sobota, 16 grudnia 2017

"Pierwsza Gwiazdka" film i książka, które warto poznać przed Bożym Narodzeniem

Odbywające się w poprzedni weekend Święto Kina zachęciło nas do wybrania się na film. Co prawda kusiło nas, żeby jeszcze raz pójść na Coco, ale w końcu stanęło na Pierwszej Gwiazdce. Boże Narodzenie coraz bliżej, a kiedy oglądać takie filmy, jeśli nie właśnie teraz?


Film opowiada bowiem o pierwszym Bożym Narodzeniu, tym sprzed ponad dwóch tysięcy lat. Pojawiają się w nim Maryja, Józef, Elżbieta, Zachariasz. Są Trzej Królowie, pastuszkowie i Król Herod. Jest również Bo. Bo jest osiołkiem marzącym o lepszym życiu. Całe dotychczasowe spędził w młynie, gdzie mielił ziarna. Tam odwiedzał go gołąb Dave, który opowiadał osiołkowi o świecie poza młynem. Pewnej nowy osiołek przez dziurę w ścianie dostrzegł jaśniejącą na niebie gwiazdę. Nigdy wcześniej jej nie widział. Nigdy nie widział też gwiazdy, która jaśniałaby tak bardzo. Ta gwiazda musiała oznaczać coś wyjątkowego. I oznaczała, bo tej nocy w pewnym domu w Nazarecie pojawił się anioł. Odwiedził on młodą dziewczynę i oznajmił, że urodzi dziecko Boga.

Tak rozpoczyna się film Pierwsza Gwiazdka. W kolejnych scenach widzimy orszak, w którym trzy wielbłądy niosą na grzbietach trzech mędrców. Widzimy też zaślubiny Maryi i Józefa. Właśnie tego dnia ich droga splata się z drogą osiołka. Zwierzak dzięki pomocy przyjaciela, z którym dzielił niedolę uciekł z młyna i schronił się w domu nowożeńców. W trakcie ucieczki złamał nogę i potrzebował opieki. Maryja opatrzyła złamaną nogę i troszczyła się o niego. Pewnie żyliby tak dalej, gdyby nie spis ludności, który został ogłoszony przez cesarza. Osioł nie daje się zaprząc do woza, zostaje więc w Nazarecie. Ale tego dnia swojego żołnierza wysyła tam król Herod, który od mędrców dowiedział się, że na świat przyjdzie albo przyszedł nowy król. Ten żołnierz dociera do domu Maryi i Józefa, a towarzyszące mu psy zaczynają węszyć w okolicy, żeby jak najszybciej wytropić nowego króla. 

Jak dalej potoczyły się losy Maryi i Józefa i co stało się w Betlejem wie każdy. I tę historię również znajdziecie w filmie, ale jest tam również opowieść o zwierzętach. W niej pojawia się osiołek Bo, skrzydlaty Dave i dzielna owieczka Rut. Są trzy odważne wielbłądy i zwierzęta mieszkające w stajence betlejemskiej. Każde z tych zwierząt widziało małego Jezusa. 

Historia opowiedziana w Pierwszej Gwiazdce wzorowana jest na Piśmie Świętym. Pojawiają się tam jednak elementy budzące zdziwienie starszych widzów. Mnie najbardziej drażnił język, który nie do końca pasował do biblijnej opowieści. Na początku nie zachwycił mnie również wątek żołnierza wysłanego przez Heroda, dopiero zakończenie filmu mnie do niego przekonało. Wątpliwości mieliśmy my. Na pewno dlatego, że jesteśmy dorośli, znamy tę historię na pamięć i niechętnie akceptujemy w tej kwestii jakiekolwiek unowocześnienia. A Tosia? Ona oglądała film z zapartym tchem i wyszła z kina zachwycona. To chyba najlepsza rekomendacja, prawda?

Tę samą historię można przeczytać w książce Pierwsza Gwiazdka. Poszli za Gwiazdą. To świetne uzupełnienie filmu albo okazja do poznania tej historii przez tych, którzy do kina nie zdążą się wybrać. Polecam jednak pójść naszą drogą i obejrzeć film oraz przeczytać książkę. Ta druga na pewno spodoba się maluchom, które na kino są jeszcze za małe. Niedługa opowieść, ładne ilustracje, sporo zwierząt, to powinno przypaść do gustu maluszkom. Starszym dzieciom również, bo Tosia do Pierwszej Gwiazdki wróciła bardzo chętnie. Dlatego, jeśli chcecie trochę zwolnić, poczuć świąteczną atmosferę i przybliżyć dzieciom historię Bożego Narodzenia, mogę Wam polecić zarówno film, jak i tę książeczkę. Cokolwiek wybierzecie, będziecie zadowoleni.







