środa, 2 września 2015

Relacje w dziecięcym świecie...

"Zamknij się!" - tak zwrócił się do Tosi zupełnie obcy chłopiec na placu zabaw. "Nikt mnie nie lubi w przedszkolu" - powiedziała Tosia, a dzisiaj stwierdziła, że chce jechać do babci, bo wczoraj w przedszkolu pobiło ją dwóch chłopców...

Może jestem złą matką, bo czasem nie daję wiary jej opowieściom. Zwłaszcza takim, w których mówi, że nikt jej lubi, że nikt nie chce się z nią bawić. Pytane o to opiekunki twierdzą, że Tosia bawi się z dziećmi. Przestała, co prawda bawić się z dziewczynką, z którą poznały się w żłobku, ale to podobno dlatego, że obie chcą rządzić i nie mogą dojść do porozumienia, która może być przywódcą. Pamiętam, ze swojego życia przedszkolno-szkolnego, że co jakiś czas zmieniały się ulubione koleżanki, raz wolałam bawić się, a potem zwierzać tej, za rok moje drogi krzyżowały się z inną osobą. Nie byłam jedyną taką osobą, bo moim koleżankom i znajomym również się to zdarzało. Szczerze mówiąc nie pamiętam, żeby ktoś wytrwał razem przez osiem lat podstawówki albo cztery lata liceum. Dlatego nie panikuję, choć nie ukrywam, że przykro mi się robi, kiedy słyszę z ust mojego dziecka, że nikt jej nie lubi. Chcę, żeby miała koleżanki, żeby umiała się bawić z rówieśnikami i, żeby była lubiana. Z drugiej strony wiem, że dziecięce przyjaźnie wiążą się z przyjaźnią/zażyłością ich rodziców. A ja, nie mam, kiedy tych znajomości zawierać, bo nie odbieram Tosię z przedszkola (robię to raz na kilka miesięcy), a rano na pogaduszki nie ma czasu. Ostatnio częściej, żeby nie powiedzieć regularnie, rozmawiam z jedną mamą, ale jest ona mamą chłopca, więc mimo tego, że chętnie bawią się na placu zabaw, w przedszkolu każde z nich może ciągnąć do przedstawicieli swojej płci. 1 września do przedszkola wróciły dzieci, które nie chodziły w czasie wakacji, w tym jedna z dziewczynek, z którą Tosia uwielbia się bawić, więc mam nadzieję, że przestanie narzekać na brak kompanów do zabawy.

Bardziej martwią mnie jednak opowieści o biciu i przepychankach wśród dzieci, z jednej strony wiem, że chłopcy się biją, z drugiej przedszkole nie jest miejscem, w którym powinno do aktów przemocy dochodzić. A już na pewno dziecko nie powinno mi codziennie opowiadać o tym, że ktoś się bił, czy przepychał... Po przedstawieniu z okazji Dnia Mamy, kiedy bawiłyśmy się z naszymi pociechami na dworze byłam świadkiem sytuacji, która mnie zamurowała. Tosia weszła na zjeżdżalnię, zjechała i podeszła do kolegi, który spojrzał na nią i po prostu odepchnął tak, że się przewróciła. Nie zareagowałam, oniemiałam, przytuliłam płaczące dziecko. Świadczy to jednak o tym, że są wśród tych niespełna czterolatków dzieci, które nie zwracają uwagi na to, jak powinny się zachowywać, nie kontrolują swojego zachowania ani w obecności mamy, ani opiekunek, ani obcych ludzi. 
Tosia jest charakterna, a mimo to przeżywa tę sytuację, co więc dzieje się w głowach wrażliwszych dzieci?! Planuję poruszyć ten temat na zebraniu, bo nie daje mi to spokoju i bardzo martwi. 

I w końcu trzecia kwestia, czyli to jak dzieci się do siebie zwracają. Może trzymamy Tosię w jakiejś złotej klatce, bo mówimy do niej poprawną polszczyzną i pełnymi zdaniami. Nie kłócimy się i nie obrażamy przy dziecku (zresztą rzadko kłócimy się i bez dziecka). Dom ma być dla niej azylem, miejscem, w którym otaczamy się szacunkiem bez względu na to ile mamy lat. Kiedy jednak słyszę z ust chłopca młodszego od Tosi skierowane w jej stronę: "Zamknij się" nie wiem, co robić... Chłopiec był z tatą, tata stał obok niego i nie zareagował, ja siedziałam w innej części placu zabaw, ale słowa skierowane do Tosi wypowiedziane zostały na tyle głośno, że bez problemu to usłyszałam. Zwrócilibyście uwagę takiemu tacie? Gdzieś ten chłopiec musiał to usłyszeć, może w żłobku, może w przedszkolu, może w piaskownicy, a może w domu... A jeśli przyniósł takie słowa do domu, to dlaczego rodzice na to nie reagują i nie zwracają uwagi? Bo dzięki temu poradzi sobie w życiu, bo będzie potrafił się rozpychać łokciami i nawet jeśli nie będzie zbyt mądry, to przynajmniej samodzielny? A takie gapy, jak Tosia przybiegną do mamy i powiedzą: "Bo ten chłopiec tak do mnie powiedział" i nawet nie będą potrafiły powtórzyć tego, co usłyszały, ale podświadomie wyczują, że coś w tym zdaniu nie pasuje do ich rzeczywistości.


11 komentarzy:

  1. Tez mam obawy . Moja Elena uwielbia dzieci i jest bardzo wrazliwa-gdy jakies dziecko cos jej zrobi ona bardzo to przezywa. W domu panuje u nas rodzinna atmosfera. Elii nie wie co to krzyki lub przemoc. Przedszkole co prawda za rok ale ja juz jestem pelna obaw szczegolnie ze mala bedzie miala jeszcze bariere jezykowa bo urodzila sie w pl ale obecnie zyjemy w niemczech

    OdpowiedzUsuń
  2. Tez mam obawy . Moja Elena uwielbia dzieci i jest bardzo wrazliwa-gdy jakies dziecko cos jej zrobi ona bardzo to przezywa. W domu panuje u nas rodzinna atmosfera. Elii nie wie co to krzyki lub przemoc. Przedszkole co prawda za rok ale ja juz jestem pelna obaw szczegolnie ze mala bedzie miala jeszcze bariere jezykowa bo urodzila sie w pl ale obecnie zyjemy w niemczech

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dopiero w tym roku dostrzegłam ten problem, wcześniej na placu zabaw bawiłam się z Tosią, ale tego lata starałam się siadać na ławce i obserwować jak bawi się z innymi.
      Barierę językową na pewno uda się pokonać, dzieci szybko się uczą!
      Pozdrowienia :)

      Usuń
  3. Pewnie, że bym zaareagowała ostatnio dość czesto to robię ponieważ starsze dzieci są nie obliczalne i nie patrzą, że przed sobą mają mlodszą koleżankę.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Pewnie, że bym zaareagowała ostatnio dość czesto to robię ponieważ starsze dzieci są nie obliczalne i nie patrzą, że przed sobą mają mlodszą koleżankę.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następnym razem pewnie tak zrobię, teraz byłam w takim szoku, że nie wiedziałam co zrobić...

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wnioskuję, że ten chłopiec wyniósł to z domu. I wcale bym się nie zdziwiła, gdyby rodzice tak do niego mówili.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wydaje mi się, że gdyby w domu tak nie mówiono, to ojciec by chłopca upomniał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie tak, dziś w tramwaju widziałam mamę, która wyzywała motorniczego od głupich osłów i ślepych baranów, a obok niej stał kilkuletni synek... Pewnie też powtórzy to w przedszkolu.

      Usuń