piątek, 26 sierpnia 2016

Jedziemy w Karkonosze! ZNOWU!

Nie planowaliśmy tego wyjazdu. W tym roku mieliśmy nie zobaczyć gór, a jednak jedziemy. Jedziemy, bo wygraliśmy weekendowy wyjazd (choć w naszym przypadku to weekend dość nietypowy, bo będzie trwał od niedzieli do wtorku). Jedziemy i znowu będziemy zwiedzać, poznawać, oglądać. Towarzyszyć będą nam oczywiście książki i kolorowanki. Jakie?

Po pierwsze Bajkowy przewodnik po Karpaczu. Ten jedzie z nami już po raz trzeci (a kupiliśmy go jeszcze zanim Tosia pojawiła się na świecie). Jego autorką jest Maria Nienartowicz, mieszkanka Karpacza, polonistka, a przede wszystkim autorka opowieści dla dzieci. Ich bohaterami są Karkonoskie Skrzaty, które wędrują po górach. To piękne historie o Karpaczu, Karkonoszach, ich przyrodzie, tradycjach i zabytkach. Taki jest również Bajkowy przewodnik po Karpaczu, każdemu miejscu poświęcono jedną opowieść, na sąsiednich stronach mali turyści znajdą informacje praktyczne, uzupełnione zdjęciami, rycinami itp. W książce są również krzyżówki, zagadki, rebusy, które umilą podróżowanie oraz utrwalą i poszerzą wiedzę o zwiedzanych miejscach. To jednak nie wszystko, bo jest jeszcze rzecz dla dzieci najatrakcyjniejsza! Skrzacikowe pieczątki! W naszym przewodniku opisano 23 miejsca (od informacji turystycznej, przez urząd miasta, aż po restauracje), w których można je zdobyć, ale w nowszych wydaniach pojawiły się nowe miejsca, które czekają na małych turystów. Tosia uwielbia je zbierać. Jestem pewna, że każde dziecko to lubi;) Jeśli, więc wybieracie się do Karpacza, kupcie ten niesamowity, dedykowany dzieciom przewodnik. Z nim nie będziecie się nudzić!





Po drugie, Podróżownik, o tym karkonoskim pisałam tutaj. I co tu ukrywać, pisałam z dużym żalem, bo wiedziałam, że w tym roku go nie wykorzystamy. A tu, niespodzianka! Jednak jedziemy. Tosia już zdążyła zaznaczyć rzeczy, które musi ze sobą wziąć (ma w końcu doświadczenie po Podróżowniku uniwersalnym oraz Wybrzeże Polski). Ja Podróżowniki pokochałam od pierwszego czytania, ale nie myślałam, że Tosi korzystanie z nich sprawi aż taką frajdę. Mamy już dwa niesamowite pamiętniki z naszych wakacyjnych wypraw. Trudno je jednak nazwać dziełami skończonymi, autorzy opisali w nich tyle miejsc, że nie sposób odwiedzić wszystkie w czasie jednych wakacji. I dobrze, można się nimi dłużej delektować!


Po trzecie, Kreatywnik dolnośląski, doskonały przewodnik, najlepsza ściąga, która zmieści się do każdej kieszeni. Stworzyła go Monika Bronowicka, mama Uli i autorka Dolny Śląsk dla Uli. Podczas majowej wyprawy do Wrocławia, z radością przyjęłam informację o tym, że powstała wersja dolnośląska. Pobrać możecie ją tutaj. Warto do niego zajrzeć! Kiedy oglądałam go po raz pierwszy, od razu zaczęłam szukać miejsc, których dotąd nie odwiedziliśmy. Znalazłam dwa, które specjalnie zwróciły moją uwagę. Jedno, mijaliśmy rok temu w drodze w góry, o drugim nigdy nie słyszałam, ale jedziemy tam w niedzielę. Jakie to miejsce? Na razie nie zdradzę:) W niedzielę wszystko wyjaśni się na naszym Instagramie.
(źródło: http://dolnyslaskdlauli.blogspot.com/2016/07/kreatywnik-dolnoslaski-czyli-przewodnik.html)

Po czwarte kolorowanki, te umilą podróż i wypełnią czas wolny. Czy będziemy taki mieć? Nie wiem, ale wolę być przygotowana). Karkonoskie kolorowanki Tosia kupiła rok temu jako pamiątki z wakacji i od tego czasu jedynie przeglądała. Teraz przyjdzie czas na kolorowanie i naklejanie. A naklejać będzie Tosia w książeczce Moofie zwiedza Dolny Śląsk, w której sympatyczny muflon zabiera czytelników między innymi do Wałbrzycha, Srebrnej Góry, Kowar, a także na szczyt Ślęży i Śnieżki. Oprócz naklejek jest tu mnóstwo zagadek, są również krzyżówki i rebusy. Świetna zabawa gwarantowana.







Zaledwie trzy dni (a ja przecież marzę o tym, żeby na Dolnym Śląsku kiedyś zamieszkać), mam nadzieję, że pogoda dopisze i uda się zobaczyć jak najwięcej nowych miejsc.Tosia przebiera niecierpliwie nogami, cieszy mnie jej chęć poznawania nowych miejsc i niespokojna dusza:) Już jest z niej wspaniały podróżnik, a co to będzie, kiedy urośnie:)