wtorek, 3 marca 2015

Pierwszy rok w przedszkolu

Dzisiaj mija rok od chwili, kiedy Tosia wyposażona w worek z Myszką Minnie, dzierżąc w dłoniach Elmo, przestąpiła próg przedszkola... Po takim czasie można już pozwolić sobie na małe podsumowanie.

Choć decyzja o przyspieszonym rozpoczęciu przygody z przedszkolem była bardzo spontaniczna, od razu wiedzieliśmy, że będzie dobrze. Kolejne wydarzenia tylko nas w tym utwierdzały. Najpierw okazało się, że do tej samej grupy będzie chodził chłopiec, którego Tosia poznała w żłobku, potem rodzice jej najlepszej koleżanki zdecydowali o przenosinach do przedszkola. Poranek 25 grudnia 2013 r. oprócz świątecznych życzeń przyniósł także informację od opiekunki, która dotąd pracowała w żłobku, że rozpoczyna ona pracę w przedszkolu i zostanie opiekunką grupy Tosi. Czy to nie znak, że musi być dobrze?

Oczywiście im bliżej dnia, w którym mieliśmy oddać dziecko pod opiekę przedszkola, tym więcej było obaw i pytań.
Żłobkowa zaprawa nic tutaj nie mogła pomóc, przypuszczam, że przed rozpoczęciem nauki w szkole podstawowej/gimnazjum/liceum, na studiach licencjackich/magisterskich/doktoranckich nadal będziemy czuli pewien niepokój ;) Taki już los rodzica.
Rozstanie nastąpiło bez najmniejszego problemu, Tosia pobiegła do sali i tyle ją widzieliśmy. Problem pojawił się później, okazał się nim strach przed korzystaniem z normalnej  (a jednak mniejszej, bo przedszkolnej, czyli dostosowanej dla maluchów) toalety bez nakładki dla dzieci. Przerobiliśmy nocnik, nakładkę, ale swój strach Tosia pokonała dopiero w listopadzie, więc zajęło jej to naprawdę dużo czasu i nie ukrywam, że traciliśmy nadzieję, że kiedykolwiek to się stanie. Innych problemów nie było. Oprócz, oczywiście chorób, ale to naturalna konsekwencja przebywania wśród dzieci.
A jakie były (i są) zalety przedszkola? 
Przede wszystkim błyskawiczny rozwój dziecka. Po dwóch tygodniach recytowała wierszyk o wielkanocnym kurczaczku, śpiewała nowe piosenki. Nauczyła się sama ubierać, udoskonaliła samodzielne jedzenie i picie. Niesamowicie się rozgadała, stała się nieco bardziej otwarta.
Dziś umie liczyć do 30 (po angielsku do 15), zna coraz więcej liter alfabetu (od A do H radzi sobie znakomicie, kilka kolejnych zna, ale w nieodpowiedniej kolejności - ma na to czas, więc absolutnie do niczego jej nie zmuszamy, ewentualnie zachęcamy). Bezbłędnie rozróżnia prawo i lewo. Przede wszystkim jednak nawiązała prawdziwe dziecięce przyjaźnie. Nie mówi o wszystkich koleżankach i kolegach z grupy, ma swoich ulubieńców, dzieci, z którymi bawi się najchętniej i najczęściej. O opiekunkach nie mogę powiedzieć złego słowa, mają dla swoich podopiecznych czas, cierpliwość, są dla nich wsparciem w chwilach smutku i autorytetem. My, rodzice, mamy do nich zaufanie, a to przecież najważniejsze.
Podsumowując - podjęliśmy dobrą decyzję, niczego nie żałujemy i bez wahania podpisaliśmy deklarację na nowy rok szkolny, bo o zmianie przedszkola nie ma mowy!

Wspomnienie, 3 marca 2014 r.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz