czwartek, 17 lipca 2014

Jak mówić do dziecka?

Są dzieci, które przed drugimi urodzinami mówią pełnymi zdaniami i można z nimi prowadzić całkiem sensowną konwersację. Tosia do nich nie należy. W okolicach drugich urodzin znała całkiem dużo słów, składała proste zdania, ale do rozmów było jeszcze daleko. W pełni rozgadała się na początku tego roku. Czy nas to martwiło? Nie, bo podejrzewaliśmy, że z jej mówieniem będzie, jak z chodzeniem, najpierw opanowane do perfekcji pełzanie, potem raczkowanie i w końcu poszła, ale w wielkim stylu, bez guzów, siniaków, upadków. Tak było z nowymi słowami, nie mówiła, że idzie dada, ona od razu chodziła na spacer, nie robiła również am, tylko jadła. Niewiele miała takich typowo dziecięcych słów, kot był dla niej przez jakiś czas pusią, a skarpetki - kapastami. Wynika to zapewne z tego, że od nas nigdy nie słyszała takich zdrobnień, od samego początku mówiliśmy do niej pełnymi zdaniami, bez cieciania i zdrabniania. Jedliśmy pomidory, ziemniaki, bułki i mięso, zamiast pomidorków, ziemniaczków, bułeczek i mięska. Staraliśmy się również hamować zapędy niektórych do mówienia w ten sposób. Ale nie pamiętam też, żebyśmy w jakiś wyjątkowy sposób starali się wpłynąć na szybszy rozwój mowy u Tosi. Dużo czytaliśmy klasyki literatury dziecięcej, starannie dobieraliśmy książeczki, które dostawała. Ale też nie jesteśmy wrogami bajek. Oczywiście nie siedzi cały dzień z głową przed telewizorem, ale jeśli sama powie, że chciałaby obejrzeć Myszkę Miki albo Dorę, to włączymy jej jeden albo dwa odcinki. Nie zaszkodzi, a czasem pomaga nawet ogarnąć pobojowisko w mieszkaniu albo umyć naczynia.
Teraz, kiedy mówi już płynnie dostrzegamy jak pojemna jest dziecięca pamięć. Tosia zna już na pamięć niektóre książeczki! Sama śpiewa ulubione kołysanki i recytuje wierszyki. Pamiętam, że ja też nie miałam problemu z opanowywaniem tekstów przedszkolnych przedstawień, więc myślę, że nie posiada jakiś wyjątkowych umiejętności, ale to bardzo cieszy nas, rodziców. Bo dla nas, mówiąca czy nie, zawsze była najmądrzejsza. W końcu dla kogo własne dziecko nie jest kolejnym/największym cudem świata?
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz