wtorek, 10 lutego 2015

Słów kilka o dziecięcej elegancji...

Kilka miesięcy temu na blogach parentingowych toczyła się dyskusja o rajstopkach. Gdzie wolno w nich chodzić, czy w ogóle chodzić w nich wypada i sprawa najważniejsza, czy rajstopki to bielizna, czy może strój sportowy. O rajstopkach swoje zdanie mam, moje dziecko w samych rajstopach nie biega ani w przedszkolu, ani w sali zabaw. Ale nie chciałam odgrzewać tamtej afery, tylko napisać o innych sprawach zawiązanych z dziecięcą modą.

Oglądałam ostatnio zdjęcia z przedszkolnej wigilii. Kilka dni przed tym wydarzeniem na tablicy z informacjami dla rodziców wisiała kartka z prośbą o ubranie dzieci elegancko. Nawet gdyby takiej informacji nie było, ubrałabym ją ładnie, czyli adekwatnie do sytuacji. Poszła więc w ładnej (nowej) granatowej sukience. Gdyby akurat nie miała nowej, poszłaby w innej, eleganckiej sukienki wyjętej z szafy. Przewidziano na ten dzień uroczysty obiad dla dzieci i pracowników przedszkola, do tego dzielenie się opłatkiem, kolędowanie i odwiedziny Gwiazdora. Takie okoliczności, moim zdaniem, zobowiązują. Jakie było moje zdziwienie, kiedy mąż po odebraniu Tosi oznajmił mi, że część dzieci była ubrana zupełnie normalnie. Uznaliśmy, że może ciocie przebrały część dzieci, bo mogły się pobrudzić, a może rodzice o to prosili, chcąc uchronić eleganckie koszule i sukienki przed kredkami, farbami i tarzaniem się na dywanie. Zapomniałam o sprawie, ale na początku stycznia dostaliśmy grupowe zdjęcie z Gwiazdorem, a na nim dwóch chłopców w słynnych rajtuzkach ;) Z dziewczynkami lepiej, bo większość miała sukienki/spódniczki, ale były też takie w zwykłych koszulkach i legginsach. Szukam usprawiedliwienia w tym, że być może niektórzy nie wiedzieli, data wigilijnego obiadu widniała na stronie od września, ale może ktoś wyprał z pamięci. Powody były zapewne różne, niektóre może nawet całkiem ważne. Nie roztrząsam już tego wydarzenia, skłoniło mnie ono jednak do zadania sobie pytania, jak i kiedy zacząć uczyć dziecko elegancji oraz dostosowywania stroju do sytuacji, w której mamy się znaleźć?

Niemowlaka ubieramy tak, żeby było mu wygodnie. Wiele osób nie zwraca uwagi na to, czy idzie z dzieckiem na spacer, czy na imieniny do babci. Śpiochy są zawsze, bez względu na okoliczność. Inni, już dla pierwszych gości, zakładają córeczkom sukienki, chłopcom bodziaki z muchą lub krawatem. Ja byłam pewnie gdzieś po środku, bo w domu Tosia najczęściej witała gości w legginsach, na wyprawy do rodziny zakładaliśmy jej sukienki. Tego jednak mała dama nie była świadoma i myślę, że było jej wszystko jedno. Pierwsze Boże Narodzenie upłynęło pod znakiem kolki, masowaliśmy mały brzuszek i ogrzewaliśmy go suszarką, więc strój istotny nie był. Księdza po kolędzie (nawet dwa razy, bo zdążyliśmy przyjąć kolędę w starym i w nowym mieszkaniu) witała już w sukience. Potem była Wielkanoc i znowu elegancki (ale wygodny) strój. Po drodze urodziny, imieniny różnych osób, a strój Tosi zawsze staraliśmy się dostosować do okazji. Roczek - oczywiście kiecka. Wigilijne spotkanie w żłobku - sukienka, Święto Rodziny - sukienka (choć były dzieci w rozciągniętych, poplamionych koszulkach i dresach). Inna sprawa, że ja po prostu te małe sukienki naprawdę lubię kupować i zakładać dziecku. Przede wszystkim jednak zależało mi na tym, żeby Tosia była ubrana adekwatnie do sytuacji. Sami tak się ubieramy, więc dlaczego dziecko nie mamy uczyć tego samego?

Obecnie jesteśmy na etapie noszenia sukienek. Codziennie, najlepiej tych najelegantszych, bo tu coś błyśnie złotem albo brokatem, tu spódnica uszyta jest z szyfonu, bo ta sukienka podoba się tacie, a tamta dziadkowi. Każda okazja jest dobra, w kąt poszły na razie uwielbiane dotąd szorty. Zobaczymy, co przyniesie wiosna, cieńsze sukienki czekają, ale i znajdzie się kilka par spodni i spódniczek (te, ewentualnie mogą pełnić w wyjątkowych sytuacjach sukienkowe zastępstwo). Przyszedł (chyba) ten moment, w którym Tosia naprawdę chce decydować o tym w co będzie ubrana. Ma też, pewnie nie pełną, ale jednak świadomość, że do przedszkola ubiera trochę wygodniejsze rzeczy, w odwiedziny można zaś zaszaleć i przywdziać coś elegantszego. Stała się też łasa na komplementy, kiedy ksiądz w czasie kolędy zwrócił uwagę na sukienkę, uśmiechnęła się i podziękowała, w minioną niedzielę byliśmy na kawie u mojej cioci, ciocię zachwyciła granatowa sukienka Tosia i słyszałam tylko, jak mała dama mówi: "Dziękuję, zobacz, jaką ma tutaj ładną kokardę" ;)

Jak to, więc jest z tą dziecięcą elegancją? Na pewno warto zachować umiar i stawiać na pierwszym miejscu wygodę dziecka, a także zwracać uwagę na swój spokój, bo dwulatka w białej sukience jedząca barszcz może przyprawić matkę o palpitacje serca. Dobrze jednak od najmłodszych lat zwracać uwagę na to, że są okazje, które wymagają od nas eleganckiego stroju, dostosowanego do wydarzenia, którego jesteśmy uczestnikami. Trzeba jednak pamiętać, że dziecko nie jest figurką, którą nosimy ze sobą w celu chwalenia się nim. Wystrojona pannica lub mały elegant w kaszkieciku zauważy w pewnym momencie, że tata albo mama na świąteczny obiad zakładają wyciągnięty sweter i lekko przybrudzone dżinsy, wtedy mogą zacząć domagać się tego samego i z uczenia elegancji nici. 

Podobno nie szata zdobi człowieka, ale nie powiecie mi, że nie lubicie się czasem ubrać ładniej?! 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz