżanka, u której się zatrzymałyśmy, ostrzegała nas, że u nich to zawsze kilka stopni mniej, niż w środkowej Polsce, więc mamy się ciepło ubrać. No, to się ubrałyśmy, a kiedy wysiadłyśmy z pociągu, okazało się, że wcale w tej Gdyni tak zimno nie jest i nawet wiatr nie wieje (a jak wiadomo "najgorszy jest wiatr"). Dlatego bez wahania ruszyłyśmy w kierunku morza. Antonina wiedziała jaki jest cel jej wędrówki. Koniecznie chciała trafić na plac zabaw na gdyńskiej plaży. Odkąd trafiła na niego po raz pierwszy wspomina go z zachwytem i uważa za jeden z najlepszych placów, na jakich miała okazję się bawić. Zanim jednak tam poszłyśmy, zabrałam Tosię na Skwer Kościuszki. Trochę kręciła nosem, bo w końcu czekał na nią plac zabaw, ale udało się trochę pospacerować. Cisza, spokój, pojedynczy turyści lub mieszkańcy miasta, Błyskawica i Dar Pomorza. Westchnięcie dziecka i słowa: Ech, statek, chciałabym zobaczyć jak wygląda w środku. Matka, mimo wieku, umysł ma nadal dość bystry i szybko zareagowała proponując dziecku zwiedzenie Daru Pomorza. Tosia nie do końca wierzyła, że jej marzenie tak szybko się spełni, a ja kując żelazo póki gorące, zaprowadziłam ją do kasy i kupiłam bilet. Jej zachwyt i radość trudno opisać! A ja byłam równie zadowolona, bo zwiedzających było niewielu, więc w każdy dostępny dla turystów zakamarek sławnego żaglowca udało nam się zajrzeć! Latem pewnie nie byłoby to takie proste:)

Z pokładu Daru Pomorza udałyśmy się prosto na plac zabaw. Dzieci nie brakowało, ale nie była to ilość znana nam z letnich wojaży. Ba! Mogłam spokojnie siedzieć na ławce, a kiedy tylko podnosiłam głowę, dobrze widziałam, gdzie aktualnie jest Tosia. Dziecko było zachwycone, matka spokojna. Po kilkudziesięciu minutach szaleńczych biegów wśród huśtawek i zjeżdżalni, udałyśmy się w kierunku morza. Tosia odważnie zamoczyła rękę w wodzie, żeby po chwili stwierdzić, że na morsa to ona zdecydowanie się nie nadaje:)
Drugi dzień pobytu w Gdyni wyglądał podobnie, chciałyśmy zwiedzić ORP Błyskawica, ale okazał się był remontowany, dla turystów będzie ponownie dostępny od 1 maja. Na szczęście plac zabaw zrekompensował rozczarowanie, poza tym musiałyśmy jeszcze kupić pamiątki (o te zimą wcale nie jest tak łatwo, ale dwa sklepy były otwarte i całkiem dobrze zaopatrzone).





Ostatniego dnia pojechałyśmy do Gdańska. Najpierw przejazd SKM z Gdyni do Gdańska. Tosia była zachwycona, bo już w drodze do Trójmiasta opowiadałam jej o pociągu, który spełnia tam rolę podobną do naszych tramwajów. Nie trafiłyśmy na super nowoczesny skład, ale radość dziecka i tak była duża. Na dworcu w Gdańsku czekał na nas dziadek. Walizka szybo trafiła do przechowalni bagażu, a my skierowaliśmy swoje kroki do Stoczni Gdańskiej. Naszym celem było Europejskie Centrum Solidarności, które mieliśmy odwiedzić latem 2016, ale najpierw przeszkodził nam w tym ulewny deszcz, który zalał ulice Gdańska, a potem choroba Tosi. Tym razem wszystko poszło po naszej myśli i udało nam się to niezwykłe miejsce odwiedzić.
Nie mam słów, żeby opisać to, jak bardzo mi się tam podobało. Muzeum jest nowoczesne, interaktywne i interesujące dla ludzi w każdym wieku. Mój tata wspominał młodość, ja dzieciństwo, Tosia poznawała historię, dla niej odległą tak samo, jak Bitwa pod Grunwaldem. Naszym zachwytom podczas zwiedzania nie było końca. Tosia biegała od monitora do monitora, od słuchawki do słuchawki. Oglądała, słuchała, podziwiała i poznawała. Nie wiem, ile z tego zostało jej w głowie, ale ma poczucie, że dotknęła historii naszego kraju, że zobaczyła świat, którego już nie ma. Widziała puste półki w sklepie i mieszkanie z lat 70. Oglądała filmy z festiwalu w Jarocinie, słuchała przemówienia Jana Pawła II z pierwszej pielgrzymki do Polski i przemówienia Wojciecha Jaruzelskiego z 13 grudnia 1981 r. Dowiedziała się również, a może przede wszystkim, że Polska była pierwszym krajem, w którym udało się obalić komunizm. Zostawiła zapisaną przez siebie karteczkę na instalacji "Kardiogram Solidarności". A potem bawiła się w Wydziale Zabaw, fantastycznej (choć niedużej) sali przygotowanej specjalnie dla najmłodszych. Tam mogła się nauczyć wiązać węzły, układać wielkie klocki, bawić się w kulkach, zjeżdżać, biegać i dobrze się bawić, czyli spożytkować niespożytą energię. Miejsce zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie, minus daję jedynie paniom pracującym w Wydziale Zabaw. Dzieci w sali było dwoje, pań trzy, chwilami nawet cztery. Wszystkie siedziały przy wejściu, przeglądały strony w internecie, gadały i śmiały się. Żadna z nich nawet na chwilę nie pojawiła się w strefie, w której bawiły się dzieci, choćby po to, żeby pokazać im na czym polegają niektóre zabawy. Nie liczyłam na animacje, bo wolałam sama pobawić się z Tosią albo dać jej się pobawić z będącym w sali chłopcem, ale zerowe zainteresowanie ze strony pań i zajmowanie się własnymi sprawami, budzi pewien niesmak.
To jedyny minus, pozostałe rzeczy oceniam bardzo pozytywnie i na pewno jeszcze tam wrócimy, bo warto! Polecam z dzieckiem i bez dziecka.

Ze stoczni wybraliśmy się na krótki spacer po Gdańsku. Zachęcała nas do tego piękna pogoda, a do tego kusił brak turystów. Długi Targ był niemal pusty, wspominając tłumy ciągnące w kierunku Neptuna latem, z tym co zastaliśmy teraz, jednoznacznie stwierdzam, że właśnie zimą można było poczuć ducha Gdańska i chłonąć atmosferę tego miasta.

Podsumowując - zimowy wyjazd nad morze był strzałem w dziesiątkę. Na pewno kiedyś powtórzymy tę przygodę. Właśnie po to, żeby w spokoju spacerować, zwiedzać, poznawać. Morsami zostać nie planujemy, więc żeby kąpać się w morzu nadal będziemy jeździć tam latem :)









8 komentarzy:

  1. Fantastyczna wyprawa! Ja mam właśnie ochotę wybrać się zimą nad morze :) Mniej ludzi, spokój!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam! Myślę, że takie wypady mogą stać się naszą rodzinną tradycją:)

      Usuń
  2. Każdy czas spędzony z dzieckiem jest cenny... a taki? Chyba najcenniejszy z możliwych : )

    Będziecie to długo wspominać... i mam nadzieję, że tych wspomnień będzie zdecydowanie więcej !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak uważam. Ale następnym razem musimy zabrać tatę, bo trochę nam go brakowało;)

      Usuń
  3. My zastanawialiśmy się nad wyjazdem zimą nad morze, ale z racji odległości - mamy do przejechania dokładnie całą Polskę - nie możemy sobie pozwolić na częste takie wyprawy, więc wolimy jednak poczekać i wyruszyć późną wiosną, tak jak w zeszłym roku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nam jednak nad morze znacznie bliżej. Ale mam już plan, żeby kolejne zimowe wakacje spędzić jednak w górach i pokazać Tosi prawdziwy, wielki zimowy śnieg!

      Usuń
  4. My też kochamy morze, nie tylko latem :) A szczególnie Trójmiasto. I, wstyd przyznać, że choć jetem jedną nogą z Gdańska (dziadek Miętusa był nawet przewodnikiem po tym mieście), to nigdy w życiu nie byłam w Centrum Solidarności! Przy najbliższej okazji musimy odwiedzić to miejsce koniecznie!
    PS. MamoTosi, dopiero teraz (nie wiem jak to się stało!) zobaczyłam, że też jesteś teatrologiem! :) Czyżby też AT?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Centrum Solidarności działa od niedawna, więc brak jego znajomości jest jeszcze absolutnie wybaczalny!
      A ja nie z AT, ale z UAM:)

      Usuń