środa, 11 grudnia 2019

"Jesteśmy wielcy" (Wydawnictwo Zielona Sowa)

Lubię książki, które uczą. Nie myślę jednak w tej chwili o publikacjach popularnonaukowych, ale o takich, które objaśniają świat, opowiadają o relacjach międzyludzkich i uczą radzenia sobie w trudnych, a często nawet ekstremalnych sytuacjach. Tego właśnie oczekuję od książek dla dorosłych. Nie czytam tych lekkich, łatwych i przyjemnych, bo szkoda mi na nie czasu. Wolę te, które zostawiają we mnie ślad, które noszę w sercu, o których myślę i, których nie mogę zapomnieć. Te same wymagania stawiam książkom dla dzieci. Chciałam i chcę czytać Tosi książki wyjątkowe. Oczywiście mają one być dostosowane do jej możliwości poznawczych. Czytamy tylko to, do czego dorosła. Gromadzę książki, do których musi dojrzeć. Jeśli wiem, że są tego warte, to kupuję je bez wahania i czekam na odpowiedni moment. Na razie mam jeszcze wpływ na to, co czyta. Nie wiem jak długo i nie wiem, w którą stronę pójdzie, kiedy sama będzie podejmować wszystkie decyzje. To się okaże, ale do grona książek wartych przeczytania właśnie dołącza kolejna.


Powieść Amber Lee Dodd Jesteśmy wielcy to opowieść o dziewczynce, która nie chce urosnąć. Dziwne, prawda? Zazwyczaj dzieci chcą jak najszybciej dorównać wzrostem najwyższym osobom. We wzroście widzą szansę na bycie lepszym, ważniejszym mądrzejszym. Sydney tego nie chce. Dlaczego? Bo jej mama jest karłem. Ma zaledwie 124 cm wzrostu i choć wielu z niej drwi i spogląda z niezdrowym zainteresowaniem, to Sydney stara się tym nie przejmować. Dla niej mama jest idealna, kocha ją taką jaka jest i zrobi wszystko, żeby była szczęśliwa. Niestety o szczęście jest im coraz trudniej. Tata Sydney nie żyje, a mama chcąc zapewnić córkom (Sydney ma starszą siostrę) godne życie decyduje się na przeprowadzkę. Ta okazuje się być dla wszystkich traumatyczna. Zamiast nowych szans pojawiają się nowe problemy. A trzy kobiety muszą sobie z tym jakoś poradzić.



Jesteśmy wielcy wzbudziło we mnie wielkie emocje. Niby banalna historia, ktoś może nawet powiedzieć, że trochę naciągana. A jednak jest w niej wiele prawdy. Bez względu na to, jak bardzo chcemy chronić nasze dzieci przez złem tego świata i tak w końcu jesteśmy bezradni. Tak, niestety jest. Długo myślałam, że największym zmartwieniem rodziców są kolki niemowlęce. Aż Tosia przekroczyła próg szkoły i okazało się, że kolki to był "pikuś". Świat jest brutalny, rówieśnicy bywają okrutni, a nasze dzieci muszą się w tym prawdziwym świecie odnaleźć. Jak sobie z tym poradzą? Tego nikt z nas nie wie. Ale każdy chce swojemu dziecku pomóc. Ta książka na pewno będzie przydatna. Przygody Sydney, jej mamy i siostry mogą być dla czytelników wskazówką i wsparciem w trudnych chwilach. Oczywiście, każdemu dziecku i nastolatkowi życzę, żeby takie wsparcie nigdy nie było mu potrzebne. I jeśli nie będzie, to tę książkę i tak warto przeczytać, bo jest po prostu ciekawa, dobrze napisana i interesująca.


Jesteśmy wielcy
Amber Lee Dodd
tłumaczenie Anna Piasecka
Zielona Sowa 2019
wiek 9+

wtorek, 10 grudnia 2019

"Ja, Bałwan" (Teatr Animacji w Poznaniu)

Od trzech lat jednym z nieodłącznych elementów przedświątecznych przygotowań jest wyjście do Teatru Animacji. Trzy razy z rzędu towarzyszyła nam Bombka z gwiazdką (KLIK). Najpierw było czytanie, a potem niezapomniany spektakl, na którym świetnie bawiła się cała nasza rodzina. Myśleliśmy, że w tym roku będzie tak samo, ale poznański teatr sprawił nam niespodziankę i przygotował nowy spektakl!

Autorką tekstu jest, kierownik literacka Teatru Animacji, Malina Prześluga. Jej nazwisko w opisie spektaklu jest gwarancją tego, że przeżyjemy niezwykłą teatralną przygodę, którą zapamiętamy na długo. Musiał o tym wiedzieć również święty Mikołaj, który w miniony piątek podarował Tosi bilety na spektakl Ja, Bałwan. Bilety były trzy, więc w niedzielne popołudnie całą rodziną wybraliśmy się do teatru. 


Po wejściu do sali w oczy od razu rzuciła nam się dość skromna scenografia. Tworzyło ją kilka, sięgających dorosłemu człowiekowi do kolan, kostek. W głowie rodziły się różne sposoby ich wykorzystania przez aktorów, ale nikt z nas nie spodziewał się, że okażą się one aż tak magiczne! O tym jednak za chwilę, bo wcześniej kilka słów muszę poświęcić fabule. Bohaterami są Bałwan i Marchewka. Los jakoś zawsze łączy ich dwoje. Ich przyjaźń nie jest jednak łatwa. Bałwan jest takim "pozytywnym wariatem", wszystko go cieszy, wszystko go interesuje. Nie przeszkadza mu to, że za kilka dni nie będzie po nim śladu. Marchewka o życiu wie więcej, mniej w nim wiary w ludzi i świat. Właściwie nic ich nie łączy. Są razem, bo muszą, ale Marchewka nie ma na to ochoty. Bałwan ma, ale Bałwan w ogóle jest inny. Trudno im pokonać to, co ich dzieli. Mimo to próbują, jeden i drugi nie ma nic do stracenia. Zarówno życie Marchewki, jak i życie Bałwana nie będzie długie. Co w związku z tym robią? Żyją pełną piersią, spełniają marzenia, odwiedzają wyjątkowe miejsca, pomagają innym i poznają smak szczęścia. 


Tyle szczegółów z fabuły. Teraz kilka słów o scenografii. Tajemnicze kostki, które zobaczyliśmy wchodząc do teatru kryły w sobie niezwykłe przestrzenie, które przemierzali Bałwan i Marchewka. Były tam między innymi ulica, bar sałatkowy, salon fryzjerski. Niewielkie elementy, niewielkie przestrzenie, a jednak wszyscy, nawet ci siedzący w najdalszych rzędach, doskonale widzieli, co dzieje się w środku. Wszystko za sprawą kamery. Użycie ich w tm spektaklu dodało scenografii dodatkowej głębi, a cały spektakl uczyniły jeszcze bardziej magicznym. A to dlatego, że dzięki temu czytelnik miał poczucie, że staje się częścią całej historii, że w tę wyjątkową noc, razem z Bałwanem i Marchewką przemierza miasto. Magia w najczystszej postaci. Dla takich scen warto chodzić do teatru i warto zabierać tam dzieci.


Skończyłam teatrologię, zdarzało się, że chodziłam do teatru raz w tygodniu, ale specjalistką od przedstawień dla dzieci nigdy nie byłam. Kojarzyłam je raczej z tym, co sama oglądałam w teatrze będąc dzieckiem. Olśnień raczej nie pamiętam, więc na pewno nie były to spektakle wybitne. Z Tosią będzie inaczej, bo każdy spektakl, który do tej pory oglądałyśmy był naprawdę wyjątkowy. A Tosia często wraca do nich w swoich opowieściach. W niedzielę do teatralnych olśnień dołączył Ja, Bałwan. Spektakl wyjątkowy, jakiego wcześniej nigdy nie widzieliśmy. Piękna lekcja przyjaźni. Refleksyjna opowieść, która do refleksji skłania nie tylko dorosłych, ale także dzieci.



I na koniec o dzieciach w teatrze słów kilka. O dzieciach, ale dla rodziców. Cieszy mnie ogromnie zainteresowanie teatrem, które rodzice, dziadkowie i opiekunowie próbują w swoich pociechach rozwijać. Smuci fakt, że wielu nie sprawdza dla jakiej grupy wiekowej przeznaczony jest spektakl. Ja, Bałwan według informacji na stronie teatru to przedstawienie dla dzieci od 6 roku życia. Na widowni obok nas siedziały trzylatki, które niemiłosiernie się nudziły. Część z nich wystraszyła się, kiedy na początku spektaklu zgasło światło i niemal całkowitych ciemnościach trzeba było wysłuchać monologu jednego z bohaterów. Ja, Bałwan, choć naprawdę piękny i głęboki, był dla tych maluchów zdecydowanie za długi i zbyt statyczny. Nie kipiał kolorami. Podejrzewam, że dla wielu był nawet niezrozumiały. Czy to mój zarzut w stronę Teatru Animacji, autorki tekstu i twórców spektaklu? Nie! Bo jest to przedstawienie wybitnie piękne i mądre. Świąteczno-zimowe, ale na pewno nie dla malucha. Zabierając trzylatka na tego typu spektakl możemy go raz na zawsze zniechęcić do teatru. Sprawdzajmy więc dokładniej i uważniej kategorie wiekowe, dla których przeznaczone są spektakle, na które kupujemy bilety (zresztą nie tylko spektakle, bo to samo tyczy się książek). Wtedy rodzinne wyjście do teatru będzie przyjemnością dla nas wszystkich!