Pierwsza Gwiazdka. Poszli za Gwiazdą
adaptacja A.E. Dingee
ilustracje Camille Andre
tłumaczenie Aleksandra Czwojdrak
Wydawnictwo WAM, 2017


piątek, 15 grudnia 2017

Gra(my) w piątki: "Zakupy" (Kapitan Nauka)

Jakie gry lubicie najbardziej? Ja lubię te, które nie zajmują dużo miejsca, a jednocześnie oferują niemal nieograniczoną zabawę. Lubię również te, które czegoś uczą. Ortografia, budowa i funkcjonowanie ludzkiego ciała i język angielski. Gier edukacyjnych jest sporo i cały czas pojawiają się kolejne... Bardzo przez nas lubiany Kapitan Nauka wydał właśnie coś zupełnie nowego. Tytuł zadziała na wyobraźnię wszystkich kobiet, podobno uwielbiamy zakupy, więc Zakupy to na pewno coś dla nas. Ale to nie jest gra tylko dla mniejszych i większych kobiet.


CO KRYJE W SOBIE KOLOROWY KARTONIK?

Po otwarciu pudełka naszym oczom ukazują się wykonane z tektury kosze na zakupy w ilości czterech sztuk, karty z listami zakupowymi i żetony przedstawiające produkty spożywcze. Karty z listami zakupowymi są cztery, a każda z nich jest dwustronna. Przedstawiają one osiem różnych sklepów (papierniczy, sportowy, ogrodniczy, spożywczy, ogrodniczy, warzywniczy, z zabawkami, z owocami i odzieżowy). Pod nazwą sklepu znajduje się sześć produktów, które można w nim kupić. Wszystkie podpisano w dwóch językach, po polsku i angielski. Na żetonach (których jest 48) znajdują się te same rzeczy (tym razem bez podpisów), które umieszczono na listach zakupowych. Zobaczyć można na nich skarpetki, lalki, paprykę, wiśnie, konewkę, bułki, sanki i mazaki. 

JAK GRAĆ?

Zakupy to gra, którą można bawić się na kilka sposobów. W dołączonej do niej instrukcji opisano dwanaście wariantów gry, w tym trzy, które przy okazji zabawy uczą również angielskiego. Każdy powinien znaleźć taki, który będzie mu najbardziej odpowiadał. W co będziemy grać możemy uzależnić od tego, czego chcemy nauczyć dziecko. Na przykład chcąc sprawdzić, który z graczy najszybciej poradzi sobie ze zrobieniem zakupów, kiedy nie mamy na to czasu, wybieramy wariant Mistrz zakupów na czas. W niej gracze muszą jak najszybciej odnaleźć produkty ze swojej karty, wygrywa osoba, której zajmie to najmniej czasu. Wielbicielom promocji spodoba się wariant Łowca okazji, która sprawdza pamięć i umiejętność kojarzenia, a te na wyprzedażach są pożądane. Rozgadane maluchy (czyli na przykład Tosia) chętnie zagrają w Gawędziarza. Tu będą musieli opowiadać o historie z wybranymi przez siebie produktami, tłumaczyć, dlaczego wybrali właśnie te. 
A warianty angielskie? Te są równie interesujące. W nich uczyć się można angielskich nazw sklepów i sprzedawanych w nich produktów. Można je powtarzać i przyporządkowywać nazwy do odpowiednich obrazków (wersja Zakupy po angielsku) albo rozdawać żetony dopiero po poprawnym wymówieniu nazwy (Zakupy po angielsku 2). Jest jeszcze trzecia wersja (Kupiec angielski), w której gracze rozkładają na stole wszystkie żetony i osoba, która poprawnie wymówi nazwę, może włożyć żeton do swojego koszyka. 
CO TAK NAPRAWDĘ MYŚLIMY O ZAKUPACH?
Bez względu na to, który wariant gry wybierzecie, zabawa będziecie się dobrze bawić. W mniejszej albo większej grupie, a nawet w pojedynkę, zabawa będzie doskonała. Sugerowany wiek graczy to 3-7 lat, więc starsze rodzeństwo będzie mogło bawić się z młodszym i każde z dzieci przy okazji się czegoś nauczy. A skoro już wspomniałam o młodszych dzieciach, to trzeba zaznaczyć, że gra wykonana jest w taki sposób, że żaden maluch nie będzie jej straszny. Gruba tektura, zaokrąglone krawędzie sprawiają, że Zakupy to nie tylko dobra, ale i bezpieczna zabawa. 
Wspomniałam ostatnio, że Tosia po pójściu do szkoły zaczęła poważniej podchodzić do nauki angielskiego. Zakupy to kolejna rzecz, która pomoże jej w nauce. Przyjemna zabawa, a nie nudne wkuwanie słówek i przy okazji świetny sposób na na rodzinny wieczór. A te są coraz dłuższe, więc jeśli gry, które macie w domu już Wam się znudziły, polecamy wybrać się na zakupy po Zakupy!





Zakupy
liczba graczy 1-4
wiek graczy 3-7 lat
czas gry 10-20 minut
Kapitan Nauka, 2017


czwartek, 14 grudnia 2017

Czy pod choinką zmieści się słoń?

Zamknięty w książce oczywiście. I choć słoń może nie kojarzy się nam z Bożym Narodzeniem, to tego słonia na wigilię warto zaprosić. Bo uczy tolerancji, zaraża optymizmem i pokazuje jak ważna jest przyjaźń. Co to za słoń? Oczywiście Elmer!


Szczerze mówiąc myślałam, że nasza przygoda ze słoniem w kratkę już się zakończyła. Wydawało mi się, że Tosia jest już na niego za duża. Pomyliłam się. Kiedy wzięła w ręce trzy najnowsze tomy jego przygód, pochłonęła je w jeden dzień. I nie ma w tym ani grama przesady, bo Tosia o Elmerze czytała sama. Ku swojej wielkiej radości udało jej się przeczytać je w całości.



Wydawnictwo Papilon podarowało czytelnikom na zbliżające się święta trzy fantastyczne książki o Elmerze. Dwie z nich, Elmer i wyścig oraz Elmer i wyjątkowy dzień zawierają jedno opowiadanie. W trzeciej książce Elmer. Kolorowe przygody historie są cztery (i żadnego z tych opowiadań nie ma w pojedynczych tomach). Która z nich spodobała nam się najbardziej? Wszystkie! Każda jest inna, każda bawi, a jednocześnie skłania do refleksji. Podobało nam się, jak Elmer do spółki z Wilburem i gromadą małych ptaszków, przepędził z okolicy wielkiego ptaka. Ów ptak siał postrach, ale wystarczyło trochę ruszyć głową i pozbycie intruza okazało się możliwe. Podobało nam się świąteczne opowiadanie o wyprawie do Słoniętego Mikołaja. To tradycja, którą kultywuje Elmer i tym razem ma być podobnie, razem z małymi słoniątkami wybiera się do Słoniętego Mikołaja. Wcześniej jednak przygotowują się do świąt, ubierają choinkę, kładą pod nią prezenty. I kiedy wszystko jest już gotowe, okazuje się, że nigdzie nie muszą jechać, bo... Niech to pozostanie tajemnicą;) Ale pamiętajcie, koniecznie sprawdźcie przed Bożym Narodzeniem, jak to z tym Słoniętym Mikołajem było...

Przeczytajcie też pozostałe cztery opowiadania ze swoimi dziećmi albo sprezentujcie je bliskim sobie maluchom. Pięknie wydane, doskonale zilustrowane. Mądre i kolorowe. Świetne na prezent dla kilkulatka. Jeśli chcecie komuś sprezentować tylko książkę, wybierzcie zbiór opowiadań Elmer. Kolorowe przygody, jeśli książka ma być dodatkiem albo chcecie podarować drobiazg, doskonałym wyborem będą tomy z jednym opowiadaniem. Prawda jest taka, że obojętnie co wybierzecie, wybierzecie dobrze. Bo, jak pokazuje przykład Tosi, z Elmera się nie wyrasta:) A kiedy za oknem znowu bardziej jesień, niż zima, dodajmy dniom trochę koloru!  





Elmer. Kolorowe przygody
Elmer i wyjątkowy dzień
Elmer i wyścig

David McKee
tłumaczenie Maria Szarf
Papilon, 2017


 

środa, 13 grudnia 2017

Pomysł na prezent dla miłośników polskiej przyrody. Seria "Przyjaciele zwierząt" (Zielona Sowa)

Nie czytamy tej serii chronologicznie. Najpierw w ręce Tosi trafił ostatni, wydany do tej pory tom. Przygody Amelki i jej rodziny spodobały jej się tak bardzo, że przy pierwszej okazji uzupełniłyśmy braki i do naszej biblioteczki trafiły wszystkie części.


To co podoba mi się w książkach Anieli Cholewińskiej najbardziej, to fakt, że są polskie. Autorka opisuje w nich rzeczywistość, którą każde dziecko zna. Najważniejszymi bohaterami są jednak zwierzęta żyjące w polskich lasach. Dlatego w kolejnych tomach pojawiają się zające, wilki, łosie, rysie, sowy i wiewiórki. Każda książka opowiada o zwyczajach zwierząt i przybliża dzieciom ich naturalne środowisko. Wśród tych zwierząt żyją dzieci państwa Sosnowskich. Ich ciocia Helena prowadzi Leśny Azyl dla zwierząt, który niestety boryka się z problemami finansowymi. Dlatego opiekę nad niektórymi zwierzętami przejmą Sosnowscy. Głowa tej rodziny, pan Adam jest leśniczym. Mężczyzna jest bardzo oddany swojej pracy. Często przynosi do domu zwierzęta, które potrzebują pomocy. Przynosi również problemy związane z pracą leśniczego. Dlatego w domu państwa Sosnowskich niemal codziennie mówi się o kłusownikach i ludziach, którzy nie dbają o przyrodę. Gdyby nie oni, praca pana Adama byłaby samą przyjemnością. A tak musi się martwić śmieciami wyrzucanymi do lasu, ludźmi, którzy płoszą zwierzęta i tymi, którzy traktują je jak przedmioty pozbawione uczuć. Boryka się również z obojętnością przełożonych, którzy często nie mogą, a może nie chcą pomagać mu w kryzysowych sytuacjach.


Przyjaciele zwierząt to piękna i mądra seria naprawdę wartościowych książek dla młodych czytelników. Z nich dzieci dowiedzą się w jaki sposób dbać o przyrodę i, jak nie szkodzić zwierzętom. Dowiedzą się również, jak mogą im pomagać. Myślę, że to dobra lektura dla wszystkich dzieci, bez względu na płeć. Każdy, kto lubi zwierzęta i interesuje się przyrodą powinien być zadowolony.





Ale jest w tej serii coś jeszcze. Kolorowanka! Odkryłam ją niedawno, przy okazji kupowania brakujących tomów Przyjaciół zwierząt. I to był strzał w dziesiątkę. Tosia od razu zabrała się do kolorowania. Mogła ozdobić wiewiórkę, wilka, fokę szarą i inne występujące w Polsce zwierzęta. Oprócz nich w książce pojawiły się również rośliny. Wśród nich sasanka, sosna pospolita i mak. Wszystkie one zostały narysowane przez Anetę Maję Kryszak, która jest również autorką ilustracji do całej serii. Obrazki do kolorowania uzupełniają krótkie opisy, dzięki którym można poznać zwyczaje tych zwierząt, dowiedzieć się, gdzie występują i czym się żywią. Po pokolorowaniu wszystkich ilustracji otrzymujemy fantastyczny atlas polskich zwierząt, więc niech Wam nie przychodzi do głowy, żeby wyrzucać ją razem z innymi uzupełnionymi kolorowankami!





  
Przyjaciele zwierząt to doskonały pomysł na prezent. Spodoba się zarówno przedszkolakom, które na pewno chętnie wysłuchają opowieści o zwierzętach, jak i starszym dzieciom, które już samodzielnie czytają. Książki są stosunkowo grube, ale niemal na każdej stronie pojawiają się ilustracje, które umilają lekturę. Tekst został zapisany dużymi literami, więc dzieci na pewno nie będą narzekać, że im się czytanie dłuży. A kiedy już skończą czytać, na pewno chętnie zaczną kolorować i dowiedzą się o zwierzętach jeszcze więcej. Bo czy znacie dziecko, które nie lubi zwierząt?


seria Przyjaciele zwierząt
Aniela Cholewińska-Szkolik
ilustracje Aneta Maja-Kryszak
Wydawnictwo Zielona Sowa
Wiek 6+



wtorek, 12 grudnia 2017

AMEET pod choinkę

Zdarza Wam się w czasie Bożego Narodzenia odwiedzać znajomych, którzy mają dzieci? Na pewno. Wtedy najczęściej idąc do nich z wizytą chcemy tym dzieciom dać jakiś drobiazg. Kiedy nie możemy wymyślić niczego oryginalnego i niedrogiego stawiamy na słodycze. A jak wyglądają po świętach szafki, w których trzymamy łakocie, wie każdy. Dlatego ja jestem zwolenniczką kupowania czegoś innego. Na przykład książek :)


Ktoś powie, że to wcale nie jest takie łatwe, bo kiedy dziecka, któremu chcemy coś dać dobrze nie znamy, to łatwo o zdublowany prezent. To fakt, ale są książki, które nawet posiadane w dwóch egzemplarzach, każdemu dziecku się spodobają. Jakie? Na przykład takie z zadaniami do rozwiązywania. Te ucieszą każde dziecko i nawet, jeśli dostaną daną książkę po raz drugi, na pewno chętnie rozwiążą ją jeszcze raz.

Pisałam Wam ostatnio o filmie Coco i związanych z nim książeczkach z wydawnictwa AMEET (KLIK). Wspomniałam wtedy o jeszcze jednej książce, której nie mieliśmy i koniecznie chcieliśmy kupić. Informuję, że już ją mamy, a Tosia się z nią nie rozstaje. Coco. Bazgrolnik nie z tego świata spodoba się zarówno fanom tego filmu, jak i tym dzieciom, które lubią rysować, kolorować, wymyślać i główkować. Tosię zaliczyć można do dwóch grup, więc Bazgrolnik towarzyszy jej w domu i w szkole. Naklejki, kolorowanki, zadania, w których trzeba coś dorysować. To wszystko moje dziecko uwielbia. A wiem, że lubi to nie tylko ona, więc prezent na pewno będzie trafiony:)




Dla tych, którzy filmu Coco jeszcze nie pokochali, a uwielbiają superbohaterów, też coś w ofercie AMEET się znajdzie. Super Księga Zadań Ninjago – LEGO® NINJAGO®. Superksięga zadań i Super Księga Zadań Super Heroes – LEGO® DC COMICS SUPER HEROES. Superksięga zadań kryją w sobie strony pełne zagadek. Są takie, w których trzeba łączyć kropki, są labirynty i wykreślanki. A oprócz nich w książkach znaleźć można ciekawostki i krótkie komiksy. Trochę rozrywki, trochę edukacji, a przy okazji doskonalenie nauki czytania. Wielu rodziców mniej chętnie albo słabo czytających dzieci, na pewno ucieszy taki podarunek wręczony ich latoroślom. I pamiętajcie, że Ninjago i Super Heroes lubią nie tylko chłopcy. Grono fanek jest spore, więc i one z takich zgadywanek się ucieszą.





A maluszki? Co można im dać? Grzechotkę? Słoiczek z obiadkiem? Lalkę albo autko? Ja zawsze polecam książki. Bo zabawek w większości domów nie brakuje, a z książkami bywa różnie. Pozostaje jedno pytanie, czy dzieci, którym chcemy sprawić książki lubią. Jeśli ich nie znają, bo nie ma ich w domu, to polubić je trudno, prawda? Zachęćmy więc maluchy książkami o przygodach bohaterów, których znają. Skąd? Na przykład z telewizyjnych bajek. Niedawno na którymś z kanałów dziecięcych trafiłam na bajkę Super Wings. Ja trafiłam, a Tosia zaczęła ją oglądać. Spodobała jej się, choć jest to zdecydowanie propozycja dla maluszków. Jej bohaterowie, sympatyczne samoloty, trafiły ostatnio do książek. Super Wings. Podróżuję i rymuję oraz Super Wings. Liczby i kolory to świetne połączenie nauki i rozrywki. Pierwsza z książek zabiera dzieci w podróż dookoła świata, druga uczy liczb i kolorów. Obie są ładnie wydane, mają twarde strony i zaokrąglone rogi, więc nie trzeba się obawiać, że mały czytelnik taką książką się skaleczy:)





Jak się okazuje, wystarczy poświęcić chwilę i można znaleźć książki dla każdego. Niedrogie, kreatywne, rozwijające. Takie, przy których nie można się nudzić. Lepsze od czekolady;) Warto o nich pamiętać nie tylko przy okazji Bożego Narodzenia, ale w każdej sytuacji, w której szukamy drobiazgu dla dziecka.



poniedziałek, 11 grudnia 2017

"Dziewczynka, która uratowała Gwiazdkę" (Zysk i S-ka)

Książki czytam zazwyczaj w autobusie, z tą było podobnie, ale kiedy tylko otwierałam ją i zatapiałam się w lekturze, wyobrażałam sobie, że siedzę w fotelu, otulona kocem i czytam tę niezwykłą, świąteczną opowieść.


