Mama trochę zmęczona...


Przyszło lato, przyszły upały, a ja ze smutkiem spoglądam za okno i jakoś tak... nic mi się nie chce.

Wyglądam urlopu jak zbawienia. Potrzebuję czasu dla dziecka, od poniedziałku do piątku mam go niewiele, w weekendy jest go znacznie więcej, ale zawsze za mało. Tęsknię i myślę o tym, co mogłybyśmy robić w tej chwili, gdybym tylko była w domu i zazdroszczę mężowi, który codziennie odbiera ją z przedszkola. 
Wracam do domu, jem szybki obiad i gnam z nią na plac zabaw, pół godziny zabawy i trzeba wracać, bo nadchodzi czas kąpieli i zasypiania, a następnego dnia wczesna pobudka, przedszkole i tak dalej... 
Snuję plany na urlop, na tydzień, który spędzimy w domu, snuję plany na kolejne weekendy, chcę wykorzystać piękną pogodę i wolne dni. Spędzimy trochę czasu same, trochę z tatą, a babcię planujemy zabrać na wycieczkę do Wrocławia. Potem tydzień w górach, naładujemy akumulatory, trochę się zmęczymy, zobaczymy dla nas stare, a dla Tosi nowe miejsca (była tam dwa lata temu, ale pewnie nic nie pamięta). Będziemy jeść najpyszniejsze lody świata i frytki w barze "na górce". Takie małe wakacyjne grzeszki.
W czasie czerwcowego długiego weekendu udało nam się odwiedzić poznańskie zoo, było wspaniale, Tosia zaskoczyła nas niesamowicie, bo całe (!) przeszła na własnych nogach, ani przez chwilę nie narzekała, że nie chce jej się iść dalej, że bolą ją nogi, kilka dni później poszliśmy na naprawdę długi spacer po okolicy, wracając mąż zaproponował, że ją poniesie, była na pewno zmęczona, ale odmówiła, twierdząc, że jest już duża i nie trzeba jej nosić. Co będzie w górach? Okaże się... Wierzę jednak, że wakacje będą udane. Nigdzie nie będziemy się spieszyć, na wszystko będziemy mieli czas... To już niedługo, odliczam dni i żyję planami! I wspomnieniami pierwszych prawdziwie letnich dni :)












Komentarze