czwartek, 31 lipca 2014

Co kupić na trzecie urodziny?

Przed takim dylematem stanęłam dziś rano. O ile z Tosią nie mam problemów, zaczęłam myśleć co kupimy córce naszych znajomych, która kilka dni temu miała trzecie urodziny.
Pomysłów miałam kilka.

Ciastolina, mniejszy lub większy zestaw, a nawet same tuby wypełnione plastyczną masą ucieszą każdego malucha.

Skaczące małpki. Gra zręcznościowa, Tosi się podoba, choć jeszcze nie rozumie wszystkich zasad.

Sukienka Endo.

Zestaw książeczek - książki jak ciastolina - dobre zawsze i w każdej ilości.

Ostatecznie zrezygnowałam z tych pomysłów i postanowiłam kupić plecak. Jubilatka wybiera się we wrześniu do przedszkola, więc prezent jak najbardziej pożądany. Zwłaszcza po rozmowie z jej rodzicami i zapewnieniu, że plecaka jeszcze nie ma. A w plecaku znajdzie

Dorzucę jeszcze kredki (tych nigdy za wiele, zwłaszcza, że lubią się łamać albo ginąć), może bidon z ulubionym bohaterem - ta kwestia pozostaje otwarta.
Nasz przedszkolak ma taki plecak - sprawdza się idealnie nie tylko w przedszkolu, ale również na wycieczkach i też dostała go w prezencie :)


poniedziałek, 28 lipca 2014

Misja - przetrwać upały

Wnioskując z ogólnopolskiej prognozy pogody, wszędzie jest tak samo źle, czyli gorąco. Rzadko narzekam na jakąkolwiek pogodę, staram się cieszyć tym, że mamy cztery pory roku, ale lato z dzieckiem łatwe nie jest. Najprzyjemniej byłoby siedzieć w domu, zasłonić okna i skryć się przed palącym słońcem i lejącym się z nieba żarem. Ale nie po to mam urlop, żeby cały ten czas spędzić w domu. Wychodzimy, choć łatwo nie jest. Dziś odwiedziłyśmy moje dzieciate koleżanki, Tosia miała frajdę, ja mogłam spędzić chwilę na plotkach. Jednak o zwiedzaniu nowych placów zabaw musiałyśmy zapomnieć, nigdzie nie da się bawić dłużej niż kilka minut. To znaczy Tosia na pewno mogłaby szaleć do omdlenia, ale ktoś w naszym duecie musi być rozsądniejszy. 
Dzisiaj było na tyle intensywnie, że po powrocie do domu walczyliśmy z kilkunastominutowym płaczem spowodowanym jazdą nagrzanym samochodem. Jutro będzie spokojniej, zakupy w pobliskich sklepach spożywczych, potem wspólne przygotowanie obiadu. I to, co najbardziej poprawia humor latem - nasz prywatny, balkonowy basen. Nie mamy ogródka, mamy za to olbrzymi balkon, a nim idealne miejsce na całkiem spory basen. Dziecko szczęśliwe, niemal cały dzień biega w stroju kąpielowym. Czasem tak niewiele potrzeba do szczęścia. Wiem, że daje jej to ukojenie przy obecnej aurze. Większość sąsiadów robi to samo, więc nie jesteśmy specjalnie odkrywczy ani oryginalni, raczej praktyczni, sama chętnie wskoczyłabym do tego basenu ;)
Mam tylko nadzieję, że początek sierpnia będzie trochę chłodniejszy i nasze wakacje nie będą upływać pod znakiem tropikalnych upałów.

sobota, 26 lipca 2014

Jak to na przyjście dziecka trzeba było się przygotować

Przełom lipca i sierpnia to dla mnie czas intensywnego wspominania, jak to było, kiedy czekaliśmy na Tosię. Ostatnio, żeby wzmóc to wspominanie wpadł mi w ręce notes, a w nim taka lista
Jeśli ktoś nie może odczytać, co jest na niej napisane, spieszę z odszyfrowaniem:

1)      wózek,
2)      łóżeczko + materac,
3)      przewijak,
4)      wanienka (+stojak),
5)      kocyki (2-3 sztuki),
6)      ręczniki (2-3 sztuki),
7)      otulaczek/śpiworek/pościel (do wyboru),
8)      rożek,
9)      kombinezon,
10)  czapeczki,
11)  niedrapki (1-2 sztuki),
12)  śliniaki,
13)  ciuszki:
a)      body (4-6 sztuk, rozmiar 56 albo 62, najlepiej rozpinane z boku),
b)      śpioszki/pajacyki,
c)      sweterek (1-2 sztuki),
d)      skarpetki,
e)      kaftanki (2-3 pary, najlepiej rozpinane z boku albo na środku, a nie zakładane przez głowę),
14)  smoczek,
15)  butelka,
16)  termometr,
17)  podkład do przewijania,
18)  pieluchy (jednorazowe, tetrowe – 10 sztuk, flanelowe – 5 sztuk),
19)  termoopakowanie do butelek,
20)  proszek dla dzieci,
21)  kosmetyki:
a)      płyn do kąpieli i szampon 2w1,
b)      krem na odparzenia,
c)      krem do buzi,
d)      puder,
e)      krem/balsam do ciała,
f)        mokre chusteczki,
22)  nożyczki/cążki do paznokci,
23)  szczotka/grzebień,
24)  myjka do butelek,
25)  torba do wózka,
26)  prześcieradło (2-3 sztuki) + podkład chroniący przed przemoczeniem,
27)  podgrzewacz do butelek,
28)  sterylizator do butelek,
29)  gruszka do nosa/aspirator,
30)  gaziki jałowe/płatki kosmetyczne,
31)  gaziki nasączone spirytusem (do pielęgnacji pępka),
32)  sól fizjologiczna.

Te wszystkie cuda wpisałam przygotowując wyprawkę dla Tosi. I odhaczałam kolejne punkty. 
Zbieraliśmy paragony, chcąc je w przyszłości wręczyć kandydatowi na zięcia ;) Teraz paragony już 
wyblakły, ale lista nadal mi imponuje.
Części rzeczy nie kupiliśmy i dobrze, bo podgrzewacz do butelek czy sterylizator nie były nam 
potrzebne, ponieważ Tosia była karmiona piersią. Nie ma na niej laktatora, który uratował mi/nam 
życie, kiedy córka została w szpitalu, a ja musiałam wrócić do domu. Kupiliśmy wtedy jeszcze pojemniki
do przechowywania mleka. 
Śpioszki i pajacyki nie zyskały naszego uczucia, więc ograniczyliśmy się do dwóch sztuk. Rożek nie 
został kupiony, wystarczył kocyk. Puder do dziś grzeje miejsce w szafie i pewnie czas go wyrzucić, bo 
mógł stracić ważność. Ulubionym elementem tej listy jest na pewno torba do wózka, mimo 
intensywnego używania nadal w stanie idealnym, towarzyszy nam do dziś.
Zresztą uwielbiam cały notes, w którym się znajduje. Towarzyszy nam we wszystkich ważnych 
wydarzeniach, jest w nim lista rzeczy do załatwienia i kupienia przed ślubem, lista rzeczy dla dziecka, do 
szpitala, a także nazwy kolorów farb, płytek, paneli, rzeczy, które potrzebne są do nowego M (kosz na 
śmieci, miska, miotła, mop - tak, tak!).
Miło powspominać, jak to było kiedyś :)

piątek, 25 lipca 2014

Kiedy dziecko tęskni za tatą...

Jesteśmy w trakcie przymusowego rozdzielenia z Tosinkowym tatą. Tata odpoczywa po zabiegu, który przeszedł w poniedziałek, my pomieszkujemy u moich rodziców. I choć Tosia najbardziej na świecie kocha dziadka, widać jak bardzo tęskni za tatą. Wczoraj, zasypiając zaczęła pytać o tatę i wołać go, jedynym sposobem na chwilowe złagodzenie tęsknoty, było zadzwonienie do niego. 

Patrząc na jej zachowanie w tym tygodniu, wiem już, że pomysł, który przez jakiś czas tlił się w naszych głowach nie był najlepszy. Chodziło o tegoroczne wakacje, na które miałam jechać sama z Tosią, żeby mąż nie musiał forsować się po szpitalu. Obawiam się, że szybko wracałybyśmy do domu, bo trudno patrzy się na tak przygaszone dziecko.

Jak widać Tosia nie jest przyzwyczajona do rozstań z nami, jeszcze nigdy nie spała sama poza domem. Szczerze mówiąc nie wiem, czy ja mam taką potrzebę. W tygodniu spędzamy razem tak mało czasu, że weekend to jedyny moment, kiedy jest szansa nadrobienia tych straconych chwil. I z jednej strony chciałabym dać jej szansę na przygodę jaką jest spanie bez rodziców, z drugiej zaś strony odnoszę wrażenie, że teraz nie jest na to dobry moment. Tosię prześladuje jakiś lęk separacyjny. Dotyczy on zwłaszcza rozstań ze mną, ale podejrzewam, że gdyby została u dziadków zupełnie sama mogłoby się to źle skończyć. Może jesienią uda się zrealizować plan samotnej nocy.
Czy żałuję, że moje dziecko nie jest jeszcze aż tak samodzielne? Nie, często i tak wydaje mi się, że jest już zbyt samodzielne, a ja do tego nie dorosłam.

środa, 23 lipca 2014

ulubione letnie ubrania, cz. 2, spacer

O modzie przedszkolnej kilka słów już było, teraz o tym co Tosia nosi w wolnym czasie. W tym roku sukienki nie są jej ulubionym strojem. Jest już na tyle ruchliwa, że wygodniej jej w spodniach. Zwłaszcza kiedy wybieramy się na wycieczkę. Wczesną wiosną udało mi się kupić w H&M bardzo fajne lniane spodnie i to właśnie je najchętniej ubieram dziecku. Długość 3/4 jest dobra na każdą pogodę, więc towarzyszą nam bardzo często. Znalazłam je wśród przecenionych ubrań, kosztowały 20 zł (cena na metce 59,90 zł), nie wiem nawet z której kolekcji pochodzą. Mam nadzieję, że w następnym sezonie nadal będą dobre. 


A ostatnie spacery wyglądały tak:
Piątkowa ucieczka przed Babcią :)
Sobotnie oczekiwanie na Dziadka.
Niedziela.
Jednak wygoda zwycięża. Ale największym zwycięzcą ostatnich dni jest kapelusz z Minnie, nic innego nie ma szansy znaleźć się na głowie :)

poniedziałek, 21 lipca 2014

ENDO

Jest taka firma produkująca ubrania, na którą mogłabym przepuścić wszystkie pieniądze. Ubrać swoje dziecko, swoich chrześniaków, chrześniaków męża, dzieci znajomych i przyjaciół. To ENDO! 
Według mnie jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy producent dziecięcych ubrań! Właśnie odebraliśmy kolejną przesyłkę z ich ubraniami i nowymi kaloszami, na które skusiłam się po dobrych opiniach usłyszanych od zaprzyjaźnionej mamy. Jak się będą sprawować u nas? Przetestujemy już niedługo.
Z ubraniami Endo zetknęłam się jeszcze przed urodzeniem Tosi, chyba nawet jeszcze przed narodzinami mojego chrześniaka lubiłam przyglądać się ich koszulkom z niebanalnymi napisami i oryginalnymi obrazkami. To właśnie nadruki umieszczone na ich obrazkach najbardziej zwracają uwagę potencjalnych klientów. Na pewno wielu osobom mogą się nie podobać. Nie ma tu postaci z kreskówek, sam nadruk często nie jest zbyt kolorowy i czasem można się zastanawiać, czy w kategorii piękna jest naprawdę ładny. Ja je uwielbiam i nie ma co ukrywać, że jeśli chodzi o koszulki to Endo króluje w szafie Tosi. Uwielbiam materiały, z których wykonane są ich ubrania. Tak miłej w dotyku bawełny nie znajdziecie u żadnego innego producenta. Tak odpornej na pranie również szukać trudno. Któregoś dnia dostałam od męża MMSa z takim zdjęciem

Rozpacz była okropna, bo to jedna z ulubionych koszulek, a tu okazuje się, że właśnie zaliczyła spotkanie z zieloną farbą, na dodatek pani w przedszkolu zamiast zwilżyć plamę wodą, zmieniły Tosi koszulkę, a tę spakowały do woreczka i zostawiły. Bluzka stała się więc małą skorupą... Po powrocie do domu postanowiłam rozprawić się z niechcianą zieloną ozdobą. Stwierdziłam, że gorzej już nie będzie. Zimna woda, odplamiacz, potem szybkie pranie w pralce i po plamie nie ma śladu. Materiał nie stracił koloru, nie ma śladu w miejscu, gdzie plama była. Takie rzeczy - tylko w Endo!
Jakość ubrań produkowanych przez tę firmę jest naprawdę wysoka i wyjątkowa. Wiele osób mówi, że kiedyś Endo-ciuchy były jeszcze lepsze, aż trudno mi to sobie wyobrazić, ale nie mówię, że tak nie jest. Żadnego z ubrań nie udało się jeszcze Tosi zniszczyć, w żadnym nie zrobiła się dziura, nie tracą koloru, nie tracą fasonu. Rozmiarówka według mnie wypada normalnie (choć są tacy, którzy twierdzą, że jest zaniżona), Tosia obecnie nosi T-shirty w rozmiarze 92 i 98, ale widać, że 98 są jej jeszcze trochę za duże. "Niestety" nie kurczą się w praniu, więc ma trochę za długie rękawy.
Oprócz T-shirtów, o których już pisałam, Tosia nosiła jeszcze Endo-sukienki, wszystkie sprawowały się dobrze, ale szczególną miłością zapałaliśmy rodzinnie do tego modelu
Idealnie sprawdza się w przedszkolu i na spacerze, wygodna, a do tego bardzo ładna, a ponieważ Tosia jest miłośniczką kotów - chętnie zakłada na siebie rzeczy, na których to zwierzę się znajduje.

W przypadku Endo jakość przekłada się niestety na cenę, koszulki bez promocji to wydatek od 29,90 zł do 39,90 zł. Sukienki, bluzy, spodnie i kurtki kosztują jeszcze więcej. Ale otrzymujemy za to ubrania niemal niezniszczalne.Ja lubię kupować tu, oprócz ubrań dla Tosi, rzeczy na prezent. Wiem, że obdarowany dostaje naprawdę oryginalny i dobry gatunkowo prezent. Problem pojawia się, kiedy ciuszek na sprzedaż tak bardzo mi się podoba, że w prezencie muszę kupić coś innego, a zakupioną rzecz zostawiam dla Tosi (bo i tak zdarzyło mi się zrobić).
Na szczęście sklep często przygotowuje promocje i oferty specjalne. Dodatkowo dostępny jest outlet i sezonowe wyprzedaże, na których można kupić ubrania w naprawdę atrakcyjnych cenach. Ja najczęściej kupuję właśnie na promocjach, wtedy za cenę jednej bluzki mam trzy :) Kuszące, prawda?

Minusy Endo? Jeden. Brak sklepów stacjonarnych, ostatnie zakupy zrobiłam w nich ponad rok temu i to w Warszawie, bo w moim mieście Endo nie ma już od niemal dwóch lat. Lubiłam chodzić do tych salonów i wybierać na miejscu. Teraz, muszę zadowolić się zakupami w sieci. Na pewno ogranicza to ilość kupowanych przeze mnie rzeczy - można powiedzieć, że na szczęście, bo śmiem podejrzewać, że każda wizyta kończyłaby się zakupem. Koszty wysyłki, od czasu rozszerzenia możliwości (Paczka w Ruchu, Paczkomaty) nie są aż tak duże, poza tym Endo często ma akcje z darmową wysyłką.

Co dotarło do nas tym razem? Spieszę się chwalić
Nasz EndoDzieciak zadowolony z zakupów. Musi tylko do nich trochę urosnąć, bo na razie wszystko jest za duże. Szafa i tak pęka w szwach, to jest między innymi sprawką Endo ;) A do tej pory w ubraniach Endo prezentowała się tak:



czwartek, 17 lipca 2014

Jak mówić do dziecka?

Są dzieci, które przed drugimi urodzinami mówią pełnymi zdaniami i można z nimi prowadzić całkiem sensowną konwersację. Tosia do nich nie należy. W okolicach drugich urodzin znała całkiem dużo słów, składała proste zdania, ale do rozmów było jeszcze daleko. W pełni rozgadała się na początku tego roku. Czy nas to martwiło? Nie, bo podejrzewaliśmy, że z jej mówieniem będzie, jak z chodzeniem, najpierw opanowane do perfekcji pełzanie, potem raczkowanie i w końcu poszła, ale w wielkim stylu, bez guzów, siniaków, upadków. Tak było z nowymi słowami, nie mówiła, że idzie dada, ona od razu chodziła na spacer, nie robiła również am, tylko jadła. Niewiele miała takich typowo dziecięcych słów, kot był dla niej przez jakiś czas pusią, a skarpetki - kapastami. Wynika to zapewne z tego, że od nas nigdy nie słyszała takich zdrobnień, od samego początku mówiliśmy do niej pełnymi zdaniami, bez cieciania i zdrabniania. Jedliśmy pomidory, ziemniaki, bułki i mięso, zamiast pomidorków, ziemniaczków, bułeczek i mięska. Staraliśmy się również hamować zapędy niektórych do mówienia w ten sposób. Ale nie pamiętam też, żebyśmy w jakiś wyjątkowy sposób starali się wpłynąć na szybszy rozwój mowy u Tosi. Dużo czytaliśmy klasyki literatury dziecięcej, starannie dobieraliśmy książeczki, które dostawała. Ale też nie jesteśmy wrogami bajek. Oczywiście nie siedzi cały dzień z głową przed telewizorem, ale jeśli sama powie, że chciałaby obejrzeć Myszkę Miki albo Dorę, to włączymy jej jeden albo dwa odcinki. Nie zaszkodzi, a czasem pomaga nawet ogarnąć pobojowisko w mieszkaniu albo umyć naczynia.
Teraz, kiedy mówi już płynnie dostrzegamy jak pojemna jest dziecięca pamięć. Tosia zna już na pamięć niektóre książeczki! Sama śpiewa ulubione kołysanki i recytuje wierszyki. Pamiętam, że ja też nie miałam problemu z opanowywaniem tekstów przedszkolnych przedstawień, więc myślę, że nie posiada jakiś wyjątkowych umiejętności, ale to bardzo cieszy nas, rodziców. Bo dla nas, mówiąca czy nie, zawsze była najmądrzejsza. W końcu dla kogo własne dziecko nie jest kolejnym/największym cudem świata?
 

środa, 16 lipca 2014

Kicia Kocia

Każde dziecko ma swoją ulubioną książkę lub książki. Jeśli chodzi o Tosię, to tych ulubionych książek jest cała masa. Łatwiej byłoby mi chyba wymienić te, których nie lubi, niż te, które kocha miłością bezgraniczną. Wśród nich wyjątkowe miejsce przysługuje książkom o Kici Koci z wydawnictwa Media Rodzina. Tę serię poleciły mi koleżanki, które mają nieco starsze dzieci. Kupiłam dwie książeczki i wpadliśmy. Szybko trzeba było kupować pozostałe. Przygody malutkiej kotki skradły serca całej naszej rodziny. Tosia i Kocia są w podobnym wieku, więc i problemy mają podobne, te same rzeczy cieszą je i smucą. Dziewczyna ma przyjaciół, z którymi bardzo lubi bawić się na placu zabaw, chodzi też z nimi na basen albo bawi się w domu. Tak jak Tosia chodzi do przedszkola i tak, jak Tosi czasem zdarza jej się zachorować. Samo życie :)
Jedna książeczka o Kici Koci przed snem, to zestaw obowiązkowy
Tosia najbardziej lubię Kicię Kocię w pociągu, jak jest chora chętnie sięga po historię chorej kotki, lubi opowieść o tym, jak Kocia zakładała zespół muzyczny i o tym, jak chowała się przed burzą albo jak gotowała z babcią zupę i piekła ciasteczka. A ja lubię te książeczki czytać, mają piękne ilustracje, są napisane wspaniałym językiem, doskonale opisują świat i uczucia takich maluchów. Co ważne, nie są długie, każda książeczka ma ok. 24 stron, żadne dziecko nie zdąży się znudzić, żaden rodzic nie zdąży się zmęczyć.
Jeśli nie wiecie czego szukać w księgarni dla swojego dziecka - z czystym sumieniem polecamy przygody Kici Koci. My z niecierpliwością wypatrujemy nowych tytułów.
A na deser, patrzcie co mamy, udało nam się w maju spotkać z autorką naszych ulubionych książek, pani Anita jest tak samo miła jak jej bohaterowie.

(zdjęcie pochodzi ze strony Księgarni Pinokio)

poniedziałek, 14 lipca 2014

skok rozwojowy

Bywają takie u małych dzieci. Ale skok rozwojowy w dniu ukończenia 34 miesięcy? A jednak! Skok rozwojowy albo opóźniony bunt dwulatka, który chce płynnie przejść w bunt trzylatka. Jak wspominam tę sobotę, to jeszcze czuję się bezradna. I to nawet nie chodzi o to, że Tosia była niegrzeczna, nie słuchała itp. Nie, ona nawet słuchała tego, co do niej mówimy. Na zakupach była spokojna, grzecznie szła trzymając nas za rękę, bez płaczu wybrała, co chce dostać - kolorowankę, czy nowy basen (o, dziwo, cena dość podobna). W domu zmieniała się w małego energetycznego potwora, biegała z kąta w kąt, czego się nie dotknęła - spadało na ziemię, piekłyśmy ciasto - cały cukier wylądował na podłodze. Szok, nigdy nie miała aż tak złego dnia, a co za tym idzie był to trudny dzień również dla nas...

A niedziela? Inne dziecko, anioł, jakby Tosia sobotnia nie była nasza. Przez ponad pół godziny z zapałem liczyła nowe kredki i układała je w pudełku w różnych konfiguracjach. Usiadła przy stole i zjadła obiad bez wstawania od niego. Nie domagała się przekąsek. Po powrocie do domu zajęła się sama sobą, a my mogliśmy zająć się domowymi obowiązkami. Przy pieczeniu babeczek spokojnie wrzucała wszystko do miski, a kiedy poprosiłam ją, żeby poszła na chwilę do pokoju, bo chcę nałożyć ciasto do papilotek i zawołam jak będzie trzeba posypać je cukrem, poszła i wróciła kiedy poprosiłam. 

Dwa dni i dwoje zupełnie innych dzieci. Weekend pełen emocji... Dzieci są różne i czasem zmienne jak pogoda nad polskim morzem :) Szczerze mówiąc nie wiem, które chciałabym mieć na stałe, chyba wolę tę wyważoną mieszankę, z którą mieliśmy do czynienia do tej pory.

sobota, 12 lipca 2014

ulubione letnie ubrania cz. 1, w czym do przedszkola

Nie ma co ukrywać, że jak na razie lato Tosia spędza w większości w przedszkolu. Stąd też niektóre ubrania są na razie wykorzystywane dość rzadko i pokornie czekają na wakacyjną przerwę (a ta już od 21 lipca). 
W przypadku ubrań przedszkolnych stawiam przede wszystkim na wygodę i funkcjonalność oraz odporność na plamy i kolejne prania. Unikam białych koszulek, choć jeśli po przeczytaniu jadłospisu, wiem że nie będzie tam czerwonego barszczu albo zupy pomidorowej, pozwalam sobie na odstępstwo od tej reguły. Rezygnuję również ze spodni z guzikami, bo wolę, żeby w razie sytuacji awaryjnej Tosia mogła sama zdjąć i założyć spodnie, a nie czekać, aż ciocia to za nią zrobi. Tak na marginesie, macie jakiś patent na nauczenie dziecka rozpinania guzików? Największe wątpliwości budzi we mnie zawsze pogoda, do przedszkola jedziemy o godzinie 7, kiedy często jest jeszcze chłodno, a i pogoda często niepewna. W przypadku chłodniejszych dni idealnie sprawdzają się te spodnie

Uszyte z cieniutkiej bawełny, przewiewne i lekkie, a jednocześnie przykrywają całe nogi.Uwielbiam Tosię w tych spodniach i uwielbiam same spodnie, gdyby istniała ich wersja dla dorosłych, kupiłabym bez wahania.
Drugim rozwiązaniem są legginsy z nogawką 3/4. 

Większość z Was zakłada pewnie dzieciom legginsy z długimi nogawkami. Tosia też ma ich całkiem sporą kolekcję, ale znalezienie takich, które po kilku praniach nadal mają nogawki tej samej długości, co w dniu zakupu jest sporym wyzwaniem. Hitem są dla mnie te z H&M oraz lidlowskie Lupilu stylizowane na bryczesy. Tym nic nie może zaszkodzić.

I wreszcie szorty, mój ukochany element dziecięcej garderoby. Do przedszkola najczęściej zakładam Tosi kolejne wersje tego modelu. Lekkie, przewiewne i kolorowe.Tosia nie rozstaje się z tym modelem od swojego pierwszego lata, zmieniamy tylko rozmiary. Choć w tym roku rozmiar noszony latem 2013 nadal pasuje. Jeśli więc szukacie tanich i dobrych gatunkowo krótkich spodni dla Waszych córek polecam Wam te. Ich regularna cena to od kilku lat niezmiennie 19,90 zł, w czasie wyprzedaży można je kupić za 10 zł.

A co oprócz spodni? T-shirty i tuniki, z naciskiem na te pierwsze. W komodzie jest ich spora kolekcja, we wszystkich wzorach i kolorach. Tosia najbardziej polubiła ten
Wybrałam go nie tylko ze względu na ładny wzór i dobrą jakość. Skusił mnie także napis w języku francuskim.Wiąże się z nim zabawna historia. Któregoś dnia zapytana o nazwy znajdujących się na niej warzyw i owoców odpowiedziała: "Gruszka, pomidor i ... Warzywo!" Teraz już pamięta, że to bakłażan.
Ja bardzo lubię koszulki z Endo. Moim zdaniem mają najlepsze gatunkowo rzeczy dla dzieci, ale to temat na osobny post. Właśnie czekamy na paczkę od nich, więc spodziewajcie się osobnego postu poświęconego tej wyjątkowej marce.

Jeśli chodzi o letnie buty, w tym roku padło na sandały Cool Club (Smyk)
Bardzo ładne, wytrzymałe buty ze skórzaną wkładką w dobrej cenie (na początku maja w promocji 48,99 zł, cena regularna 69,99 zł).

Do tego tanie trampki do piaskownicy, wysokie trampki na chłodniejsze dni i kalosze na deszcz. Żadna pogoda małemu przedszkolakowi nie jest straszna.

Na głowę kapelusz słomkowy, kapelusz bawełniany albo czapka z daszkiem.

W chłodniejsze dni w pogotowiu bluza albo sweterek, czasem marynarka.
A co na spacer? O tym następnym razem!

środa, 9 lipca 2014

Mały alergik

Dawno, dawno temu, kiedy siedziałam w poczekalni u alergologa wpadła mi w ręce ulotka informująca o tym, czy i jak dziedziczone są alergie. Wyczytałam tam, że w przypadku jeśli jeden rodzic ma stwierdzoną alergię, a drugi nie prawdopodobieństwo, że dziecko będzie alergikiem wynosi tylko/aż 30%. Tosia postanowiła się    w tych 30% znaleźć. Pierwszym ciepłym wiosennym i letnim dniom w jej życiu (2012 rok) towarzyszył katar, kaszel, psikanie i łzawiące na spacerach oczy. Żadnych innych objawów, jak choćby gorączka, gorsze samopoczucie. Pediatra obstawiał alergię, utwierdzała go w tym również moja alergia na pyłki. Podawaliśmy jej leki antyalergiczne odpowiednie dla tak małych dzieci, które łagodziły objawy. Zimą, wraz w rozpoczęciem sezonu grzewczego pojawił się inny problem - sucha skóra, z którą nie poradził sobie w 100% żaden z dostępnych na rynku kosmetyków. Każde uruchomienie kaloryferów po kilku cieplejszych dniach powodowało nawrót objawów. Na szczęście Tosia skończyła już rok i mogliśmy zacząć podawać jej inny lek antyalergiczny o silniejszym działaniu. W końcu jednak lekarz stwierdził, że najlepiej będzie jeśli zobaczy ją specjalista i skierował nas do alergologa. Wizyta odbyła się rok temu, lekarka na podstawie opisanych przez nas objawów stwierdziła, że najprawdopodobniej Tosia jest uczulona. Z testami musimy się jednak wstrzymać do 3. urodzin (to na szczęście już we wrześniu), choć moja alergolog twierdzi, że najlepiej byłoby zrobić je dopiero w okolicach 5 lat. 
Tego lata nadal zmagamy się z objawami alergii, dostaliśmy kolejny, uzupełniający lek, który w połączeniu z tym, który dostaje przez cały rok, przynosi zamierzone efekty. Mam nadzieję, że uda nam się przetrwać lato, a jesienią zrobić testy i mieć już świadomość czego unikać.
Na razie, zgodnie z sugestią pediatry, zapisuję wszystkie objawy w kalendarzu i mam już pewne obserwacje. Widzę też, że najczęściej alergia uaktywnia się u nas obu w tych samych dniach.
Tak to przekazałam dziecku to z czym zmagam się przez całe życie... Cóż, nie miałam na to najmniejszego wpływu.


wtorek, 8 lipca 2014

Dziecko u fryzjera

Swojej pierwszej wizyty u fryzjera nie zapomnę nigdy. Nie dlatego, że wyszłam stamtąd z nową fryzurą, nie dlatego, że wyszłam stamtąd z nieudaną fryzurą, ja po prostu uciekłam! Miałam wtedy jakieś trzy i pół roku i za nic nie chciałam usiąść na fotelu. Trauma (choć to może trochę za duże słowo) została mi do dziś. Lubię mieć ładne, dobrze obcięte włosy, ale nie znoszę samego obcinania i wiercę się jak dziecko.
Tosia pierwszą wizytę u fryzjera ma już za sobą. Ma już za sobą nawet cztery, ostatnia była wczoraj. Pierwsza polegała jedynie na obcięciu grzywki i odbyła się bez specjalnych przygotowań, po prostu podczas spaceru swoje kroki skierowałyśmy w stronę fryzjera. Poszło dobrze, więc kolejna wiązała się już z całkowitą zmianą fryzury. Włosy Tosi bardzo mocno się kręcą i choć dla jednych jest to na pewno urocze, nas doprowadza do szału. A fryzjer doskonale daje sobie z nimi radę! 
Ktoś może powiedzieć, że szkoda wydawać pieniądze na fryzjera, kiedy można skrócić dziecku włosy w domu. Można, owszem. Ale ja znam swoje zdolności manualne, podejrzewam, że po mojej ingerencji, Tosia nie wychodziłaby z domu przez miesiąc. W ciągu roku odwiedziliśmy fryzjera trzy razy, grzywka - 10 zł, cała fryzura 20 zł. Nie są to moim zdaniem aż tak duże kwoty jak na typowo dziecięcy salon fryzjerski. Ze specjalnymi siedzeniami, zabawkami i niezwykle cierpliwą fryzjerką. Podziwiam tę kobietę za jej podejście do małych klientów, zagaduje, pyta, próbuje cały czas zainteresować czymś nowym, jest cały czas uśmiechnięta, a rodzicom daje poczucie, że to właśnie ich dziecko jest taaakie wyjątkowe! Tosia jest niecierpliwa, dla niej wysiedzenie kilkunastu minut w spokoju może być problematyczne, wczoraj u fryzjera spędziliśmy ponad pół godziny, wierciła się, owszem, ale wyszła stamtąd z pięknie obciętymi i wycieniowanymi (!) włosami. I wygląda dużo lepiej, niż przed wizytą... Nawet babci mówiła wczoraj, że pójdzie do fryzjera i będzie taka piękna.
Tak więc drodzy rodzice - polecam wizyty z dziećmi w salonach fryzjerskich, dla nas to może być sytuacja stresująca, bo nigdy nie wiemy, co akurat nasza pociecha wywinie, ale dla nich okaże się to wszystko wspaniałą przygodą.
I na koniec rodzicom mieszkającym w pobliżu, polecam naszego fryzjera Wesoła Grzywka.

piątek, 4 lipca 2014

choroby i wyprzedaże...

Mamy właśnie przed sobą przymusowy pobyt w domu. Tosię dopadła infekcja krtani, ja mam kontuzjowaną stopę. Żadna przyjemność siedzieć w domu w taką pogodę... Rok temu w sierpniu, kiedy wszyscy szaleli na spacerach i placach zabaw, nas wszystkich dopadła angina... Oj, to był trudny czas, rodzice i teściowie byli akurat na wakacjach, my w fatalnym stanie, Tosia też cierpiąca. Na szczęście daliśmy radę!

Na pocieszenie odebrałam wczoraj naszą paczkę ze sklepu internetowego Zara. Widzieliście kiedyś ich paczki? Ten sklep zasługuje na najwyższą ocenę za to, jak wyglądają ich przesyłki. Już samo otwieranie sprawia olbrzymią radość.
Najpierw dostajemy taki kartonik
Po otwarciu naszym oczom ukazuje się to
(kolor papieru, w które zawinięte są ubrania, zmienia się w zależności od pory roku).
A na końcu nasz wyprzedażowy łup
Jeansowe (i nie tylko) szorty z Zary to nasz absolutny hit. Tosia nosi kolejne pary od czasu, kiedy osiągnęła rozmiar 68. Często ubieramy ją w szorty, wiosną i latem na gołe nogi, jesienią i zimą dodajemy do nich rajstopy. Niektórzy mówią nam, że w takim stroju jest jej niewygodnie i na pewno za ciepło (zwłaszcza zimą w przedszkolu/żłobku). Absolutnie się z tym nie zgadzam, bo tak ubrana bawiła się w krainie zabawy i nie była nawet spocona. W przedszkolu/żłobku nikt nie zwrócił nam uwagi, że dziecko jest nieodpowiednio ubrane. Te same osoby mówią, że pewnie jest jej niewygodnie. Hmmm... Nasze dziecko nie zna tego pojęcia, kilka tygodni temu wybraliśmy się na festyn organizowany w naszej miejscowości, była tam ogromna dmuchana zjeżdżalnia, Tosia weszła na nią w spódnicy za kolano, zjechała i tak w kółko. Wydawało mi się, że mogło być jej niewygodnie, ona się tym nie przejmowała.
Na koniec pozostałe wyprzedażowe łupy
 Bluza z 5.10.15 (24,99 zł), bluzy tej długości są naszym ostatnim hitem, mamy taką z H&M i idealnie sprawdzają się w chłodne dni.

I łupy z H&M, założyłam, że nie wydam więcej, niż 20 zł, ale co ja poradzę, że za 20 zł miałabym tylko szorty, a bluzka i sukienka w przyszłym roku też się Tosi przyda. Wydałam, więc dwa razy więcej. Panna Antonina w tym roku nosi szorty z poprzedniego sezonu, bo są jej nadal dobre, więc na następne lato należą jej się nowe!
Ja swój limit wyprzedażowy wykorzystałam, teraz czekamy na wypłatę męża.
Generalnie nasze dziecko jest już wyposażone na lato 2015 :)



wtorek, 1 lipca 2014

Co zabrać na wakacje z dzieckiem?

Przygotowując się do naszych pierwszych wakacji z dzieckiem sporządziłam listę rzeczy, które obowiązkowo należało wziąć ze sobą. Co na niej było?

Oto ona:
1) wózek/nosidło,
2) łóżeczko turystyczne,
3) pozytywka (przy niej Tosia zasypia),
4) koce (do spania i na wycieczkę - nigdy nie wiemy, co i w jakim stanie zastaniemy w pokoju, lepiej wziąć coś z domu, zwłaszcza dla młodszego dziecka),
5) butelka/kubek,
6) płyn do kąpieli, 
7) zabawki do kąpieli,
8) ręcznik kąpielowy,
9) krem/mleczko do ciała,
10) krem z filtrem i krem na każdą pogodę,
11) kredki, kartki, kolorowanki,
12) śpiworek do spania,
13) lekarstwa (przeciwalergiczne, przeciwgorączkowe, witamina C, wapno, Tantum Verde, Nasivin),
14) książeczka zdrowia,
15) plastry,
16) Octenisept,
17) spray przeciw owadom,
18) ubrania (kurtka przeciwdeszczowa, ciepły sweter/bluza, cieplejsza czapka),
19) nocnik, pieluchy lub pieluchomajtki (Tosia była wtedy w 90% odpieluchowana, ale na drogę woleliśmy się zabezpieczyć), mokre chusteczki,
20) mata do wanny/do położenia pod prysznicem,
21) chusta na szyję,
22) szczoteczka i pasta do zębów,
23) talerz, miska, sztućce,
24) nożyczki do paznokci,
25) pieluchy flanelowe/tetrowe/ręcznik do wycierania buzi,
26) czapka/kapelusz/chusteczka chroniąca przed słońcem,
27) sandały/trampki/buty w góry,
28) moskitiera na wózek,
29) termometr,
30) zaślepki do gniazdek.

Przydało nam się wszystko, oprócz ciepłych ubrań, zaślepek do gniazdek ostatecznie nie wzięliśmy, bo Tosia nigdy w kontaktach nie grzebała, ale myślę, że warto o nich wspomnieć. Nie musieliśmy na szczęście korzystać z lekarstw (oprócz przeciwalergicznych, które Tosia dostaje każdego dnia). Zwykłych koszulek i szortów mieliśmy nawet trochę za dużo, bo nie musieliśmy zmieniać ich w ciągu dnia z powodu niespodziewanych plam.
Czego nie weźmiemy w tym roku? W domu raczej zostanie wózek, nosidło również nie będzie nam potrzebne. Tradycyjny nocnik zastąpi nocnik turystyczny, pełniący również funkcję nakładki. Nie potrzebujemy pieluch. Śpiworek do spania odszedł w zapomnienie. Nie zrezygnujemy z łóżeczka, w tym roku Tosia może w nim jeszcze spać. Większość pozycji na tej liście pozostanie jednak niezmieniona.
A Wy, co zabieracie ze sobą na wakacje?