niedziela, 13 marca 2016

Co zrobić, kiedy dziecko jest chore?

Sezon grypowy trwa nadal, w przedszkolu Tosi do piątku dotrwało dwoje dzieci. Tośka odpadła już w niedzielę, cały tydzień spędziłyśmy w domu. W poniedziałek został z nią tata, od wtorku miałam opiekę. Dlaczego?

Mamy babcię-emerytkę, która mogłaby poświęcić swój czas i spędzić te kilka dni z wnuczką, ale prosimy ją o to w sytuacjach wyjątkowych. Tosia nie choruje często, ale kiedy naprawdę źle się czuje, ma gorączkę, boli ją gardło i kaszle, staje się marudna, chce się dużo przytulać i chce spędzać czas ze mną. Nie ma w tym chyba nic dziwnego. Tak zachowuje się pewnie większość dzieci. Jeśli więc nie mam w pracy awaryjnej sytuacji, ważnych spraw do rozwiązania albo zakończenia, biorę opiekę i zostaję z nią w domu (w 2015 roku wykorzystałam 8 z przysługujących mi 60 dni). 
Znam mamy, które nigdy nie biorą opieki, które zostawiają dzieci z babcią albo mają nianię, która może pojawić się w awaryjnej sytuacji. Ich decyzja - rozumiem, może mają pracę, w której nikt nie może ich zastąpić, może prowadzą własną działalność i opieka nad dzieckiem wiązałaby się z dużymi stratami finansowymi, a może po prostu lubią swoją pracę. Znam mamy, które biorą opiekę, kiedy dziecko ma tylko katar albo takie, które biorą opiekę, kiedy chcą odpocząć od pracy i spędzić trochę czasu z dzieckiem. Słyszałam o lekarzach, którzy nie chcą wypisywać opieki...

Chore dziecko (jak każdy chory człowiek) ma swoje fanaberie, swoje humory i zachcianki. Trzeba mieć niebywałą cierpliwość, żeby znieść te wszystkie piski, jęki i napady płaczu. Tym razem Tosia była raczej wyciszona, spokojna, dużo czasu spędziła leżąc, codziennie przesypiała około godziny po obiedzie, spokojnie zasypiała wieczorem. Każdy dałby sobie z nią radę, ona jednak chciała, żebym z nią była. A i ja wolę z nią być, kiedy musi dostawać jakieś leki trzy razy dziennie, bo wtedy pilnuję każdej dawki, wiem że połknęła wszystkie trzy. I rozumiem mamy, które nie zostawiają dzieci z nianią, kiedy maluch ma przepisany antybiotyk, bo chcą kontrolować przyjmowanie lekarstw. Poza tym chory maluch często oznacza niespokojne i nieprzespane noce, trudno po nich iść do pracy i całkowicie oderwać się o problemów, które zostawiło się w domu.

Dlatego wściekam się, kiedy ktoś powie mi (albo jednej z mam na opiece): "O, znowu ci dziecko zachorowało. Ono coś często choruje". Tak, dobijaj nas, czy myślisz, że specjalnie wystawiamy dzieci na mróz w samej bieliźnie?! Nie! Dzieci po prostu czasem chorują. Chorują tak samo jak dorośli. A dzieci, które chodzą do przedszkola lub żłobka są bardziej narażone na infekcje (choć chorują nie tylko one). Martwimy się o swoje dzieci, chcemy im ulżyć w chorobie. Często choruje? 
Zastanów się dobrze, zanim powiesz takie słowa, może jednak zachorowało pierwszy raz w tym roku, może padło właśnie w okresie grypowym, kiedy całe przedszkolne grupy chorują, kiedy jedno dziecko zaraża drugie, a my możemy stawać na rzęsach, podawać tran, witaminę C, ubierać malucha odpowiednio do pogody, a dziecko i tak zachoruje. Zastanów się, więc dobrze, SZANOWNA MATKO DZIECKA, KTÓRE NIGDY NIE CHORUJE (choć dobrze wiesz, że takie nie istnieją) i zastanów się dobrze, SZANOWNA PANI BEZDZIETNA, takie słowa naprawdę mogą sprawić nam przykrość (i sprawić, że zaczniemy myśleć o sobie jak o złej matce, która nie dba o swoją pociechę), zwłaszcza w czasie, kiedy dziecko wyje drugą godzinę, a my nie możemy zbić rosnącej temperatury. Bo nie bierzemy opieki, żeby iść do fryzjera albo kosmetyczki, nie jedziemy w tym czasie na wakacje, chcemy po prostu być przy chorym dziecku. Jeśli nie masz nic mądrego do powiedzenia, może lepiej milcz...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz