środa, 16 listopada 2016

Środowe recenzje: "Bruno. Chłopiec, który nauczył się latach" (Wydawnictwo Format)

Twórczość literacką oraz malarską Bruno Schulza wielbię odkąd ją poznałam. Chętnie do niej wracam, z ogromną przyjemnością czytam i oglądam po raz kolejny. Udało mi się pojechać do Drohobycza i chodzić uliczkami miasta, w którym żył i, o którym pisał. Ucieszyłam się, kiedy zobaczyłam, że ukazała się książka dzięki której młodzi czytelnicy mogą poznać tego niesamowitego artystę. A książka jest tak samo niezwykła jak jej bohater.

Nadia Terranova opowiedziała historię pewnego żydowskiego chłopca. Był niepozorny, skryty i małomówny.
Bruno był bardzo zajętym chłopcem.

Choć w bieganiu przeszkadzała mu ciężka, podskakująca przy każdym kroku głowa,
on zawsze dokądś się spieszył. Musiał ratować ojca, który ulegał niespodziewanym
przemianom, ściągając na siebie rozmaite nieszczęścia.

Ojciec pokazał chłopcu niezwykły świat, w którym Jakub bywał pająkiem, strażakiem w mundurze albo drapieżnym ptakiem wypędzanym przez służącą. Bruno chciał być taki jak ojciec, ale:

Nie miał zwinnych nóg, ani nadzwyczajnego umysłu, ani przeistaczających się oczu.
Był zbyt mały i zbyt nieśmiały.
A przede wszystkim wstydził się swojej dużej głowy,
z którą nigdy nie zdołałby wzbić się w powietrze jak ptak,
biegać szybko jak pająk,
poruszać się zręcznie jak strażak.

Chłopiec uwielbiał spędzać czas z ojcem, zachwycał go jego sklep, w którym ściany wyłożone były cynamonową boazerią. Ale ojciec odszedł, a Bruno próbował ukoić swój smutek. Wtedy zaczął pisać i rysować. Później zaczął uczyć rysunku w szkole. A potem wybuchła wojna...

To nie jest łatwa książka, bo i czasy, w jakich przyszło żyć Schulzowi nie były łatwe, ale warto pokazać ją dzieciom.
Sama autorka tak mówi o poruszonej przez siebie tematyce:

Nie ma żadnego powodu - lub niemal żadnego - żeby nie mówić o takich tematach dzieciom, zostawianie tych spraw na później jest nie tylko bezużyteczne, ale i szkodliwe. Posłużyłam się esencjonalnym stylem, bez żadnych zdrobnień czy słodkich słówek. Opowiedziałam o śmierci Schulza tak, jak ją sobie zawsze wyobrażałam: nagła pustka, z której niespodziewanie wyrastają skrzydła.

Nie chcę tej książki oceniać, nie chcę nadużywać słów, bo boję się, że mogę otrzeć się o banał, a tego bardzo nie chcę. Jestem pod ogromnym wrażeniem tej książki. Języka, którym pisze Nadia Terranova oraz ilustracji, które wyszły spod ręki Ofry Amit. Z ich współpracy powstała niesamowita baśń, pełna magii, tajemnicy, opowieść niezwykle subtelna, ulotna i oniryczna. Zachwyca fakt, że ktoś pisze dla dzieci takim językiem! Zachwyca też to, że ktoś dla dzieci tak rysuje!

Nie będę ukrywać, że kupiłam tę książkę przede wszystkim dla siebie. Jednocześnie myślałam o tym, żeby z jej pomocą zapoznać Tosię z postacią Bruno Schulza. Czekam na jakiś długi, spokojny wieczór, żebyśmy mogły usiąść w fotelu i przenieść się do Drohobycza.







Bruno. Chłopiec, który nauczył się latać
Nadia Terranova
ilustracje Ofra Amit
tłumaczenie Joanna Wajs
Wydawnictwo Format, 2016
Wiek 7+

2 komentarze:

  1. Czytałam wiele bardzo pozytywnych recenzji na jej temat i chyba wreszcie ją nabędziemy. Zbliżają się święta, więc okazja będzie:)

    OdpowiedzUsuń