środa, 18 lutego 2015

Ideologia, czyli mamy w domu dżendera...

Miałam ostatnio wątpliwą przyjemność przeczytać, że dziewczynki nie powinny sięgać po lalki Barbie, bo zniszczą one ich życie. Lalki są zbyt seksowne, zbyt ładne, nie niosą ze sobą niczego dobrego... 

Mam na imię Magda, mam prawie 30 lat, w dzieciństwie bawiłam się Barbie. Miałam trzy takie lalki, dwie podróbki i jedną oryginalną. Od niemal pięciu lat mam męża, od ponad trzech lat jestem mamą. Jestem normalna. Mimo tego, że rodzice kupili mi Barbie.
Owa lalka długo leżała w szafie, w worku z innymi zabawkami. Kiedy moje dziecko urosło moja mama wyprała pluszaki i dała jej do zabawy. Dziecko (córka) wypatrzyła lalkę Barbie. Nie miała takiej w domu, bo nie wiedziała o jej istnieniu, a z mężem uważaliśmy, że zabawa nią może być dla niej niebezpieczna. Nie myśleliśmy jednak o wielkim biuście i pięknych ustach, raczej o długich palcach i szczupłych nogach, które mogłaby wsadzić w oko sobie lub nam. Córka odnalazła ją jednak sama (lub z pomocą babci), lalka ją zaciekawiła. Lalka zamieszkała, więc w biurku dziadka i została nazwana Angelina. Od tego czasu Angelina przeszła jedną operację szyjnego odcinka kręgosłupa, ponieważ córce udało się oderwać głowę od reszty ciała. Angelina dostała również dwie nowe sukienki i nowe buty, nosi je jednak rzadko, ponieważ są zbyt wysokie. Sukienki zmienia zdecydowanie chętniej. Nie zabraniamy jej zabawy lalką, córka nie zwraca uwagi na cielesność Barbie, dla niej to po prostu Angelina...
Barbie nie jest ulubioną zabawką mojej córki, spośród lalek chętniej wybiera bobasa Baby Born, któremu może matkować. Moja córka w ogóle za lalkami nie przepada. Woli trochę inne zabawki.

Moja córka uwielbia bajkę Tomek i przyjaciele, zna się na pociągach i kolekcjonuje lokomotywy...
Co powinnam zrobić? Niektórzy patrzą ze zdziwieniem, kiedy ze swojego plecaka wysypuje na dywan lokomotywy, kiedy bez opamiętania jeździ nimi po drewnianych torach, kiedy wydaje im polecenia i wysyła na naprawę. Może czas najwyższy przestać inwestować w tabor kolejowy, a zaoszczędzone w ten sposób pieniądze przeznaczyć na lalki? Może czas przestać kupować granatowe koszulki i jeansowe szorty, a zamiast nich wybierać różowe, tiulowe sukienki? 
Jak to jednak wytłumaczyć dziecku? Widzę przecież, że jej zabawa pociągami sprawia przyjemność, że to jest jej pasja, że ma wiedzę na ten temat. 

Moja córka na balik karnawałowy nie chciała przebrać się za księżniczkę, chciała zostać czarownicą...
Nie zabroniłam jej, nie widziałam takiej potrzeby. Była wiedźmą. Bohaterką książki Miejsce na miotle.
Feministka... Dżender wcielony. Do przedszkola woli jednak zakładać sukienki i bardzo nie lubi mieć brudnych rąk. Od pewnego czasu chce mieć na głowie kitki, chętnie nosi opaski i bransoletki, marzy o własnych pierścionkach. Nie prosiła jeszcze nigdy o pomalowanie paznokci, może dlatego, że ja ich nie maluję...  Często się uśmiecha i równie często broi.

Moje dziecko jest szczęśliwe.
Rozwija się prawidłowo, umie liczyć do trzydziestu po polski i do czternastu po angielski, bez problemu rozróżnia prawą i lewą stronę, powoli uczy się alfabetu. Dużo mówi, zna wiele trudnych słów. Ma doskonałą pamięć i sokoli wzrok.
Cieszę się, że ma własne zdanie, że czymś się interesuje, że czegoś ją ta zabawa uczy, że sprawia jej przyjemność. Gdyby chciała mieć Barbie - dostałaby ją, gdyby interesowały ją kucyki - dostałaby kucyki. Bez względu na to, która z bajek powodowałaby u niej szybsze bicie serca, kochałabym ją tak samo. Bo to moje dziecko i dlatego zależy mi na jej szczęściu. Mogę zabraniać jej robić rzeczy, które zagrażają bezpieczeństwu, zabronię wspinania się na parapet i skakania z szafy, ale nie będę ograniczać jej kreatywności, będę również wspierać w rozwijaniu pasji i spełnianiu marzeń. Jestem w końcu matką...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz