środa, 22 czerwca 2016

Środowe recenzje: "O chłopcu, który wpadł do książki" (Wydawnictwo Adamada)

Trochę ponad trzydzieści stron, trzydzieści zdań, tyle samo mniejszych i większych ilustracji. Niewiele, ale czytelnik nie ma poczucia niedosytu. W tej książce jest całe życie, w tej książce jest cały świat.

Pewien chłopiec wpadł do książki. Niby nic wyjątkowego, bo przecież każdemu, kto książki czyta, trafia się taka lektura, która wciąga, pochłania, nie pozwala się oderwać. Tu jednak nie o zaczytanie chodzi, chłopiec bowiem wpada do książki i staje się jej bohaterem. Staje się częścią rodzącego się świata, w którym pojawiają się zwierzęta, rośliny, nowe życie, które rośnie i zmienia się razem z nim. Przemierza świat, jeździ konno, pływa łódką, uczy się grać na akordeonie. Zdarza mu się stać w deszczu i chłonąć piękno przyrody. Próbuje malować, zdobywać szczyty. Żyje pełną piersią! Spokoju nie daje mu tylko jedno pytanie, dlaczego znalazł się właśnie w tym czasie i właśnie w tym miejscu? W końcu dorasta, zakochuje się, zakłada rodzinę, bierze odpowiedzialność za nowego człowieka, który przychodzi na świat. Powinnam teraz napisać, że to po prostu opowieść o życiu, ale boję się, że w tej sposób zbanalizuję jej przesłanie. Bo to książka o zwykłym niezwykłym życiu, która uczy doceniać ludzi, których spotykamy na swojej drodze, rzeczy, które nas otaczają.

O chłopcu, który wpadł do książki to opowieść o sprawach najważniejszych. O życiu, miłości, odpowiedzialności. Nie umiem znaleźć słów odpowiednich do jej opisania, bo opisać ją naprawdę trudno. Jej magia tkwi w słowach doskonale połączonych z ilustracjami. Słów jest niewiele, ilustracje są subtelne. 
Ale dzięki nim otrzymujemy niesamowitą lekturę dla najmłodszych czytelników, dla małych filozofów, którzy nie boją się trudnych pytań. To książka dla rodziców, którzy nie boją się rozmawiać z dziećmi o życiu, o dorastaniu, o przemijaniu. To książka, która urzeka swoim językiem, tak pięknym, oryginalnym i magicznym, że czytelnik delektuje się każdym słowem, wraca do przeczytanych wcześniej zdań i smuci się, kiedy czyta ostatnie zdanie. Tosia i ja straciłyśmy dla tej książki głowę... To bardzo przyjemne uczucie! Polecam wszystkim!

 
 
 


O chłopcu, który wpadł do książki
Peter Carnavas
wiek 4+


Wpis powstał w ramach projektu Przygody z książką


14 komentarzy:

  1. Ciekawa pozycja... Tylko czy dla 8 latki eż jeszcze odpowiednia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przesłanie na pewno. Ilustracje również przypadną jej do gustu. Zastanawiam się jedynie, czy nie ma tam za mało tekstu dla ośmiolatki. Najlepiej zajrzeć do księgarni i ocenić:)

      Usuń
  2. Coś mi się wydaje,że zrobiłaby furorę u nas...bo ostatnio głównym tematem jest co to znaczy być szczęśliwym i co powoduje poczucie szczęścia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To koniecznie kupcie albo wypożyczcie!

      Usuń
  3. Pięknie wydana pozycja! Teść jeszcze piękniejsza! Zauroczyła mnie...Dziękuję za podpowiedź:)

    OdpowiedzUsuń
  4. W środę przyniosłyśmy ją z biblioteki. Książka piękna, bardziej do refleksji niż do czytania, bo tekstu jest w niej bardzo mało, ale więcej nie potrzeba :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Resztę można sobie zawsze dopowiedzieć:)

      Usuń
  5. Ładne ilustracje, zachęcające. Oceniłaś książkę na 4+, czyli dla 3-latka to trochę za wcześnie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastosowałam kategorię wiekową wydawcy. Moim zdaniem dla trzylatka też będzie dobra.

      Usuń
  6. Niekrzykliwa, a wciągająca. Ostatnio napotykam fajne historyjki obrazkowe, z ciekawą kreską - ta też zapowiada się dobrze :)

    OdpowiedzUsuń