Ta książka wzrusza i bawi jednocześnie. Historia rozgrywa się na dwóch planach, bo głównych bohaterów też jest dwoje. Jedną z nich jest tytułowa dziewczynka. To dziesięcioletnia Amelia Wishart. Jej tata zmarł, kiedy była małym dzieckiem i od tej pory wychowuje ją tylko mama. Mama wykonuje dość nietypową, jak na kobietę pracę, bo pracuje jako kominiarz! W zasadzie pracowała, bo od dłuższego czasu choruje. Jej dotychczasowe zajęcia wykonuje córka. Amelia robi wszystko, żeby mamie niczego nie brakowało i, żeby niczym nie musiała się martwić. Dziewczynka ma jedno, wielkie marzenie, chciałaby, żeby mama wyzdrowiała. Pomóc w tej sytuacji może jedynie cud, a Amelia w cuda i magię wierzy, jak nikt inny, więc o zdrowie dla mamy prosi również Świętego Mikołaja. 
I to właśnie on, Święty Mikołaj, zwany przez swoje elfy Ojcem Gwiazdką, jest drugim bohaterem tej historii. Święty Mikołaj również ma kłopoty. Coraz mniej osób wierzy w jego istnienie, więc być może przyjdzie kiedyś rok, w którym prezenty nie zostaną dostarczone. Całkiem niedawno takie zagrożenie było realne, ale Święty Mikołaj dostał list od dziewczynki, która w niego wierzy i, która ma w sercu nadzieję. Jej wiara uratowała tamte święta. Teraz chciałby znowu do niej pojechać, ale na wioskę elfów napadną trolle, sanie nie mogą wzbić się w powietrze i w ogóle wszystko idzie nie tak.

Dlaczego? Bo dziewczynka, która wierzyła najmocniej ze wszystkich, straciła wiarę. Zmarła jej mama, a ją wziął pod swoją "opiekę" Pan Paskudnik. Owa "opieka" wiązała się z zatrudnieniem dziewczynki w Zakładzie Pracy. Pan Paskudnik chciał się w ten sposób na dziewczynce zemścić. Po pierwsze za to, że kiedyś dokuczał mu jej ojciec. Po drugie za to, że dziewczynka pobrudziła sadzą jego dywan. Tak, dobrze się domyślacie, ta dziewczynka to Amelia. Ta, która jeszcze rok wcześniej wierzyła najmocniej na świecie teraz nie wierzy i właśnie rozpoczyna się najgorszy okres jej życia. Bo drugiego tak ponurego miejsca, jak Zakład Pracy nie ma. A Pan Paskudnik i jego świta to niezwykle brutalni, agresywni i po prostu źli ludzie. Amelii trudno będzie zachować optymizm, trudno będzie z czegokolwiek się cieszyć. Straciła matkę, wolność i ukochanego kota... Trudno w tej sytuacji zachować optymizm i wiarę w lepsze jutro. Ale...

Nie, nie powiem, co było dalej. Zdradzę tylko, że drogi Amelii i Świętego Mikołaja się skrzyżują. Wyniknie z tego niemałe zamieszanie, a skutki? O tych musicie przeczytać sami:)

Każdy wie, że nie powinno się oceniać książki po okładce. Jednak w tym przypadku, jeśli ktoś sięgnie po tę historię, bo spodoba mu się sposób, w jaki została wydana, dokona świetnego wyboru. Historia Amelii i Świętego Mikołaja bawi, wzrusza, smuci, cieszy. To jedna z tych książek, od których trudno się oderwać. Ja przeczytałam ją w niespełna dwadzieścia cztery godziny. To doskonała lektura dla młodych czytelników. Choć, patrząc na mnie, spodoba się również ich rodzicom. Świetnie napisana, pięknie zilustrowana, bardzo mądra opowieść, którą najlepiej czytać w okresie przedświątecznym albo właśnie podczas Bożego Narodzenia. Dlatego, jeśli szukacie prezentu dla dziecka w wieku szkolnym, a chcecie sprezentować mu książkę (bo jak wiadomo książka to najlepszy podarunek), to gorąco polecam Wam Dziewczynkę, która uratowała Gwiazdkę.








Dziewczynka, która uratowała Gwiazdkę
Matt Haig
ilustracje Chris Mould
tłumaczenie Ernest Bryll i Marta Bryll
Zysk i S-ka, 2017