Zdjęcia pochodzą ze strony Teatru Animacji
(fot. Jakub Wittchen)

Ja, Bałwan
reżyseria Artur Romański
dramaturgia Malina Prześluga
muzyka Tomasz Lewandowski
scenografia Marta Maria Madej
współpraca scenograficzna Igor Fijałkowski

Obsada
Marta Berthold
Magdalena Dehr
Aleksandra Leszczyńska
Igor Fijałkowski
Artur Romański

Teatr Animacji w Poznaniu, premiera 15 listopada 2019 r.

poniedziałek, 9 grudnia 2019

"Gdzie mieszka szczęście" (Wydawnictwo Wilga)

Powszechnie wiadomo, że trawa zawsze jest zieleńsza po drugiej stronie płotu. Myślimy, że innym wiedzie się lepiej, że są szczęśliwsi. Wysnuwamy takie wnioski patrząc na ich domy, samochody i zdjęcia z wakacji. Nie zastanawiamy się za co to wszystko zostało kupione i czy tak naprawdę daje daje posiadaczom tych rzeczy prawdziwe szczęście. Naszym dzieciom również zdarza się uderzać w podobne tony. Koledzy dostają lepsze prezenty, mają ciekawsze zabawki i lepszy sprzęt sportowy. Rodzice załamują ręce, próbują różnych tłumaczeń i sposobów, ale dzieci i tak wiedzą swoje. W takich sytuacjach pomocną dłoń wyciąga literatura!


Gdzie mieszka szczęście to opowieść o trzech myszkach. Bohaterowie nie znali się wcześniej. Każdy z nich żył szczęśliwie we własnym domu. I choć te domy bardzo się od siebie różniły, to każdy dawał swoim mieszkańcom radość i szczęście. Do czasu, kiedy myszki nie zorientowały się, że są obok nich inni, którzy żyją inaczej. Pan Mysz Szara, zawsze mówił, że jest szczęśliwy i, że niczego więcej nie potrzebuje. Jednak gdy pewnego dnia zobaczył dom Myszy Białej stwierdził, że ten, w którym mieszka nie jest ani duży, ani piękny, a jego poczucie szczęścia dramatycznie zmalało. Podobnie było z Myszą Białą, która także zmieniła zdanie o swoim życiu, kiedy zobaczyła, że ktoś inny mieszka, w jej opinii, lepiej. Tymczasem Szara Mysz, właścicielka najpiękniejszego i największego domu, zazdrościła innym tego, że mają rodzinę...





Wzruszyła nas ta opowieść. Wzruszyła, skłoniła do refleksji i zachęciła do rozmowy. O życiu, marzeniach, o tym, co chcielibyśmy mieć i o tym, co nas cieszy. Wszystkiego na pewno nie mamy, bo wszystkiego nie ma nic. Ale mamy bardzo dużo i pewnie są tacy, którzy nam tego, co mamy mogą zazdrościć. Czy powinno nas to cieszyć? Nie o poczucie radości tu chodzi, ale o to, żeby w zupełnie inny sposób spojrzeć na własne życie i, żeby takiego podejścia uczyć dzieci. Z tą książką na pewno zrobicie pierwszy krok w tym kierunku. To wspaniała lektura dla dzieci w wieku przedszkolnym, ale i te starsze (co pokazuje przykład Tosi) znajdą w niej coś dla siebie i odkryją drugie dno tej opowieści. Poza tym każdy, bez względu na wiek, zachwyci się formą tej książki. Piękne ilustracje i liczne okienka, które można otwierać spodobają się wszystkim! To sprawia, że ta książka szybko zyskuje sympatię czytelników. A po pierwszym przeczytaniu od razu chce się ją czytać znowu, znowu i znowu!





Gdzie mieszka szczęście
Barry Timms
ilustracje Greg Abbott
tłumaczenie Olga Miękus
Wydawnictwo Wilga 2019