poniedziałek, 1 września 2014

Co nam życie ułatwiało, kiedy Tosiek niemowlęciem był.

Często zastanawiam się jak wyglądałoby nasze życie z drugim dzieckiem. Ile błędów popełniliśmy, ile złych zakupów zdarzyło nam się zrobić, co nie było nam potrzebne, a mieliśmy to w domu, itp.
Tak naprawdę, z perspektywy trzech lat, stwierdzam, że wcale nie było ich tak wiele. W zasadzie wszystko, co kupiliśmy okazywało się potrzebne albo niezbędne. Spośród kosmetyków, które czekały na narodziny Tosi nie przydał się jedynie puder, który kilka tygodni temu wylądował w koszu na śmieci. W wyprawce znalazł się otulaczek, którego użyłam raz, bo jakoś wyjątkowo trudno było wmontować w niego dziecko (pewnie dlatego, że córka nie uznawała trzymania rąk blisko ciała i nieporadnie wystawały z owego otulaczka).
Po pierwszych nieudanych próbach kąpieli kupiliśmy gąbkę-misia do kąpieli  i ta uratowała sprawę. Od tej pory używaliśmy jej przy wieczornej toalecie, aż do dnia kiedy przenieśliśmy Tosię do prawdziwej, dorosłej wanny. Polecam wszystkim, których maluchy płaczą w wannie mimo idealnej wody i absolutnej delikatności rodziców.
Szybko też pojawił się w naszym domu leżaczek-bujaczek i mata edukacyjna. Tosia nie należała do dzieci, które przesypiają całe dnie. W czasie mojego macierzyńskiego (a w naszych czasach trwał on 20 tygodni) w dzień nie spała w ogóle (jedynie na spacerach), więc musiałam imać się różnych sposobów, żeby móc cokolwiek zrobić w domu. Bujaczek pochodził z firmy Fisher Price, mata z Baby Ono. Jedno i drugie służy teraz kolejnym maluchom, więc z czystym sumieniem mogą polecać innym.

Tosia uwielbiała i uwielbia nadal wszelkiej maści pozytywki. Najpierw zasypiała z towarzyszeniem przymocowanej do łóżka karuzeli, potem odłączyliśmy pałąk i została sama pozytywka, teraz ma projektor z melodyjką. Kilkakrotnie próbowaliśmy oduczyć ją zasypiania przy muzyce - nie udało się. Zresztą co się dziwić, ja zasypiam przy Trójce.

Jeśli już jesteśmy przy temacie zasypiania, to ważną sprawą jest w czym taka mała Tosia spała, a właściwie pod czym. Nie mieliśmy dla niej kołdry, do drugich urodzin spała w śpiworku. Każdy ma swoje zdanie, ale dla nas było to idealne rozwiązanie. Zawsze mieliśmy pewność, że jest przykryta, teraz zdarza jej się rozkopać i spać bez kołdry. Nie budzi się, więc na pewno nie jest jej zimno, ale serce matki podpowiada inne scenariusze.

Miło powspominać te niemowlęce miesiące mając w domu taką dorosłą pannę. Niby trzy lata, a naprawdę nie wiem, kiedy ten czas minął... I pomyśleć, że gdyby nie kolejny szczęśliwy zbieg okoliczności w naszym życiu, to dziś szłaby pierwszy dzień do przedszkola :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz