środa, 9 lipca 2014

Mały alergik

Dawno, dawno temu, kiedy siedziałam w poczekalni u alergologa wpadła mi w ręce ulotka informująca o tym, czy i jak dziedziczone są alergie. Wyczytałam tam, że w przypadku jeśli jeden rodzic ma stwierdzoną alergię, a drugi nie prawdopodobieństwo, że dziecko będzie alergikiem wynosi tylko/aż 30%. Tosia postanowiła się    w tych 30% znaleźć. Pierwszym ciepłym wiosennym i letnim dniom w jej życiu (2012 rok) towarzyszył katar, kaszel, psikanie i łzawiące na spacerach oczy. Żadnych innych objawów, jak choćby gorączka, gorsze samopoczucie. Pediatra obstawiał alergię, utwierdzała go w tym również moja alergia na pyłki. Podawaliśmy jej leki antyalergiczne odpowiednie dla tak małych dzieci, które łagodziły objawy. Zimą, wraz w rozpoczęciem sezonu grzewczego pojawił się inny problem - sucha skóra, z którą nie poradził sobie w 100% żaden z dostępnych na rynku kosmetyków. Każde uruchomienie kaloryferów po kilku cieplejszych dniach powodowało nawrót objawów. Na szczęście Tosia skończyła już rok i mogliśmy zacząć podawać jej inny lek antyalergiczny o silniejszym działaniu. W końcu jednak lekarz stwierdził, że najlepiej będzie jeśli zobaczy ją specjalista i skierował nas do alergologa. Wizyta odbyła się rok temu, lekarka na podstawie opisanych przez nas objawów stwierdziła, że najprawdopodobniej Tosia jest uczulona. Z testami musimy się jednak wstrzymać do 3. urodzin (to na szczęście już we wrześniu), choć moja alergolog twierdzi, że najlepiej byłoby zrobić je dopiero w okolicach 5 lat. 
Tego lata nadal zmagamy się z objawami alergii, dostaliśmy kolejny, uzupełniający lek, który w połączeniu z tym, który dostaje przez cały rok, przynosi zamierzone efekty. Mam nadzieję, że uda nam się przetrwać lato, a jesienią zrobić testy i mieć już świadomość czego unikać.
Na razie, zgodnie z sugestią pediatry, zapisuję wszystkie objawy w kalendarzu i mam już pewne obserwacje. Widzę też, że najczęściej alergia uaktywnia się u nas obu w tych samych dniach.
Tak to przekazałam dziecku to z czym zmagam się przez całe życie... Cóż, nie miałam na to najmniejszego wpływu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz