czwartek, 29 października 2015

Najgorsze prezenty dla dzieci...

Każdy rodzic je zna. Każdy rodzic-bloger napisał o nich kilka razy. Z racji zbliżającego się sezonu świątecznego i ja dorzucę swoje trzy grosze.

Za duże
Wiem, wiem, każdy chce zrobić wielkie wejście na roczek, a jak wielkie wejście, to potrzebny wielki prezent. Czasem jednak warto zapytać rodziców obdarowanego, czy koń na biegunach na pewno znajdzie stajnię w dziecięcym pokoju, a salon pomieści kredową tablicę, która rozmiarami przypomina tę szkolną. Nam trafiło się kilka takich za dużych zabawek, z którymi nie wiedzieliśmy co zrobić, gdy Tosia przestawała zwracać na nie uwagę powędrowały więc do innych dzieci.
Dotyczy to również wszelkich gier i puzzli, które sprytni producenci wpakowali do olbrzymich kartonowych pudełek - dziecięce pokoje nie są z gumy, tego naprawdę w pewnym momencie nie ma gdzie trzymać!
Za głośne
Sama taką kiedyś sprezentowałam, nie byłam wtedy wytrawnym kupowaczem zabawek i zbyt pobieżnie przeczytałam opis na opakowaniu, spędziłam więc pół godziny w autobusie ze śpiewającym ślimakiem. Rodzice poradzili sobie z nim wyjmując baterie, bo oprócz tego, że grał był również sorterem klocków i w tej roli doskonale się sprawdził! Tosia też dostała kilka takich cudów, pechowo (a może złośliwie) zawsze trafiały pod nasze nogi, kiedy późnym wieczorem szliśmy do jej pokoju. Nasz problem był jeszcze taki, że Tosia większości grających zabawek się zwyczajnie bała...

Za trudne
Tak, tak, bywają zabawki, z których dzieci nie potrafią jeszcze korzystać. Tosia na każde święta/urodziny/imieniny/Dzień Dziecka, przy okazji i bez okazji dostaje jakieś gry. Uwielbia je... rozrzucać we wszystkich pomieszczeniach. Nie rozumie jeszcze zasad gry w bierki, chińczyk ją nudzi, a plansza do gry w warcaby, to idealne miejsce do wyścigów kolorowych pionków z zupełnie innego zestawu. Podobnie ma się sytuacja z puzzlami 5+, owszem, mamy mądre dziecko, ale 160 małych elementów to jednak trochę za dużo. Układamy je za nią, bo chce zobaczyć obrazek w całości, ale nie towarzyszy temu taka euforia, jak tym, które ułoży sama.

Za łatwe
Z tymi bywa różnie. Staram się sugerować opisem na opakowaniu, ale jeśli wiem, że Tosia bawi się figurkami z Klubu Przyjaciół Myszki Miki, to wiek zasugerowany przez producenta traktuję jako wskazówkę. Dla niej ma to być element większej całości. Kiedy jednak ktoś daje jej zabawkę dla niemowlaka, która nawet nie wzbudza jej zainteresowania, zastanawiam się co nim kierowało. Zwłaszcza, że czterolatkę można obdarować najzwyklejszą kolorowanką z kiosku.

Powtórzone
Bywa... Druga taka sama lalka albo kolejny kocyk do kolekcji. Tosia niestety jest już w takim wieku, że potrafi powiedzieć: "Przecież ja to mam, po co mi drugie?!" Musimy nad tym jeszcze trochę popracować;)

Pluszowe
Tosia ma alergię na kurz, a ludzie wokół zdają się nie zwracać na ten fakt uwagi i zasypują ją kolejnymi misiami. Uzbierała się tego całkiem spora kolekcja. Tosia nie bawi się nawet połową z nich, ma swoich ulubieńców, którzy towarzyszą jej niemal wszędzie, a pozostałe zabawki siedzą na półkach, na regale, na parapecie i zbierają kurz. 

Staram się być tolerancyjna i wyrozumiała, nigdy nikomu nie powiedziałam, że kupił zły prezent. Wiem, że ta osoba włożyła serce i poświęciła swój czas chcąc sprawić Tosi przyjemność. 
Te, które na razie są dla Tosi za trudne chowamy po prostu do szafy i wyjmujemy je stamtąd kiedy do nich dorasta. Zdublowane, których nie udaje nam się wymienić, sprzedajemy i za to kupujemy inną zabawkę/książkę/ubranie. Czasem coś nie trafia w nasz gust, ale jeśli dziecku się podoba nie będziemy jej przecież wyrywać tego z rąk, niech się bawi na zdrowie!

A jak my kupujemy prezenty dla dzieci z naszego otoczenia? Najczęściej konsultujemy wybór z rodzicami, oni doskonale wiedzą, co ucieszy ich dziecko i co może być mu potrzebne. Tak, tak zabieram element zaskoczenia, ale ja przecież nie chcę zaskakiwać rodziców, chcę przede wszystkim sprawić radość dziecku.
Sklepy kuszą nas kolorowymi zabawkami, wszystko wydaje się niezwykle atrakcyjne, edukacyjne i rozwijające. Warto podczas zakupów nie stracić głowy, zastanowić się nad potrzebami malucha, którego chcemy obdarować, a także przypomnieć sobie, co kupiliśmy temu dziecku na poprzednie święta, może nie warto kupować kolejnego pudełka puzzli, zamiast niego wybrać klocki. A jeśli rok temu kupiliśmy memo z Kubusiem Puchatkiem, to może lepiej nie sięgać po takie z Pszczółką Mają, zasady gry są przecież takie same;)

A jak sytuacja wygląda u Was? Jakie były najmniej użyteczne zabawki, które dostało Wasze dziecko?
 

14 komentarzy:

  1. Nieudane-zabawki tandetne.Nawet za 3 złote można kupić kolorowankę czy karty zamiast czegoś,co od razu się rozleci.Albo zamiast słodyczy,o!

    OdpowiedzUsuń
  2. Najgorsze plastikowe i głośne. Natomiast najgorszą zabawkę kupiłam sama i był to piasek kinetyczny. Łatwiej z dywanu odkurzyć zwykły piasek niż tą dziwną masę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać każdemu zdarzają się wpadki:)

      Usuń
  3. O jej! Każdy z nas doświadczył taki wpadek i nie ukrywajmy - sam też taką wpadkę zaliczył :)

    No czasami (często z lenistwa) kupujemy coś na szybko i tym sposobem mamy prezent nieprzemyślany. Ale jest :P Chcieliśmy dobrze. Dlatego powtarzam sobie zawsze: warto prezenty kupować dużo wcześniej - np. w listopadzie. I nie bać się pytać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już kupiłam część gwiazdkowych prezentów, a pytam bardzo często i naprawdę nie widzę w tym nic złego :)))

      Usuń
  4. Z nami zawsze każdy konsultuje prezenty zabawkowe, więc nie ma wtop :)) Chociaż ostatnio przyszedł kolega Martynki z upominkiem na urodzinki a w środku m.in kubek który ma - również tego nie ukryła ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z nami wiele osób również konsultuje, na szczęście :)

      Usuń
  5. Jednego roku Marta dostała i od chrzestnej i od chrzestnego taką kuchnię do gotowania, a co najgorsze on wiedział, co kupiła ona, ale powielił prezent, bo uważał, że kupi lepszą :/ te za duże to norma, bo Młoda ma miśka większego od siebie do teraz i go przerzucam z kąta w kąt i mnie irytuje. Tak samo z huśtawką domową, którą dostała na roczek, a która już była za mała. Teraz Młody z niej korzysta, ale już myślę, kiedy i gdzie ją sprzedać. Odnośnie prezentów za łatwych, to norma w przypadku tych od rodziców Męża, bo ostatnio Córka dostała takie żabki do kąpieli, bo "będzie miała co w wannie robić" - bez komentarza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znoszę tych wielkich miśków;)

      Usuń
  6. Ja niestety nie mogę się na razie wypowiedzieć na ten temat, ponieważ jeszcze nie urodziłam, ale znam dużo osób, które kupują "złe" zabawki :D Śmieszne to czasem w sumie - chodzi mi o kłótnie, że "to na pewno się przyda", haha. Szkoda tylko rodziców (i dziecka też zresztą), jeśli dzieciątku prezent się spodoba, a właśnie np. nie ma gdzie go trzymać i musi zostać oddany..

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie, Panna O <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli Tosi spodoba się prezent, który nie przypada nam do gustu, zostawiamy go, niech się bawi na zdrowie:)

      Usuń
  7. odważny post. Czasami korci mnie napisać coś takiego, ale obawiam się, że mógłby to przeczytać ktoś, kto dał nam taki nie trafiony prezent i będzie mu po prostu smutno. Chociaż jak tylko mogę mówię głośno co Antek lubi, co potrzebuje. Ale dam sobie upust swojej frustracji troszkę u Ciebie . NIENAWIDZĘ grubych, obrzydliwych w dotyku bluz z poliestru. Moje dziecko dostało tego tone. Jak ja to widzę, to ja już nawet nie dziękuję za prezent. Jedna przyjaciółka mojej mamy mieszka na stałe w niemczech i co przyjedzie to coś takiego przywiezie. Dostał nawet polisetrowe body. I ona jak już jest to nie ma sposobności żeby jakoś nawiązać do tego że dzieci się w takie rzeczy nie ubiera............... Ach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż mnie ciarki przeszły na myśl o tych bluzach!

      Usuń