poniedziałek, 22 lutego 2016

Moje dziecko chce mnie zagadać!

Opanowała tę umiejętność już jakiś czas temu. Teraz nieustannie ją doskonali. Moje dziecko nie mówi, mojemu dziecku buzia nie zamyka się od chwili, w której wstaje z łóżka. Moje dziecko chce mnie zagadać!

Mnie, bo ona najwięcej mówi do mnie. Ja dużo mówię i zawsze mówiłam dużo, ale nigdy nie mówiłam tak dużo jak ona. Ona gada cały czas, gada kiedy ma coś powiedzenia i gada dla samego gadania, w domu, w sklepie, w samochodzie, na placu zabaw, w kawiarni i w lesie. Mówi tak wiele, że po godzinie słuchania w dzień wolny od pracy, mam jej głosu serdecznie dość. Jak radzą sobie przedszkolanki nie wiem, pewnie tam, mając wielu słuchaczy, zagaduje każdego po kolei. Tosia gada o wszystkim, o ptakach za oknem, o kurzu na półce, o książkach, o bajkach, o lalkach. Może gdyby tylko gadała nie byłoby aż takiego problemu, ale ona, oprócz tego, że sama gada, oczekuje jeszcze, żeby ktoś (najczęściej ja) z nią gadał. Powiem szczerze - łatwo dotrzymać jej kroku nie jest, najczęściej w połowie opowieści (mimo skupienia na niej całej swojej uwagi) gubię się w imionach, pseudonimach, konkretnych wydarzeniach. Chcę bardzo, ale nie nadążam... Najtrudniej jest powtarzać wypowiadane przez nią zaklęcia, staram się, ale często nie wychodzi. Nie denerwuje się, choć widać ogarniającą ją bezradność wobec niezbyt rozgarniętej matki. Oczywiście rozmawiać mogę tylko z nią, kiedy próbuję ostatkiem sił, w przypływie desperacji powiedzieć coś mężowi, natychmiast wkracza do akcji, bo przypomina sobie o niezwykle ważnej sprawie, o której zapomniała. Próbujemy jej wytłumaczyć, że teraz mama i tata rozmawiają, że jak tylko powiemy sobie te dwa zdania, będziemy jej słuchać i rozmawiać z nią. Wydaje się, że przyjmuje to do wiadomości, bo pozwala nam powiedzieć do siebie dwa, trzy słowa, ale to na tyle, bo ona przerywa i zaczyna swój wywód... Ech, trudne życie rodzica.

Musimy to chyba przeczekać, innego rozwiązania nie widzę. Nagada się chyba w końcu, prawda? Taki jej urok, taki ma charakter, taki ma temperament. Gadulstwo wyssała z mlekiem matki. 

W miejscach, w których gadać się nie powinno (kościół, teatr, kino), udaje się ją poskromić. Może po prostu rozumie, że w niektórych okolicznościach gadać nie wypada. Te chwile zdarzają się jednak rzadko (najczęściej kościół - raz w tygodniu). Czasem patrzę na dzieci, które jeszcze nie mówią, na takie, które wymawiają pojedyncze słowa albo bardzo proste zdania. Wtedy mam wrażenie, że Tosia mówi (a raczej gada) od zawsze. Tak jakby takich chwil nie było, a przecież być musiały! Ba! Wydaje mi się nawet, że kiedyś martwiłam się, że Tosia mówi za mało. Chciałam - mam! Uważajcie więc z marzeniami, bo niektóre mogą się spełnić.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz