czwartek, 5 lutego 2015

Dobra matka, czyli?

Od pewnego czasu zastanawiam się nad znaczeniem pojęcia "dobra matka". Dla Tosi pewnie jestem ideałem i nie wyobraża sobie, że ktoś inny mógłby się z nią przytulać, wygłupiać, tulić do snu i trzymać za rękę, ale co myślą inni? I, czy istnieją jakieś standardy, które powinna spełnić MATKA IDEALNA?

Mam sobie wiele do zarzucenia, większość zastrzeżeń, które mam do swojego macierzyństwa i moich relacji z córką wiąże się z tym, że pracuję. Tosia urodziła się w czasach półrocznego urlopu macierzyńskiego, kiedy więc skończyła 7 miesięcy, wykorzystawszy urlop wypoczynkowy musiałam wrócić do pracy.Każda mama wie, że półroczne dziecko specjalnie kontaktowe nie jest, a czas spędzany z nim dzielony jest na spacery, karmienie, zabawy na macie, pokazywanie obrazków w książeczkach i śpiewanie piosenek. U większości dzieci dochodzą do tego zestawienia drzemki, ale ponieważ Tosia nie spała w dzień (w domu, bo na spacerach spała jak zabita), pominęłam tę dziedzinę niemowlęcego życia. Za to u nas doszły do wizyty w sklepach budowlano-remontowych, w których Tosia dzielnie nam towarzyszyła. Udało mi się jeszcze w czasie urlopu macierzyńskiego nacieszyć nowym mieszkaniem i po trzech miesiącach trzeba było wracać do pracy. Dwa tygodnie spędziła z tatą, potem tydzień z babcią i nadszedł czas na żłobek, długo wyrzucała sobie, że tak musiało być. Ze względu na pracę męża i fakt, że moja mama pracowała blisko naszego domu i mogła ją odbierać, Tosia spędzała w żłobku tylko pięć godzin dziennie (czasem nawet mniej). Szczerze mówiąc, kiedy obdzwaniałam okoliczne żłobki miałam nadzieję, że usłyszę, że w żadnym nie ma miejsca i musielibyśmy zdecydować się na nianię lub zostałabym w domu. Dziś, z perspektywy czasu, wiem, że nie chciałabym zatrudniać opiekunki, bo bardzo doceniam nasz żłobek. Każde dziecko miało plan dnia dostosowany do indywidualnych potrzeb, nie było żadnego problemu z tym, żeby kłaść spać Tosię zaraz po śniadaniu (choć 99% dzieci spało po obiedzie), codziennie odbieraliśmy czyste, przewinięte, najedzone i przede wszystkim zadowolonego brzdąca. Brzdąc rósł i coraz więcej się uczył. Ja jednak długo męczyłam się z wyrzutami sumienia, dopiero od jakiegoś czasu, z czystym sumieniem, radzę wahającym się rodzicom, żeby wybrali zamiast niani wybrali dobry żłobek. Większość mi nie wierzy i wcale mnie to nie dziwi, bo samej trudno było mi przyjąć do wiadomości, że niania czasem nie jest najlepszym wyjściem z sytuacji.

Kończę ten przydługi wstęp i przechodzę do rzeczy. Długo wyrzucałam sobie, że nie mogłam zostać w domu, że tracę czas w pracy, tracę czas na dojazd, zamiast być z dzieckiem. Każdy wolny dzień wiązał się z tym, że Tosia nie szła do żłobka i spędzałyśmy go razem. W przypadku przedszkola takiej opcji nie ma, córka za bardzo je lubi, chodzi tam z ogromną radością, codziennie realizują program, więc nie chcemy jej odbierać tej przyjemności.
Do dziś jednak staram się maksymalnie wykorzystać każdą wolną chwilę, choć czasem brakuje sił, zwłaszcza w takie dni, jak teraz, kiedy zaraz po moim powrocie do domu robi się ciemno, a w weekend pada i nie ma szans wyjść na spacer. Często dochodzi do tego jeszcze konieczność ugotowania obiadu na kolejne dni, Tosia najczęściej mi asystuje, ale zdarzają się rzeczy, które wolę robić sama, więc w tym czasie musi pójść do pokoju i pobawić się sama. Przed spaniem jest zawsze czas na czytanie, ale usypiamy ją na zmianę z mężem. Tak więc tego czasu nie mamy aż tak wiele, nadrobić można stracone chwile w czasie choroby lub długich weekendów, wtedy przedszkole ma dyżur, ale przychodzi na niego garstka dzieci, więc Tosia nie jest na niego zapisana. A ponieważ tata długie weekendy ma wolne zawsze mamy wtedy masę czasu dla siebie. 

Czy jestem złą matką? Tosia zapewne nie wyobraża sobie lepszej. Jestem taka, jaka mogę być, robię co w mojej mocy, żebyśmy jak najwięcej czasu spędzały razem, żeby każdego dnia była chwila na przytulanie, na czytanie, na rysowanie, staram się nie włączać jej bajek i wychodzić z pokoju, tylko oglądać je razem z nią. Od ponad tygodnia Tosia nie chodzi do przedszkola, niewinny kaszel skończył się antybiotykiem, musiała więc zostać w domu, najwięcej czasu spędziła z moją mamą, ja byłam w domu w czwartek i w piątek, potem przez cały weekend, najbliższe cztery dni znowu spędzam w domu, więc będzie czas na układanie puzzli, zabawę ciastoliną i czytanie książek. Poza tym dni stają się coraz dłuższe i wiosna przyjdzie już niedługo, a dzięki temu po powrocie z pracy będę mogła zabrać Tosię na spacer, na rower albo na plac zabaw. A za niespełna pół roku lato, urlop, wakacje!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz