piątek, 19 stycznia 2018

Każdy może być artystą. "Ojej! Zmalowane!"

Tosia uwielbia wszelkie prace manualne. Ja nie, ale staram się ją wspierać w rozwijaniu pasji i talentu. Najbardziej lubi rysować kredkami, ale raz na jakiś czas sięga po farby. Wtedy powstają prawdziwe dzieła sztuki. Bo te kolorowe tubki mają w sobie coś takiego, że każdy kto po nie sięgnie, staje się artystą.


Nawet kot! Czaruś, bo o nim mowa, znalazł w pokoju farby. Zostawiła je jego przyjaciółka i opiekunka Lola. Dziewczynka wyszła, a sztaluga, biała kartka, farby i pędzle zostały. Kto nie zastanawia się długo i bierze się do malowania! Jak na kota radzi sobie znakomicie. Obraz wychodzi naprawdę piękny i przedstawia łąkę. Dumny ze swojego dzieła Czaruś chce podzielić się sukcesem z lalką Zośką. Piękna Zośka spogląda i... dostrzega na obrazie nic innego, tylko wesołe miasteczko! Jak to możliwe? Przecież przyglądali się dziełu Czarusia w tym samym czasie. A jedno z nich widzi motyla, w tym w czym drugie dostrzega karuzelę! Zakłopotanych przyjaciół ma szansę pogodzić misiek Rysiek. Jednak Rysiek, zamiast pomóc, komplikuje sprawę jeszcze bardziej, bo według niego obraz Czarusia przedstawia dżunglę. Sprawa wydaje się nie do rozwiązania aż do chwili, kiedy do domu wróci Lola... To ona wytłumaczy Czarusiowi o co w tej całej sztuce chodzi!

Ta książka w bardzo piękny, mądry, a jednocześnie dowcipny sposób tłumaczy dzieciom, jak bardzo różne może być nasze postrzeganie sztuki. Myślę, że to będzie doskonały początek pięknej drogi pełnej obrazów i rzeźb. Przed wyjściem do muzeum albo galerii sztuki - lektura obowiązkowa! Warto ją przeczytać również po to, żeby na jej podstawie wytłumaczyć dzieciom, że w różne sposoby można interpretować również ich rysunki. Myślę, że po poznaniu Czarusia żadne dziecko nie powie, że rysuje źle, brzydko albo że coś mu nie wyszło. 

Autorką książki Ojej! Zmalowane! jest Anna Jankowska, pedagog, autorka książek dla dzieci i dorosłych, blogerka i, co najważniejsze, mama! Na swoim blogu i vlogu tylkodlamam.pl radzi innym rodzicom jak wychować szczęśliwe dziecko. Teraz, razem z Czarusiem wprowadza dzieci w świat sztuki i czytania. Ojej! Zmalowane! adresowane jest do dzieci w wieku 3-7 lat. Ja przetestowałam ją na sześciolatce, która była nią zachwycona. Przeczytała ją samodzielnie i poradziła z tym sobie znakomicie, więc jeśli macie w domu pociechę, która uczy się czytać, zapoznajcie ją z Czarusiem! Maluchom też go poznajcie, bo oprócz historii, na pewno spodobają im się ilustracje Adama Święckiego! Jak zwykle kolorowe i pełne humoru, po prostu pięknie zmalowane:) A jeśli po przeczytaniu książki zachce się Wam (albo dzieciom) kolorować, to na odwrocie okładki czeka na Was niespodzianka, kod dzięki któremu zyskacie dostęp do kolorowanek, które stworzą dłużą wersję opowieści o Czarusiu! W końcu artysta tkwi w każdym z nas, więc do kredek i farb marsz!





Ojej! Zmalowane!
Anna Jankowska
ilustracje Adama Święcki
Atomedia Sp. z o.o.

Do kupienia tutaj



czwartek, 18 stycznia 2018

Kosmiczne przygody duchów. "Kostek i zagubiony koń" (Media Rodzina)

Kiedy Tosia zaczęła prosić o zakup zwierzątka nie myślałam o związanych z tym obowiązkach. Bardziej martwiło mnie to, co zrobimy kiedy zwierzątko odejdzie. Bo jak wytłumaczyć to dziecku? W jaki sposób ukoić ból po stracie małego przyjaciela? Mam nadzieję, że jeszcze długo nie będziemy musieli się z tym mierzyć, ale osobom, których taka sprawa męczy mogę polecić serię książek o Kostku.


Jej tytułowy bohater jest psem. Nie byłoby w tym nic wyjątkowego, gdyby nie fakt, że Kostek jest... duchem! Ten pies był kiedyś czworonożnym ulubieńcem rodziny Peppersów. Po śmierci nie opuścił swoich właścicieli. Bardzo go to zdziwiło. A jego niedowierzanie było jeszcze większe, kiedy okazało się, że nie tylko on został w posiadłości Peppersów. Razem z nim w Pechowej Woli zostało ich całkiem sporo.

Duchy zwierząt strzegły domu dawnych właścicieli. Dodawały otuchy zrozpaczonej po odejściu Kostka Dusi, ale również przeżywały niesamowite przygody. Ja dziś chcę Wam przybliżyć trzeci, najnowszy tom tej serii. Kostek i zagubiony koń to najbardziej kosmiczny ze wszystkich wydanych do tej pory tomów. Wszystko zaczyna się w dniu, w którym Dusia znalazła teleskop. Wkrótce w pobliskim lesie pojawia się nowy duch. Do dobrze znanych nam z wcześniejszych tomów bohaterów dołącza koń. Z życia klacz należała do cygańskiej rodziny. Ciągnęła wóz, który był ich domem, patrzyła jak rosną ich dzieci. Przyglądała się tańcom przy ognisku i słuchała granej przez nich muzyki. Było im razem dobrze, ale rodzice zmarli, dzieci założyły własne rodziny i Luna została sama z jedną z córek. Dziewczyna i klacz były ze sobą bardzo związane. Jednak ich szczęście skończyło się w dniu, w którym pewien człowiek zapragnął kupić Lunę. Rosabella się na to nie zgodziła, ale mężczyzna dopiął swego i gdy tylko dziewczyna oddaliła się na chwilę od wozu, ukradł konia! Luna była bardzo nieszczęśliwa. Za Rosabellą tęskniła tak bardzo, że pękło jej serce. Od tej pory tuła się po świecie i szuka swojej właścicielki. Mieszkańcy Pechowej Woli muszą jej pomóc. Najpierw dowiadują się, czy Rosabella Asstra w ogóle żyje. Kiedy okazuje się, że dawna właścicielka Luny jest światowej sławy astronomem, wpadają na pomysł zorganizowania pikniku astronomicznego. Proponują  wygłoszenie wykładu. Ta zgadza się i ... 

Nie mogę zdradzić niczego więcej. Ani tego, co działo się na pikniku, ani tego, czy Rosabella rzeczywiście się na nim pojawiła. To musicie sprawdzić sami. Gwarantuję jednak, że przeczytacie opowieść o kolejnych przygodach Kostka z dużą przyjemnością, bo to naprawdę świetnie napisana książka. Czyta się ją szybko i z ogromnym zainteresowaniem. Wydarzenia skłaniają do refleksji, a z drugiej strony budzą uśmiech. Bo humoru w opisach przygód Kostka nie brakuje. Polubiłam tę serię od pierwszego tomu. I, nie będę ukrywać, że mam ochotę na kolejne. Bo w Pechowej Woli jest naprawdę ciekawie! Lektura powinna spodobać się wszystkim. Przecież każdy lubi zwierzęta, a wszyscy lubią ciekawe książki. Ta, oprócz tego, że jest interesująca, ma również jeszcze jeden ogromny atut. Dużą czcionkę, więc dzieci, które uczą się czytać powinny poradzić sobie bez problemu! Rodzicom też się spodoba, bo to książka na piątkę z plusem:)






Kostek i zagubiony koń
Claire Barker
ilustracje Ross Collins
tłumaczenie Małgorzata Hesko-Kołodzińska,
Piotr Budkiewicz
Media Rodzina, 2017

środa, 17 stycznia 2018

Potrzebuję przyjaciela. "Rikuś i Anusia" (ADAMADA)

Może to dobrze, może to źle, ale Tosia nie ma jeszcze prawdziwej przyjaciółki. Staramy się pielęgnować przedszkolne znajomości, ale nie jest to łatwe, kiedy rodzice pracują, a dzieci chodzą do zupełnie innych placówek. W szkole znalazła jedną dobrą koleżankę, ale co z tego wyniknie? To się dopiero okaże.

Kilka dni temu odbyłyśmy długą rozmowę o jej koleżankach i kolegach. Pytałam ją z kim lubi się bawić, kto lubi bawić się z nią. Upewniałam się, że dzieci, które ja uznaję za jej koleżanki i kolegów naprawdę nimi są również według niej. Tosia powiedziała, że lubi bawić się ze wszystkimi, z wyjątkiem jednej dziewczynki, która nie chce bawić się z nią. Cóż, nie musi wszystkich lubić i wszyscy nie muszą lubić jej, ale wydawała się bardzo smutna, kiedy mówiła, że ta dziewczynka nie chce się z nią bawić. Bo bliskie i życzliwe osoby chce mieć wokół siebie każdy. 


Pamiętacie Rikusia (KLIK)? Bohatera książki Guido van Genechtena? Tego króliczka z klapniętym uszkiem, który tak bardzo martwił się tym, że różni się od wszystkich? Rikuś też chciał mieć przyjaciela, a raczej przyjaciółkę. Każdego dnia przyglądał się Anusi. Uwielbiał patrzeć kiedy króliczka skakała na skakance, słuchać kiedy śpiewała. Marzył, żeby być jej przyjacielem, ale brakowało mu odwagi, żeby do niej podejść. Postanowił zwrócić jej uwagę w dość oryginalny sposób. Wydawało mu się, że jeśli zacznie nosić długie spodnie, to Anusia uzna go za poważnego, dorosłego królika. Postanowił nosić okulary, żeby wyglądać na mądrzejszego. Nosił jej słodkie marchewki, przebrał się za tajemniczego królika w masce. I... I wszystko układało się nieco inaczej, niż to sobie zaplanował. Ku przerażeniu lub zdziwieniu Anusi oraz ogromnej uciesze czytelników. A jak się ta historia kończy? Marchewkowo!

Rikuś i Anusia to wspaniale napisana i doskonale zilustrowana historia o dziecięcej przyjaźni, o samoakceptacji i próbie zaimponowania otoczeniu. Guido van Genechten pokazuje małym czytelnikom, że najlepiej być po prostu sobą. Tylko w ten sposób można zdobyć prawdziwych przyjaciół i być w pełni szczęśliwym. Rikuś doskonale sprawdzi się jako lektura dla przedszkolaków, które dopiero wchodzą w świat relacji rówieśniczych. Być może i oni staną przed podobnymi, co Rikuś, dylematami. Będą się starali na siłę zaimponować rówieśnikom albo zmienić to, co i tak jest w nich dobre. Przykład sympatycznego króliczka udowadnia, że każdy z nas najlepszy jest wtedy, kiedy jest sobą. I to przesłanie dzieci (i nie tylko) powinny koniecznie zapamiętać!






  Rikuś i Anusia
Guido van Genechten
tłumaczenie Ryszard Turczyn
ADAMADA, 2016