czwartek, 22 października 2015

Mój kochany Anonimowy Czytelniku!

Po liczbach przy każdym poście widzę, że jesteście. Cieszy mnie to niezmiernie, bo piszę nie tylko dla siebie, ale także (a może przede wszystkim) dla Was. Kiedy jednak widzę, że post przeczytało/zobaczyło 300 osób, a skomentowała jedna zastanawiam się, czy na pewno piszę ciekawie...

Tak było z postem o naszych wakacjach, zobaczyło go 400 osób, skomentowała jedna. Nikt nie skrytykował chodzenia z dziećmi po górach, jedna osoba zareagowała na te wędrówki pozytywnie. Czyżby te moje posty pozostawiały Was obojętnymi? W takim razie od jutra stawiam na kontrowersje! 

Staram się komentować jak najwięcej Waszych postów, dzielę się moimi spostrzeżeniami z Wami, odnoszę się do Waszych przemyśleń. Często brakuje czasu, nie lubię pisać komentarzy z telefonu, najwięcej czasu mam wieczorem, więc wtedy staram się komentować wszystkie posty, które w ciągu dnia zwróciły moją uwagę. Lubię, kiedy odpowiadacie na moje komentarze, wchodzimy w dialog - poznajemy się, na razie wirtualnie, ale mam nadzieję, że uda mi się kiedyś spotkać z Wami w realu;)

Będzie mi miło, jeśli Wy też się odezwiecie! 
Każdy komentarz mnie cieszy, bo wskazuje na to, że kogoś zainteresowało to, co napisałam. Jeszcze bardziej cieszą mnie takie, w których piszecie, że temat, który poruszyłam jest ważny również dla Was (tak było z tymi nieszczęsnymi butami Tosi, zrobiło mi się cieplej na sercu, że nie jestem matką-panikarą i Was również dziwi taka krytyka dziecka ze strony innych dzieci). Miło mi również czytać komentarze, w których doceniacie moje polecenia. Sama szukam inspiracji książkowych/prezentowych/zabawkowych na innych blogach, z radością inspiruję Was. 
Odezwij się mój Anonimowy Czytelniku, jeśli tu jesteś i czytasz ten post :)
 Wyciągam rękę na powitanie,
zapraszam do mojego świata!
Jestem na blogu,
na fb i na Instagramie 

12 komentarzy:

  1. Oj tak Anonimowy :) Ja po prostu czasami nie mam czasu nawet herbaty wypić, a co tu dopiero pisać! I najbardziej wkurza mnie, że też nie zawsze moja komórka chce współpracować ze mną w tej materii i potrafi nie dawać mi możliwości komentowania na blogspocie :\
    Buźka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie komentowanie z komórki to największy problem:)

      Usuń
  2. Bywam,zagladam,czytam,ale nie komentuje...fakt,brak czasu, czytanie na telefonie:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Znam ten ból kiedy kilkaset osób widziało post i nikt nie skomentował. I dlatego... masz tu kochana komentarz ode mnie. Niech Ci idzie na zdrowie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy czytelnik rzadko kiedy wróży coś dobrego. Anonimowy komentuje anonimowo, bo myśli, że wtedy może więcej. Ale ja lubię takich "hejto-anonimków". Ale coś w tym jest, że mnóstwo ludzi czyta a komentują pojedyncze jednostki, jakby uważali, że komentarz ich nie dotyczy. Przeczytali, przyswoili, wyciągnęli wnioski i nawet skorzystają z rad, ale nie skomentują.
    A ja komentuje. Sama kiedyś pisałam do czytelnika, żeby "zrobił mi dobrze".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czytam komentarze, bo w nich również można znaleźć wiele cennych informacji. Podsumowując - warto komentować:)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Taka sama sytuacja jest u nas. Ciągle tyle osób dochodzi a komentarzy ciągle brak. Często zaglądam tutaj i zawsze staram zostawić po sobie ślad, tak jak teraz :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Zgadza się! U nas to samo! chciałoby się, żeby przynajmniej połowa z czytelników odniosła się osobiście do danego tekstu, wyraziła swoją opinię...Zdecydowanie za rzadko się to zdarza!

    OdpowiedzUsuń